2 cytaty z Ciorana

Emile Cioran

W necie znalazłem cytat Huaquero: To­leran­cyjne przyjęcie do wiado­mości nie oz­nacza akceptacji. Zdarza się, że tolerancyjność mylona jest z uległością, tym większe wówczas zaskoczenie dla mylącego się, gdy jak pisze Fryderyk Nietzsche konsekwencje naszych czynów biorą nas za łeb, nie bacząc żeśmy się do tej pory poprawili.

Inny filozof, czerpiących z Nietzschego, Emil Cioran,  mistrz metafory, nihilista i pesymista w Zeszytach zaprasza nas do kopalni swoich myśli, jak mało kto angażuje w refleksje na temat natury człowieka zakorzenionego w świecie, w relacjach z ludźmi. Jest ostry, kontrowersyjny, być może dlatego wciąż, od lat, od połowy XX wieku, pobudza nas, drażni, zaprasza, prowokuje i zadaje pytania, pytania coachingowe, graniczne, niełatwe, krytyczne.

Nie trać czasu na krytykowanie innych, ganienie ich dzieł; pracuj nad swoim, poświęcaj mu wszystkie godziny. Reszta to czcza gadanina albo wymysł. Trzymaj się tego, co w tobie prawdziwe albo nawet „wieczne”. A dalej jeszcze wyraziściej i ostrzej sugeruje: Wygnaj ludzi z twych myśli, niech nic zewnętrznego nie kala twej samotności, błaznom pozostaw troskę o szukanie podobnych im. Inny cię umniejsza, bo zmusza cię do odgrywania jakiejś roli; ze swego życia usuń gest, ogranicz się do tego, co istotne.

Dekadę później w Przebudzeniu de Mello napisze podobnie: Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania. Zresztą, jest to broń obosieczna, nikt też nie akceptuje ciebie. Dopóki ludzie się nie obudzą, po prostu akceptują lub odrzucają posiadane przez siebie wyobrażenie o tobie. Stworzyli sobie twój wizerunek i albo go odrzucają, albo akceptują.

W psychologii mechanizm ten nazwano projekcją, rzutowaniem na innych własnych myśli, przekonań, lęków, potrzeb, a przede wszystkim cienia. Dzięki projekcji świat wydaje nam się w niektórych miejscach podobny, przyjemny, miły i sensowny, a w innych przerażająco różny, obcy i zagrażający. Cień, ten wróg tajemniczy i największy przyjaciel. Z nim na co dzień prowadzimy rozmowy i kłótnie, choć wydaje nam się, że z ludźmi z otoczenia. Cień – odszczepione, odbierane jako obce – fragmenty siebie, których w danej chwili nie potrafimy zintegrować. Już choćby podejrzenie, że nienawiść, niechęć, ocena, odrzucenie rodzi się we własnej głowie budzi tak ogromny lęk,  że w efekcie przynosi kolejną,  silniejszą falę lęku i agresji. Co ciekawe, jedyne zwierzę, które potrafi odizolować nienawiść i agresję od jej przyczyn i skierować ją w w dowolną stronę, nawet przeciw sobie, to człowiek. Przyczyną jest lęk. Polujący na dżdżownice gryzoń nie czuje do niej agresji, ani wydra polująca na gryzonia, ani ryś, który chce upolować wydrę. Nie mają cienia, czyli wypartych do nieświadomości kawałków nieakceptowanych w sobie przez siebie. Cień jest domeną człowieka, podobnie jak ocena i agresja, a jednocześnie go odczłowiecza, czyli odbiera mu szansę na samoświadomość i empatię. Uruchamia cykl sprawcy i ofiary, która staje się sprawcą by sprawić ból lub krzywdę i powołać nową ofiarę, która przecież zapragnie wziąć odwet i tak bez końca.

O cieniu pisał Carl Gustaw Jung i spora grupa pisarzy na przestrzeni lat w formie metaforycznej od Ursuli K. le Guin, po Jonathana Carolla, Williama Whartona, Terry Pratchetta, Stanisława Lema, Wiesława Myśliwskiego, Julio Cortazara, Gabriela Garcię Marqueza i wielu, wielu innych. Każdy w swoim unikalnym stylu literackim.

Ps. Sądzę, że zawodowy pisarz zawsze pisze w pewien sposób o sobie, o swoim cieniu i nigdy to nie jest jego autobiografia. Tą różnicą, która wszystko zmienia, jest zrozumienie sugestii Ciorana. Dzieło, utwór,  tekst nie jest tożsame z jego twórcą, a jednak wyraża jego tożsamość :)

Cdn.

2 cytaty z Ciorana
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

36 komentarzy

  1. Dzięki :)

  2. Tutaj wiele energii łączy się ze sobą w jakiś magiczny sposób. Oktawia, wczoraj o tym samym czytałem.

    Dużej siły życzę w tym trudnym, pięknym czasie.

  3. Znalazłam wczoraj odpowiedź w lekturze na mój dylemat, co zrobić gdy czasem nie potrafimy sobie poradzić z tym, że ludzie projektują na nas swojego cienia, aby nie brać tego do siebie. Można to wyczytać już z powyższego cytatu Ciorana, ale do mnie dobitnie wczoraj przemówił de Mello w „Wezwaniu do miłości” – jak znaleźć wolność od opinii innych ludzi: „Po pierwsze samoświadomość.” (która na przykład u mnie w chwilach zmęczenia nie wystarcza). Po drugie: „Musisz poświęcać czas czynnością, które kochasz” – bo to nas wzmacnia i uniezależnia od innych.

  4. Bartku, dziękuję za „Idź, Twoja wiara Cię uzdrowiła”. Po przedziwnym śnie jaki dziś miałam to jest jego zakończenie ;-)
    PS a ja się w Toruniu urodziłam :)i swego czasu piękny czas tam przeżywałam, oj piękny. Moją kochaną Gdynię uspakajam, jestem Ci wierna :-)

  5. Trochę się boję eksplozji tego wszystkiego co mam :) Dość długo kisiłam w sobie;)

  6. Cioran był samotnikiem, do póznych lat, prawie do końca życia jezdził rowerem po Francji, prowadził też filozofię, prawie aż po zamilknięcie :)
    Wrażliwie o Cioranie pisze Stasiuk w książce „Podróż do Babadag”, którą wszystkim polecam. Pozdrawiam z posypanego śniegiem Krakowa.

  7. Aniula,

    Źle napisałem, nie musisz nic brać. TY TO JUŻ MASZ!!!

    Pozdrawiam też Wszystkich

  8. Aniula,

    Przypomniała mi się bajka z Coelho „Być jak płynąca rzeka”. Może coś z niej weźmiesz?

    Około 250 roku przed naszą erą w Chinach pewien książę z prowincji Ching-Zda miał wkrótce zostać cesarzem, lecz zgodnie z prawem musiał się najpierw ożenić.
    Sprawa dotyczyła przyszłej cesarzowej, więc książę musiał znaleźć dziewczynę, której mógłby ślepo zaufać. Idąc za radą mędrca zebrał wszystkie panny z prowincji, by wybrać tę najwłaściwszą.
    Pewna stara kobieta, która od lat służyła na dworze, słysząc o przygotowaniach przed audiencją, szczerze się zasmuciła. Jej córka od lat kochała się w księciu.
    Kiedy jednak poszła do domu i opowiedziała co się szykuje, ze zdziwieniem usłyszała od córki, że ona też chce wystąpić.
    Przerażona zapytała:
    – Córko, po co Ci to? Będą tam tylko najpiękniejsze i najbogatsze dwórki. Wybij sobie z głowy ten pomysł. Wiem, że cierpisz, ale nie zmieniaj bólu w szaleństwo!
    Córka odparła:
    – Droga matko, nie cierpię i na pewno nie jestem szalona. Wiem, że nigdy nie zostanę wybrana, ale to jedyna możliwość, bym przez chwilę była blisko księcia. Dzięki temu będę szczęśliwa, choć wiem, że czeka mnie inny los.
    Wieczorem, gdy dziewczyna przybyła do pałacu, zebrały się tam już wszystkie najpiękniejsze dwórki w najwykwintniejszych klejnotach, gotowe zaciekle walczyć o wygraną.
    Książę, otoczony swoim dworem oznajmił:
    – Każda z was otrzyma nasionko. Ta, która w ciągu sześciu miesięcy wyhoduje najpiękniejszy kwiat, zostanie przyszłą cesarzową Chin.
    Dziewczyna zasadziła swoje ziarenko w doniczce. Nie znała się na ogrodnictwie, ale dbała o niego z wielkim oddaniem. Postawiła doniczkę w słońcu i pilnowała, żeby ziemia była stale wilgotna. Wierzyła, że jeśli piękno kwiatu dorówna jej miłości, nie musi się o nic martwić.
    Minęły trzy miesiące i nic. Dziewczyna chwytała się różnych sposobów, radziła się rolników i wieśniaków, którzy znali najrozmaitsze metody upraw – wszystko na próżno. Każdy dzień oddalał ją od spełnienia marzeń, choć jej miłość nie słabła.
    Po sześciu miesiącach w doniczce nadal nic nie wyrosło. Dziewczyna nie miała się czym pochwalić, lecz wierzyła w swoje poświęcenie i oddanie, które okazywała przez cały czas. Oznajmiła więc matce, że w wyznaczonym dniu o wyznaczonej godzinie zjawi się w pałacu. Wiedziała, że to ostatnie spotkanie z ukochanym, i za nic w świecie nie chciała stracić tej okazji.
    Nadszedł dzień audiencji. Dziewczyna przyszła z doniczką bez rośliny i zobaczyła, że wszystkie pozostałe panny wypełniły zadanie. Jeden kwiat był piękniejszy od drugiego, każdy w innym kształcie i kolorze.
    Nadeszła wreszcie oczekiwana chwila. Wyszedł książę i długo przyglądał się każdej dziewczynie. Kiedy obejrzał wszystkie, ogłosił swój werdykt, wskazując córkę służącej jako swą przyszłą żonę.
    Podniósł się krzyk, że wybrał tę, która nie zdołała wyhodować żadnej rośliny.
    Książę ze spokojem uzasadnił swój wybór:
    – Ona jedna wyhodowała kwiat, który czyni ją godną tronu cesarzowej, kwiat uczciwości. Wszystkie nasiona, które wam wręczyłem były jałowe i z żadnego nie mogło nic wyrosnąć.”

    Aniula, będzie dobrze :).

    A dziś w Ewangelii były słowa Jezusa: „Idź, Twoja wiara Cię uzdrowiła”. :)

  9. Kukam, kukam :) Bartek świetny cytat (jasne, no przecież działa kazuistyka – coś co czujesz w kościach i sercu) no i wreszcie się wydało mamy certyfikowaną Księżniczkę na blogu ;D Aniula jesteś niepodrabialna :) Napomknij o tym na rozmowie z dystansem i jesteś przyjęta (a juź na pewno jeśli w hajerach będzie sympatyczny facet)
    Bardzo Was lubię i życzę Wam wszystkiego co dobre :) No i znowu wracam do Słonimskiego – rozśmiesza mnie i pociesza (ach szkoda żeśmy się minęli na drogach życia;) )

  10. Przez te wasze wspominki to mi się przypomniało, że mam certyfikat księżniczki:) Jak kiedyś byłam z grupą z mojego biura w Hiszpanii, to mnie rezydentka zaciągnęła do szacownego króla, który robił nabór na księżniczki, co gadają w obcych językach. Dostałam kiecę i różne precjoza, potem przeparadowałam z królem wzdłuż areny na której były występy Moja ekipa zgotowała mi owacje, więc było super. Hmmm, czy certyfikat księżniczki można dołączyć do CV?:) mam nawet zdjęcie :) Już widzę miny panów „menagerów”:)

  11. Zainspirowany Słonimskim, szukam o wariatach w wikicytatach. A tam:

    „Julian Tuwim: Niezwykła brawura i poczucie języka wynaturzały czasem Tuwimowskie strofy, gdy zanurzał się w swojej ojczyźnie-polszczyźnie. Stefan Żeromski, który cenił bardzo Tuwima, powiedział kiedyś nie bez złośliwości: „Ale się ten Tuwim wgryzł w język polski, tak się wgryzł, aż się przegryzł na drugą stronę”. ;)

    Dzięki Dżo-ann. Przypadek to? Nie ma przypadków.

    Miasto Bruna też polecam i Trynka mi jakże bliska i Wajdowska „Tatarakowa” Wisła

  12. O to widzę mocno osobisty ten Toruń dla Ciebie :) Nie mów nikomu, że dla mnie taki trochę jest (co prawda mniejszy) Miechów. Nie z czasów studenckich, troszkę późniejszych. Wracam do czytania Słonimskiego o wariatach :)
    Miłego wieczoru i fajnego tygodnia :)

  13. Toruń… miasto mojego wiecznego ;), zaocznego studiowania. Szeroka i okoliczne uliczki, Nowy i Mikołajowy Rynek. Bar Miś i Mleczny. Harmonijka. Od Nova.
    A najlepszy widok po drugiej stronie Wisły. Przy dworcu głównym PKP park, kilkadziesiąt metrów wgłąb, cała panorama miasta. Polecam.

  14. Bardzo lubię Dżo-ann. To co zobaczę, przeżyję, poczuję, skosztuję jest moje i to pozostanie ze mną do końca. A nie wymieniony telewizor czy samochód.
    Nikt z mojego środowiska, tego nie rozumie, więc tym bardziej cieszę się, że tu jestem.

    :):):)

  15. A Toruń jest dla mnie odrobinę zagadkowy. I nie jest mi z tym źle. Jakoś nie muszę wszystkiego wiedzieć o miejscu, żeby mnie intrygowało :)
    Warszawa….uuu… Stolica. Niepodważalnie miasto bujne patriotyzmem. Kokieterią Krakowskiego Przedmieścia, zależnie od pogody, dnia, roku obolałe i żartobliwe, tętniące szybkim rytmem firm, pełne światła, które wywalczyło sobie na barykadach :)

  16. Wszystko jest energią, prawda. Niesamowite wspomnienia. Choć widać, a widzisz, że znowu jesteśmy podobni. Też lubisz „zatrzymywać” czas.

  17. Gdynia… 86 rok. Papież, wszechobecne transparenty „SOLIDARNOŚĆ” i napis „Jesus Christ Superstar” na elewacji Teatru Muzycznego. Czerwony neon. Jeszcze komuna. Ja i tata. Bliskość. Solidarność, Miłość wyczuwalna w ludziach i miejscach. Gdzie one? Nie ma. Były.
    Gdynia… Świętojańska, Skwer Kościuszki, zupa rybna we „Flaucie” :):):), i wcześniej wspomniany Teatr Muzyczny. Kilka lat po 86 siedzę w pierwszych rzędach i oglądam, słucham muzycznej opowieści o Jezusie. Chyba wtedy w głównej roli był obsadzony lider zespołu TSA. Później inne spektakle w reżyserii Jerzego Gruzy. Niezapomniane, niesamowite, cudowne. Teraz „Shrek” podobno wspaniały, bo jeszcze nie byłem i niezłą przebudowę zafundowano „mojemu” teatrowi.

    „Gdynia ma MOC”. TAAAAK /nie jestem z Gdyni, więc to nie kryptoreklama :)/

    Kraków oczywiście też Dżo-ann :). Choć z racji kilometrów jestem rzadziej. Świetne muzeum pod Sukiennicami i kawa „U Wierzynka”. I atmosfera. Podobna do toruńskiej.

    Lubię też Warszawę. Centrum. Nowy Świat. Tu powstańcy wyszli po 63 dniach z wodnych podziemi.Staję przy tablicy i przenoszę się w ich czas, ich życie. Jak dobrze mam…
    Siadam u Blikla, pączek, kawa, obserwacja prędkości, większość się spieszy, kawa w dłoni, tylko turyści i emeryci zachodzą na słodkości.

    Pięknie jest obserwować, widzieć zmiany, ruch. W końcu wszystko jest energią…

  18. Podpisuję się pod Twoim wpisem Bartku obiema rękami :) z kciukami skierowanymi do góry (nie do dołu) ;)
    Oktawia my naprawdę jako ludzkość mniej niewłaściwych, niepotrzebnych, na wyrost popełnianych akcji robimy śpiąc ;). Bądź sobie mamą, jaką jesteś i powiedz czasem: „weź się, pani zajmij, swoim życiem, nie moim” ;)

  19. …jak powiedział kpt. Urbańczyk naszym domem jest wszechświat, więc serce chyba może być i z Krakowa, Charkowa, Skały, z Bydgoszczy, Raciborza, Krosna bliskiego mi Bolesławca, i Gdyni i wielu wielu innych niepowtarzalnych miejsc :)
    Rewanżuję się i zapraszam i tu, gdzieś nad czakram :)

  20. Aniula – dzięki za wsparcie. Stąd wiem, że spojrzenia to raczej nie zdziwienie, bo często towarzyszy temu werbalny atak na mnie, jako na matkę. Ale masz rację trzeba robić swoje i się nie oglądać na innych i niech tak się stanie :)

  21. Się nie onieśmielaj tylko przybywaj :-) Mam mocne postanowienie, że już siedzę na dupsku i na kolosy pójdę (ostatnie dwa mnie poniosło w okolice różne). A Gdynia ma MOC. Jestem napływowa, ale kocham jak własną małą ojczyznę :-) I bliska memu serca najmocniej z naszych trzech miast Gdynia.
    Koniec ogłoszenia reklamowego ;-)

  22. Jakkolwiek wiele szczególnych miejsc jest na tej planecie oj Gdyni, z taką historią i teraz z takim zapałem i rozmachem budowanej drugiej nie ma nigdzie na świecie. Wczorajsza i dzisiejsza Gdynia… hmm… To widać w Was, ludziach stamtąd Agnieszko :) dziekuję za onieśmielające zaproszenie ;)
    Energia miniastych i krytycznych oblicz ludzkich. Wiem, coś o tym Oktawia. Patrz na nich z przymrużeniem oka. Słonimski pisał, że te miny najlepsze mają dopiero, gdy śpią ;)

  23. Oktawia jeżeli jesteś przekonana do chusty to olewaj co ludzie myślą:) Z drugiej strony skąd wiesz , że to złe spojrzenie a nie zdziwienie :) Miałam podobnie jak mojemu nadaktywnemu dziecku zakładałam specjalne szeleczki, i mogłam w ten sposób go lepiej pilnować. Kilka razy ustrzegłam syna od wizyty w szpitalu bo mogłam zamortyzować jego upadek aż w końcu sam się nie nauczył rączki wyciągać odpowiednio szybko:) Na spacerze wiele mam pytało gdzie takie szelki można dostać. Oczywiście i był program w telewizji na ten temat i oburzone matki stwierdzały że nie będą w taki sposób zniewalać dzieci. Coś mi się wydaje, że same są bardziej zniewolone:) Mój tata mógł ze swoim wnukiem chodzić na spacery mimo problemów z kręgosłupem. Córci szelek nie zakładałam, bo przez rehabilitację była zwinniejsza ale i spokojniejsza. Bardzo żałuję, że nie mogłam dzieciaków w chuście nosić , ponieważ syn miał problem z bioderkami a córcia skrzywienie w prawą stronę. Teraz jest ok ale czas chusty minął bezpowrotnie:) Dzieciaki trzeba przytulać jak najczęściej i mówić im , że się je kocha:) Wtedy są zdrowsze i szybciej pozbywają się pieluchy :)

  24. Właśnie przerabiam ten temat w swoim życiu bardziej intensywnie. Mam malutkie dziecko, które noszę w chuście i teraz widać wyraźnie, jak ludzie lubią sobie różne rzeczy zaprojektować na tę chustę… Świadomość, że to ich problem czasem nie pomaga. Jestem niedospana cały czas i kiedy wychodzę z domu i zabija mnie kolejne killerskie spojrzenie, to niestety wpływa to na moje pole energetyczne. Trudno się przed tym uchronić…

  25. Dżo-ann poruszyłaś nutę mi bliską i gra, oj gra :-)
    Podróżnicy bliscy memu sercu. Poznałam jedną KOLOSKĘ Kingę Choszcz, spędziłam z nią 2 dni, uwieczniłam jej głos, jej energię na taśmie i w sercu. Afryka zabrała ją w kwiecie wieku. I choć zabrała to do dziś żywa… do dziś inspiruje i zmienia życia :-)
    http://www.kingafreespirit.pl/

    I poznałam Kubę Federowicza, przepięknego młodego człowieka. Też odszedł przedwcześnie. I nadal zmienia ludzi…
    http://mygrandtour.pl/
    Perełki moje kochane, światełka wiecznie świecące…
    Nie ma ograniczeń, poza tymi w naszych umysłach.

    A wczoraj zatęskniłam za Indiami mocno… Oj mocno. Popędziłam wydrukować kilka zdjęć, a nie tak tylko na komputerze oglądać… I stoi mój Nauczyciel i stoją Indie pachnące, gorące, rozmodlone. Od razu ten mróz za oknem przegania :-)

    Dziękuję za namiary podróżnicze, kto wie, gdzie mnie zaprowadzą :)
    Zapraszam do Gdyni na KOLOSY ;)

  26. Każdy, kto jest artystą, twórcą rzeczy materialnych i niematerialnych wyraża siebie w momencie tworzenia. Czyli wtedy. Wtedy czuł się dobrze lub źle, myślał pozytywnie lub negatywnie, był radosny albo smutny. Stan z wtedy wpływał na dzieło i wyrażał jego emocje. W obrazie, tekście, zrobionej potrawie, wypowiedzianych czy wykrzyczanych słowach. „Wszystko jest energią. Wszystko.” mawiał Einstein. Energia wczorajsza nie jest tożsama z energią dzisiejszą. Teraz nie jest teraz, bo jak to czytasz już nie jest tym samym.

    Dobrej niedzeli

  27. Na wstępie dziękuję Aniuli. Zadziałało.:)
    Ja trochę o tym jak sobie radzę ze zmęczeniem materiału i chorobami.
    Na przeziębienie- czosnek rozgnieciony, sok z cebuli -razy 3 dziennie. Jak trawimy to mleko z miodem i odrobiną prawdziwego masła-receptura rodzinna.
    Na różne przypadki -zioła z certyfikatem i placebo myśli pozytywnych-jutro będę zdrowa,-wy. Robię morfologię raz w roku. I widzę ,czy to działa. Nie znoszę chodzic do lekarzy.
    Dużo zdrowia i pogody ducha dla wszystkich.

  28. Ach no i propaguję oczywiście Kuba – Ani i Krzysztofa Kobusów, jeśli się nieszczęśliwie zakochać to w magicznej i silnej sexy ;) żeglarce: Marta Obiegło – Skandynawia, W szmaragdowej gęstwinie fascynaci zwierząt Dorota Polaczek i Andrzej Rostek, „Bystrze”, wegetarianin, pisarz, fantastyczny sprawozdawca kolorowej, teraz w miarę dostatniej części Afryki Rwandy – Leszek Szczasny, ciekawy projekt Mandragory i wielu wielu innych jak prze-dzielny Gdyniak Rafał Król z kapitalnym blogiem: http://www.expeditions.pl/index.php?option=com_isections&Itemid=22, Beata i Konrad Tulejowie – jak podróżować z dzieckiem w plecaku (może ktoś akurat wyrusza gdzieś? świetna pani doktor Iza Tarczoń)
    +Niewątpliwie największa gwiazda tego wieczoru: dumny kapitan Krzysztof Urbańczyk.
    Cudowni ludzie, nie da się wymienić wszystkich.
    The end :*

  29. Na koniec dnia podzielę się z wami znowu odrobiną prywaty. Lubię podróżować. Lubię patrzeć na unikatowe krajobrazy, zachody słońca w różnych częściach ziemi i jak ktoś się zmaga z żywiołami, ale najbardziej gdy oglądam to wszystko poprzez spełnione marzenie kogoś. Jest coś takiego w dzieleniu się wrażeniami, w soczystych opisach tego, co już się nie powtórzy, w błysku oka kogoś, kto jest w stanie sprzedać dobry samochód by opłynąć Spitzbergen. Macie tak, że lubicie dać się zempatyzować, zaczarować komuś z pasją, z wizją, z wiedzą praktyczną? Całą sobotę, no nie całą, sporą jej część przesiedziałam w Auditorium Maximum, na Krupniczej. No, wiecie Krupnicza, tu gdzie malował w swoim ślicznym domu ze ślicznym ogrodem Mechoffer :) Na Travenaliach. Niezapomniane błyski w oczach.
    Jak wiele czasem może nam odbierać lęk przed śmiesznością (to kontynuując wątek Ciorana), ale i jak wiele zyskujemy oswajając go. Podróżnicy wszelkiej maści mają w sobie tę wolność tak, jak Maciejuszko :) Ten szczególny rodzaj luzu, swobody, wyzwolenia ze sztywnej ramy konwenansu. Kajakiem po wodospadach i skalistych toniach peru, z sankami po roztapiających się lodach, w jaskiniach motorówką, w butach do stepowania po Serbii. Dzisiaj nie próżnowało mi się :p Dobrze, że mamy neurony lustrzane. Jest szansa na „Piąty żywioł” i transformację duchową ;)

  30. „pracuj nad swoim dziełem, poświęcaj mu wszystkie godziny”. To dziś dla siebie wyciągam.

  31. PS.
    Oczywiście przeniesienie wybitnie pacyfistycznej filozofii w małe zagęszczenie ludzi jest skazane na porażkę, gdyż ci bardziej agresywni ludzie już po tygodniu ukradną przemocą łagodnemu i tolerancyjnemu „filozofowi” wszystkie kobiety i nie będzie już przyszłego pokolenia tychże łagodnych.

  32. Ryś do wydry może nie czuje agresji, za to ryś do rysia – jak najbardziej. Nie wydaje mi się to jakąś specjalnie ludzką cechą wyróżniającą jakoś nasz gatunek.

    Zwierzęta bardzo często przyjmują różne strategie w stosunku do rywali swojego gatunku zależnie od zagęszczenia osobników na danym terenie.

    W skrócie to wygląda tak, że jeśli zagęszczenie jest małe, to zwierzęta agresywnie i zajadle bronią swoich terytoriów i zwalczają rywali (choćby koty domowe, ale także psy, pająki i in.)

    Wraz ze wzrostem zagęszczenia osobników na danym terenie agresja wewnątrzgatunkowa maleje, rzadziej dochodzi do walk na śmierć i życie. Po prostu inne zachowania zaczynają sprzyjać sukcesowi reprodukcyjnemu, gdyż to jest głównym motorem działania … czy to się komuś podoba, czy nie.

    A w bardzo dużym zagęszczeniu stres osiąga taki poziom, że zwierzęta zaczynają przejawiać zachowania autodestrukcyjne (samookaleczanie, zaprzestanie jedzenia, apatia, zaniechanie normalnych dla danego gatunku zachowań itp.) jednocześnie reprodukcja ulega praktycznie zatrzymaniu – nie ma miejsca, nie ma zasobów do posiadania potomstwa, zaś poziom stresu uniemożliwia rozród.

    Myślę, że analogie do ludzi nasuwają się same: gdy ludzi do niedawna było mniej, krwawe konflikty były wręcz nieustające. Obecnie jest nas tyle na Ziemi, że np. totalna wojna światowa nie wchodzi już w grę, wielką popularność zaczynają odnosić wybitnie pacyfistyczne i uczące tolerancji filozofie, zaś np. w Japonii, gdzie zagęszczenie ludzi jest ogromne, ilość przypadków depresjii i samobójstw bije wszelkie światowe rekordy.

  33. W moim odczuciu takie spojrzenie na świat to podjęcie odpowiedzialności za wszystko co dzieje się w życiu. Nie widzę w tym nic negatywnego, odwrotnie – widzę same budujące aspekty takiego widzenia człowieczeństwa.

  34. O tak Agnieszko :) fenomenologiczna i njuejdżowa zarazem Kropeczko ;)

  35. Dżo-ann, może Kkiedy człowiek człowiekowi będzie Bogiem? :-)

    Jak zaczynam to wszystko rozbierać na czynniki pierwsze to wariować zaczynam. Popadać w negatywizm, bo przecież „ta kondycja ludzka taka zła” itp. Na szczęście po chwili wracam do maleńkiej kropki, która nosi w tym życiu imię Agnieszka. I patrzę sobie co ona robi, jak żyje, z kim się spotyka, że choć jest maciupeńką kropką ma wpływ na WSZECHŚWIAT, którym sama dla siebie jest…I ta kropka wie, że powróci jeszcze tyle razy (albo i nie) więc zasuwa ile sił w kropkowym jestestwie by swego czasu nie zmarnować ;-)

  36. Coś około 108 bilionów ludzi żyło/żyje na ziemi. Duży licznik jak na ilość spraw jeszcze do przepracowania, nauczenie się czasem zwykłego współegzystowania, własnej tożsamości, zrozumienie cenia i zatrzymanie, rozgryzienie lęku, osamotnienia, smutku… całego cienia o którym pisze Maciejuszko. Ile jeszcze wojen, konfliktów zbrojnych, masowych samobójstw przed nami? Kiedy zakończą się te, co trwają?
    Kiedy człowiek sam się zrozumie w drugim?

Komentarze są wyłączone.