27. Dziad proszalny

– Dlaczego mówicie, że to nie dobrze? A niech ucieka – skwitował Łasabi.

– Klątwa musi być zamieniona na błogosławieństwo synuś. Jeśli sama się wyrwie to kradnie sporo energii, sporo człowieka, od którego się oderwała. Musimy ją znaleźć i albo zwrócić temu, kto ją rzucił albo zmienić na błogosławieństwo i oddać tej biednej dziewczynie. Jestem zaniepokojona – babcia pogłaskała kota.

– Jak znajdziemy w sporym parku, w nocy coś, co nie istnieje? – spytał jak zawsze sceptyczny Gonzo.

– Klątwa może już być daleko stąd albo co gorsza przeszła na inną osobę. Wystarczy, że usłyszy zaproszenie a teraz okna wszędzie otwarte – zmartwiła się babcia. – Muszę się pilnie kogoś poradzić.

– Zaproszenie? – zdziwił się Gonzo.

– Wystarczy obelga albo złośliwe życzenie skierowane przeciwko drugiej istocie i bezpańska klątwa łaps, przyklei się do człowieka. Klątwa to pasożyt, musi mieć żywiciela – odpowiedziała babcia i skierowała się do drzwi.

– Dokąd babcia idzie? – spytał Łasabi.

– Do dziada proszalnego, tylko on może coś zaradzić.

….

– Sto tysięcy lat i jeszcze kawałek – powiedział na powitanie. – Prawie się nie zmieniłaś Nadia, ach Nadieżda, Nadzieja jakaś ty była piękna i nadal twej urody nie przyćmił czas.

Mieszkanie mieściło się na piętrze dziwacznego domu, ni to małej kamienicy, ni to starej czynszówki, która przetrwała w bocznej uliczce przedmieścia, gdzie nowe, bogate wille walczyły o miejsce z małymi bloczkami, które wciskano, nie wiedzieć jakim cudem, na mikroskopijne działki. Piotra Skargi 29. Nic się tu nie zmieniło od lat. Wąska, utwardzona betonowymi płytami ulica. Na uboczu, choć w pobliżu ruchliwej trasy. Na przedmieściu, choć blisko centrum. Lokum, którego dziad proszalny nie zmienił od ponad sześćdziesięciu lat. W pokoju również czas się zatrzymał. Stare meble, zegar z kukułką, piece, stół a nad nim lampa z metalowym kloszem, na parapecie geranium i mięta, krzesła z wikliny i sklejki, staromodny kredens. Pomimo upału we wnętrzu panował przyjemny chłód.

– Musiało cię nieźle przypilić jeśli po tylu latach przyszłaś do mnie po pomoc? – powiedział ściskając ją mocno w żelaznym uścisku jak wita się przyjaciela a nie kobietę, być może dawną kochankę.

– Ktoś bawi się czarną magią, rzuca klątwy, wypowiada stare zaklęcia, których nie widziałam od…

– Od czasów, kiedy twój brat Feliks ich używał – zaśmiał się cicho i spytał: – A ten tam, w samochodzie, kto to taki?

– To mój wnuk. Łasabi na niego wołają. Przywiózł mnie tutaj – odpowiedziała.

– Ach Łasabi, Łasabi, no tak, teraz rozumiem. Teraz i mnie zaciekawiłaś? – dziad proszalny dał znak przez okno i jakiś człowiek zbliżył się do samochodu Łasabiego. Po chwili otworzył bramkę a samochód wjechał na posesję. Ulica była zbyt wąska, żeby dwa pojazdy mogły się na niej wyminąć.

– To dziwna historia. Zaklęcia miłosne mieszają się z klątwami prześladowczymi, złe uroki dotykają przypadkowych osób – przerwała i zmieniła temat: – Ciekawa jestem dlaczego zaciekawił cię mój wnuk? – babcia zerknęła podejrzliwe na dziada proszalnego, który wciąż patrzył przez okno na podwórko. Dziad westchnął, usiadł i otworzył srebrną, inkrustowaną papierośnicę. Starannie wybrał a potem wyjął jednego papierosa, wsadził go do ust i udał, że się zaciąga.

– Ktoś chce przejąć interesy. Jest sprytny krąży, krąży, szuka. Chyba wie więcej niż na początku przypuszczałem – powiedział.

– Wyrwała mi się klątwa na wolność, była tak sprytnie ukryta, że jej nie zauważyłam – powiedziała babcia – Nawet kot jej nie dostrzegł. Była ukryta pod marzeniami infantylnej kobiety, czerwone buty, książę na białym koniu, idealna miłość i takie tam. Dziewczynka została psychiatrą w nadziei, że wydorośleje a tu nic z tych rzeczy. Mam podejrzenie, że klątwa specjalnie została podrzucona właśnie w tym celu żeby ktoś ją uwolnił. – powiedziała babcia.

– To ją łap – wzruszył ramionami dziad proszalny.

– Sam ją łap, to twój psi obowiązek – babcia podniosła głos – i wara ci od mojego wnuka!

– Majorze Nadieżdo Konstantinowna! – dziad podniósł głos.

– Ani ja nie jestem już majorem ani ty pułkownikiem, jesteś przede wszystkim dziadem proszalnym i twoim świętym obowiązkiem jest zatrzymać to, co się dzieje! – babcia nie dała się zastraszyć.

– Jesteś, jesteś tym wszystkim i majorem jesteś i babunią wiedźmichą, i jego babką, i siostrą Feliksa, niczego się nie wyrzekniesz – dziad proszalny znowu zaciągnął się nieistniejącym dymem: – Trzeba sidła zastawić i czekać. Albo…

– Albo? – spytała babcia niecierpliwie.

– Albo samemu wykonać ruch, sprytniejszy od przeciwnika.

Babcia usadowiła się w samochodzie i dała znak żeby ruszać. Grzmiało. Ten sam, nieco zgarbiony, szczupły człowiek, o pociągłej twarzy i wydatnej szczęce, który wpuścił na podwórko Łasabiego, teraz otworzył im bramę i wyszczerzył krzywe zęby w uśmiechu. Pomachał na pożegnanie trochę jak dziecko, które odprowadza mamę do drzwi przedszkola.

– Karnickel, nie przypuszczałam, że on żyje. Musi mieć ze sto lat – powiedziała babcia.

– Karnickel? – spytał Łasabi.

– To po niemiecku królik ale w tym przypadku chodziło raczej o kozła ofiarnego. Potocznie oznacza chłopca do bicia, niemiecki rodzaj nijaki, urodzony żeby być ofiarą. Karnickel jest Niemcem, chociaż może o tym nie wiedzieć. Dziad proszalny znalazł go w jakimś powojennym domu dziecka. Siedział w kącie, prawie nic jadł, nie mówił. Dzieciaki traktowały go jak worek treningowy, czyli jak kozła ofiarnego. Dziad proszalny zajął się nim i jak widać zajmuje do dziś. Karnickel odwdzięcza się absolutną wiernością. Raz nawet uratował dziadowi życie.

– Kim jest ten dziad proszalny babciu? – spytał Łasabi.

– Jakby ci tu wytłumaczyć: kimś w rodzaju inkwizytora i kierownika sklepu z zabawkami; pasera i spowiednika; mechanika samochodowego i narratora. Ma ogromną władzę.

– Niezbyt dobrze trafiają do mnie te metafory, babciu. Nadal nie mam pojęcia kim jest ten człowiek?

– Bo nikt nie ma, synuś. Dziadowie proszalni chodzili kiedyś po wsiach. Opowiadali nowiny, wróżyli,  modlili się w czyjejś intencji i te modły zanosili od jednego świętego miejsca do drugiego. Strzegli też wiosek od czarnej magii, powstrzymywali od uroków a czasem leczyli ludzi. Ówcześni psychoterapeuci, rzec można i system wczesnego ostrzegania w jednym. Z czasem dziad proszalny stał się instytucją: taki policjant, prokurator i sędzia w jednej osobie – odpowiedziała babcia. – Ten z resztą przez całe lata był szychą w resorcie i nadal pewnie jest ale po cichu, w cieniu.

– Znowu ten cień, czyli esbekiem jest i tyle – skwitował Łasabi.

– Synuś, wtedy ponad sześćdziesiąt lat temu trzeba się było gdzieś schować. Biografia i tak zwane pochodzenie społeczne, czyli przeszłość, to był powód do strachu a nie do dumy. Każdy coś ukrywał. U nas jest inaczej niż wszędzie na świecie, u nas w przeszłości kryje się haczyk na każdego, zamiast dumy z przodków. Dlatego w naszym kraju mamy takie problemy z przeszłością. Z mlekiem matki wyssane. Młodzi teraz nie znają historii, nie kojarzą o co chodzi, klepią co najwyżej bzdury o czterech pancernych i kapitanie Kloss, które myśmy z resztą w resorcie wymyślali, ale instynktownie lękają się przeszłości, bo tam kryją się najokropniejsze, niewyleczone krzywdy i winy.

– Nadal niezbyt dobrze rozumiem? – powiedział Łasabi i dodał: – Ale już wiesz przynajmniej co masz robić?

Babcia jednak nie odpowiedziała. Weszli do mieszkania na Grottgera. Był środek upalnej nocy. Z nieba spadły pierwsze, wielkie krople deszczu. Rozszedł się pomruk pioruna, z południa nadchodziła burza. Zostawili Gonza z kotem i uśpioną doktor Żuk. Gonzo zgodził się, choć protestował. Był dodatkowo poirytowany brakiem współpracy z kotem. Chociaż zachęcał go do rozmowy, prowokował, prosił, namawiał, zawstydzał – kot ani nie podjął konwersacji ani nawet jednego słowa nie wypowiedział, a przy najmniej nie w języku, który Gonzo potrafił zrozumieć. Poprzestał na kilku miauknięciach, prężeniu ogona i w końcu zasnął w nogach doktor Żuk na łóżku Łasabiego.

– No dobrze, chłopcy – zarządziła babcia. – Trzeba tę naszą lalunię postawić na nogi. Zapoznać z sytuacją i zachęcić do współdziałania póki jest noc. O świcie hałas, ruch, tłum zakłócą energię, ludzie zadepczą ślady i pozamiatane. Lepiej by było żeby pani doktor była po naszej stronie. Pomysły?

– Ja, ja jej powiem! – odezwała się kot Felek entuzjastycznie.

– Patrzcie jaki wyrywny! A jak cię prosiłem: odezwij się kotku, kiciusiu, chociaż jedno słówko, proszę rudzielcu, jedno słóweczko, to nie, ani słowa. Wariata ze mnie strugałeś ty wredny hipokryto! – oburzył się Gonzo. – Sądzisz, że jak się kobieta ocknie w obcym łóżku i usłyszy gadającego kota, to będzie chętna do współpracy przy łapaniu, uwaga: k l ą t w y, – przeliterował – która niespodziewania wyskoczyła jej z oka?  Puknij się w głowę ty durny kocie. Ja jej powiem!

27. Dziad proszalny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Moje panieńskie nazwisko jest bardzo specyficzne, było jednak jak talizman, bo kto będzie zadzierał z kimś kto niesie ze sobą przegraną ? :) Nawet Ci co się przyzwyczaili , osłuchali mieli respekt :) Od dziesięciu lat noszę nazwisko męża i mam wrażenie, jakbym weszła w ogóle w inny świat. Ze starym nazwiskiem byłam w ciągłym działaniu ale jakimś takim nerwowym, teraz jest spokojniej czasem nawet za bardzo :) Zastanawiam się nad używaniem obydwu :) Klątwy to nasze strachy, jeśli mamy okazję słyszeć tego , który rzuca na nas klątwę, to trzeba mu wsadzić palec w oko :) Jak nie mamy okazji to do szeptuchy trzeba iść ;)

  2. czy Łasabi już wie,ze bedzie szycha u boku Bodzi????

  3. no…klatwa jeszce sie moze zmaterializowac.pewnie zalezy ,jka to klatwa.czasem nie tak wprost i nie bezposrednio-ale zrobi duze spustoszenie.
    mowia ,ze najlepeij przepuscic przez siebie ,zneutarizowac i wypuscic w swiat jako dobre zycczenie.ale do tego samemu trzeba byc “czystym”,zeby klatwe zamienic na blogoslawienstwo.trzeba tez byc silnym i swiadomym.
    a czasem trzeba wszystkich swietych na pomoc poprosic.sam kot nie pomożę;))))

    inaczej klatwa rozrasta sie jak rakowa komorka i niszczy zycie “nosiciela”.

    dlatego dziad proszalny czy babka niegdys tak wazna role spelniali…..

    ale dzis mamy XXI wiek i jak dobrze poszukac,to nawet w duzym ,cywiliowanym miescie wciaz mozna znalezc adres kogos takiego…..przecietna starsza pani ,w moherowym berecie,pomalowane paznokietki….i nikt sie nie domysla,ze w “babciowej”torebeczce ma i różaniec i wahadelko,i obrazek z ojcem Pio i karty tarota i kot nieprzypadkowo na kanapie lezy ,a na szafie kopa jaj…..
    Gonzo widac tez ma wakacje,ale jakby po literaturze poszperal……to okazaloby sie ,ze wszystko co babka Łasabiego wyprawia,to tez biologia,tyle ,że na subtelnym poziomie;))))))))))
    kto wie ,moze by jeszce Nagrode Nobla dostal,jakby spróbował przetłumaczyć to na współczesny język naukowy…he he he.

  4. nomen ,omen ,co za imie…..imie mojej babci ,imie moje w czesci;))

Komentarze są wyłączone.