100 000

Niebawem 100 000 wejść na mego bloga. Być może stanie się tak akurat dziś, 1 listopada. Niemal w rocznicę śmierci mego przyjaciela Michała Brudzyńskiego. Być może niektórzy blogowicze pamiętają, że mieliśmy tego bloga pisać razem, taki był plan. Zwłaszcza kategoria MB & MB to jakby wątki z naszych rozmów, które teraz odbywam w milczeniu. Tymczasem Michał przedwcześnie odszedł, niemal błyskawicznie. Ten pełen optymizmu, pomysłów, radości, chaosu, wrzawy, spontaniczności facet nagle ucichł i zniknął. Coraz mniej wokół mnie osób, z którymi można pogadać. Stąd ten blog. Miejsce na rozmowę, choćby ze sobą, z duchami, z własnymi myślami i przemyśleniami, wątpliwościami, miejsce na pytania. To również otwarte zaproszenie.

Niektórzy mistrzowie mówią, że nie ma przypadków i wszystko, czego doświadczamy wpisuje się w przestrzeń symboliczną i to właśnie symbolika nadaje naszemu życiu głębszy wymiar, nie zaś przedmioty, fakty i tak zwana racjonalność. Czego szukamy w te dni na cmentarzach, we wspomnieniach, odczytując napisy na grobach,  zapalając świece i lampki? Do kogo mówimy, za kim tęsknimy, kogo nam brak?

W tę ciepłą jak na polski listopad noc, płomienie świec sterczą w ciemności tak prosto, jakby były ulepione z wosku. Od dziecka miałem wrażenie, że świece żyją. Ogień jednak tylko imituje życie. Śpieszmy się.

100 000
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. Dziękuję, Dżo-ann :)

  2. Pieszczotliwe i zaczepnie “uczniak”, uczeń, chodzący w starożytnej Grecji w długiej białej sukni za nauczycielem, w systemie edukacji “przykuty” do twardej ławeczki (kiedyś pomykający korytarzem szkolnym w chałacie, z tarczą) i twardego krzesełka (choć na szczęście nie zawsze i nie wszędzie, przyszły mistrz (może już obecnie w tej chwili mistrz niezdający sobie sprawy ze swego magisterium?)… ten, który nastawia się na pozyskanie pewnej wiedzy, ten który w sobie odkrywa coraz to nową warstwę wiedzy, coraz to nowe, złożone odpowiedzi.
    Warto, kurczę, myślę pielęgnować tę uczniowatość (Gombrowiczowską, ale i filozoficzną – mówiąc całkiem na poważnie, świeżość spojrzenia i otwarcie na pytania). A na ten największy ból-odkrycie, że w miarę im więcej czytamy, rozumiemy, analizujemy, tym jeszcze większy margines niewiedzy przed nami, tym to niefajne poczucie “to aż tyle jeszcze nie umiem, życia nie starczy” najlepsze myśli stoickie. Polecam Marka Aureliusza :) Lubię go, bo lubił to, co proste wstawiać w miejsce utrudnianego. Wszystkiego odkrywczego Zosieńko :)

  3. Ale, Dżo-ann, mam nadzieję,ze Cię nie uraziłam, zwracając uwagę na Twój sposób mówienia. Może nie powinnam, nie jestem pewna, czy powinnam. Przepraszam.

  4. Dżo-ann,
    ja się nie obrażam, tylko właśnie na tę konwencję zwróciłam uwagę :)
    “Bycie uczniakiem”–moim zdaniem–nie tyle jest uwłaczające dla uczniów, co dla nauczyciela. Uczenie uczniaków—-jak to brzmi? Jakoś dziwnie.

  5. Taką sobie akurat konwencję przyjęłam. Nie piszę za wszystkich, czy nawet w imieniu wszystkich. Do głowy by mi to nie przyszło. Jak mówię to taka konwencja siebie. Nawet używając słówka “wszyscy”. Nie gniewajcie się, jeśli to kogoś uraziło czy uraża. Mam dystans do tego, co piszę. Jeśli misją nazwać, to że np. nie pochwalam zażywania dragów i odciągam od tego słowami, myślami, tym jak sobie żyję, to tak.
    Jeśli bycie uczniakiem to coś uwłaczającego (i ktoś tak się poczuł) to jakaś totalna niefortunność :) Tak sobie napisałam po prostu, takich akurat słów użyłam. Przyznaję mogłam innych. Sorki gregorki, co złego to nie ja ;) ;)

  6. Ok :)

  7. Dżo-ann,
    a dlaczego Ty z takim apelem nauczycielskim do “nas” przychodzisz?
    Wszystko to fajne, co mówisz, ale dlaczego w liczbie mnogiej, w trybie grzeczno-rozkazującym? Czy my tu jakąś klasę mamy? Miałam to przemilczeć, ale skoro piszesz,że jesteśmy “kompletni”, w tym, co robimy, z czym ja się akurat nie zgadzam (to zbyt wielkie uogólnienie), to kompletnie, powiem Ci, nie odpowiada mi Twój misyjny ton i mówienie w imieniu wszystkich.

  8. mmm…słowa perełki Moniko B :)
    zaczarujmy listopad… tak mi się podobają tutaj wrzucane myśli, złożone myśli zaakcentowane doprecyzowującymi się emocjami. To, czym się dzielicie. Co często idzie w was kolejnym refleksem (kolejną kostką domina jak to nazywam – domina tego bloga)… wedle tego, co samo zgromadziliście we własnym bagażu doświadczeń. A każdy ma Swój. Swoje większe i mniejsze chwile życia – wszystkie jednakowo potrzebne, wszystkie kształtujące Was- Wszechświaty emocji, wulkany prób, zawieszeń, ponownych prób, Wszechświaty zwycięstw ( zwłaszcza, gdy ktoś obok mówił – czasem bardzo ważny dla nas ktoś – to nie zwycięstwo, to porażka, a my gdzieś w głębi znamy naszą prawdę ).
    Jakie to ważne czuć się sobie samemu autorytetem, odniesieniem, skromnym i wrażliwym, śmiałym i nieśmiałym, buńczucznym i wielokolorowym w emocjach. Nie sprzeciwiać się dobrym przeczuciom, sumieniu, które jako jedyne na świecie może nas naprawdę prześladować (tak to jesteśmy wolni, mówcie co chcecie, ale wolni jesteśmy…nawet w więzieniu). Brytyjczycy mówią o tych głosach gut feelings – tych najbardziej pierwotnych, właściwych, dobrych. Wsłuchujmy się w nie i słuchajmy ich. Sprawmy by były ważniejsze dla nas niż głosy otoczenia typu “masz za duże czoło”, “za płaski nos”, “nie masz cierpliwości do dzieci”, “nic z ciebie nie będzie”. Śmiejmy się z takich nie wnoszących nic w nas odsłuchów. Tylko to, co sobie sami mówimy (to, co sobie wypracowaliśmy i wciąż i bez przerwy wypracowujemy jest ważne).
    Pytajmy wciąż kim j e s t e m? Pytajmy w grupie, nie chowajmy się nawet w największym bólu – na dłużej, na zawsze. Albo nie pytajmy wcale. Nic nikomu nie musimy udowadniać. Po prostu bądźmy. Tacy jacy jesteśmy. Bo już teraz – TU I TERAZ, W TEJ CHWILI, TYM KONKRETNYM MOMENCIE CZASU jesteśmy K O M P L E T N I.
    Mamy kompletne serca, kompletną dojrzałość – taką jaką mamy, kompletne uczucia, emocje, kompletną kobiecość/kompletną męskość.
    Jesteśmy kompletni listopadowo.
    Pozdrawiam.

  9. dzisiaj błyszczą mi słowa ..co się nie rozwija ” umiera ” a może “umiera ” aby się rozwijać ..
    życie i umieranie to kwestia Naszych decyzji , tych podjętych kiedyś dawno lub tych przed chwilą …na sekundę przed…
    stąd uważność na siebie , na swoje potrzeby , na równowagę , na spójność , na dawaniu sobie tego co jest jak słońce liściom … jak lody w zimie , jak wata cukrowa , czy wolny czas aby odpocząć , poczytać , pomyśleć aby móc złapać refleksje …aby wiedzieć gdzie iść dalej ..słuchać się i rozumieć aby potem nie żałować życia ..aby śmiać się odchodząc dziękując za każdy dzień i chwilę za każdego gościa w Naszym życiu ..wierząc że to dopiero początek czegoś więcej …bo już nigdy nie będziemy tacy sami …bo jesteśmy po a przecież przed …

  10. niby nie wierze w zbiegi okolicznosci ale ten samolot dzisiaj na Okeciu poruszyl mnie, akurat dzisiaj, 1 listopad, groby, smierc,

    a dla nich darowane zycie dla pasazerow i zalogi, ciekawe ilu z nich uczyni od dzis ze swego zycia jakis sensowny uzytek, jakas misje zrealziuje, odwiedzi dawnego przyjaciela, albo niewidzianego brata, ilu z nich chocby rzuci palenie? albo komus wybaczy, lub podziekuje? nigdy sie tego nie dowiem, ale zastanawiam sie co ja bym zrobil dzis dgybym leciał na pokladzie tego beinga, a moze wcale nie potrzeba takiego esktremalnego przezycia zeby cos ruszyc w zyciu?
    same pytania mam w glowie

  11. chciałabym mieć dobra śmierc…nie za długa i nie za krótka,nie za wcześnie i nie za pozno,zebym zdazyla male i duze rzeczy dokonczyc, doczesnosci rozdac,ostatnie slowa zamienic,spojrzec wstecz i niczego nie zalowac…..odkad pamietam,smierc zawsze byla w moim zyciu obecna i zyje tak ,zebym powitala ja jak goscia,zebym byla jej swiadoma,kiedy przyjdzie..
    na cmentarzach mam swiadomosc tego co nas wszystkich laczy,przemijania w roznym tempie….patrze na groby dziadkow,siwiejace skronie moich rodzicow-dzis jeszce po “tej”stronie zycia,niebawem zas moje dziecko przyprowadzi wlasne wnuki ,zeby zaswiecily lampke na moim grobie….te same stare drezwa beda gubic liscie….one zyja dluzej……dla nich nasz zywot jak dla nas zycie motyla……………..ale wszyscy podlegamy temu samemu prawu

  12. Raczej nie znajdziecie mnie na cmentarzu o żadnej porze roku. Groby moich bliskich są daleko. Cieszę się, że nie muszę udawać przed rodziną i znajomymi, źle się czuję na cmentarzach.

  13. Na cmentarzu znajduję swoich bliskich. Tych żywych, i tych umarłych.

  14. :D Czupurne to :) energetyzujące :) Jak zwykle tutaj Iwonko dajesz siłę Sobie i innym :)
    Czujmy życie. Czujmy je. Na zakrętach ono samo nami subtelnie zwolni. Dajmy szansę autentyzmowi nas samych. Ściskam mocno wszystkich komentatorów i komentatorki, a najbardziej autorów bloga: Lidię i Macieja, córuchny, Karolcię :) od ważnych pytań i jeszcze ważniejszych odpowiedzi w nich już zawartych. Wszystkich waszych krewnych, bliskich. Posyłam dobre energie tym, którzy stąd już odeszli…

  15. A ja się śpieszę.
    Codziennie i od nowa.
    Śpieszę się smakować każdy dzień, każdą chwilę życia.
    Śpieszę się szukać Nowego.
    Poznawać.
    Zmieniać.
    Odwiedzać.
    Rozmawiać.
    Pić kawę z bliskimi.
    Nie ma w tym pośpiechu, zabiegania ani tym bardziej szalonego pędu.
    Ale nie ma na co czekać.
    Śpieszmy się Żyć.

    Uwielbiam 1.go listopada.
    Na cmentarz idę do taty. Dawniej i z nim piłam kawę i prowadziłam fajne rozmowy.

  16. Przechodźmy, zwłaszcza z dziećmi na pasach na drogach, ulicach w miejscach dozwolonych (bezmyślność i odpuszczanie sobie poraża). Zapinajmy pasy, poruszajmy się wolniej. Do czego nam tak spieszno? Gdzie szacunek – nieudawany do samych siebie?
    Wychowując dzieci, pokazujmy i róbmy krok do tyłu – step aside… niech mają poczucie własnej skuteczności. Szanujmy nasze życia. Zwolnijmy. W imię samych siebie i tych co mogą zostać i szlochać, cierpieć po nas.

  17. Nie bójmy się. Niczego – także i przede wszystkim śmierci. Nie przyspieszajmy biegu wydarzeń, mówmy o niej, pytajmy, jeśli nas frapuje. Cieszę się, że trupie czaszki są na zabawkach i ozdobach dla dzieci. Że zaciekawia nas Ghana z trumnami w kształtach coca-colowatych. Że zawitało do nas i się rozpanoszyło śmiesznymi dyniami Halloween. Że docierają tęczowe relacje z fest pogrzebowych w Meksyku.
    Moment śmierci, choć trudno w to uwierzyć (każdy ma swoje własne zdanie na ten temat, własne bolesne zakątki duszy pełne pamięci o kimś kochanym, pamięć wielkich katastrof i niczym niezasłużonych śmierci) jest, w pewnym ważnym wymiarze, decyzją. Jesteśmy osobami racjonalnymi, emocjonalnymi, duchowymi – o duchowości najbardziej uwielbiają dyskutować ateiści i kontrargumenty opanowali do perfekcji :). Jesteśmy też decyzyjni. Dźwigamy swoje życia – na pewnych odcinkach jest nam lżej, na innych jedyne co się ma to męczarnia. Śmierć nas fascynuje i odstrasza zarazem. Boli choroba – jej fizyczne przejawy, psychiczne spustoszenie jakie sieje w delikatnej tkance odczuć, myśli, emocji, a potem rozmów – nierozmów z bliskimi.
    Sam moment śmierci to tylko coś na kształt odłączenia naszego OUN (u.nerwowego) od zasilania. I przejście. Zbyt wielu ludzi, którzy wiedzą, co mówią pisze o tym doświadczeniu. Mówi, narażając własne dobre imię – oho, wariat powie ktoś. Spójrzmy na całą sferę egzorcyzmów – z czym musimy się zmagać – jak demony, złe siły, okrucieństwo próbuje nas niszczyć. Kto dziś czyta święte księgi? Nieliczni. Wolimy gry komputerowe, w których zabijamy ludzi, zwierzaki, potwory. Nigdy nie mogłam zrozumieć co takiego jest np. w Wolfie i krwawej jatce. Tajemnicą fatimską interesują się “jacyś tacy krakowiacy” ;) – trochę inni, wrażliwsi to nie jest to, co świetny, modny strój, praca, super wózek. Plastik kontra śmierć… hmm… W tym wpisie, jak i całym blogu widać niezapomniane gesty życia Twojego Przyjaciela.
    Szukajmy innych wymiarów :) I nie trwońmy życia na lęk przed śmiercią… oswajajmy jej oblicze.

Komentarze są wyłączone.