17. Trąba anioła

Jako pretekst wymyślił jajka. Czy pani Śmietana mogłaby jajka do stolicy wozić? Jajka? Stąd? A gdzież tam, za daleko? Roześmiała się pani Śmietanowa nie przerywając łuskania bobu. Przysiadł się więc Łasabi i też łuskał, łuskał i łuskał aż się doczekał cudu cudownego, przecudnej Noemi, na którą babcia wołała Miłka, gdyż imię w jego oryginalnym brzmieniu nijak przez gardło babci nie przechodziło. Cudowna czarnowłosa i czarnooka cudowność prześliczna wróciła właśnie z kąpieliska nad rzeką. Mokre włosy, na kostium zarzucona jedynie luźna bluzeczka dodawały jej uroku i cudowności. Wybierała się do sąsiadów po mleko, gdyż babcia krowy nie trzymała a sąsiedzi owszem. Wieczorny udój. Łasabi zatem skwapliwie skorzystał z okazji żeby z Miłką-Noemi po mleko się udać pod pretekstem kolejnym, tym razem niejako wracając do babci, do Czykrzykoczyna z torbą pełną bobu. Na nic się zdało tłumaczenie, że to w przeciwną stronę. Poszli. Ona prowadząc rower, on obok niej targając bób w papierowej torbie. Serce dudniło mu jak źle wypoziomowana pralka.

– Uczysz się? – Łasabi zagaił kompletnie bez sensu.

– Teraz nie, prosz pana, teraz są wakacje – odpowiedziała Miłka.

– No tak, wakacje – Łasabi zaśmiał się sztucznie. – Chodziło mi o to, jaki lubisz przedmiot? – brnął coraz bardziej beznadziejnie. – I nie mów do mnie pan, wszyscy mówią mi Łasabi.

– Łasabi to coś jak łasuch albo Łaskarzew. Jakby trochu gupio mieć takie imie jak miasto, co nie? – powiedziała.  – A co do przedmiotów, to bynajmniej nie za bardzo mam jakieś ulubione. Raczej wolę fejsa, śmieszne filmiki i takie tam sprawy. Tutaj już zdycham, bo u babki nie ma netu. Wiocha.

– Łaskarzew? – spytał Łasabi.

– No, jak się z Puław od nas jedzie na Warszawę, to Łaskarzew jest, bynajmniej. Miasto butów.

– Kupujesz tam buty? – spytał Łasabi a w duchu ucieszył się, że padła nazwa miasta na pu  skąd pochodziła Noemi. Wszystko co było z nią związane było cudowne.

– No raczej. W zasadzie to matka jeździ do Łaskarzewa kupywać braciom i sobie, bo taniej. Ja to gustuję raczej w galerii w Lublinie a najlepiej w samej Warszawie, tylko z kaską słabo. A pan co, szewc jakiś, czy co?

– Nie, nie szewc, żaden szewc, tak tylko pytam, ciekawy jestem ciebie – zmitygował się Łasabi.

– No to co musiałbym zrobić? – spytała.

– Jak to co musiałabyś zrobić? – Łasabi zatrzymał się zaskoczony pytaniem Noemi.

Dziewczyna również się zatrzymała, oparła pośladki na siodełku roweru, wygięła biodro i przeżuła gumę. Zdjęła wieczko od kanki na mleko polizała i założyła z powrotem, po czym spytała raz jeszcze:

– No raczej, panie Łaskarzew, co musiałabym zrobić żeby pan bynajmniej zagustował w tej ciekawości?

Było już ciemno, gdy Łasabi wrócił do domu babci. W środku również było ciemno, co go nie zdziwiło, gdyż babcia zwykła wcześnie się kłaść. Gonzo pewnie razem z nią poszedł spać? Upalna noc po upalnym dniu. Drzwi były otwarte. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Zamki były tu nie potrzebne. Swoi znali się na wylot a obcy z rzadka odwiedzali te strony. Czykrzykoczyn, niemal już wymarła wioseczka, składał się może z dziesięciu domów, z których  tylko w sześciu zamieszkiwało, według babci, siedem osób, cztery koty i dwa psy. Nawet psów z biedy tutaj nie trzymano. Młodzi już dawno wyjechali do pobliskich miast i dalej do Brukseli, Amsterdamu, Dublina. Zdaniem babci: prać cudze brudy, zmywać cudze naczynia i sprzątać obce śmieci. Woleli cudzą biedę w obcym kraju niż tutejsze bogactwo, które im nie wystarczało. Nie dostrzegali w czykrzykoczyńskiej  rzeczce, w lasach, polach i łąkach ani szansy, ani tym bardziej bogactwa. Gruszki miały być tym bogactwem? Miód lipowy? Dzika mięta? A może cisza? A może spokój, czysta woda w studni, chleb na zakwasie? Było tu wszystko, zdaniem babci, czego dusza zapragnie, z wyjątkiem pieniędzy. Ale na co jej pieniądze jeśli miała wszystko?

Postąpił kilka kroków do przodu i dopiero wtedy dostrzegł zapalone świeczki w dużym pokoju.

– Co, prądu nie ma, babciu? – spytał.

– Prąd jest, potrzebne nam świece żeby pogadać – odezwał się głos babci z ciemności.

– Świece babci potrzebne do rozmowy?  – zdziwił się Łasabi. – Porozmawiajmy jutro, teraz padam z nóg, babciu.

Zanim wypowiedział ostanie słowo poczuł jak przez głowę ktoś zakłada mu sznur a w chwilę później ugięły się pod nim nogi podcięte krzesłem, na którym klapnął całym ciężarem swojego ciała. Sznur zacisnął się wokół jego ramion i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć oplótł również jego nadgarstki. Związano również jego łydki. Na koniec zaklejono jego usta. Był unieruchomiony.

-Drogi mój wnuku – babcia odezwała się uroczyście – musieliśmy cię związać, to dla twojego dobra. Nic nie będziesz musiał robić, choć pewnie poczujesz dyskomfort a może nawet coś gorszego. Jedyne o co będziesz proszony to o udzielanie odpowiedzi na pytania. Teraz nic nie mów, o nic nie pytaj.

Łasabi nerwowo się poruszył i już zamierzał protestować, szarpać się i wyrywać, gdy plaster został boleśnie oderwany od jego ust. Poczuł cierpko-gorzki smak piołunu i ostry zapach ziół. Zamierzał wszystko wypluć ale zatkany nos i gwałtowne przechylenie głowy zmusiły go do połknięcia zawartości kubka.

– Jaskółcze ziele, trochę belladony, odrobina dendery, czyli trąby anioła. Zaraz spotkasz swój cień wnuczku, nie bój się, babcia jest z tobą i nad wszystkim czuwa.

– Trąba anioła? – zza pleców, z ciemności dobiegło Łasabiego pytanie Gonza.

– Dendrak, inaczej dender, synuś – odpowiedział głos babci nieoczekiwanie spoufalając się z Gonzem – cygańskie ziele, po prostu owoc bielunia, co się dziwisz?

– To mu nie zaszkodzi? – spytał Gonzo.

– Gdyby to pił w dużych ilościach codziennie, to owszem, odwaliłby kitę jak nic – stwierdziła rzeczowo babcia – ale w ilościach medycznych uwolni jego cień i wyzwoli go od klątwy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze.

– Jeśli wszystko pójdzie dobrze? – zdziwił się Gonzo.

– Tak – odpowiedziała babcia.

17. Trąba anioła
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Gonzo jest w szoku po prostu. Po pewnej dawce zaskoczenia racjonalizm idzie spać. Poza tym jest jeszcze ciekawość…

  2. Macku!!!
    mysie bobki-chwala bogu;))))))))))odetchnelam z ulga;)))))))))))
    choc mniej bym sie bala o ewentualne skutki po ich spozyciu niz bielunia czy beladonny;))))))))))) / jedyne niefikcyjne nazwy wlasne/;))))))))
    pytanie bylo zartem postawione,jak widac po ilosci dolaczonych usmiechow w moim pytaniu.
    nasze dociekania swiadcza jedynie o tym ,ze sie wciagnelismy w historie,rozwazamy przemiane Gonza, przedstawionego wczesniej jako racjonaliste obojetnego na emocjonalne interpretacje swiata i przedziwny a dosc gwaltowny zbieg wydarzen w zyciu łagodnego Łasabiego.
    nadal czekam na ciag dalszy;))))))))))

  3. Odrobiłam zadanie domowe i czytam opowiadania. Z tego biorę sobie uwalnianie cienia ;-) te wakacyjne klątwy naprawdę czasem wymagają drastycznych środków.

  4. No to trzeba pamiętać o dodaniu mysiego łajna :) Dziękuję :) Czegoś mi brakowało :)

  5. @ania – to wszystko fikcja literacka, czyli kreacja autora, nie dodawałem do przepisu w tekście mysiego łajna, a bez mysiego łajna mieszanka nie działa :)

    a serio – w wydaniu papierowym należałoby dodać [co niniejszym czynię w elektronicznym]: zbieżność wszystkich wydarzeń, faktów i osób jest niezamierzona i przypadkowa; naśladowanie zachowań postaci literackich w rzeczywistości może być niebezpieczne a nawet grozić utratą życia lub zdrowia;

    pozdrawiam :) niebawem ciąg dalszy :)

  6. Ja mam nadzieję, że to nie tylko lipcowa akcja :)

  7. aniula ,ja tez sie dziwie,jak racjonalny dotad gonzo dal sie wciagnac w tego rodzaju zabawe,moze babcia i jego nafaszerowala belladonna i bieluniem?????
    faktem jest ,wymiotuje sie po tym paskudnie, zrenice ma sie szerokie i zwidy raczej przerazajace;)))))))))

    Macieju ,czy ty probujesz wszystkich tych mieszanek ,zanim podasz przepisy????;))))))na blogu????

    a rowniez czytam z duzym zainteresowaniem,czarownica babcia ,szybkie zwroty akcji i wiejskie ,letnie klimaty powoduja ,ze z niecierpliwoscia czekam na dalsze odcinki.

  8. Że Gonzo dał się w to wciągnąć he he :) Łasabi pewnie zaraz to zwymiotuje, bo się najadł bobu po drodze :)

Komentarze są wyłączone.