21 gramów

21
21

Dziś życie przyniosło mi wiadomość o śmierci a z nią zdanie z książki Gaétana Soucy: A więc to znaczy, że nie żyje. Co dziwne, kiedy wypowiadałem te słowa, nie wydarzyło się nic. Świat nie miał się wcale gorzej niż zwykle. Pogrążony w tym samym, odwiecznym śnie, niszczał sobie jak zawsze.

A potem jeszcze drugi fragment z filmu 21 gramów, do którego scenariusz napisał Guillermo Arriaga: Ile żyć przeżyliśmy? Ile razy umarliśmy? Podobno w chwili śmierci tracimy 21 gramów naszej wagi. Każdy. Co zmieści się w 21 gramach? Co tracimy? A kiedy tracimy 21 gramów? Co tracimy razem z nimi? Co zyskujemy? Co zyskujemy? 21 gramów. Tyle waży garść dwugroszówek, tyle waży koliber. Cukierek. Ile waży 21 gramów?  

Duncan MacDougall amerykański lekarz praktykujący w Haverhill w stanie Massachusetts w USA w 1901 roku, na specjalnie skonstruowanym łóżku na bazie wagi przemysłowej, dokonał pomiaru ciężaru umierającego pacjenta. W następnych latach powtarzał to dziwaczne i szokujące badanie na kolejnych pięciu pacjentach. Następnie zważył 15 psów, które uśpił a potem zabił. Na tej podstawie stwierdził, że po śmierci człowieka ubywało 21 gramów, natomiast po śmierci psów, waga się nie zmieniała. To jego zdaniem było potwierdzało ezoteryczno-religijnej tezy o istnieniu duszy.

Kilka lat później w 1910 r niejaki Walter Kilner, technik medyczny z londyńskiego Thomas’s Hospital ogłosił, że stworzył specjalny zestaw szklanych filtrów, które po odpowiednim treningu, pozwalają na  zaobserwowanie aury. Cóż to takiego aura? Przez parapsychologów aura uznawana jest za niematerialne, lecz widoczne dla niektórych osób promieniowanie substancji uznawanej za duszę, lub jej ekwiwalent w postaci ciała astralnego. W świetle badań naukowych zjawisko aury ni istnieje. Możliwe są natomiast halucynacje, choćby na skutek zażywania substancji psychoaktywnych, zmęczenia, sugestii, lub synestezji. Synestezja to odczytywanie różnymi zmysłami wrażeń przypisanych zazwyczaj jednemu zmysłowi. Synestetycy na przykład twierdzą, że muzyka Bethovena ma smak czekolady, a poezje Miłosza kolor błękitnych, zaś jabłko brzmi jak skrzypienie lodu. Oczywiście skojarzenia synestetyczne są całkowicie subiektywne. Doniesienia o aurze rozbudzały fantazje i nadzieje poszukiwaczy duszy na istnienie życia po śmierci. Dowodem na rzekome istnienie aury jest tak zwana fotografia kirlianowska. Po umieszczeniu fotografowanego obiektu na światłoczułej powierzchni i przyłożeniu do niej odpowiednio wysokiego napięcia, na kliszy utrwalany jest negatyw obiektu wraz z charakterystycznym cieniem. Dzieje się tak w wyniku  wyładowania elektrycznego spowodowanego przez jonizację płynu. Metody tej używano powszechnie w przemyśle choćby do wywołania jonizacji powietrza by usunąć z niego pyły. Siemion Dawidowicz Kirlian wraz z żoną Walentyną, w latach 30 XX wieku w ZSRR, za aprobatą ówczesnych stalinowskich władz, wielokrotnie dokonywał fotograficznej rejestracji aury. Kirlianowie mieli ambicje stworzenia nowej, radzieckiej diagnostyki medycznej na podstawie analizy domniemanych kolorów otaczających ciało ludzkie. Wcześniej podobnych rejestracji aury miał dokonywać Jakub Narkiewicz badacz i pasjonat fizyki.

Mniej więcej w tym samy czasie eksperymenty z aurą zainspirowały Patricka O’Donnella, chicagowskiego optyka do stworzenia kolejnych, szklanych filtrów, jeszcze doskonalszych od filtrów Kilnera, przez które można było rzekomo obserwować aurę. Mając wciąż w pamięci eksperymenty Duncana MacDougalla z ważeniem pacjentów, O’Donnell postarał się o pozwolenie na obserwowanie przez swój zestaw filtrów umierającego pacjenta. Miał on wówczas spostrzec zjawiska niezwykłe, między innymi zmianę koloru aury, a także rozchodzenie się i znikanie dziwnych cieni w czasie śmierci. Niebawem prasa, na czele z prestiżową gazetą The New York Times, donosiła o swoistym wyścigu, jaki wywiązał się między O’Donnellem a MacDougallem, o to, któremu z nich, jako pierwszemu uda się sfotografować duszę. Nikt nie wygrał. 21 gramów podobnie jak dusza to tylko metafory.

Władysław Reymont w  Ziemi obiecanej zapisał taki dialog:

– Śmierć ma jednak swoje dobre strony…

– Chyba tylko bezmyślność, z jaką zamiata mechanicznie potrzebnych i niepotrzebnych.

21 gramów
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Jestem ciekawa czy dusza ma kolor :) Tak sobie wyobrażam, że ludzie którzy idą właściwą drogą mają takie złote duszyczki ( lubię jak się mienią) , natomiast ci poplątani poszukiwacze to raczej pulsująca nerwowo czerwoną. Ci co skręcili w ogóle nie tam gdzie trzeba , taka maziowatą bezkształtną. A już na bank małe dziewczynki mają różową :)

  2. Szczerze współczuje bolesnej wiadomości.
    Żyjemy tyle, ile nam sił starczy. Jest jeszcze ta strasznie ważna prawda, o której często pisze Ania tu na blogu: by żyć trzeba bardzo chcieć widzieć to, co przed nami (a i to nie zawsze gwarancja). Mieć silniejszą potrzebę marzeń, ich realizacji, pokonania choroby, uchwycenia się raczej nie celu, a następnej chwilki. Mieć powód do czerpania radości z czegokolwiek albo bardzo silne rozmodlenie, wiarę. I tak żyjemy tu, tyle ile nam sił starczy.
    Czy dusza to metafora? Czy to pojęcie nie kryje czegoś, co intuicyjnie rozumiemy wszyscy? Mówi się wyzionąć ducha, czy duch i dusza to para nie do zdarcia? Gdy brakuje nam powietrza, jest tłoczno mówimy duszno, czy w innym wymiarze jest w równoległej przestrzeni pełno dusz? Czy dusza to słowo metafizyczne, fenomenologiczne, teologiczne może oniryczne i wobec tego co podpowiadają nam nasze obrazy ze snów?
    Ciepło pozdrawiam!

  3. Totentanz… Z Nią wszyscy (za)tańczą…

Komentarze są wyłączone.