20. Seszele

Prezes Kryszula trzasnął drzwiami z całej siły. Żarcie tu było słabe. Nie to co w Maroku na wiosnę. Słaba też była plaża w Maroku. Tutaj za to więcej golizny. Mógł się napatrzyć. Tańszy alkohol. Dlatego też mógł się napić dowoli, olinkluzif, ale słaby wybór. Gorzej z piciem było w Maroku. Drożyzna ale można było przewidzieć, jak arabusy zakazują picia, to tylko po to żeby podnieść ceny. A teraz upały. Niemiłosierna lampa, spalił się na mahoń ale tak lubił. Lubił tak ubrać się po powrocie, w Polsce, w pracy, wśród kolegów, w białą koszulę, jasny garnitur i tak świecić opalenizną po oczach. Niech zazdroszczą. Oczywiście prawdziwe powody do cudzej zazdrości skrywał, może z wyjątkiem beemy, ale beemę ma teraz każdy, najbardziej gówniany prezesik. Niech mu zazdroszczą opalenizny, niczego innego zazdrościć mu nie mogli, bo nie pokazywał. Co prawda dawni koledzy z resortu przestrzegali go żeby się nie obnosił, sami jeździli byle skodzinami, uprzedzali, że cień jest najlepszym miejscem. Wiadomo, zawsze był. W cieniu robi się największe biznesy. Dopiero jak wyjedziesz daleko, gdzie nikt cię nie zna, gdzie nie jeździ ten cały turystyczny motłoch, no to wtedy możesz zaszaleć. Zaszaleć na Seszelach. Pułkownik Śluzak zawsze powtarzał: Jak za darmo dają- pij nie odmawiaj ale jak pijesz za swoje – oszczędzaj, bo jak zauważą, że pijesz za swoje, to przepadłeś, od razu się połapią, że cię stać. Głupia pinda pomyślał i zgniótł w ręku szklankę. Łapy miał twarde więc krzywdy sobie nie zrobił. Miał łapy po ojcu, jak bochny. Zrobiła kopie moich zeszytów – suka. Przed chwilą z nią rozmawiał. Nie dość, że go zostawiła, to jeszcze zażądała sześć pensji i dobre referencje! Wredna morda. Gdyby tylko, gdyby nie te kopie, gdyby tyle o nim nie wiedziała, to już by on jej pokazał,  tej wrednej źdirze. Suka jedna pier…

– Do mnie mówiłeś Pytonku? – z łazienki wychyliła się żona prezesa Kryszuli.

– Nie do ciebie mój ty Koszmarku, tylko o tej suce, mojej asystentce mówiłem, tej Bodzi, Bożymordzie, czy jak jej tam wrednej mordzie. Właśnie śmiała mi przez telefon szantaż zrobić, wredna dziwka. Tyle lat z ręki mi jadła, z miernoty człowieka zrobiłem a ona mi przez telefon warunki stawia! Suka!

– Nie denerwuj się Pytonku, wywal ździrę i zatrudnij następną.

– Kiedy nie mogę – prezes objął kibić swojej żony i spojrzał na jej biust, za który zapłacił. Przez chwilę zastanawiał się czy jednak nie mógłby być jeszcze trochę większy ale po chwili uznał, że najwyżej za jakiś czas wymieni się na nowy.

– Dlaczego nie możesz Pytonku, ty wszystko możesz. Zawsze mi mówisz, że jeden telefonik i człowieka nie ma, to znaczy jest ale…jak ty to mówisz, tak śmiesznie?

–  Gość jest, ale jakoby go wcale nie było, bo się gościa zmyło – zaśmiał się prezes. – To z poety jakiegoś. Trans wes tac ja się nazywa, znaczy się takie zabawne przekręcenie – przesylabizował prezes.

– Chyba trans wes tyta Pytonku, taki zboczeniec?

– To też, Koszmarku, ale najpierw było słowa transwestacja a potem od tego wzięło się transwestyta.

– Czyli taki jakby śmiesznie przekręcony gość, Pytonku? Boże, Pytonku, skąd ty to wszystko wiesz? Ty jesteś jak ta, jak ta no, jak wiki, wiki, a nie ważne. Pytonku? A skąd się biorą w ogóle takie słowa?

– Jakie słowa Koszmarku?

– No, takie jak  ten transwestyta na przykład, albo Szeszele, Pytonku?

– Się mówi Seszele, już ci tłumaczyłem. Na ten przykład Seszele to murzyńskie słowo jest – prezes odebrał esemesa. – I patrz kurwa, co się w tej Polsce dzieje! Teraz ten mi się zwalnia, dupek jeden, skurwysyn niewdzięczny!

– Kto taki Pytonku?

– Kto taki, kto taki? Dupek taki, jeden chrzan japoński.

– Chrzan japoński się zwalnia, nic nie rozumiem Pytonku? Żartujesz prawda?

– Nie żartuję, kurwa! Taki Łasabi jeden, taki nygus ale w miarę potrzebny mi się zbiesił. Łasabi, czyli ichni chrzan. Nawet nie wiem jak menda się nazywa. Łasabi kazał się wołać, cudak!

– Nie denerwuj się Pytonku, może to jakiś żart albo spisek – żona prezesa zatrzepotała sztucznymi rzęsami długim na bardzo długą długość jak na rzęsy.

– I taki nygus, neptek w dupę kopany, esemesem mi się zwalnia na Szeszelach, dupek – prezes zgniótł kolejną szklankę z drogim trunkiem.

– Się mówi na Szeselach, Pytonku – żona poprawiła prezesa.

– A ty mi nie szesze, nie szesze,  nie szeszeluj kurwa, tylko się kładź ździro jedna! – prezes  nie na żarty się zdenerwował. Otworzył swoją saszetkę i wysupłał z niej fiolkę z tabletkami. Łyknął dwie i popił pełną szklanką alkoholu.

– Coś ty wziął? – żona prezesa szarpnęła saszetkę i podobnie jak mąż zmieniła ton na bardziej stanowczy. – Coś ty, kurwa, wziął z tej szaszetki, pytam? Dwie wziąłeś? Dwie wziąłeś? Myślisz, że co ja jestem? Że ja jestem jakaś klacz do zajechania? Ile wziąłeś z tej szaszetki, dwie? Dwie, pytam?

– Się nie mówi szaszetka tylko szasetka – odpowiedział prezes próbują uniknąć wyrwanie saszetki. – Przecież wiesz co wziąłem, muszę się jakoś odreagować!

–  No to masz swoje odreagowanie – żona wytrząsnęła zwartość saszetki przez balkon i zanim trzasnęła drzwiami powiedziała na odchodnym z godnością:-  I proszę bardzo się odreaguj pacanie jeden! Tylko mi się nie waż tu, do apartamętu jakiejś kurwy sprowadzić, bo będziesz miał jeszcze jedną dymisję i to gorzej płatną, niż te dwie.

Trzaśnięcie drzwiami było naprawdę  silne. Prezes spojrzał na swój brzuch, potem na końcówki nogawek od bermudów widoczne spoza brzucha, który zasłaniał całą resztę, której nie mógł dojrzeć. Westchnął  i pobiegł do łazienki żeby zwymiotować tabletki. A może to spisek – pomyślał? Może wszyscy oni są w spisku i Koszmarek też? Koszmarek? Koszmarek to mógłby spiskować co najwyżej ze swoją manikiurzystką. Ale kto ich tam wie, zboczeńców? Wszyscy go osaczają ale nic to, on i tak da sobie radę. Jakoś marnie szło mu to wymiotowanie. Zamiast tego postanowił się napić. To najlepsza metoda, na wszystko.

20. Seszele
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. W odmętach apartamętów :)) cudo.

  2. A potem się dziwić, że stereotyp prezesa chama powstaje :) Bardzo dobitny opis :)

  3. To co, jedziemy na Seszele czy do Wężymord?

Komentarze są wyłączone.