06.12.2011 > koniec > początek

Rok temu zacząłem pisać bloga. Miałem go pisać razem z moim przyjacielem Michałem, ale dosłownie kilka dni wcześniej, rok temu, umarł. To już rok. Rok bloga. Ponad 111 000 wejść. Dziękuję! Dziękuję, że jesteśmy tu razem w przestrzeni opowieści, w dyskursie, dialogu, wymianie myśli i słów. 07 czerwca tego roku zaczęła się opowieść, którą tworzyło wiele osób. 128 wpisów. Pisało ją 10 osób wraz ze mną. Zaczynała się od słów: W pewnym państwie, kilka dni temu gruchnęła wiadomość, która dosłownie zelektryzowała opinię publiczną […] a skończyła na: Ona, Lusia, nie chce uciekać „z gębą w rękach”. A więc moi drodzy—koniec i bomba. A kto czytał, niech mu to przyniesie pożytek.

Kto czytał i śledził wpisy ten wie, kto nie czytał ten może przeczytać. Pasjonujące wątki, zaskakujące zmiany fabuły. Opowieści. Postaci. Jestem zwolennikiem tezy, że my ludzie, w przeciwieństwie do innych istot, jesteśmy narratorami, a nasze życie jest opowieścią, tylko opowieścią i aż opowieścią. Od jej treści i sposobu jej opowiadania zależy jakość naszego życia. I to nawet nie jest metafora, ale neurofizjologiczne odkrycie współczesne o tym, jak funkcjonują nasze oczy, uszy, skóra i mózgi. Tworzymy opowieści o sobie i świecie. To kim jesteśmy i jakiego doświadczamy świata zależy od naszego obrazu świata w głowie :)

  • dla wszystkich, którzy wzięli czynny udział w pisaniu tej opowieści ufundowałem moje książki, możesz się posilić moim opowieściami. Napisz, którą z nich sobie życzysz i na jaki adres: autor@normanbenett.pl
  • wszystkim chętnym proponuję ciąg dalszy zabawy. Napisz pod spodem w komentarzach – morfologię tej opowieści, czyli interpretację, czyli o czym była twoim zdaniem?
  • osoba z najciekawszą interpretacją zostanie nagrodzona voucherem na dwudniowy, wybrany warsztat coachingowy w roku 2012

Życzę wszystkim pięknych opowieści o sobie!

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. Bardzo fajnie byłoby się spotkać, może się uda. Pozdrawiam serdecznie.

  2. do mnie też „Wielkie Nieba! stodoła mi się spaliła” przyszło ni stad ni zowąd. :-)
    Pies wyzdrowiał. Cieszę się że Ci się dobrze zemną pisało”Zośka” ty piszesz fantastycznie. Mamy trochę wspólnego bo ty wiele piszesz o sobie i nie tylko.
    Kiedyś też byłem na ustawieniach hellingera.(tylko raz). Odmieniło to moje życie chociaż po sesji nie mogłem przestać o tym myśleć co się tam działo.
    Może uda nam się spotkać np 6 u Macieja?

  3. iPaweł,
    wiersz o młotach? Czy chodzi Ci o Leśmianową balladę „Dziewczyna”?
    Fajnie się z Tobą pisało. Gdzieś czułam,że jakoś tak się eterycznie (na falach internetu) wymieniamy. Ten Lupus to przyszedł do mnie tak ni stąd, ni zowąd. Czy pies Twojej Mamy zdrowy? Pozdrawiam serdecznie.

  4. zbierałem się często przez ostatni tydzień do napisania wpisu jednak coś zawsze mi przeszkadzało ( a to komputer się zawiesił, a to był ważny telefon itp).
    Dla mnie ta opowieść w rożnych okresach pisania jej miała rożne role.
    Na początku była oderwaniem od rzeczywistości, prze-kierunkowaniem myśli.
    Natomiast dużym zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się **** wpisie Zośki z dnia 19-11-2011. Po jakimś czasie zorientowałem się że zdarzenie z powieści też trochę się pokrywa z moim otoczeniem. Mojej Mamie zachorował pies podobnie jak Lupus. Nie chciałem tego ciągnąć dlatego MZK uciekł do uzdrowiska.
    W listopadzie współpisanie powieści było dla mnie źródłem nowych ciekawych doświadczeń czyli zupełnie czymś odwrotnym niż w czerwcu.
    Jeżeli chodzi o postać P. to postać oparta na moich doświadczeniach. Kiedyś byłem uzależniony od pewnej gry komputerowej.
    Yanlao i Marcin były dla mnie postaciami które chcą pomagać niektórym ludziom obudzić się z transu w którym żyją- też chciałbym to umieć. Postacie te miały również dostarczać akcji bo wydawało mi się że jest jej za mało.
    Bardzo mi się podobał wiersz o młotach.
    Dziękuję wszystkim którzy uczestniczyli w tym projekcie.

  5. :))))

  6. Ireno,
    nie, nie, żadnych pretensji nie mam o jakąkolwiek interpretację. Tak sobie tylko gadam, dywaguję.

  7. Czy musimy interpretować tylko swoich bohaterów w obawie że ktoś się obrazi?

  8. Zośka,
    Narrator opowiada swoją opowieść wplatając w nią dużo historii swego życia lub tylko odrobinkę. Jego opowieść zawiera jego przemyślenia. Pisze by każdy zinterpretował ją na swój sposób. Nie ma obiektywnej interpretacji. I na tym moim zdaniem polega frajda, zabawa z interpretacją. Interpretacja w dużej mierze zależy od stanu ducha, emocji, doświadczeń. Zgodzisz się, że taka samą sytuację czasami interpretujemy w zupełnie odmienny sposób. Interpretując tworzymy nowe sytuacje, nowe rozwiązania, tworzymy nowy świat, nową rzeczywistość. Po co interpretujemy? By wzbogacić naszą wyobraźnię? Zrozumieć bohaterów? Zrozumieć siebie? Ciekawi mnie o co chodzi w tej opowieści, czym się zakończy, jakie losy spotkają bohaterów, czy będzie szczęśliwe zakończenie i dla kogo. Dla Lili już jest szczęśliwe zakończenie, ponieważ spotkała Bartka, moja interpretacja. Jaki sens był w tej krótkiej historii czy to wpłynęło na losy innych niech każdy zinterpretuje po swojemu.

    Czy w jakikolwiek sposób pokazałam, że obojętne są mi narracje innych?
    Dlaczego ten wpis skierowałaś do mnie.

    Pozdrawiam :))

  9. Ireno,
    możemy różnie układać wątki tej opowieści. Jeden z bohaterów „Alicji po drugiej stronie lustra”, Humpty Dumphty, mówił, że w zalezności od tego, jakim słowom przypisujesz znaczenie (dopłacasz im—jak on to określał), tak znaczy opowieść. Czy nasza opowieść skończy się happy endem? Mnie to w tej chwili nie interesuje. Kto wpływa na dramaturgię tej opowieści—Mona, Piotr, Ginko? Kto w niej przewodzi? Ta kwestia też wydaje mi się drugorzędna. Moim zdaniem, każde z nich ma swoją opowieść, a te opowieści się zbiegają, łączą lub rozłaczają i —dla mnie— nie jest ważne, czy zostaną podporządkowane jakiejś nadrzędnej narracji. Ważne, by każdy w swojej narracji czuł się dobrze i narracje innych nie były dla niego obojętne. By mogły być inspirujące i bliskie, by nie wadziły.

  10. Super zabawa pod nazwą „interpretacja”. Interpretuję tę opowieść na różne sposoby. Następna moja interpretacja:
    Piotr zrozumiał, że jego misją jest zostać coach’em z dużej „C”. Wiele się uczył, ale mistrz mu dał zadanie odnaleźć i przekonać pewną kobietę by podjęła naukę i została coach’em. Od mistrza dostał informację, że jest to nauczycielka i mieszka w Krakowie.
    W tym samym czasie w ścianach jakiegoś klasztoru pewna zakonnica została oddelegowana by ściągnąć do zakonu kobietę, która ma ponad przeciętną intuicję, tajemniczą energię LMY. Wybrano siostrę Monikę, ponieważ już się poznały wcześniej. W odróżnieniu od Piotra Mona dostaje szczegółowe informacje dotyczące Ginko. Piotr miał zdolność widzenia snów, osoby, które widział były w ten czy inny sposób związani z Ginko. Dlatego najpierw w internecie odszukał Monę, nic nie wiedział o jej planach. Czasami był blisko Ginko przebudzenia i za chwilę znów daleko. Zdobył się na desperacki krok. Nigdy wcześniej tego nie praktykował. Chciał wysłać przekaz myślowy do Ginko „wszystko jest iluzją”. Niestety ta myśl jak grom z jasnego nieba trafiła MZK. Był to człowiek biznesu,ale słysząc tę myśl postanowił spakować się i wyjechać do uzdrowiska. Niestety Ginko nie zrozumiała. Mona z kolei próbowała zwabić Ginko do zakonu posługując się Elizą, Yanlao, też jej się nie udało. W ostatniej wizji Piotr widział kobietę w habicie. Czy rozpozna Monę, komu uwierzy Ginko, a może zostanie tylko sobą albo aż sobą. Czy będzie happy end.
    :)))

  11. Gubię się w tych wątkach. Jeszcze jako tako ogarniam Ginko (może dlatego, że ją „animowałam”), ale postać Elizy chyba inaczej odbieram niż Irena. Dla mnie Eliza była bratnią duszą Ginko, choć miała inny sposób rozwiązywania problemów. Szybki samochód jako odskocznia. Ginko jest bardziej radykalna. Włóczy się na piechotę, ale nie wraca do związków, nie ma woli naprawy, nie oczekuje od mężczyzn, że się zmienią i ulepszą, to ona –jak coś nie pasuje—zmienia charakter relacji, albo ją wymieniają, np. na Afrykę (przypadek Roquentina). Irena jest bardziej cierpliwa.
    Piotr? Ginko zna Piotra. Wcale nie jest on jakoś specjalnie oświecony. Nie dla Ginko. Siedzi w swojej głuszy, izoluje się, śni, marzy. Ginko go bardzo lubi, ale cóż…nie ma do niego cierpliwości.
    Najbliżej jest Ginko do wątków iPawła. Te opowieści dają jej „kopa”. Ginko uwielbia facetów z intuicją i wyobraznią. Postać Yanlao i postać P. przemawiają do jej wyobrażni. Ginko—jak to zdiagnozował pan Yanlao—ma dużo wiatru, emocji, no co tu dużo mówić—jest latawicą. Postać P. jest też podszyta wiatrem, choć realizuje się w eterze internetowym.

  12. Dzień Dobry!

    Nie mam pojęcia jak się mogę z Panem skontaktować…

    Chciałabym tylko powiedzieć, że nazywam się Bennewitz.
    I interesuje mnie podobna zbieżność nazwisk.
    Jeśli pana to interesuje….

    Pozdrawiam.

  13. Brałam udział w pisaniu tej opowieści. Wpisy pod wpływem impulsu, miały tez wpływ rozmowy, inspirowały filmy, artykuły, własne przemyślenia.
    Jest to opowieść o losach ludzi zmagających się z rzeczywistością, ze światem jaki sobie tworzą. Uwikłani w rozwiązywanie problemów swoich lub cudzych, dążą do swoich celów lub wypełniają cele innych. Każdy na swój sposób dąży do lepszego życia nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę lepsze życie jest w zasięgu ręki. Życie podsuwa inne możliwe rozwiązania, aranżuje różne sytuacje, spotkania, a i tak wracają do swego ciepełka bo tam jest bezpiecznie.
    Małżeństwo Eliza i Jacek mają trudny czas. Czy z tego wyjdą. Ona jest niepewna jutra obarcza winą męża. Jacek z kolei ma jakieś traumy z dzieciństwa. Nie potrafi zrozumieć swoim emocji, uczuć. Jego matka zawsze uciekała kiedy między nimi pojawiało się napięcie. Ten wzorzec przeniósł na swoją rodzinę. Jest w długim, wąskim tunelu i nie widzi światełka. Elizę męczy takie zachowanie, ale podświadomie sądzi, że to jej wina. Nie potrafi zmienić swoich przekonań, wzorców chociaż pewnie nie jeden raz włączała autopilota i fantazjowała o zmianie Jacka nie o swojej. Kupuje sobie samochód- „zabawkę” by uciec od trudnych tematów i chociaż na chwilę poczuć się wielką. Iluzja. Obaj dzielą czas na przeszłość i przyszłość, nie myślą o teraźniejszości, o byciu tu i teraz.
    Może Piotr w tej opowieści jest oświecony. Był chłopcem, gdy z rodzicami wyjechał mieszkać za miasto. Stał się mężczyzną, gdy zrozumiał na czym polega jego siła. Najpierw był przerażony potem pojawiła się ciekawość. Ta ciekawość sprawiła, że na swojej drodze spotkał mistrza, który mu tłumaczył i pracował z nim. Może dlatego chciał poznać Ginko bo wiedział lub podejrzewał. Poznał Ginko za pośrednictwem Mony. Pewnie miał wizję, że Mona chce skrzywdzić Ginko, więc przyjechał by temu zapobiec. Może medytował w zobaczył góry, a raczej jasnoniebieską aurę gór i postanowił zaprosić Ginko w góry. Góry nie wypaliły, więc znalazł się w swoim ulubionym miejscu. Tak wykreował te miejsce jeszcze będąc chłopcem. Teraz miał znowu wizję. On też stał w szpitalu i uśmiechał się widząc Lilę i Bartka.
    Ginko w tej opowieści widzę jako kogoś kto zbiera te wszystkie osoby w jedną układankę. Co ma się stać by Ginko się obudziła? Ta dziewczyna nie zdaje sobie sprawy ze swojej siły i możliwości jakie posiada, z pomocy duchów i aniołów jaką otrzymuje. Co ona, nauczycielka ma lub będzie miała wspólnego z tymi ludźmi. Myśli, że myśli i śpi. Ginko widziała Lilę, gdy Lila była jeszcze dzieckiem. Z Izabelą były przyjaciółkami, spotykały się od czasu do czasu wspominając anioła z dziurą w skarpecie. Z Elizą i Jackiem zapoznała ją Mona. Dlaczego Eliza i Jacek znaleźli się na jej drodze. W niedalekiej przyszłości pozna Bartka i Maję. Maja kiedyś zdecydowała się na zmianę i ciągle jest na tej drodze. Z Panem od komputera czyli MZK zna się dobrze. MZK postanowił coś ze sobą zrobić i wyjechał. Myśl „wszystko jest iluzją” prześladowała go i bardzo chciał to zrozumieć. Nie rozumiała tego Ginko. Na swojej drodze miała też różne przygody, przemyślenia, ale tak i zostało.
    Tajemniczą osobą jest Mona. Pojawia się i znika. Pojawia się w wizjach Piotra, jest szefową firmy farmaceutycznej, nosi habit. Jaki ma cel, do czego dąży?
    To jest moja interpretacja :) pozdrawiam

  14. Jak wpływały na moją opowieść o Ginko opowieści Współopowoadaczy? Bo wpływały, nieraz bardzo. Tylko z tego pułapu mogę dokonać tej „morfologii”. Aby to zrobić, potrzebuję więcej czasu. Czytam od nowa i się zastanawiam. Bo kiedy pisałam, te opowieści były impulsami. A więc czytam, zastanawiam się i …napiszę.

  15. W opowieści o ślepawej Ginko są dwie płaszczyzny. Jedna to powierzchnia—ulica, szkoła, włóczenie się po różnych miejscach, a druga—Hades, podziemie, miejsce zmarłych pojawiające się najpierw w opowieści o tajemniczym klubie w szkolnej kotłowni, a potem we snie, w którym Ginko szuka nieznajomej zmarłej, zapomnianej kobiety (byc może matki jej Brata). Hades wiąże się z miłością do Wodza, chłopaka, który był obecny w zyciu młodziutkiej Ginko, a którego ona poznała własnie w Hadesie, a potem, w trakcie swojej wędrówki spotkała w postaci szalonego taksówkarza. Jednak ich spotkanie po latach, tak obiecująco kontynuowane w pięknej łazience, zostało przerwane….szumem wody, wzbieraniem wody. Ginko nie jest gotowa na zanurzenie się w tej wodzie, bo dla niej to jeszcze wciąż nie woda życia, ale strumień, który oddziela. Jakby ten, otaczający Hades. Bo najpierw trzeba zaspokoić pamięć, uzupełnić luki w pamięci o zmarłych. Dlatego Ginko śni o windzie, o zjeżdzie w dół. Szuka pod swoim łożkiem tej nieznajomej kobiety, ktorej jest coś winna. Nie odnajduje jej, ale zamiast niej spotyka w pokoju hotelowym (następna wycieczka) dwie Mojry, na które się złości. Jedna z nich przestrzega głupią Ginko przed wiecznym łazikowaniem, cudownymi manowcami. Pokazuje jej swoją twarz—z młodej dziewczyny zamienia się w staruszkę i rozpływa. I znowu pojawia się w tym śnie łazienka. Wychodzi z niej jakby Wodzu—smutny, niepocieszony. Ginko nie umie go pocieszyć. A na koniec zjawia się Mama Ginko. Piękna, samotna kobieta. Ginko widzi ją z oddali, jak żywą. Jest wzruszona.Z tego obrazu płynie do Ginko siła Mamy.
    Ginko zwraca się do tajemniczego MM, bliskiemu jej sercu na tyle, na ile On pozwala czuć się jej bliskim. Ginko nie wie, czy jest w jego życiu cieniem, snem, czy jawą. Piosenka, którą jej puszcza MM uświadamia Ginko, że relacja z MM nie jest łatwa i jednoznaczna. Ta piosenka może być piosenką nadziei (powróciłaś, czekałem i robiłem wszystko, by cię odnależc) lub piosenką pożegnania: wciąż szukam kogoś innego (MM, kiedy ją włączył, miał nieobecny wzrok, nie patrzył na nią, Ginko).
    Wątki literackie to przede wszystkim:
    wątek Calineczki, Alicji z drugiej strony lustra, Małgorzaty od Bułhakowa i Lady Makbet. Najbliższy Ginko jest wątek Lady Makbet—czuje w nim wspólnotę z losami rodziny.
    Najbliższy Lusi jest wątek Małgorzaty szukającej MIstrza.
    Piosenki znaczące w tej opowieści to:
    „Hot hot hot” Cure—„uwielbiam jak mnie szlag trafia, wtedy się otwieram, płynie przeze mnie ozywcza energia” ( tak to Ginko przyswaja tekst tej piosenki),
    „Vashe blagorodije” B. Okudżawy—„o Losie, daj mi odpocząć, pokochać”
    Postaci znaczące w opowieści to:
    Eliza–inna kobieta, podobna do Ginko, z którą Ginko chce się poznać, skonfrontować i w końcu wie, że to się nie uda, Eliza zbyt szybko się przemieszcza. Ale Ginko czuje jej obecność i cóż…bardzo ją lubi. Dziękuję Ci Elizo. Bywaj zdrowa!
    Yanlao—niby Nikt, a jednak Ktoś ważny. Ginko zapomniała napisać, że nim pojawił sie w jej opowieści, dostrzegła Jego książkę (bo nie wiem, czy wiecie, ale Yanlao pisze ksiązki) i juz chciała pobiec dalej (bo przemądrzałą Ginko nie interesują książki z zakresu tzw. rozwoju osobistego), ale dostrzegła kątem oka notatkę na tej książce, coś w rodzaju—” to nie jest przypadek, jeśli patrzysz na te książkę, oznacza to, że jest tobie bardzo potrzebna do przemiany”. I Ginko nic już nie mysląc kupiła tę książkę o Tao i polubiła Yanlao. Dlatego nie dziwota, że trafiła w końcu pod jego dach.
    Lidka—to sama Ginko w okresie dziewczęcym. Hej, Lidka, mam nadzieję, że wciąż masz się dobrze i podziwiasz fontanny.
    MZK—obyś nie był ciągle z komputerem, zależy mi na Twoim losie, Zawsze będę odbierać od Ciebie telefony. Bardzo wiele mi dałeś. Nasza przyjażn, to wiem, nigdy się nie skończy.
    Lusia—osoba, której jeszcze Ginko nie zna, ale ma do niej zaufanie bo Lusia nie będzie uciekać z gębą w rękach.
    Dziękuję Współopowiadaczom. Oni wpływali na moją opowieść. Pomagali mi. Czasami bardzo.
    Dziękuję Autorowi Bloga za możliwość pisania tej opowieści i Jego Obecność.

  16. Kiedy zaczynałam, zupełnie nie wiedziałam, o czym ta opowieść będzie. Ale bardzo chciałam opowiadać. Dlatego nadałam jej tak szerokie ramy—życie jak sen—by się po prostu zmieścić z tym, co mam do opowiedzenia, a czułam, że jest tego trochę i wcale nie wiem, co to będzie. Pisałam prawie zawsze bardzo szybko, stąd w tej opowieści sporo interpunkcyjnych usterek. NIe poprawiałam ich, bo obawiałam się, że jak zacznę korygować swój tekst, będę chciała go zmieniać i ulepszać także na poziomie fabularnym, a tego–z jakichś przyczyn–nie zamierzałam robić.
    Moja Ginko jest ślepą, albo na wpół ślepą istotą (ale widzę to dopiero teraz). Kieruje się odczuciami, emocjami, nierzadko jest agresywna. I spragniona uczuć. Jest w dużym stopniu dziewczynką. I kiedy myslę o tej dziewczynce, to przychodzi mi od razu na myśli niejaka PIpi Pończoszanka. Ginko uwielbia przygody, ale cóż ,siedzi w szkole po uszy. W nieudanych związkach, w zagraconych pomieszczeniach, toteż kiedy wychodzi na ulicę i jest „w drodze” czuje się wolna i przydarzają się jej przygody. Dom, szkoła–praca, to dla Ginko tereny „martwe”. Tak by się mogło wydawać. A jednak Ginko „dokarmia” te stabilne, martwe tereny swoim „ulicznym” życiem. Zdechłaby jak pies Lupus, gdyby miała być przykładną domową kobietą. To raz.
    Dwa. Ginko poszukuje czegoś, co –najprawdopodobniej—utrudnia lub uniemożliwia jej intymne kontakty z męzczyznami (nieszczęsny Roquentin zdradza ją z kilkoma „solistkami opery” na raz i ucieka do Afryki przed nią). Ale zaraz potem „wraca” jak brat. Prosi o pomoc. I ona mu jej udziela. Głupia laska. Ginko traktuje wszystkich mężczyzn jak dzieci lub rodzeństwo. Dlatego daje im nie jak kobieta, ale jak matka, jak siostra. I oni najczęściej po jakim czasie mają dość tych kazirodczych związków i uciekają, albo ona ucieka. Bo Ginko szuka brata. Kiedy sobie to uświadamia, zaczyna zamieniać się w Lusię. Lusia to postać bardziej związana z rodziną, mniej cygańska niż Ginko. Bardziej słoneczna, ciepła, kobieca.
    Tak właśnie chciała nazwać Ginko jej Mama, ale została przegłosowana i Lusia dostała imię bardziej dramatyczne, o cennym rodowodzie (od „ginąć”, zanikać”, a także o ginko—miłorząb, jedno z najwytrwalszych chińskich drzew).Ale te dwa imiona się uzupełniają. Ona Ginko-Lusia nie jest jednoznaczna. W pewnym miejscu opowieści Ginko dowiaduje się, uświadamia sobie, że jej Brat i jego Matka to bardzo ważne osoby w jej życiu, choć Brata prawie nie zna, a swojej macochy (?) wcale nie zna.Ale zanim uświadomiła to sobie, przeżyła doświadczenie na rynku, gdzie spotkała Kuglarkę. To postać Matki. Grożnej, agresywnej najpierw, a potem życiodajnej, uwalniającej dziewczynę od konieczności zachowania dziewczęcości do końca życia. Po tym epizodzie na dłuzej zamilkłam w swojej opowieści i w moim prywatnym życiu niespodziewanie zaszły dość szybkie zmiany. Zdecydowałam się pójść na naukę do Mistrza od hellingerowskich ustawień i jestem obecnie w trakcie tych ustawień (jest to półroczna terapia integratywna). Mistrz okazał się niesłychanie pomocny.Tam natknęłam się na brata i macochę, a także zbliżyłam do mojej zmarłej 6 lat temu Mamy.
    Druga część opowieści była pisana już bardziej w związku z tym, co rzeczywiscie wydarzało się w moim życiu (łącznie z „prawdziwymi” snami, które na blogu relacjonowałam). Zreferuję to nieco pózniej, bo czuję, ze teraz muszę zrobić pauzę. :)

  17. Drogi Coachu,
    Jestem tu nowa, ale cieszę się, że miałam zaszczyt Cię poznać na swojej drodze.
    Dzięki Tobie codziennie przerabiam w środku ten temat, choć na początku podjęłam decyzję, że „nie wchodzę w to” (chyba broniłam się sama przed sobą). Jesteś moją nową i najsilniejszą inspiracją na mojej drodze bycha Coachem samej siebie i bliskich mi osób. Dziękuję Ci. XX

  18. Macieju

    Serdeczne dzięki za tego bloga, jestem jego czytelnikiem niemalże od początku istnienia, i wierze że sporo się tu nauczyłem, także od komentatorów. To rzadki przypadek, by dziś w świecie zdominowanym przez pieniądz, ktoś dzielił się tak swoją wiedzą i doświadczeniem zupełnie za darmo.

    Pozdrawiam

Komentarze są wyłączone.