25. W słoiku

– Moje gratulacje! – powiedziała babcia. –  Ma pan to za sobą, panie Gonzo. I co?  I prawie nie bolało, trochę przez przypadek ale ma pan to z głowy. Co prawda przypadków nie ma ale zawsze miło tak  powiedzieć dla połechtania swojej racjonalności, żeby siedziała cicho.

– Z całym szacunkiem o czym pani mówi? Co mam za sobą? – spytał Gonzo popijając małymi łyczkami kawę. Szersze otwarcie szczęki wywoływało ból z tyłu głowy.

– Ma pan za sobą rozmowę z cieniem, rzecz jasna. Wygarnął panu z grubej rury, nie ma co – powiedział babcia – przywalił z całej siły, uderzył w pana przesądy i ograniczenia aż mi było chwilami pana żal.

– Cień? O czym pani mówi?

– Mówię o pana rozmowie z cieniem dzisiejszej nocy. Z cieniem najlepiej rozmawia się w nocy – stwierdziła babcia.

–  Z nikim nie rozmawiałam, za to w kółko słyszę: cień, cień i cień. Co pani właściwie ma na myśli bezustannie mówiąc o tym cieniu? – spytał.

– W pana przypadku mam na myśli kota, cień pod postacią kota. A raczej kot jako emisariusz cienia. W cieniu kryje się wszystko to, czego pan nie lubi w sobie i dlatego boi się do tego przyznać. Wszystkie te ocenzurowane myśli, panie Gonzo.

– Ocenzurowane myśli? – spytał Gonzo

– Wyretuszowane jak pan woli. Na przykład jest panu obojętne, gdy ktoś dłubie w nosie ale uważa pan za odrażające dłubanie w zębach albo inaczej: irytujące jest według pana bezzwrotne pożyczanie drobnych sum przez Łasabiego ale dopuszczalne obciążanie przez niego innych ludzi własnymi problemami? Nie zastanawiał się pan nigdy dlaczego jedna rzecz jest denerwująca a inna obojętna; jedna napawa lękiem a inna jest neutralna? To co pana denerwuje, to czego pan się lęka panie Gonzo, to cień.

Do kuchni weszła zaspana Noemi, czyli Miłka Śmietana w starym szlafroku babci. Usiadła przy stole a babcia podała jej kubek z kawą zbożową.

– Zjedz i ogarnij się Miłka, bo za godzinę przyjedzie stryjek po ciebie, odwiezie cię do domu, do rodziców. Wracasz do Puław. Masz mówić, że chora byłaś, że się czymś strułaś i za słaba byłaś żeby po nocy do swojej babki wracać i tak masz mówić, co z resztą prawdą jest! Sprawę piwa przemilczymy. Nic nie wiesz, nic nie pamiętasz. Zrozumiałaś dziewczyno? Zrozumiałaś? –  babcia podniosła głos a Miłka skinęła głową i z miną małej, przestraszonej dziewczynki zaczęła gryźć chleb z masłem.

– Milicyjne metody? – złośliwie skomentował Gonzo.

– Gdyby nie te milicyjne metody to żadne z was by się z rozumem nie pozbierało. Klątwy, a za nimi demony wloką się gorzej niż smród za furmanką. Na głowę mojego wnuka nałożona klątwa, przy okazji przelazła na pana, panie Gonzo i jeszcze z tą gówniarą kłopoty – babcia wskazała na Miłkę – a najgorszej bestii i tak jeszcze nie obezwładniłam. No pospieszcie się, pan też panie Gonzo, bo zaraz wyruszamy.

– Dokąd wyruszamy? Ja nigdzie nie wyruszam, ja wracam proszę pani do Warszawy, jak tylko troszkę lepiej się poczuję i proszę skończyć z tymi klątwami i to przy dziecku – stwierdził Gonzo z całą stanowczością na jaką było go stać.

– Proszę, proszę niech pan tutaj podejdzie, coś panu pokażę panie niedowiarku. A ty jedz i ubieraj się dziewczyno! – powiedziała babcia rozkazującym tonem.

Gonzo ociągając się ruszył w kierunku piwnicy w ślad za babcią słysząc jej: proszę za mną, no proszę, proszę. W chłodnej, sporej piwnicy podzielonej na mniejsze pomieszczenia panowała niemal zupełna ciemność. Dostrzegał jedynie kontury przedmiotów i niemrawe światło żarówki zapalonej gdzieś w odległym pomieszczeniu. Niemal po omacku dotarł na miejsce. Babcia stała przy wielkiej szafie pamiętającej bardzo odległe czasy. Ostrożnie wyjęła z niej duży słoik ze szklanym wieczkiem w jakim zazwyczaj przechowuje się ogórki i postawiła go na stole.

– Proszę – wskazała na wieczko. – Zazwyczaj nikomu tego nie pokazuję ale pan, panie niedowiarku za bardzo jest związany z moim wnukiem, więc nie mam wyjścia. Oto co wyprószyło się z pańskiej głowy dziś w nocy. Tylko ostrożnie – dodała. – Najlepiej proszę nie dotykać.

Na dnie słoja leżał jakiś przedmiot. W pierwszej chwili Gonzo pomyślał, że to żaba i zrobiło mu się jej żal, uduszonej przez babcię w wielkim, hermetycznym słoju. Jednak w tej samej chwili przedmiot poruszył się, rozwinął jak liść, rozprostował i przybrał postać małego człowieka. Był jak lalka z wosku wielkości żołnierzyka jakimi bawił się w dzieciństwie. Gonzo nerwowo chwycił żarówkę wiszącą na drucie i oświetlił słoik. Postać  przyjrzała mu się uważnie, wyciągnęła rękę i zapukała od środka w szklaną ściankę.

– Nie udusi się tam w środku? – spytał.

– Przecież to demon, od czego ma się udusić, on nie oddycha i tylko udaje człowieka na pana użytek – odpowiedziała babcia. Tymczasem demon w słoiku robił miny, rozpłaszczał nos o szkło, mrugał jedynym okiem, w końcu zaczął robić koziołki. Sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego z siebie.

– I co, demona powstrzymuje szkło? – Gonzo delikatnie potrząsnął słoikiem, na co demon zareagował jeszcze większym rozbawieniem.

– Nie szkło – panie Gonzo – tylko zaklęcie, czy jak pan woli zgromadzona wokół niego informacja i energia, skutecznie blokujące jego energię. Jak pole magnetyczne.

– I chce pani powiedzieć, że to coś siedziało w mojej głowie?

– A to siedziało – babcia wyjęła kolejny słoik- w głowie Łasabiego.

Drugi demon był sporo większy, kolorowo ubrany i przypominał nieco transwestytę, który w przebraniu kobiety śpiewa w nocnym klubie piosenki z musicali. Istna Drag Queen. Tym razem Gonzo zapukał w ściankę słoika lecz demon odwrócił się do niego tyłem, zakasał suknię i wypiął tyłek ubrany w męskie stringi. Odrażający widok, pomyślał Gonzo i odsunął słoik z niechęcią. Zachwiał się, podsunął sobie zakurzony stołek, usiadł i podparł głowę ręką. Po chwili jęknął:

– A kot, jaki ma z tym związek kot?

– Koty, panie Gonzo z łatwością przechodzą pomiędzy światami ale to zazwyczaj lenie, wolą siedzieć w jednym miejscu. Jedynie młodziaki, takie jak Felek mają jeszcze ochotę na wygłupy. Koty, panie Gonzo to nasi obrońcy. Wszelkiego rodzaju dziadostwo nie lubi ich energii. Dlatego koty mogą bezkarnie wszędzie wchodzić i dlatego tyle wiedzą. Co innego psy, psy też sporo wiedzą i widzą ale psy, to tchórze. Taki fircyk jak ten tutaj – babcia wskazała na transwestytę, który nieoczekiwanie przebrał się w garnitur – może nawet owczarkowi napędzić stracha.

– Co pani z nimi robi, z tymi demonami w słojach? – spytał Gonzo zrezygnowanym głosem.

– Wypuszczam, najczęściej wypuszczam do rzeki. Jak już jest po wszystkim. Z czasem taki demon oddzielony od źródła karleje, robi się malutki, bezradny, w zasadzie niegroźny a, że jest czystą energią praktycznie pozbawioną już wtedy informacji, niech sobie zasila naszą planetę. Każda sekunda oddzielenia od źródła osłabia demona.

– Od źródła? – raczej powtórzył niż spytał Gonzo.

– Tak, od źródła. Każdy demon to pasożyt panie Gonzo, karmi się lękiem. Im go więcej w danym człowieku, tym demon staje silniejszy. Jednak gdy przestaje być karmiony w końcu wraca do stanu pierwotnego, roztapia się w innej energii.

– A klątwa, co z tą klątwą? – spytał wyraźnie załamany.

– No cóż, klątwa to bardzo negatywna informacja skierowana do drugiej istoty. Klątwy to prawdziwa mowa nienawiści. Najczęściej pochodzą z lęku, dziewięćdziesiąt procent z nich, przybierają jednak postać życzenia i trach…

– Co: trach?

– Uderz w stół a demon się odezwie. Klątwa to również zaproszenie. Wtedy z mgły strachów i lęków demony materializują się w coś takiego – babcia wyjęła kolejny słoik nieco mniejszy. W środku siedział również niewielkich rozmiarów demonik przypominający do złudzenia Kena, partnera Barbie. – A to zalęgło się w główce Miłki. Niby nic ale gdyby Łasabi nie miał zdjętej klątwy, gdyby zareagował na podszepty tego tu, to mielibyśmy niezły pasztet, panie Gonzo.

– Ale dlaczego ja, co ja mam z tym wspólnego? – jęknął kompletnie złamany Gonzo.

– Już mówiłam, panie Gonzo klątwa to zaproszenie, kto jest w pobliżu, ten uczestniczy w grze. Dlatego ludzie zarażają siebie nie tylko wirusami ale też emocjami i dlatego też musimy jechać.

25. W słoiku
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. ja co gorsza,chyba sama jestem kotem ,co lazi miedzy swiatami;)))))))))

  2. Fajne genialne, śledzę z zapartym tchem :-) i czekam na cd.. Mam dwa koty i psa :-)

  3. Mocne. Dobra zmiana nastroju.
    A co do meritum – muszę chyba załatwić sobie kota…

  4. Jest coś na rzeczy z tymi kotami. Same wedruja po moim podworku i to czasem całymi zgrajami. Dzieki za lekture na Dzien Dobry.

  5. u mnie juz sporo sloikow w piwnicy – brakuje tylko kota:) moja cora ostatnio wszedzie widzi koty, robi im zdjecia , zachwyca sie i stwierdzila ze nasz pies potrzebuje kota ??? Niestety ja tez wszedzie widze koty … :)

  6. @Damian – zmienione :)

  7. Dobra to się biorę za wyplenianie demonów , nawet rzekę mam blisko :)

  8. Osobiście, ten kawałek cyklu przypadł mi najbardziej do gustu. Wspaniałe metafory – mistrz w akcji!

    Jeden dobry błąd znalazłem – “pokarzę” w jednej z wypowiedzi babci. Każdemu może się zdarzyć.

    Czekam na następne kawałki! :)

Komentarze są wyłączone.