13. Tajemnica wujka Feliksa

– Babciu, babciu dlaczego masz taki poplamiony fartuch?

– Żeby cię dobrze odmalować.

Poczuł jak babcia dźga go w bok ostrym włosiem pędzla.

– Babciu, babciu a dlaczego masz włosy związane w kok.

– Żeby wiatr ich nie rozwiał, gdy będę w nocy odprawiała czary.

Poczuł smagnięcia wiatru na twarzy.

– Babciu, babciu a dlaczego masz latarkę na czole?

– Żeby nie oślepiło mnie światło księżyca.

Poczuł oślepiający blask na twarzy.

– Babciu, babciu a dlaczego…

– Wstawaj – poczuł gwałtowne szarpanie za ramię. – Wstawaj dzieciaku, bo nie dość, że dostaniesz wilka, to jeszcze cię mrówki oblazły. Wstawaj mówię!

Ocknął się i w tej samej chwili poczuł ostre igiełki ukąszeń. Zasnął na trawie. Babcia pochylała się nad nim usiłując go zbudzić. Zerwał się na równe nogi i zaczął w panice strzepywać z siebie coraz silniej gryzące, wielkie, czerwone mrówki, które biegały po całym jego ubraniu. W tej samej chwili jednak poczuł silne uderzenie w plecy. Zanim się zorientował co zaszło był mokry. Babcia stała z wężem ogrodowym w ręku i silny strumień skierowała w jego stronę.

– To jedyny sposób – zawołała – mrówki nie lubią wody!

Za radą babci zrzucał ubranie i w końcu golutki skakał na trawie chłostany biczami wody. Babcia śmiała się wesoło jakby brała udział w najzabawniejszym spektaklu kabaretowym z okazji jubileuszu telewizji. W dodatku mrówki i tak dotkliwie go pogryzły, dzień był chłodny, a gdy spojrzał na ubłocone nowiutkie spodnie, buty i kurtkę leżące na trawie, uświadomił sobie, że nie wziął ubrań na zmianę. Wpadł do babci przecież tylko na chwilę, na jedno popołudnie. Babcine spodnie dresowe i bluzki okazały się za małe więc w końcu zasiadł przy kuchennym stole w starym szlafroku w niebieskie paski, w wełnianych, czerwonych podkolanówkach, gumofilcach, okutany obszerną chustą we wzory sądeckie. Dodawszy do tego kilkudniowy zarost, nieco śniadą a teraz bladą cerę i mokre włosy – wyglądał jak nieboskie stworzenie. Babcia odlewała właśnie ziemniaki więc Łasabi poszedł otworzyć drzwi, do których stukano. Na widok nieoczekiwanego demona, których uśmiechając się niewyraźnie stanął na progu, pani Śmietana upuściła kosz pełen jajek i rzuciła się do ucieczki. Demon zaś rzucił się za nią w pogoń. Niestety porzucony w walce z mrówkami wąż zatrzymał jej heroiczny odwrót i pani Śmietana upadła jak długa, a nawet rymsnęła wprost w kałużę, która pozostała po ablucjach Łasabiego. Leżąca w błocie pani Śmietana zatarasowała nieoczekiwanie drogę demonowi, który podcięty jej półbutami wylądował w tej samej kałuży, rymsając dokładnie obok, tak silnie, że spadły mu z nóg oba gumofilce.

Łasabi i pani Śmietana wbrew sprzeciwom zasiedli obok siebie przy stole w kuchni. Ona w szerokiej sukni babcinej, bawełnianych pończochach i watowanej kufajce; on w innej sukni, w kolorowe kwiaty, w bawełnianych pończochach i wełnianym swetrze koloru pomarańczowego.

– Już trzeci raz w ciągu ostatniego miesiąca wpadam na kobietę choć mam wobec niej jak najlepsze zamiary. Pewnie uznasz to babciu za omen czy coś w tym rodzaju? – westchnął jak to miał w zwyczaju. Pani Śmietana szybko się przeżegnała.

– Nie ma przypadków, nie m przypadków synuś – przytaknęła babcia stawiając na stole miskę ze smażonymi ziemniakami, które trzeba było odsmażyć, gdyż wystygły. Do tego popijali zsiadłe mleko i jedli gzik, poznański przysmak babci. Twaróg ze szczypiorkiem na ostro.

– Dobrze, więc z wujkiem Feliksem było tak – zaczęła babcia.

– Babciu – przerwał jej Łasabi – czy to nie jest zbyt rodzinny temat? – ruchem oczu wskazał na panią Śmietanę.

– Jaki tam rodzinny – zaśmiała się babcia – a jeśli nawet rodzinny to ja, przed naszą kochaną panią Śmietaną, nie mam żadnych tajemnic. – I jakby nigdy nic kontynuowała:

– Wuj Feliks miał starego trabanta. W tamtych czasach wszystkie samochody były stare, gdyż mało kto miał w ogóle jakiś samochód a już tylko nieliczni mieli samochody nowe. Trabant wujka dymił, burczał tak charakterystycznie, że rozpoznawano go z daleka a w okolicy tylko Feliks miał trabanta. Trzeba wam wiedzieć, że wuj uchodził za ekscentryka, co gorsza masona, a jakże, do kościoła nie chodził – babcia przełknęła łyżkę gziku a pani Śmietana zrobiła znak krzyża na dźwięk słowa mason. – Powszechnie też uważano, że ma konszachty z mocami nieczystymi. Tak oto, owego pamiętnego dnia, spod tych oto drzwi – babcia wskazała na drzwi do sieni – wuj, jak co tydzień, wyjechał na targ w pobliskimi Wężymordziu Kościelnym. Sprzedawał tam miód ze swojej pasieki a kupował, co było mu potrzebne. Widziano jak rozstawiał swój stragan, kilkanaście osób kupiło od niego świeży miód rzepakowy, on sam kupił worek kaszy i trzykilogramowy bochenek chleba. Tymczasem, tutaj w domu, dwanaście kilometrów od targu w Wężymordziu pojawił się listonosz, pan Frąckowiak. I, nie uwierzycie, – babcia zawiesiła głos i podniosła palec wskazujący – wręczył wujowi Feliksowi pocztę i przekaz pieniężny, który wuj własnoręcznie podpisał. – Pani Śmietana ponownie się przeżegnała, tym razem dwukrotnie. Babcia zaś kontynuowała: – Cud? Czary? Dar bilokacji? Co najciekawsze tego dnia wuj zniknął wraz ze swoim trabantem. Nikt nigdy więcej go nie widział. Był w dwóch miejscach na raz a potem w żadnym! Wyjechał z targu ale do domu nie wrócił, a przecież domu nie opuszczał! Dlatego też, nasza droga pani Śmietana, tak się ciebie przestraszyła wnusiu.- Pani Śmietana pokiwała głową ze zrozumieniem a było to zrozumienie najłatwiejsze i fundamentalne zarazem, gdyż jej samej przez nią samą.

– Co też babcia? Przecież mówiło się, że wuj Feliks uciekł z kochanką do NRD a potem jakimś sposobem przedostał się na zachód. Ot cała tajemnica – stwierdził Łasabi. – Mnie ciekawi tylko dlaczego rodzina się go wyrzekła? I dlaczego wszyscy od dzieciństwa powtarzali, że jestem do niego podobny: wpisz wymaluj wujek Feliks?

– No widzisz synuś, oficjalne wersje zawsze się różnią od wersji prawdziwych. Dlaczego wuj nigdy się nie odezwał do swojej ukochanej siostrzenicy, twojej matki? Dlaczego nie odezwał się do najukochańszej z sióstr, czyli do mnie? Komu powierzył swe tajemnice jak nie najukochańszej z sióstr? – babcia pokiwała głową przytakując samej sobie. – No cóż, wszedł w drzwi pomiędzy światami i ciągle tam jest. Wiem to na pewno, jest tam, nie zestarzał się ani o jotę, jednak nie może odnaleźć wyjścia. Wejście zawsze łatwo odsłania się przed nami ale wyjście prawie nigdy, dlatego zostajemy uwięzieni w naszych klatkach, czasem na całe życie. – Znów  pokiwała głową uważnie wpatrując się w panią Śmietanę, której ręka z kartoflem na widelcu zastygła w powietrzu podobnie jak lekko rozchylone usta zamarły w bezruchu. Łasabi pokręcił się nerwowo. Po chwili babcia dodała: – A co się tyczy ciebie synuś, no cóż, rzeczywiście jesteś bardzo podobny do mego ukochanego brata, rzec można identyczny, identyczne talenty, wyjątkowe zdolności, nadprzyrodzone moce! –  Pani Śmietana kolejny raz się przeżegnała a babcia, babcia puściła do wnusia oko.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Historia z bratem tajemnicza dość jest i z humorem tymbardziej że trabant jak nasiąknie wodą to każdy wie że i do NRD nie do jedzie o własnych siłach. Chyba że to był ukryty szpieg i pod przykrywką pasieki broszury w trabancie szmuglował. Kto go tam wie … oj chyba siostra wie. Moja na pewno by wiedziała :)

  2. ” zostajemy uwiezieni w naszych klatkach często na cale zycie ” cytat z powyższego opowiadania – dla mnie jedna z lepszych metafor. Jak wiele ” klatek” było – jest w moim zyciu? Na szczęście z niektórych się już wydostałam. Zamiast klatki preferuje lot balonem . Zaczelo się od realnej rzeczywistości , a wiec uczestnictwa w międzynarodowych zawodach baloniarskich w Krakowie. To jedyne chyba momenty kiedy balony maja zgode na start z krakowskich Bloni i loty nad miastem. I wtedy , tam na gorze zaskoczyla mnie cisza oraz doskonala slyszalnosc tego co się dzieje na dole rownoczesnie.Cudownie jest zanurzyć się w ciszy , czasami jest ona wokół , czasami we własnej glowie , czasami w sercu.majac dystans do tego co na dole, poza nami ale i wokół nas. Podczas lotu balonem myśli ukladaja się w jasny obraz i masz swiadomosc ze nie chcesz wracac do klatki pozostawionej na ziemi.Lot balonem był dla mnie początkiem przebudzenia i trwa nadal . I proces przebudzenia i lot balonem – dla mnie jest lepszy niż ” droga na szczyt” Spokojnie, z rozmysłem mogę ladowac lub nie w roznych obszarach zycia i nawet jeżeli przez nieuwagę , czy w wyniku zawieruchy dostane się do jakiejś życiowej klatki to pamięć o radośći odczuwanej w czasie lotu , poczucie tu i teraz pomaga mi na wyjście z niej i powrot do swojego balonowego kosza.

  3. A ja się dziwiłam, czemu to laudzie czasem wystraszeni po rozmowie ze mną , a tu się okazuje że mam gadane jak babcia :)

Komentarze są wyłączone.