29. Zgubiona klątwa

– Szanowna pani – odezwał się Gonzo – znalazła się pani w tej, zapewne zaskakującej sytuacji i do prawdy nietypowej…

– Do prawdy nietypowej – wyrwało się kotu jak echo – ale Łasabi zatkał mu pyszczek ręką.

– My wszyscy tutaj jesteśmy po pani stronie i chcemy pomóc – Gonzo kontynuował rzucając złowrogie spojrzenie w kierunku kota a doktor Żuk kilkakrotnie zamrugała jakby starając się rozgonić zwidy przed oczami. – Tej nocy wydarzyło się coś niebezpiecznego ale jesteśmy w stanie temu wspólnie zaradzić…

– Zaradzić – powtórzył kot i lekko capnął w palec Łasabiego, który znów starał się zatkać jego pyszczek.

– Zabierz tego kota – wycedził przez zęby Gonzo lecz Felek przezornie wskoczył na łóżko i usiadł obok doktor Żuk. – Proszę się nie przejmować, to gadający kot, on rzeczywiście gada, to nie jest złudzenie niestety. Gada czy nie gada, to nie jest w tej chwili najważniejsze – powiedział pospiesznie Gonzo starając złapać Felka. Doktor Żuk wciąż leżąc na łóżku, podparła się na łokciach i obserwowała jak Gonzo stara się zagrodzić drogę kotu. Tymczasem Felek jednym susem znalazł się na półce, zrzucił figurkę buddy, która roztrzaskała się na podłodze i z bezpiecznej wysokości powiedział:

– Ten niedojda, to Gonzo, w porządku gość, lojalny przyjaciel ale pokręcony. Chciałby żeby dwa plus dwa było cztery koma dwadzieścia jeden a czasem jest przecież pięć, a niekiedy trzy koma dziewięćdziesiąt trzy i nic się na to nie poradzi. Cała nasza ojczyzna jest na tym zbudowana, na tej niedokładności. Tam jest babcia, bardzo ważna osoba, baba wiedźmicha, wie prawie wszystko a jeszcze więcej umie. – Doktor Żuk wodziła wzrokiem po wymienianych osobach z lekko rozchylonymi ustami jakby przyglądała się malowidłom naskalnym sprzed tysięcy lat. – Łasabiego znasz aniołku – kontynuował kot – to twoja ofiara. Wiemy, wiemy, że byłaś nieświadomym sprawcą, ale jednak sprawcą i dlatego musisz się dziewczyno zrehabilitować. Na podatkach też nie musisz się znać ale przecież z urzędem skarbowym nie ma żartów. Inny przykład? Proszę bardzo. Płacisz mandat i nikogo nie obchodzi czy widziałaś ograniczenie prędkości czy nie? Tak jest i tym razem. Ja jestem kotem, nazywają mnie tu dość głupio: Felek, ale się przyzwyczaiłem a do drzwi zaraz zadzwoni, za jakieś pięć minut, dziad proszalny z Karnickelem. I to jest niezbyt dużo czasu na decyzję, bo widzisz aniołku, dziad proszalny w przeciwieństwie do nas, nie zna się na żartach, nie ma kompletnie poczucia humoru, jest ponurakiem a jego debilowaty pomagier, z całym szacunkiem, miał trudne dzieciństwo więc opóźnienie umysłowe było nieuniknione, więc wspomniany Karnickel jest tępym osiłkiem i niech cię nie zwiedzie jego cherlawa postura i podeszły wiek. Zatem będziesz z nami chętnie współpracować, czy raczej wolisz się dogadywać z dziadem i jego pomagierem?

Jednak kot nie uzyskał odpowiedzi. W chwili gdy zamierzał jeszcze coś dodać, zadźwięczał domofon a wówczas doktor Żuk najpierw zerwała się z łóżka a potem, gdy Felek na nią zeskoczył rzuciła się z powrotem na posłanie i zagrzebała w pościeli. Gdy po pewnym czasie wychyliła głowę spod kołdry wokół łóżka oprócz wcześniej wymienionych postaci stały kolejne dwie. Kot zeskoczył na posłanie. Wykonał koci piruet, zamruczał i już miał zamiar coś powiedzieć ale ruchem ręki powstrzymał go dziad proszalny, tego rozkazu nie odważył się zignorować:

– Przepraszamy za najście i za całe to zamieszanie. Nazywam się Śluzak, pułkownik Śluzak i jestem tu z czymś w rodzaju misji ratunkowej – rozejrzał się i niemal natychmiast Karnickel podstawił mu fotel. Pozostałe osoby stały. Dziad wyjął papierośnicę i wsadził sobie papierosa do ust. – Potrzebujemy pani pomocy a pani naszej. Została pani poddana psychomanipulacji.

– Jakiej tam manipulacji, czarom została poddana – odezwał się kot ale w tej samej chwili dziad proszalny schwycił go za kark i przydusił do posłania z szybkością jakiej nikt nie spodziewałby się po staruszku. Felek pisnął i zamilkł.

– Jako psychiatra znakomicie zdaje pani sobie sprawę z siły takich technik oraz ich szkodliwości. Szukamy sprawcy. W tym celu musimy go zwabić ale bez pani pomocy to będzie niemożliwe. Musimy działać szybko. Trick z kotem zademonstrowaliśmy celowo żeby pani pokazać jak była pani zmanipulowana. Wszystko mamy pod kontrolą, to klasyczny trick z brzuchomówcą. Tego rodzaju zdolności ma mój współpracownik, pan Karnickel. Proszę bardzo, zademonstrujemy raz jeszcze. Kot wyjaśni pozostałe szczegóły a tak naprawdę będzie mówił mój współpracownik – dziad proszalny zaśmiał się sztucznie, a pozostałe osoby równie sztucznie mu zawtórowały. Wówczas rozluźnił swój żelazny uścisk. Felek odskoczył, wstrząsnął sierścią, polizał miejsce splamione dotykiem człowieka i powiedział:

– Nie masz władzy nade mną dziadu! Jeszcze ci się odwdzięczę!

– No widzi pani – wtrącił dziad proszalny – to taka gra między nami, humorystyczny pokaz na pani użytek.

– Jeszcze ci się odwdzięczę za tę zniewagę, będziesz miał wtedy humorystyczny pokaz – powiedział kot kolejny raz usadowiwszy się na wysokiej półce. W jego stronę ruszył Karnickel ale pułkownik go powstrzymał.

– Felek uspokój się! – tym razem babcia podniosła głos. – Dziad tutaj jest, to znaczy pan pułkownik i pan pułkownik ma tutaj władzę. Koniec kropka!

– Dla dobra sprawy na razie się podporządkuję – stwierdził kot i zwrócił się do doktor Żuk. – Już wyjaśniam aniołku co i jak. Musisz teraz pójść grzecznie z panami i usiąść w parku zanim zacznie świtać. To w zasadzie wszystko.

– Ale przecież strasznie leje, jest burza – odpowiedziała przytomnie doktor Żuk. – Nienawidzę burzy, a zwłaszcza piorunów. Nie ma mowy.

– Świetnie się składa – wymsknęło się babci – to znaczy ochronimy panią.

– Jak to świetnie się składa? Nie ma mowy, dzwonię na policję  – powiedziała doktor Żuk starając się jednocześnie nasunąć kołdrę na głowę i ustalić gdzie leży jej torebka z telefonem.

– Tak się też składa, że to my jesteśmy milicją – powiedziała babcia a dziad proszalny, Karnickel i Łasabi pokiwali głowami. Gonzo wysunął się nieco na przód i dodał:

– Oni mają rację, pani doktor.

– Przecież nie ma już milicji – odpowiedziała doktor Żuk.

– Niestety jest. W tym rzecz, że jest – dodał Gonzo – i dlatego musi pani zrobić o co prosimy.

29. Zgubiona klątwa
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Damian jakby nie patrzeć, ludzie jak dotąd rozsądkiem się nie wykazali :)

  2. W takich opowieściach zwierzęta zawsze przemawają do rozsądku – dosłownie! :)

  3. Ciągać kobietę w nocy, w deszcz, do parku :) O burzy nie wspomnę, romantyzm jak się patrzy no ale w imię wyższego celu :)

Komentarze są wyłączone.