18. Dyskusja z kotem

Wuj Feliks podszedł do niego i zrobił to, czego Łasabi nie znosił od dzieciństwa, chwycił go za policzek i potrząsnął fałdem skóry jakby należała do chomika, któremu sprawdza się zęby. Nie chciał pić, raczej zbierało mu się na wymioty lecz wuj zakazał mu wymiotowania. W końcu podał mu pyszny napój. Nigdy nie pił czegoś tak samczego. Samczego? Powiedział: samczego? Uśmiał się razem z wujem. Samiec, prawdziwy samiec nie pije tylko chla, chla browarek, browarek za browarkiem i kolejny browarek. Znowu się napił tego pysznego czegoś. Dlaczego wuj zniknął? Jakie to oczywiste, banalnie oczywiste, oczywiste oczy wilgotne, o czym tu mówić, oczyszczenie. O, czy wy mi coś zrobiliście? Oczywiste oczywistości są oczywiście oczywiste.Wuj był esbeckim donosicielem, kapownikiem-łapownikiem, wujaszek był nic nie wart, bo tyle był wart ile zadenuncjował i doniósł. Zwiał cwaniak ale na tyle był chytry, że miał tam wszystko ustawione, umówione, ułatwione. A może go zaciukali? A może betonem zalali? Nic był nie wart ten twój wuj, powiedział wuj wskazując drugiego wuja, czyli siebie i nagle zamienił się w rudego kota Felka.

Co do dziewczyn, czyli kobit, czyli bab – winne jest lato. Się napatrzyłeś wnusiu, powiedział wuj pod postacią kota, naoglądałeś kobit rozebranych, uśmiechniętych, opalonych, umalowanych, nakremowanych, nagapiłeś się wnusiu na te ich pośladki, pośladki, pośladki, pośladki, pośladki, pośladki…Może już wystarczy, z oddali dobiegł głos Gonza. Gonzo? Skąd tutaj Gonzo? – zdziwił się Łasabi. Kot usłużnie mu odpowiedział: Gonzo, Gonzo, Gonzo, oczywiście, że Gonzo. Pośladki, pośladki, pośladki oczywiście, że pośladki. A co z tą małą, z tą no tą, tą tą, z tą no wiesz? Noemi. Noemi. Noemi. No e mi. No e mi.  Wyskandował kot. No wiesz, co z tą, z tą no? Czy ty wiesz prosiaczku, świntuszku, pośladki, świntuszku, prosiaczku, pośladki co oznacza imię No e mi? Moja rozkosz, moja rozkosz, moja rozkosz – oznacza to imię właśnie, mój ty prosiaczku. I co? Coś tam, no wiesz, coś tam teges, prosiaczku, świntuszku? Coś tam teges no wiesz, między wami, świntuszku, pośladki, coś tam teges było? Ależ skąd, jak wuj może? Nigdy, ja nigdy, krzyknął Łasabi ale wydawało mu się, że mówi szeptem, zaledwie szeptem pomimo krzyku. I nie mów do mnie prosiaczku, ty cholerny, zakłamany kocie, ty wuju! Panienka jest głupiutka i…i…i…zepsuta, wykrzyknął szepcząc.

Zepsute to mogą być zęby, powiedział kot, albo pierogi, dodał Gonzo, albo zęby, powtórzył kot, ale też pierogi, na przykład z truskawkami, upierał się Gonzo. Absolutnie nie z truskawkami, sezon się skończył, mogą być co najwyżej z jagodami, zepsute, zepsute z jagodami, powiedział kot. Albo z malinami, dodał Gonzo. Chyba oszalałeś, sprzeciwił się kot, pierogi z malinami są okropne, wycęcniałe, rozdyźdane, nie robi się pierogów z malinami, gdyż każden jeden wie, że bendom rozdyźdane i wycęcniałe. Nie mówi się każden jeden ani bendom, sprzeciwił się Gonzo. Tak, niestety w taki sposób mówi Moja rozkosz wtrącił się Łasabi. Twoja rozkosz, głąbie, to mówi tylko: pośladki, pośladki, pośladki, skandował kot śmiejąc się szaleńczo, aż zachrypnął. Odchrząknął  i stwierdził: kto to widział wariatowi dawać wycęcniałe i rozdyźdane pierogi, przecież całkiem od tego oszajbusieje!? Sam jesteś głąbem, odezwał się Gonzo i nie obrażaj mego przyjaciela i nie mówi się oszajbusieje, wycęcniałe i rozdyźdane – nie ma takich słów, ty koci idioto! Oooo, widzę, że na obrażywanie się zanosi, że taki miły wieczór w chamstwo się zamęcza, że mi tu wonty robio, że…no widzę, że jak w pysk nie przy…

Ale Łasabi już ich nie słyszał. Babcia głaskała go po głowie, chłodziła czoło wilgotną szmatką i cichutko nuciła kołysankę: Babcia też swoje ma za skórą. Przeszłość brata dobrze znała, gdyż sama w milicji ciała dawała. Skąd u babci taka renta? Z MO wzięta, z MO wzięta.  Skąd niewyparzona gęba? Z chamstwa wzięta, z chamstwa wzięta. A to chamstwo zawodowe, wyszkolone i gotowe. A to chamstwo we krwi ma, babcia major MO SA. MO SA? – zdziwił się Łasabi. Milicja Obywatelska Spółka Akcyjna? – wymówił pełną nazwę skrótu. Miało być SB, Służba Bezpieczeństwa ale z SA wyszedł lepszy rym, wyjaśniła babcia o wyglądzie chomika, po czym boleśnie capnęła go w palce.

  – Spałeś dwa dni. W zasadzie rzygałeś, traciłeś przytomność i rzygałeś – odezwał się Gonzo – i mogę jeszcze dodać, że rzygałeś, po za tym nic więcej się nie działo. Byłem pewien, że umrzesz – uzupełnił po chwili.

– Jaki jest dzień dzisiaj?

– Jest wtorek, dzwoniłem do pracy w twoim imieniu. Oficjalnie jesteś na urlopie. Nic się nie dzieje bo prezes Kryszula też jeszcze nie wrócił. Wszystko jest  pod kontrolą. Jak się czujesz?

– Gdzie babcia?

– Co cię obchodzi babcia, stara wariatka, zajmij się sobą człowieku, wreszcie! – Gonzo ofuknął przyjaciela.

– Babcia bardzo mi pomogła, wszystko mi wyjaśniła – żachnął się Łasabi przyglądając się ze zdziwieniem swoim owiniętym w bandaże palcom.

– Babcia nieomal cię zabiła. Nie wiem czemu się na to zgodziłem, pewnie i mnie coś dosypała. Nie masz pojęcia co wyprawiałeś?!

– Coś z moimi rękami jest nie tak? – spytał Łasabi.

– Coś z twoją głową jest nie tak i twojej babci. Ty rzeczywiście niczego nie pamiętasz?

– Wszyściutko pamiętam i wszystko już rozumiem. Nigdy w życiu nie miałem jaśniejszego umysłu – stwierdził Łasabi.

– Szczególnie wtedy miałeś jasny umysł gdy zdrapałeś sobie paznokcie do krwi kiedy zamierzałeś wdrapać się na bocianie gniazdo żeby stamtąd odlecieć – stwierdził Gonzo.

– Aaa, o to chodzi! Już pamiętam. Nic nie rozumiesz, wtedy uciekałem przed chomikiem. Musiałem zmienić się w bociana żeby przestraszyć chomika, który mnie zaatakował. Nie zamierzałem latać.

– No właśnie – Gonzo podrapał się po głowie – tego się obawiałem, uciekałeś przed chomikiem. No cóż, to naturalne przecież, że wtedy najlepiej zamienić się w bociana. Jasne, jasne, to przecież nawet jest logiczne. W bociana najlepiej zamieniać się w bocianim gnieździe – westchnął i po chwili dodał: – Wieczorem będziesz miał mój drogi odwiedziny. Całe szczęście, że na to wpadłem.

– Kto do mnie przyjedzie?

– Pani doktor Żuk, twoja pani psychiatra, całe szczęście zgodziła się tłuc tutaj z Warszawy za milion pięćset sto dziewięćset złotych polskich. Ale nic to, najważniejsze, że przyjedzie.

– Doktor Żuk? Wszyscy tylko nie doktor Żuk! –  Łasabi zerwał się z łóżka.

– Co nagle masz przeciwko doktor Żuk? – zaprotestował Gonzo.

– Wszyscy tylko nie ona, ona jest demonem!

18. Dyskusja z kotem
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Po kot ma zawsze podtekst, Dżo-anno. Przynajmniej dla mnie. Taki Behemot na ten przykład. Niby błazen, a nie bez powodu.

  2. Ale coś takiego jest, w tym gdy człowiek się zamienia w kota i gada jak człowiek? Dlaczego tak niezmiennie i z przepony śmiejemy się z kota rozprawiającego ludzkim głosem?
    Lubię szczególnie to połączenie aparatu ateistycznej i komunistycznej władzy oraz gadającego kota. Kota piszącego zaświadczenie dla urzędnika-latającego prosięcia i przybijającego pieczątki w biurze.
    Zabawny ten fragment, bułhakowowaty :)

  3. Swietne , nie moge doczekac sie kolejnych odcinkow;)!
    Pozdrowionka z orientalnego flow ☀

  4. ;))))))))))
    pelna satysfakcja,Gonzo wrocil do normy;))))))))))))))

  5. No w sumie racja większość lekarzy to demony :) Czają się , żeby człowieka wykończyć, coś o tym wiem :) Są jednak też anioły ale w znacznej mniejszości :)

  6. Co do dziewczyn, czyli kobit, czyli bab – winne jest lato
    zgadzam się w 100% ;-)

Komentarze są wyłączone.