16. Egzorcyzmy

-Żadne czary. Nawet jeśli wujek Feliks rzeczywiście zniknął w okolicznościach, o których opowiadała twoja babcia, to przecież jakieś przedmioty, pamiątki z domu w Czykrzykoczynie mogły trafić do tutejszych ludzi. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – stwierdził Gonzo rzucając trzcinę w nurt rzeki.

Siedzieli na pomoście parę kilometrów od Czykrzykoczyna, gdzie wbrew początkowym oporom Gonza wybrali się na spacer. Upał był niemiłosierny. Gonzo widząc brak reakcji przyjaciela zmienił temat:

– Wracamy jutro, ryzykując smażenie się w autobusie i tłok na szosach, czy w poniedziałek o świcie?

I tym razem jednak Łasabi nie odpowiedział. Był zaniepokojony swoim stanem, zaabsorbowany sobą, skoncentrowany na własnych emocjach lecz na tyle krytyczny żeby dostrzec maleńkie światełko ostrzegawcze, ot, delikatny dzwonek alarmowy. O czym informował go ów alarm? Nie miał pojęcia. Jednak trochę, odrobinkę przeszkadzał mu ów niepokojący sygnał. Starość? Druga młodość? Szaleństwo? Utrata zmysłów? Skok hormonów? Odkąd zobaczył wnuczkę pan Śmietany nie mógł myśleć o niczym innym. Nagle przestała go obchodzić babcia, jej manipulacje i fantazje, opowieści o wujku Feliksie i wszystkie te rodzinne bzdury. Perypetie miłosne, które go przywiodły do Czykrzykoczyna w jednej chwili oddaliły się  i zniknęły we mgle. Bodzia? Doktor Żuk? A któż to taki? Jakieś kobiety. W pewnym stopniu zdawał sobie sprawę, że to, czego doświadcza to aberracja, jakaś infantylna euforia ale nic go nie obchodziły racjonalne uzasadnienia. Wnuczka, która odwiedziła babcię Śmietanę i wraz z nią pojawiła się na urodzinach jego babci, była co najwyżej szesnasto, siedemnastolatką o kruczoczarnych, długich włosach i ciemnych jak węgle oczach. Była idealna, cudowna, wspaniała, urocza,  cudowna i po prostu cudowna. Niczego więcej Łasabi nie pamiętał. Przyjechała na wakacje z czegoś na pu: Pułtuska, Puław, Pucka a może na pru: Pruszkowa, Prudnika, Pruchnika, Pruszcza? Jakie to miało znaczenie? Nic nie miało znaczenia. Myślał tylko o niej. Od kilkunastu godzin tylko o niej. Ów stan nie był nawet myśleniem tylko czystym, jednostajnym przywoływaniem obrazu cudowności, cudowności idealnej, po prostu cudownej.

– Nie jadę – odpowiedział po długiej chwili milczenia.

– Gdzie nie jedziesz? – spytała Gonzo również nagle oderwany od swoich myśli.

– Nie wracam do Warszawy – oznajmił Łasabi.

– Jak to nie wracasz, przecież urlop ci się skończył w piątek? – Gonzo spojrzał na niego z wyraźnym zaskoczeniem.

– Nie wracam – powtórzył Łasabi.

– Jak to nie wracasz? Nie wracasz? Jak możesz nie wracać, kiedy musisz wracać, bo urlop ci się skończył człowieku? Jak to nie wracasz? – powtarzał Gonzo.

– Zakochałem się i nie wracam – stwierdził Łasabi odważnie.

– Jak to nie wracasz? – powtórzył raz jeszcze Gonzo właściwie nie zamykając ust ze zdziwienia. Wstał, stracił równowagę i spadł z kładki. Złapał równowagę. Rozejrzał się dookoła. Woda sięgała mu po kolana. Chlapnął wodą w stronę Łasabiego a po chwili raz jeszcze i jeszcze raz nabierając wodę pełnymi garściami.

-Co robisz, uspokój się – krzyknął Łasabi uciekając przed fontanną na brzeg.

– Wiem, że się zakochałeś ale zdaje się, że jedna panna cię nie chce, a druga nie chce i nie może, gdyż jest twoją doktorką od głowy, od szajby w głowie. Doktorka ze świrami nie może legalnie obcować, gdyż to jest zakazane. Myślałem…- ale Gozno nie dokończył o czym myślał, gdyż przerwał mu Łasabi.

– Tamto już nieaktualne, zakochałem się w Noemi.

– W kim? – Gonzo wyszedł na brzeg tak szybko jakby zamierzał rzucić się na Łasabiego z pięściami.

– W Noemi, we wnuczce pani Śmietany – Łasabi odpowiedział dziwnym falsetem jakby chciał podkreślić, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

– Ty pedofilu, ty beznadziejny popaprany pedofilu! Zboczeńcu jeden! Noemi? Noemi Śmietana? Kto to w ogóle wymyślił: Noemi Śmietana? Dlaczego nie Kunegunda Flak albo Aida Maślanka albo Chloe Zając albo… Co to w ogóle jest? Ty naprawdę potrzebujesz pomocy! Odwaliło ci człowieku! Sperma zalała ci mózg!?– Gonzo wykrzykiwał, machając wodorostami, które uczepiły się do jego rąk.

– Zamierzasz teraz ośmieszać jej nazwisko? – żachnął się Łasabi. – Proszę bardzo, może wymyślisz jeszcze inne rasistowskie, ksenofobiczne skojarzenia. Proszę, proszę bardzo! Nie krępuj się! Noemi to piękne imię! Przepiękne! – teraz Łasabi zaczął krzyczeć. Odwrócił się na pięcie i zniknął w chaszczach.

Gonzo o wszystkim opowiedział babci. Był już późny wieczór i Łasabi wciąż nie wracał do domu w Czykrzykoczynie. Przyjaciel obawiał się czy Łasabi w ogóle wróci, może już jest w Warszawie albo Bóg wie gdzie? Babcia jednak uspokajała, że wnuczek wróci na pewno. Sprawy zmierzały do rozwiązania właśnie tu, w domu jej brata. Lato jest porą dojrzewania owoców, ludzkich emocji i pragnień, nadziei i nierozwiązanych spraw. Działy się tu, zdaniem babci, rzeczy niepokojące, magiczne, niebezpieczne. Koincydencja zdarzeń nie była przypadkowa. Niezrozumiała kochliwość zrównoważonego dotąd wnuka, powracający wątek jej brata Feliksa, ludzie, przedmioty, spotkania, rozmowy. Zdaniem babci we wszechświecie nie ma przypadków. Jej wiara w naczynia połączone zaskakiwała i jednocześnie zaciekawiała racjonalnego Gonza. Babcia postanowiła użyć nadzwyczajnych środków:

-Mój dom jest oczyszczony i wolny od energetycznych zakłóceń, dbam o to – stwierdziła babcia – więc to mój wnuk przywiózł ze sobą złą energię. Przyszła za nim. Najwyraźniej tutaj ma się urzeczywistnić.

– Przepraszam od czego wolny jest dom? – Gonzo dopytał z miną niedowiarka, który właśnie dowiedział się, że ktoś na serio bierze świętego Mikołaja.

– Od złej energii – powtórzyła babcia i spojrzała wymownie na Gonza. Podeszła do niego, dźgnęła go placem jakby chciała sprawdzić czy jest zmaterializowany albo jakiej jest konsystencji i powiedziała cedząc każde słowo: – Pan, panie Gonzo, jest inteligentnym człowiekiem. Sądzę, że nawet znaczanie bardziej inteligentnym niż mój wnuk, który niestety poszedł w ślady swego ojca alkoholika i trochę głupieje. Doskonale pan wie co to jest energia. Jednak powiem w kilku słowach o co chodzi, gdyż jest mi pan potrzebny. Wyjaśnię panu żebym nie musiała więcej słuchać tego rodzaju bezmyślnych uwag. Cicho! Teraz ja mówię – babcia znów dźgnęła palcem chudy tors Gonza. –  Zdarzyło się panu z pewnością spotkać człowieka, w którego towarzystwie źle się pan poczuł. Mogliście się nie znać, nic o sobie nie wiedzieć ale nagle odczuł pan niepokój. Rozmowa toczyła się o niczym, a jednak poczuł pan zaniepokojenie. Cóż to jest? Myśli? Nie, nic pan jeszcze nie myśli na temat kogoś, kogo pan jeszcze nie zna. Emocje? Skąd, co można czuć do obcej osoby oprócz delikatnej obojętności, może odrobiny zaciekawienia. Jedyne co pan odbiera to energia, którą wysyła do pana ten człowiek. Widział pan jak jednego dnia ptaki po prostu zbierają się i odlatują a tydzień później jest już jesień. Skąd wiedzą? Z instytutu meteorologii? Nie; odczytują energię, której pan nie widzi ani nie rozumie. Mój wnuk przywlókł tu za sobą swój cień, intuicyjnie skierował się do mnie przeczuwając, że tylko stara babka czarownica potrafi rozmawiać z cieniem. Koniec wyjaśnień, bierzmy się do roboty zanim mój wnuk wróci.

– Do jakiej roboty?  – zdziwił się Gonzo.

– Trzeba przygotować odpowiednie egzorcyzmy lub jak pan woli: czary – stwierdziła babcia i zeszła do piwnicy.

16. Egzorcyzmy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Lubię takie chwilę kipiących możliwości kiedy starego już nie ma, a nowego jeszcze nie ma. Wtedy wszystko zdarzyć się może.

  2. Czekam z wypiekami na twarzy na CD :-)

  3. I jeszcze jeden cytat z książki która czytam po raz kolejny , w korelacji do opowiadania o Lasabim.” Nie można mieć pretensji do powieści, ze fascynują ja tajemnicze spotkania przypadkowe(..) ale można mieć pretensje do człowieka , ze nie dostrzega w swym codziennym zyciu takich przypadkow i ze jego zycie traci w ten sposób swój wymiar / Milian Kundera ” Nieznosna lekkość bytu”/ A ja sobie zadaje pytanie jaki wymiar ma moje zycie i co zrobić aby nie przeoczyć ważnych przypadkow ?

  4. Uwielbiam historie które mają tajemnice i są takie ,,czarodziejskie” Wciągnęłam się i czekam na c.d.

  5. No i znowu uciekam w inny świat, codziennie sprawdzam czy jest nowy odcinek , mąż się śmieje ,że to przez to , że nie mam konkretnej pracy, takiej od 8 do 16 :) Hmmmm, może to też czas żeby nad sobą egzorcyzmy odprawić :)

  6. ” niektóre cienie sa tak długie, ze przybywają przed swiatlem” /T.Pratchett/ Jak dlugi jest cien który „” przywlokl za sobą ” wnuk babci – Lasabi? Jak długi jest mój cien? Czy podaza przede mna czy jednak wlecze się za mna? Czy potrafie go zrozumieć, zmienić lub zostawić gdzies na ziemi przed kolejnym moim ” balonowym lotem” ?…

Komentarze są wyłączone.