100 000 – 111 111 [konkurs]

Tak sobie wymyśliłem z okazji 100 000 wejść na bloga, żeby coś w rodzaju konkursu zrobić. Zatem jeśli chcesz wziąć w nim udział napisz w komentarzu o swoim odkryciu coachingowym, o chwili przekroczenia granicy pomiędzy starym i nowym, świadomym i nieświadomy, o momencie zmiany na lepsze.

Dodaj również odpowiedzi na pytania: Co sprawiło, że do tego odkrycia doszło? Skąd wiesz,  że zmiana była zmianą na lepsze?

Jest konkurs będą i nagrody. Subiektywnie zdecyduję o przyznaniu nagród, a kryterium w zasadzie nie ma, gdyż pojawi się w mojej głowie w reakcji na wpisy:

  1. Nagroda główna to bezpłatny udział w warsztacie, który  poprowadzę 6 i 7 stycznia 2012 w Warszawie w Centrum Inspiracje Wykorzystanie języka transu w coachingu [Prowadzę taki warsztat zazwyczaj raz do roku, więc jest to swego rodzaju unikalne przedsięwzięcie. Zastrzegam sobie jednak rozmowę  przed warsztatem, która zdecyduje o ostatecznym zakwalifikowaniu się, to warunek dla wszystkich chętnych, bo zajęcia są merytorycznie wymagające]
  2. Pozostałe nagrody to 3 książki  mego autorstwa do wyboru

Konkurs trwa do 111 111 wejścia!

100 000 – 111 111 [konkurs]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

15 komentarzy

  1. Zmiana na lepsze w moim życiu nastąpiła niedawno,a wszystko zaczęło się od zainteresowania tematyką coachingu.

    Byłam w trakcie lektury książki Coaching czyli przebudzacz neuronów. Skończonym rozdział dotyczący holonów. Przystąpiłam do wykonania ćwiczenia: wybrałam 3 holony: żona, matka, pracownik i zaczęłam sprawdzać ich jasność posiłkując się pytaniami z różnych poziomów Góry Lodowej. Po wykonaniu tego ćwiczenia nic już nie było tak jak przedtem. Znalazłam jedną ograniczającą blokadę i zdałam sobie w tym momencie sprawę że tylko ta jedna (a może aż jedna) blokada rzutuje na to jaką jestem matką, żoną, pracownikiem, jakim jestem człowiekiem. A potem nastąpił po sobie szereg zmian, zmian na lepsze aby zmienić ograniczenie, dotyczące mojej pracy. Podjęłam decyzję o zmianie zawodu, napisałam CV, zdałam sobie sprawę co chcę robić, jakie są moje mocne strony, jakie mam cele i wszystko wygląda na to, że jestem na dobrej drodze aby w końcu robić to co lubię i to w czym jestem dobra.

    Do niedawna nie wiedziałam do końca czego chcę, po co żyję, co jest w życiu ważne, ale tak było kiedyś. Dziś widzę wszystko jasno, ostro, wyraźnie i wiem, że szkoda życia na pracę, która nie daje pełnej satysfakcji, jeśli nie ma ona dla mnie większego celu, jeśli nie widzę jej sensu to wszystko wpływa negatywnie na każdy inny aspekt mojego życia. Więc od tej pory działam aby to zmienić i jestem przekonana, że mi się uda.

  2. Zmiana… to znak. Znak przychodzący nagle i niespodziewanie. Żyjesz: pracujesz, sprzątasz co sobotę, w niedzielę idziesz do kościoła, w tygodniu standardowo spędzasz czas – serial, kolejny serial, newsy w tv. I nagle znak, błysk, myśl: jaki wzór dajesz swojemu synowi. Myślisz – to nie tak, nie chcesz aby Twój syn pamiętał Cię, jak otwierasz piwo co drugi dzień. Zaczynasz biegać, idzie Ci coraz lepiej, jedziesz na zawody i po 15 km jako jeden z ostatnich wpadasz zapłakany na metę. Zapłakany ze szczęścia, bo ostatnie 3 km to…, nie pamiętasz ze zmęczenia. Udało się 15 km, to uda się też 42, co nie? Nadchodzi 16 pażdziernika, mrożny poznański poranek. Przed startem modlisz się, abyś w zdrowiu ukończył maraton i udaje się, cel osiągnięty, marzenie spełnione. “Impossible is nothing” mówi Fauja Singh, stu-letni hindus, maratończyk, mistrz świata w kategorii 90-cio i 100-u latków.
    Zmiana… to znak, jesteś w Rossmanie, żona kupuje kosmetyki, a Ty stajesz przy półce z książkami. Impuls, znak i sięgasz /po latach braku książki w ręku/ po “Pielgrzyma” Paulo Coelho. Pielgrzymka, droga…. Potem “Alchemik”, który zmienia Twoje spojrzenie na życie, na cele i marzenia. Pracodawca redukuje Twoje stanowisko, szukasz pracy, gdy znajdujesz nową, poznajesz ciekawych ludzi. Dzięki jednej z takich osób odkrywasz Bennewicza i jego “Coaching Tao”. Narcyz pytasz? Tak, to o Tobie, wiesz to dobrze. Dziękujesz za to odkrycie, bo możesz stać się bardziej świadomym człowiekiem.
    I jeszcze coś o życiu, prawdziwym a nie coachingowym.Zastanawiasz się cytując Antonny’ego de Mello “Czy to Ty jesteś nienormalny czy wszyscy do okoła” Bo dla wielu, także bardzo bliskich Ci osób ważne jest, że pracujesz, sprzątasz w sobotę i idziesz w niedzielę do kościołą…
    Zmiana jest możliwa, ale wpływa na innych i to od Ciebie zależy co wybierzesz. Zmianę mimo wszystko, czy pozostanie na nieswoim miejscu.

  3. Jedną z moich zmian które odmieniły moje życie, było zrozumienie że czasami fascynujemy się tylko kształtem. Przed zmianą fascynowałem się i pożądałem wiele pięknych kobiet nie znając ich wcale. W momencie zmiany zrozumiałem że to co absorbuje mnie to tylko forma i moje wyobrażenia. To co robię nie ma najmniejszego sensu i jest to jakiś bezmyślny nałóg. Wtedy poczułem się wolny i pełen energii. Cieszę się do dzisiaj z tego że miałem tą zmianę.

  4. Patrząc z perspektywy czasu, dojrzewałam do zmiany przez pewien czas. Chyba długi, choć przez całe moje życie 36 letnie podejmowałam różne wyzwania. Ostatnie 10 lat to małżeństwo, dzieci, wiecznie zabiegana, wszystkim pomagająca, stale bez wsparcia , siłaczka. Zadawałam sobie pytanie, nie wiedząc jeszcze nic o coachingu – czego ja chcę, jak chcę żeby wyglądało moje życie? Oczywiście kłótnie, płacz i próba zmiany najbliższych do moich wyobrażeń o szczęściu.
    I wtedy wydarzyły się rzeczy, które zmusiły mnie do spojrzenia na świat inaczej. Duże problemy finansowe, na które nie miałam wpływu, utrata domu, poważna choroba najbliższego członka rodziny i cudowne ozdrowienie. I ten czas, ta ciągnąca się niepewność. Przez ten rok, sytuacja nadal jeszcze się nie wyjaśniła. Ale ja zyskałam dużo. Przede wszystkim zaczęłam zmieniać siebie a nie najbliższych. Zaakceptowałam ich takimi jakimi są i mam szczęśliwe dzieci i wspaniałego, wspierającego mnie męża. Nie potrzebuję już tłumu ludzi, którzy komplementami karmią moje ego, bo sama pracuję nad własną wartością. Patrzę w przyszłość spokojnie z akceptacją i pewnością, że zrobiłam wszystko co mogłam aby naprawić błędy z przeszłości, ale nie wszystko jest ode mnie zależne. Zostałam certyfikowanym nauczycielem ashtanga yogi, coachem z dalszym systemem dokształcania , pomagam ludziom i wiem, że już iż to jest moja ścieżka życia. Przestałam pić nawet ukochane czerwone, wytrawne wino i jeść mięso. Moja zmiana trwa. Właśnie planuję szybki wyjazd do Norwegii, a w przyszłym roku wyjazd do Indii do szkoły ashtanga yogi w Mysore, z dziećmi – przecież podróże kształcą :).
    Życie to zmiana, a wszystko kiedyś przemija – ta chwila też i tylko ode mnie zależy czy pozostanę we wpojonych mi schematach czy wyjdę poza nie by odetchnąć pełną piersią ? Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za TAO Coaching – pochłonęłam :)

  5. Tak sobie myślałam co tu napisać i wciąż coś mnie powstrzymywało, bo to co układałam sobie w głowie nie było do końca tym, co stanowiło dla mnie odpowiedź na zadane pytania. Chciałam opisywać wielkie momenty w moim życiu, kiedy dokonywałam odkryć i zmieniałam różne rzeczy, lecz to nie było moją odpowiedzią.
    Dziś do mnie przyszła niespodziewanie.
    Życie do zmiana. Życie to rzeka, która płynie wartko. My ludzie próbujemy wciąż znaleźć sobie coś stałego: zbudować dobry związek, przytulnie urządzić mieszkanie, znaleźć dobrą pracę, odnaleźć oświecenie, być wegetarianinami. Wciąż szukamy czegoś uchwytnego, czegoś stałego. Lecz życie to zmiana. Życie to rzeka. Każda sytuacja ma milion perspektyw, które wciąż się zmieniają. I te nasze próby znalezienia stałości są jak wyjście z tej rzeki i mieszkanie w takiej małej kałuży, czy też może stawie, gdzie życie ostatecznie umiera. Tak to teraz czuję i czasami wracam do tej rzeki. Może kiedyś tam zamieszkam.
    PS: A na warsztat i tak proszę mnie zapisać.

  6. Czy to wszystko się skończy? Dlaczego oni…? Co mogę zrobić…? Potrzebowałam zmiany. Wtedy jeszcze nie znałam słowa „coaching”. Pchnęła mnie potrzeba. „Potrzeba matka wynalazków”. No i wynalazłam sposób. Ponad 16 lat temu spakowałam plecak i przyjechałam do Polski. Byłam sama w obcym kraju. Znalazłam się w zupełnie innym świecie. Na każdym kroku towarzyszył mi różnego rodzaju strach i uczucie niepewności. Znałam język polski więc wiedziałam, że sobie poradzę, byłam tego pewna.
    Spotkałam ludzi, którzy myśleli inaczej. Czytałam książki, które dawały do myślenia. Niestety duża ilość informacji i niemożność ją skonsultować sprawiły, że przysłowiowy dzwonek, który dynda skusił. Pociągnęłam za linkę i znalazłam się tam gdzie było ciepło i spokojnie. Strefa komfortu była cudowna chociaż wtedy nadal w obcym kraju. Powrót nie wchodził w rachubę.
    Po kilku latach dostałam następną szansę od losu. Ci sami ludzie przygarnęli mnie. Szybko się przypomniały „stare zmiany” o co w nich chodziło. Zmienił się świat wokół, zmieniły się pewne poglądy, nastawienia, przekonania. Nabyłam nowe umiejętności, dostałam większe możliwości. Inne wartości stały się dal mnie ważne. Dostałam się na studia w innym mieście. Rutyna- robota, uczelnia, dom, szara codzienność i coraz rzadziej sięgałam po lekturę, coraz rzadziej zauważałam zmiany, coraz rzadziej cieszyłam się, dziękowałam. Powoli wróciłam do ciepła i spokoju. Znowu trans. Jednak podświadomie przyciągały „czarne drzwi”.
    Przed rokiem spotkałam się z pojęciem coachingu. Szukałam informacji w Internecie, przeczytałam magazyn „Coaching”. Zaufałam sobie, że to je TO. Okazja trafiła na gotowość. Moim coachingowym odkryciem jest uświadomienie sobie, że ja mam świadomy wpływ na wszystko, że energia podąża za uwagą nie wybiórczo, że moje myśli, moja świadomość tworzą rzeczywistość, a nie okoliczności, że muszę zmienić postrzeganie zmiany. Zrozumiałam, że zmiany, które zachodziły wcześniej były bardziej nieświadome niżeli świadome, nie mogłam, nie umiałam nimi pokierować. Coś zmieniałam w celu zmieniania wszystkich i wszystko wokół. Biegałam, podejmowałam decyzje, chciałam Przekroczyłam granicę pomiędzy świadomym a nieświadomym, pomiędzy nowym- starym a nowym. Na razie jestem sama sobie coachem, ale czy zawsze potrafię zadać sobie te właściwe pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć? Czy najpierw odpowiedź, a potem odpowiednie pytanie? Czy nie skusi znowu dzwonek?
    Odkryłam, że ze zmianą jak z krzyżówką. Cieszę się, czuję satysfakcję, frajdę. Czy naprawdę to takie zajefajne czy tylko tak się wydaje? Wiem, że chcę świadomej zmiany. Wiele jeszcze odkryć przede mną.

  7. a Jaka w Tobie Macieju B zaszła zmiana …? od 111 111 …Co Ty odkryłeś ? …Czego Jesteś dziś świadom ? Co Jest dla Ciebie Nowe ?
    ………………………………………………………………………………………………………………………
    liczba 1 to w numerologii liczba początku ….odkrycia , zmiany , innowacji ….

  8. …” Jedynym warunkiem przemiany Świata jest Nasza przemiana …” nawet najmniejsza wystarczy przestać się bać …czas więc zacząć …” każda chwila Jest dobra

  9. Pisałem o wpisie Moniki B (zapomniałem dodać)

  10. Cośmy tak zamilkli??? :P … Pisać trza :) Powalczyć o jaskieś trofeum :) Chociaż ja jako stary wyjadacz psychologii to tu za przynętę-zachętę do pisania robię :) Pisać trza :) :)
    Podzielę się z wami tym, że zauważam ciekawą relację między życiem człowieka w etapach zagadki mitologicznej o Sfinksie a coachingiem. Najpierw sobie człowiek pełza, potem wstaje na dwóch nogach zdobywa świat by na starość podeprzeć się laseczką, i czas mu działa na niekorzyść odbierając część sił witalnych, marszcząc skórę ciała; jego fizyczność w jakimś sensie słabnie i przemija. A coaching im starszy tym lepszy :) Im człowiek więcej do tego bagażu życia nabierze, tym więcej perspektyw, tym zdrowszy dystans i wie się już z góry, że nie opłaca się być ani Herkulesem ani Syzyfem ani tym bardziej Doktorem Judymem, od razu kieruje się tym, co ważne, ku temu co ważne. Coaching też sobie nieśmiało najpierw stawia pierwsze kroczki, pierwsze trudne pytania, potem dwunożnie stawia na siebie i wielu przy okazji staje się podporą, a potem nareszcie szpakowata mądrość i etap prawdziwego coacha, który w skupieniu i wyciszeniu powożony jest bryczką, tylko od czasu do czasu dogląda młodzieniaszka woźnicy – czy sobie krzywdy jakowejś nie robi…

  11. no i chyba mamy zwycięzcę konkursu :)). Genialny opis. Chciałbym… nie, Chcę kiedyś tak móc osobie opowiedzieć.

  12. Napisałam kiedyś bajkę czym jest coaching i o mojej roli w nim. Myślę, że to na temat. C

    Bajka o coachingu

    W krainie jednowymiarowców wszystko było płaskie – płaskie były myśli, dźwięki, zapachy, uczucia, plany i marzenia – nawet płaskie były sny.
    Owa jednowymiarowość nie była wrodzona. Otóż, gdy człowiek przychodził na świat nakładano mu płaskowidze – okulary, które z czasem wrastały w twarz i stawały się niewidoczne. Chociaż wciąż były tylko okularami…
    Na skraju krainy mieszkała coachownica. Jak to coachownice mają w zwyczaju i ta burzyła dotychczasowy porządek. Mawiano, że kto u niej zawita postrada zmysły lub zniknie bez wieści. Niewielu odważyło się przekroczyć bramy tej dziwnej posiadłości. Wiadomo… od nieznanego lepiej trzymać się z daleka.
    Cóż zatem działo się u coachownicy?
    Na ścianie wisiało ogromne lustro. Przybyły przeglądał się w nim i widział wielowymiarowego siebie.
    – To dziwne! – wykrzykiwali niektórzy
    – Kłamstwo! – dodawali inni.
    – O tym śniłem – wzdychali nieliczni.
    Po odejściu od lustra świat znowu jawił się płaski. Aby przywrócić oczom i pozostałym zmysłom wielowymiarowość trzeba było wybrać się w daleką drogę. A na niej roiło się od przeciwników.
    Pierwszym był brak wiary w siebie. Kolejni to: strach, lenistwo, obawa przed opinią innych, negacja, zaprzeczanie potrzebie zmiany. Ostatni bojownik był najsilniejszy – miał wiele głów, a każda z nich to jedno przekonanie wędrowca. Zadanie wojownika polegało na skłonieniu przeciwników do poddaństwa. Nie było mowy o morderstwie, ani przemocy, gdyż pokonany w taki sposób stawał się jeszcze silniejszy. Nie było łatwe, ale cóż jest trudnego dla kogoś kto marzy o lepszym życiu?
    Wraz z każdym pozyskanym poddanym świat nabierał kształtów – krok za krokiem, spotkanie za spotkaniem, wymiar za wymiarem…
    Ci, którzy zawracali w pół drogi nigdy już nie zaznawali spokoju w jednowymiarowym świecie – ich sny i marzenia nabierały bowiem kształtów.
    Nie chcący nawet słyszeć o podróży – uciekinierzy od zwierciadła prawdy zapewniali, że niczego nie widzieli, a coachownica jest szalona i trzeba trzymać się od niej z daleka. Stawali się orędownikami płaskości.
    Odważnych wojowników coachownica nie pozostawiała samych sobie. Szło obok. Gdy jej kompan przyspieszał, nadawała tempa krokom. Nie pozwalała oprzeć się na swoim ramieniu, gdyż wiedziała, że towarzysz podróży jest silny i to od niego zależy, czy dotrze do celu. Najbardziej pomocne było zwierciadło, które coachownica wyciągała w trudnych chwilach. W odbiciu wędrowiec widział siebie takiego jakim jest naprawdę – wielowymiarowca, na którego u kresu podróży czekał wielobarwny, składający się z tysięcy brył i kształtów, świat. A przeciwnik? To on był płaski. Jakiż inny mógłby być? Przecież powstał w jednowymiarowym świecie!
    Tak coachownica towarzyszyła aż do bram wielorakości. Przed wejściem żegnała się, by wrócić do siebie i oczekiwać na kolejnych gości.

  13. Czytam tego bloga od kilku miesięcy, gdy mnie coś zaintryguje polecam znajomym, do tej pory nie komentowałam – chociaż w głowie rodziło się wiele myśli. Prawie od pierwszych wersów Pana książki, a potem bloga zastanawiam się jaki jest ów człowiek, który pisze rzeczy tak mi bliskie…
    Teraz mam motywację, a może raczej impuls .

    Za dwa tygodnie kończę studia podyplomowe z coachingu, wiem jak innych przeprowadzać przez zmianę, jak ona czasami boli, jak zajadle stare walczy z nowym i to warto zaangażować się w tę walkę, a może lepiej nazwać to wędrówką.
    Moja zmiana… Właściwie zmiana w moim życiu trwa nieustannie. Pierwsza i chyba jedna z najważniejszych przyszła do mnie 20 lat temu, gdy jako świeżo upieczona pełnoletnia osoba przestałam jeść mięso. Teraz to niby nic, ot decyzja… Wtedy stała za mną ekipa rozsądnych, starszych mających nade mną władzę, głoszących różne, ich zdaniem rozsądne, teorie. Były prośby, zakazy, nakazy. Co zyskałam na tym pozornie błahym akcie wyboru? Stałam się bardziej wrażliwa, zaczęłam widzieć więcej. Do nieśmiałej dotąd dziewczynki powoli podchodziła odwaga – odwaga, by żyć tak, jak chce, by być taką – jaką pragnę być. Życie świadome wymaga właśnie tej odwagi. Potem przyszedł czas na kolejne śmiałe, moje a nie innych, wybory. Własny styl spędzania czasu, refleksja nad sobą, świętowanie, gdy uważam, że warto świętować, a nie z powodu daty w kalendarzu, świadome mówienie „nie” i „tak”.
    A co ze zmianą sprzed lat? Gdy widzę przejeżdżający transport świń, gdy przechodzę koło sklepu mięsnego – czuję ból, a jednocześnie pojawia się iskierka – dla mnie nikt nie zabija. Nauczyłam się nie wojować, nie tłumaczyć, zaakceptować że każdy dokonuje własnych wyborów. I to kolejna moja ważna zmiana – nauka pokory. Lekcja, którą ciągle odbywam…

  14. Czytam tego bloga od kilku miesięcy, gdy mnie coś zaintryguje polecam znajomym, do tej pory nie komentowałam – chociaż w głowie rodziło się wiele myśli. Prawie od pierwszych wersów Pana książki, a potem bloga zastanawiam się jaki jest ów człowiek, który pisze rzeczy tak mi bliskie…
    Teraz mam motywację, a może raczej impuls .
    Za dwa tygodnie kończę studia podyplomowe z coachingu, wiem jak innych przeprowadzać przez zmianę, jak ona czasami boli, jak zajadle stare walczy z nowym i to warto zaangażować się w tę walkę, a może lepiej nazwać to wędrówką.
    Moja zmiana… Właściwie zmiana w moim życiu trwa nieustannie. Pierwsza i chyba jedna z najważniejszych przyszła do mnie 20 lat temu, gdy jako świeżo upieczona pełnoletnia osoba przestałam jeść mięso. Teraz to niby nic, ot decyzja… Wtedy stała za mną ekipa rozsądnych, starszych mających nade mną władzę, głoszących różne, ich zdaniem rozsądne, teorie. Były prośby, zakazy, nakazy. Co zyskałam na tym pozornie błahym akcie wyboru? Stałam się bardziej wrażliwa, zaczęłam widzieć więcej. Do nieśmiałej dotąd dziewczynki powoli podchodziła odwaga – odwaga, by żyć tak, jak chce, by być taką – jaką pragnę być. Życie świadome wymaga właśnie tej odwagi. Potem przyszedł czas na kolejne śmiałe, moje a nie innych, wybory. Własny styl spędzania czasu, refleksja nad sobą, świętowanie, gdy uważam, że warto świętować, a nie z powodu daty w kalendarzu, świadome mówienie „nie” i „tak”.
    A co ze zmianą sprzed lat? Gdy widzę przejeżdżający transport świń, gdy przechodzę koło sklepu mięsnego – czuję ból, a jednocześnie pojawia się iskierka – dla mnie nikt nie zabija. Nauczyłam się nie wojować, nie tłumaczyć, zaakceptować że każdy dokonuje własnych wyborów. I to kolejna moja ważna zmiana – nauka pokory. Lekcja, którą ciągle odbywam…

  15. …całe moje życie to ciągła zmiana , a chyba największe odkrycie że największym coachem jestem sama dla siebie , najpierw nieświadomie , inuicyjnie , budując tylko swoje ego ale potem już świadomie zanurzając się w głąb siebie … co było motorem do działania optymizm , proaktywność , brak lęku , i moja misja która jak azymut prowadziła mnie jak ślepca za rękę aż do czasu kiedy ją odkryłam i teraz jak z latarnią mam jasność i opowiedż na pytanie po co ? …a na początek Jak w wyroczni w Delfach ” Poznaj siebie ” Dowiedz się o sobie ” ..A posiądziesz klucze do Wszechświata i sekretu Bogów ..” i jak zmienić swoje wnętrze aby jak pisze TAO TE CHING ” Znajomość innych to przejaw inteligencji , natomiast znajomość siebie to prawdziwa mądrość ..” po co ? “..bo To jak traktujesz siebie , jest wiadomością dla Świata , jak powinien traktować Ciebie ..” dlatego Ja ..dziś Kocham siebie ! i choć przeszłam długą drogę , często błagając o miłość , troskę, atencje , płacząc w poduszkę w samotność ..teraz wiem że nie mogłam dostać tego czego sama nie posiadałam w sobie … uleczając swoje relacje z sobą , uleczałam relacje ze światem …a dziś …Jestem jedną z tych ” co rąbią każdego dnia różnicę ” żyjąc zgodnie ze sobą , swoją wizją i wartościami , dbając o innych wokół …a morał ..jak w tej anegdocie o mężczyżnie , który umiera i mówi Do Boga ” Niesamowity tam na dole bałagan . Czemu nie wysłałeś nikogo , żeby coś z tym zrobił ? ” na co Bóg odpowiedział : ” Zrobiłem coś , wysłałem Ciebie ” ..
    Jestem więc kazdego dnia , kazdej chwili aby dbać o to :
    co Myślę , co Czuje , Jak się Zachowuje ..aby każdego dnia i każdej chwili być uważną i się doskonalić …bo jak długo rośnie drzewo.. tak moja ewolucja będzie trwać do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej aby na końcu powiedzieć …”Stałam się sukcesem siebie samej ” ryzykując , popełniając błędy , mając wątpliwości , ale nie lękając się, ciężko pracując , nie tracąc żadnej chwili i sposobności , żadnego spotkania nawet przypadkowej osoby ., biorąc życie iodpowiedzialność w swoje ręcę..zadając sobie co chwile pytania…. i z wiarą i miłością czekając na odpowiedzi prosto z głębi mojego serca lub Wszechświata, który jest tylko po to aby mnie wspierać :) , bo i po co inaczej ? …byłoby żyć a Żyć Warto ))
    sama Jestem tego przykładem ..swoistym trochę anty-prawem Jantego taka Dziwnowata trochę … ale coż Droga Jest przede mną …
    a jak powiedział Howard Thurman :…
    “Nie pytaj o to co potrzebuje świat . Zapytaj , co sprawi , że zaczniesz żyć , i zrób to . Ponieważ świat potrzebuje ludzi , którzy zaczęli żyć …”
    a w sercu Wdzięczność i Miłość :)

Komentarze są wyłączone.