26. Jaszczurka

– Przygotowałeś wszystko synuś jak ci mówiłam? – Łasabi skinął głową a babcia wraz z Gonzem przekroczyła próg mieszkania w starej kamienicy na Grottgera.

– Przygotowałem taśmę klejącą. Sznurek za bardzo wpija się w przeguby – Łasabi pokazał zgromadzone akcesoria. – Wiem po sobie – dodał.

– Boże, boże czy musimy to robić? Ja z wami oszaleję – lamentował Gonzo.

– Może sznurek ani taśma nie będą potrzebne, jeśli wypije wszystko do dna, to tylko na wszelki wypadek – stwierdziła rzeczowo babcia.

– Nie o sznurek mi chodzi ale o to wszystko, o całe to wariactwo. Przecież to, co robimy to karalne jest, przetrzymywanie kogoś wbrew jego woli, bez dwóch zdań jest karalne – westchnął Gonzo ale Łasabi i babcia zignorowali jego narzekania.

– Jak ją przekonałeś? – spytała babcia.

– Niestety kłamałem, nie lubię kłamać – stwierdził Łasabi. – Powiedziałem, że czuję się bardzo źle psychicznie, że nie wychodzę z domu i że babcia mnie czymś napoiła i teraz mam silne lęki. No i dodałem, że pieniądze nie grają roli, że nawet wolałbym prywatnie.

– I co ona na to? – spytała babcia.

– Ona: panie Czarku, nie rozmawiajmy o pieniądzach i tak już zdecydowałam, że przyjadę.

– Dobrze, najprawdopodobniej będziemy mieli dostęp do źródła jeśli jest taka chętna a wtedy może być nieprzyjemnie, naprawdę nieprzyjemnie. Taśma jednak się przyda ale jeśli będziecie robić co wam mówię, to wszystko pójdzie gładko. Pan Gonzo już się sprawdził, gdy mi pomagał z tobą – babcia poklepała Gonza po plecach. – Teraz trochę jest niemrawy, boli go racjonalność ale mu przejdzie, przejdzie mu jak złapie swojego pierwszego demona. Pierwszy raz jest zawsze najważniejszy – znów poklepała Gonza po plecach i zwróciła się do wnuka. – Idź synuś do sąsiadów, przeproś, że będzie rwetes i rumor, bo meble zmieniasz czy coś takiego i dodaj, że ekipa późno przyjedzie.

– Idę – powiedział Łasabi z zaangażowaniem. –  Wezmę po butelce wina. Może to, złagodzi ich niezadowolenie?

Babcia wypuściła kota Felka z koszyka. Felek wstrząsnął sierścią jakby był mokry, polizał tylną nogę, po czym rozprostował wszystkie kości, wyprężył ogon i poszedł zwiedzać mieszkanie.

– Od czego zależy to, kiedy kot mówi, a kiedy zachowuje się jak normalny kot, czyli miauczy i tyle? – spytał Gonzo.

– To zależy wyłącznie od pana, panie Gonzo. To jak z utrzymywaniem równowagi na rowerze. Na początku raz się jedzie, raz przewraca. Kiedy jednak zdarzy się ten szczególny moment, w którym błędnik nauczy się rozpoznawać stan balansu, od tej chwili już zawsze umiesz jeździć na rowerze. Tak samo jest ze słyszeniem kota.

Punktualnie o ósmej zadzwonił domofon. Babcia i Gonzo schowali się w sypialni a Łasabi poszedł otworzyć. Po chwili w drzwiach stanęła doktor Żuk. Weszła bez słowa i rozejrzała się szybko po wnętrzu mieszkania jakby sprawdzając, czy tym razem spotka Łasabiego, choć ten stał przed nią.

– Napije się pani czegoś? – spytał.

– O tak, z przyjemnością, straszny dziś upał pomimo, że już jest wieczór, to nadal nie ma czym oddychać, może szklankę wody poproszę? – powiedziała doktor Żuk i usiadła na wskazanym przez Łasabiego fotelu.

– Mam pyszną lemoniadę z odrobiną mięty i lodem, spróbuje pani? – zaproponował Łasabi. Doktor skinęła głową z aprobatą. Gospodarz po chwili wrócił ze szklanką napoju.

– Pyszne – spróbowała – trochę dziwny smak ale pyszne. Chyba dodał pan coś jeszcze? – zaciekawiła się doktor ale najwyraźniej nie oczekiwała odpowiedzi, gdyż zaczęła mówić dalej: – Zgodziłam się na tę wizytę w zasadzie tylko dlatego, panie Czarku, o przepraszam zdaje się, że pan nie lubi swojego imienia, w każdym razie zaniepokoiłam się pańskim stanem, bardzo się zaniepokoiłam, tym bardziej jako pana lekarz. Natomiast chęć zrekompensowania moich strat, podróży, zniszczonych butów, to było bardzo miłe przyznam, bardzo miłe, chociaż propozycja dodatkowego zadośćuczynienia była niepotrzebna, naprawdę nie potrzebna ale miło, miło z pana strony.

– Wszystko podtrzymuję – powiedział Łasabi i spytał:  – Czy dolać jeszcze lemoniady?

– A wie pan, że chętnie, naprawdę bardzo orzeźwiająca. – Po chwili doktor Żuk upiła spory łyk z nowej szklanki. – A wie pan, że ta jest jeszcze smaczniejsza?  A wie pan, że ta ja jesz ze smoczniej sza… Czy ja powtórzyłam dwa razy to samo zdanie? Dziwne? W każdym razie przejdźmy do rzeczy, przejdzie my do że my czy, no tak, w każdym razie jest jeszcze smaczniejsza…- doktor Żuk przerwała i zaczęła oglądać swoje ręce a potem dłonie jakby widziała je pierwszy raz w życiu.

Z drugiego pokoju wypadła babcia, przed nią kot Felek a za nią Gonzo. Doktor Żuk spokojnie, z zaciekawieniem oglądała swoje dłonie, gdy tymczasem Gonzo i Łasabi owinęli jej stopy i tułów taśmą klejącą, na końcu zaś skrępowali dłonie. Kot stanął naprzeciwko związanej doktor, przekrzywił łebek i po chwili wskoczył na oparcie fotela usadawiając się z boku głowy doktor Żuk.

– Mów! – powiedziała babcia. Obaj mężczyźni spojrzeli na siebie. Kot Felek polizał łapę i zatańczył piruet.

– Musiałeś już to widzieć – Łasabi powiedział szeptem do Gonza.

– Gdzież tam. Zanim się na dobre rozkręciłeś, zasnąłem. Mnie też coś podała. Nie chce mieć świadków, wiedźma. Pewnie za chwilę obaj padniemy zamroczeni – wyszeptał Gonzo sprawdzając, czy doktor jest dobrze unieruchomiona.

– Wy cicho, a ty Felek mów – babcia wydała dyspozycję.

– Nic – odpowiedział kot.

– Jak to nic? – zdziwiła się babcia.

– Nic, no nic się nie dzieje, to chyba nie ona? – powiedział kot i zeskoczył z oparcia na podłogę.

Wszyscy usiedli naprzeciwko doktor. Mężczyźni wpatrując się w babcię, babcia w doktor Żuk, doktor Żuk w swoje stopy, a kot Felek w swój ogon. Nagle jednocześnie doktor Żuk wstała unosząc ciężki fotel a przestraszony Felek wystrzelił w górę. Przez chwilę stała na czubkach palców, wciąż przyklejona taśmami, na jej twarzy pojawił się grymas wysiłku a potem bólu i po chwili opadła na podłogę z hukiem. Jeszcze dwukrotnie zerwała się w podobny sposób chociaż wydawało się niemożliwym stanie na palcach w takiej pozycji i dźwiganie przez filigranową osobę ciężkiego fotela. Przy trzecim poderwaniu fotela doktor Żuk unicestwiła kolejną parę markowych szpilek. Gonzo westchnął. Obaj mężczyźni usiłowali przytrzymać doktor Żuk wraz z fotelem. Babcia zaś wlała jej do ust następną miksturę i zaczęła niezrozumiale recytować jakiś tekst ze starej księgi. Kot Felek natomiast pomiaukiwał jakby w rytm słów babci.

– Mów! – powiedziała do kota.

– O w mordę! – odpowiedział.

– Wyrażaj się i mów co widzisz? – zmitygowała go babcia.

– Teraz, teraz szybko – kot aż podskoczył z podniecenia, wykonał piruet najpierw w lewo, potem w prawo i nerwowo polizał ogon. Babcia pospiesznie przystawiła do głowy doktor Żuk metalową, staromodną linijkę i z buteleczki zakończonej dziecięcym smoczkiem wylała na jej powierzchnię stróżkę czegoś kleistego.

– Trzymajcie mocno! – powiedziała.

– Co to? – spytał Łasabi wskazując brodą przeźroczysty płyn.

– Miód – odpowiedziała babcia i dodała – podajcie mi szybko słoik.

– Miód? – zdziwił się Gonzo.

– Miód – przytaknęła babcia – lipowy jest najlepszy ale musi być z dobrej pasieki. Kiedyś spróbowałam chińskiego dziadostwa i nic z tego nie wyszło.

– Miód? – powtórzył  Gonzo jakby nie zrozumiał o czym mowa.

– Miód, miód, nie wiem dlaczego miód ale na nich działa! – poirytowała się babcia i dodała stanowczo: – Działa i już!

Wtem z kącika oka doktor Żuk wyłoniło się coś w rodzaju łzy, przybrało kształt kulki a potem postaci dziewczynki z warkoczykami w nieproporcjonalnie wielkich, czerwonych szpilkach. Dziewczynka wielkości laleczki przeszła po linijce aż do krawędzi słoika lecz, gdy zorientował się, że to pułapka, było już za późno. Szklane wieczko z gumką zamknęło się nad jej głową. Dziewczynka siedząc na dnie słoika zaczęła wygrażać pięścią. Jeden obcas jej szpilek był złamany. Babcia usiadła z ulgą i w tej samej chwili kot gwałtownie najeżył sierść i prychnął ostrzegawczo. Z kącika drugiego oka też się coś wydostało, coś ciemnego, długiego w kształcie jaszczurki. Skoczyło na ścianę, potem na sufit, na lampę znowu na sufit i zanim kot zdążył to upolować,  wyskoczyło przez okno.

– Co tam jest? – babcia spytała patrząc w ciemność.

– Park Morskie Oko – odpowiedział Łasabi.

– No to w dupę, mamy przekichane – powiedział kot.

– Wyrażaj się! – zmitygowała go babcia.

– Co to było? – spytał Gonzo.

– Klątwa – odpowiedział kot.

– No to chyba dobrze? – zdziwił się Łasabi.

– Bardzo nie dobrze – powiedziała babcia.

– Bardzo nie dobrze – powtórzył kot.

26. Jaszczurka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Racjonalność boli.

  2. Szeptuchy dobrze wyłapują ale jak siedzi w człowieku , ale takie co wylazło to jak? Chyba, że nowego nosiciela znajdzie. W sumie są znane historie rodów, na których klątwa wisiała, kwestia czy na obcego może przeleźć ? ;)

  3. kurza dupa
    przylepi sie do kogos ,do kogo zlapie przyciganie.

    widzialam tez klatwy lapane na jajko;)))))))))))))

  4. Chodziło mi o wpis Domi :-)

  5. ha ha… dokładnie to samo pomyślałem :-)

  6. Jak co teraz , trzeba łapać dziadostwo :)

  7. No to w dupe …… I co teraz ?

  8. Nawet najlepszym specom coś może umknąć :)

Komentarze są wyłączone.