32. Bajka o krzesiwie

W biurze było już pusto. Samanta usiadła na skraju biurka i obracała w palcach wizytówkę, którą zostawił pułkownik Śluzak. Widniał na niej tylko numer telefonu wydrukowany złotymi literami na czarnym tle. Spojrzała na Bodzię, która z wyczekującą miną przyglądała się swojej nowej szefowej:

– Dzwoń! – powiedziała po chwili namysłu. Bodzia posłusznie wybrała numer i powiedział do słuchawki:

– Halo, tu Bożydara Gzik, mówię dwa słowa szyfru, uwaga oto te słowa: Skórka chleba – i odłożyła słuchawkę.

­– Na dobrze. Jak sądzisz, ile mamy czasu? – Samanta rzuciła czarny kartonik na blat biurka. Nie uzyskała odpowiedzi. Twarz Bożydary odzwierciedlała ten sam błogi zachwyt, z którym rozstawała się po wręczeniu flakonika z weneckim perfum. – Oddaj mi flakonik. No oddaj mówię! – Uśmiech Bodzi zmienił się w grymas dziecka, któremu odbiera się ulubioną zabawkę. – Oddaj mówię! Za dużo tego wcierasz i robisz się całkiem debilna. Potrzebuję trochę twojego rozumu. Dam ci inne perfum. No obiecuję! Też cudowne ale o lżejszym działaniu.

Odezwał się dzwonek telefonu. Samanta skinęła głową wówczas Bożydara podniosła słuchawkę i po chwili ją odłożyła:

– Za godzinę. Ktoś będzie tutaj za godzinę albo nawet szybciej Samanto – odpowiedziała. Samanta włączyła interkom i powiedziała:

– Portiernia? Tu prezes Gołąbek- Kryszula będzie ktoś do dyrektor Gzik, tak do pani dyrektor Bożydary Gzik, proszę wpuścić bez legitymowania. – Odłożyła słuchawkę i klasnęła w ręce jak to miała w zwyczaju: – Wspaniale! Wszystko mam przygotowane ale musisz mi pomóc jeszcze tylko z jedną rzeczą. Acha i flakonik. Flakonik, już, już szybciutko, oddawaj!

Bożydara wstała i z ociąganiem podała Samancie flakonik. Pani prezes schowała go do torebki, poszperała w jej wnętrzu i wyjęła inną ampułkę wraz z zatyczkami do uszu. Nasączyła zatyczki płynem z nowego flakonika i wsadziła dwie do uszu Bodzi a potem kolejne dwie również do swoich. Zakasała i tak krótką spódniczkę, weszła na parapet okna i po chwili sprawnie zeskoczyła na podłogę trzymając w ręku kawałek pajęczyny. Na lśniącym blacie biurka położyła swój smartfon i jakby podłączając do niego kabelek z zasilaniem podczepiła pajęczą nitkę. Włączyła zmiksowany wcześniej utwór. Na wyświetlaczu pojawił się tytuł: Ona to moja narzeczona. Obie z Bożydarą zaczęły wpatrywać się w urządzenie. Z początku nic nie działo. Za oknem kończył się kolejny dzień, w biurze panował spokój, utwór bezgłośnie dla ich uszu rozbrzmiewał w dawnym gabinecie prezesa Kryszuli. Jednak mniej więcej w połowie odtwarzania nić pajęcza drgnęła i zaczęła się powoli zwijać, prężyć, skręcać, wydłużać jakby była żywą istotą. Wreszcie przybrała kształt kulki, z której uformował się pająk. Rósł, rósł, rósł aż urósł do wielkości ziarna fasoli, bobu aż wreszcie stał się wielki jak śliwka. Wyświetlacz smartfonu wskazał koniec utworu, wówczas Samanta dwoma paznokciami ułożonymi w kształt szczypiec odczepiła nitkę łączącą pająka z telefonem. Zwierzątko poruszyło odnóżami, wystrzeliło własną nić pajęczą i szybko wspięło się po niej na sufit. Obie kobiety wyjęły zatyczki z uszu.

– Skąd będzie wiedział co ma robić? – spytała Bodzia przyglądając się pająkowi.

– W tym rzecz. Wystarczy jedno hejterskie zdanie, a nawet tylko agresywne słowo żeby zaczął działać. Wystarczy naszego gościa sprowokować a to przecież żaden problem. Musisz tylko uważać co mówisz, moja śliczna – Samanta dotknęła delikatnie policzka Bodzi i przejechała po nim ostrym pazurkiem na tyle jednak lekko by nie zostawić śladu.

Zabrały się do przesuwania kredensu. Samancie zależało na tym, żeby lustro znalazło się na wprost drzwi. Nic z tego. Mebel był zbyt ciężki. Zaczęła rozważać wezwanie ochroniarza a potem nałożenie na niego uroku, żeby następnego dnia nic nie pamiętał ale to byłoby zbyt kosztowne rozwiązanie. Nakładanie uroku poprzedzało szereg dodatkowych przygotowań, jedynie w finale wystarczało małe drapnięcie, napar lub szczypta ziela. Urok w tej sytuacji byłby stratą energii i czasu. Próbowały wykręcić małe blaszki i zdemontować lustro ale przeszkadzały im tipsy przyklejone do paznokci. W końcu Samanta postanowiła zmienić technikę. Pod biurkiem odszukała kabel do głośników komputerowych i wpięła swój odtwarzacz. W odpowiednim momencie odtworzy toksyczny utwór: Ona to maja narzeczona a wówczas będą miały dosłownie sekundę żeby zatkać uszy. Sprawdziła ustawienie odtwarzacza lecz zanim wycofała się spod biurka ktoś zastukał w futrynę otwartych drzwi. Odwróciła głowę. Na progu stał niewysoki, łysiejący, starszy mężczyzna w białych skarpetkach i sandałach, w beżowej kamizelce z licznymi suwakami, w kraciastej koszuli w ręku zaś trzymał nylonową saszetkę także z wieloma zamkami błyskawicznymi. Wpatrywał się w pośladki pani prezes, która tyłem wycofywała się spod biurka. Lekko się zarumienił i rozejrzał się dokoła niepewnie. Przestąpił próg, ukłonił się i spytał:

– Skórka chleba?

Samanta w pierwszej chwili próbowała wstać a potem z powrotem wczołgać się pod biurko żeby uruchomić smartfon z piosenką ale uświadomiła sobie, że zatyczki leżą na blacie. Nie przewidziała tego a właściwie przewidziała ale nie zdążyła wyciągnąć kabla spod biurka i tym samym jej awaryjny plan spalił na panewce. Ta sprzeczność dążeń kosztowała ją utratę równowagi. Na całe szczęście Bożydara znalazła się tuż za nią i w ostatnim momencie podstawiła jej fotel.

– Skórka chleba? – powtórzył.

– Pan Matuszewski? – zdziwiła się Bodzia – a co pan tutaj robi?

– Znasz tego pana? – spytała Samanta.

– Oczywiście, że znam, to pan Matuszewski, emerytowany nauczyciel. Spędzaliśmy razem wakacje w Dolinie Górnej w ośrodku PAPUGA. Pan Matuszewski mieszka w Kłocymiu. To emerytowany nauczyciel – podkreśliła Bodzia.

– Co pan tutaj robi? Czego pan chce? – Samanta starała się zyskać na czasie rozważając możliwe posunięcia.

Pan Matuszewski zbliżył się do biurka. Gwałtownie i sprężyście jak na emeryta schylił się i wyciągnął kabel z przyczepionym do niego smartfonem. Wypiął go, spojrzał na ekran i schował do kieszeni. Bez słowa wziął torebkę Samanty wyrzucił jej zawartość na blat biurka, cały czas trzymając swój piterek za rączkę. Przegrzebał zawartość. Otworzył kosmetyczkę i uśmiechając się do obu kobiety jak kelner liczący na napiwek, postąpił z jej zawartością podobnie, bezceremonialnie odwrócił i wysypał.

– Zostaw to, ty łysy draniu, jak śmiesz grzebać…warknęła Samanta i w tej samej chwili wielki pająk wystrzelił w jej kierunku swoją nitkę, po której błyskawicznie zaczął zsuwać się w jej stronę.

– Na pająka chciałyście mnie zrobić? – powiedział pan Matuszewski jeszcze radośniej się uśmiechając.

Chwycił torebkę Bożydary i również jej zawartość wysypał na biurko. Tymczasem pająk zaczął tkać swoją sieć wokół włosów Samanty upiętych w kok. Wiedziała, że popełniła błąd, dziecinny błąd, który mógł zniweczyć lata jej przygotowań. Za chwilę pająk przejmie nad nią władzę a wówczas stanie się demonem zła, uosobieniem bezmyślnej nienawiści we władzy tego śmiesznego emeryta. Pająk ukłuje ją i wraz z jadem wpompuje megabajty hejterskiej agresji, setki kompleksów i niezaspokojonych pragnień, niedoleczone trądziki i niewyleczone kace, niekupione ciuchy i zadawnione zazdrości. Zamknęła oczy i wtedy poczuła zapach taniej wody kolońskiej. Kiedy je otworzyła pan Matuszewski pochylał się nad nią. W ręku trzymał kawałek pajęczyny, na której wisiał pająk a drugą ręką, w której wciąż znajdowała się rączka jego saszetki z nylonu imitującego skórę, rozchylał kieszonkę kamizelki. Po chwili zasunął zamek za pająkiem, którego wrzucił do kieszonki jak do studni. Z satysfakcją poklepał się po kieszeniach kamizelki wypchanych drobiazgami, które znalazł i usiadł na brzegu biurka.

– Jak pan to zrobił? – spytała zaskoczona Samanta.

– Znaczy się z pająkiem? – pan Matuszewski uśmiechnął się od ucha do ucha – Bez problemu kochana pani, bez najmniejszego problemu. Na pająki to ja jestem od maleńkości wyszkolony. Wystarczy trochę.. no czego, czego nie lubią pająki? Pająki kochana nie lubią dymu i czego jeszcze? Dobrze kombinujecie. Nie lubią także kotów. Zgadza się! Ale żadnego kota tutaj nie ma. Prawda? A zatem? A zatem jeśli to nie kot? Nie wiecie? No nie mówcie, że nie wiecie? No cóż powiem, powiem, bo mam dobre serce. Pająki kochana pani nie lubią dotyku. Od razu zwijają się w kulkę. Żaden pająk, gdy jest zaatakowany nie gryzie, tylko najpierw zwija się w kulkę. Gryzie, gdy sam poluje! Aaa, ha, ha! Proszę bardzo! Czary czarami a biologia się kłania.

– Czego pan chce? – Samanta wstała z fotela ale pan Matuszewski usadził ją gestem ręki a potem wskazał na kieszonkę z pająkiem.

– Ja nic nie chcę, przecież to pani Bożydara dzwoniła, jak się okazało w nieczystych zamiarach. Oj nie ładnie, nie ładnie – pogroził palcem. – Jak już tu jestem, powiem tak: odsunęła pani na boczny tor starego, zasłużonego towarzysza Kryszulę. Zdarza się, stara gwardia odchodzi. Wolelibyśmy jednak żeby Kryszuli nie działa się krzywda. Przejęła pani władzę nad firmą bez pytania. Zdarza się. Wolelibyśmy jednak żeby naszym interesom też nie działa się krzywda a wtedy nikomu nie stanie się krzywda. To w zasadzie wszystko. Będę leciał. Z nami jest jak w bajce o krzesiwie. Znają panie bajkę o krzesiwie? Nie? Za każdym razem pojawia się gorszy pies. Ja jestem ten łagodny.

32. Bajka o krzesiwie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. W jednej firmie miałam taką Samantę tylko , że chłopa…. Koszmarny dziad, ale też zabrałam mu pająka :)

Komentarze są wyłączone.