23. Samanta

-Witam zgromadzanych tu pracowników i dziękuję za przybycie. Małżonek mój, mój drogi małżonek, a wasz prezes, mam tu na myśli prezesa Kryszulę, mojego męża, mój mąż prezes, przebywając na urlopie wypoczynkowym doznał poważanego w skutkach udaru – na sali rozszedł się pomruk zdziwienia i niewielki kilkudziesięcioosobowy zespół Kryshomed Institute lekko zafalował. Żona prezesa nadstawiła ucho w stronę mężczyzny w eleganckimi garniturze, który siedział tuż obok niej i powtórzyła najprawdopodobniej słowo w słowo to, co rozbrzmiało w jej małżowinie usznej:

– Za radą moich prawników i w zgodzie z postanowieniami spółki obejmuję kierownictwo w firmie. Mój małżonek, chociaż jest poważnie chory, jest w pełni władz umysłowych. Pozostaje pod stałą opieką lekarzy. W poniedziałek, w  obecności prawnika, notariusza i świadków złożył stosowane podpisy – chrząknęła i poprawiła się – stosowne podpisy. – Wyciągnęła do przodu głowę z upiętym kokiem gigantycznych rozmiarów. Prawnik skinął na znak, że oficjalna formuła została wypowiedziana. Wówczas żona prezesa odsunęła ręką jego twarz od swojej, jakby odsuwała zasłonę pod prysznicem, albo wieszak w garderobie i powiedziała wesołym głosem:

– Nie to żeby prezes Kryszula był warzywem, choć w zasadzie trochę jest, ale siedzi, mruga, stęka. No, na razie o zabawach nie ma mowy. Raczej nie ma mowy absolutnie żadnej, gdyż mowę stracił. Zero picia kochani, zero dupczenia i żarełko bez chore, chole, choresteroru, steronu. Nie ma obaw ja tu rządzę teraz i na wieki – zaśmiała się szczerze i mówiła dalej:.  – Bez obaw, ten papuga – wskazała placem z tipsem długości żyletki na prawnika – powiedział mi, że firma dobrze źre, a nawet bardzo dobrze. Jak zobaczyłam tabelki z kaską to muszę powiedzieć zatkało mnie – prawnik gwałtownie się poruszył i ponownie zbliżył głowę do ucha żony prezesa.

– Panie Mieszaniec – przerwała szept prawnika.

– Myszyniec – poprawił prawnik.

– Panie mecenasie Myszyniec – żona prezesa ponownie zmieniła ton na oficjalny. – Urzędowo, na dzień dzisiejszy jestem prezesem Kryshomedu…

– Kryshomed Institute – poprawił mecenas.

– Kryshomed Institute – dodała żona prezesa, nowa pani prezes. – Nazywam się Samanta Gołąbek-Kryszula i tak się proszę do mnię wzracać. Do swojego tutaj personelu będę się wzracała jak mi się żywnie podoba ale głupia nie jestem i tabelek z kaską zaraz wszystkim nie wypaplam jak jakaś idiotka. Rea, re su…

– Reasumując – podpowiedział mecenas Myszyniec z satysfakcją.

– No właśnie. R e a su mu jąc,  zrobiłeś gościu, co miałeś zrobić a ja teraz do swoich ludzi tutaj mówię i proszę mi nie przerywać – znowu zmieniła ton na radosny: – Nie macie się czego obawiać. Interesik idzie dobrze jak powiedziałem, ja się na tym kompletnie nie znam, to się nie będę wtrancała, wy sami najlepiej wiecie co macie robić. Ale, ale nie koniec zmian – pogroziła palcem wyposażonym w brzytwy paznokci. – Chcę wszystkim przedstawić nowego dyrektora zarządzającego, czyli niby takiego prawdziwego prezesa, który będzie tu wszystkim rządził i oczywiście ze mną konsultował, a konkretnie nową dyrektorkę panią Bożydarę Bzik, przepraszam Gzik.

Bodzia wstała i ukłoniła się. Była w krótkiej dopasowanej, jasnej sukni, z włosami od designera, w szpilkach od Baldininiego, z czereśniowo- czerwoną szminką na ustach, ze Swarovskim na szyi. Wysoka, szczupła, wyrazista. Wyglądała rewelacyjnie. Dopiero wtedy ją rozpoznali,  po biurze rozeszły się szepty: Bodzia, patrzcie to Bodzia, nie poznałem jej.

– Nazywam się Bożydara Gzik,  w zasadzie wszyscy mnie tutaj znacie. Zależy mi, tak jak nam wszystkim, żeby firma w dalszym ciągu była liderem w swoim sektorze. W chwili obecnej skupimy się na naszych rutynowych zadaniach. Za zgodą pani prezes będę urzędowała w gabinecie prezesa Kryszuli – usiadła i po chwili znowu się podniosła: – Dodam jeszcze, że kierownikiem działu analiz, najważniejszego działu naszej firmy będzie od września, również dobrze znany wszystkim, kolega Cezary Łasak. Do tego czasu pozostaje na urlopie bezpłatnym z powodów rodzinnych. – Usiadła i po chwili wstała raz jeszcze: –  Kolega kierownik Cezary Łasak, to jak się pewnie domyślacie nasz kochany Łasabi – zarumieniła się jakby wyznała swoją najskrytszą tajemnicę. Usiadła i wtedy z sali odezwały się pojedyncze oklaski. To Barszcz, starszy kontroler, jak zwykle trochę nieadekwatny, klasnął kilka razy ale nikt jakoś nie podjął jego entuzjazmu. Barszcz rozejrzał się wokół, poprawił fartuch i usiadł.

23. Samanta
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. No na pewno w tej to nic nie jest takie jak się wydaje.
    ….. i Łasabi/Bodzia się obudził/a? ;)

  2. No ja wiem, tak mi się zamarzyło :)

  3. @Aniula – być może nawet w powieści nic nie jest takie, jak się z pozoru wydaje :)) pozdrowienia :)

  4. O to to to to!

  5. Żeby w życiu tak prosto było można się niewygodnych prezesów i współpracowników pozbyć ;)

Komentarze są wyłączone.