33. Radosna szambiarka

W dziwnej, nieco zaniedbanej kamienicy na Piotra Skargi 29 w podwarszawskiej mieścinie, w mieszkaniu na piętrze, które składało się z kuchni i z jednego pokoju, pomimo nocnej pory, świeciło się światło. Do kuchni wchodziło się wprost z korytarza, jak to w dawnym, stuletnim budownictwie czynszowym. Przy kuchennym stole siedzieli: Karnickel, który obierał cebulę i pan Matuszewski, który kroił wiejski chleb w duże pajdy. Natomiast przy staromodnej maszynce gazowej uwijał się dziad proszalny. Podsmażał coraz to nowe partie cebuli, które po zeszkleniu, dorzucał do garnka, w którym prużyły się kurki z młodą kapustą, jego ulubione danie. Wszystko musiało być chrupkie i jednocześnie miękkie, zmieszane razem ale każdy kawałek potrawy musiał być wyczuwalny osobno. Żadnej paćki. Kapuścianych brei pułkownik nie cierpiał. Na koniec, dosłownie na kilka chwil przed podaniem na stół dodawał kilka pomidorów obranych ze skóry. Obaj mężczyźni uprzątnęli stół i nakryli do posiłku. Rozległo się krótkie stukanie do drzwi i do środka wszedł czwarty uczestnik późnej kolacji. Bez słowa przywitał się ze wszystkimi uściskiem dłoni i krótkim klepnięciem. Powiesił marynarkę na staromodnym wieszaku przykręconymi do drzwi, umył ręce w kuchennym zlewie i zajął miejsce przy stole. Pułkownik postawił na środku garnek z grzybami i kapustą, wiejską kiełbasę a Karnickel butelkę wódki i szklanki.

– Jak podróż z Doliny Dolnej? – pułkownik spytał ostatniego z przybyłych biesiadników.

– Górnej, panie pułkowniku. Melduję posłusznie, że urzęduję w Dolinie Górnej.

– I jak tam, Heniu? – pułkownik zignorował nazwę miejscowości, z której przybywał kierownik ośrodka wczasowego PAPUGA.

– Wszystko z kapitanem Matuszewskim, znaczy się z Edziem, mamy pod kontrolą. Było trochę zamieszania z motocyklistami, którzy ściągnęli za tym, za tym no…

– Łasabim – uzupełnił pan Matuszewski.

– Tak jest: Łasabim, ale jak wiadomo panu pułkownikowi, ktoś chciał nam szyki pokrzyżować – przełknął i zagryzając chlebem powiedział: – Pyszne, pyszności. Pan pułkownik to jak zwykle same pyszności przyrządza.

Karnickel na znak pułkownika napełnił szklanki z grubego szkła i wypili. Napełnił drugi raz i wówczas pułkownik, dziad proszalny przemówił.

– Towarzysze, koledzy! Jak wiecie nie ma z nami majora Kryszuli, gdyż padł dureń ofiarą prowokacji. Pomimo faktu, że sprawdzaliśmy tę ździrę Gołąbek zanim nasz druh Kryszula się z nią związał i wydawało się, że to niegroźna, prosta dziewczyna ze wsi, coś przegapiliśmy. Jak wiemy Kryszula miał liczne słabości, jedną z nich były kobiety i choć spodziewaliśmy się, że to może być słaby punkt, tym razem daliśmy ciała. Zawsze udawało się nam zamiatać wszystkie małżeństwa i romanse Kryszuli ale tym razem daliśmy ciała, jak dzieci, jak dzieci – dziad proszalny pokręcił głową, wypił i mówił dalej. – Koledzy daliśmy się podejść jak licealistki, chociaż licealistki to dzisiaj szczwane gapy. Raczej jak ci, jak lokalni samorządowcy przez innych pazernych lokalesów, daliśmy się zrobić w ciula. Nasza praca operacyjna wzięła w łeb. To tak, jakby spodziewać się na jakimś odcinku problemów, ustawić tam prowokację a potem nie aresztować tych, którzy wpadli w naszą pułapkę. Wstyd. No cóż, nadrabiamy straty a nawet wyprzedzamy przeciwnika. Jak zawsze o sukcesie decyduje taktyka, towarzysze. Prowokować, prowokować, zastawiać pułapkę, robić kocioł, cierpliwie czekać, aresztować. Co mamy? Dzisiaj Edek Matuszewski, kolega kapitan, w zasadzie bez problemów poradził sobie w inwigilowanym lokalu i złapał pająka.

– Oraz kilka fiolek i mikstur  – dodał Matuszewski – zielarska robota. Stara tradycja. Dziewucha musiała się jej nauczyć od jakiejś babki wiedźmichy z proweniencji  staroruskiej. Zbadałem próbki. Są tam zioła, które u nas nie rosną. W tajdze, owszem. Co ciekawe jedna mikstura ma składnik, który występuje tylko w dżungli boliwijskiej.

– Na co ta mikstura? – spytał pułkownik.

– Chyba wywołuje miłość i uwielbienie, jeśli dotrze do krwi, choćby przez małe zadrapanie.

– A co z pająkiem? – pułkownik spytał rozdzielając dokładkę potrawy.

– To panie pułkowniku z kolei nowa robota ale rozkminiliśmy to z młodym Jemiołą. Najnowsza technologia. Impulsy, kody, język programowy, sugestie podprogowe, robak internetowy, co tylko chcecie. Zło teraz najłatwiej można wychwycić w sieci i to najbardziej jadowite, gdyż zupełnie bezinteresowne. Nie to co dawniej, że trzeba było kogoś zastraszyć, zabrać paszport, albo zbić po mordzie, żeby zaczął nienawidzić. Młodym teraz łatwiej. Nienawiści, złości, agresji mają teraz pod dostatkiem i to bez wysiłku, całkowicie za darmo. Wystarczy kilka kliknięć i można takiego pajączka ulepić i już, broń niesłychanie jadowita. Wpuścisz takie gówno do sieci i bum, smród rozchodzi się błyskawicznie – postawił na obrusie plastikowy pojemnik po sałatce z pająkiem w środku.

– Proszę, nie przy jedzeniu – zaprotestował Heniu. Wobec tego zebrali naczynia i resztki posiłku. Nakryli blat ceratą. Ponownie zasiedli przy stole. Wypili następną kolejkę i każdy z nich z uwagą przyjrzał się pająkowi.

– Jest jeszcze to. Jakby inna wersja tego syfu – Edek  Matuszewski wskazał na pająka i wyjął telefon Samanty Gołąbek- Kryszuli. – Ona to moja narzeczona. Hit lata, gdyby w takiej postaci puścić to w radio, mamy zamieszki na ulicach. Napompowane charytatywną nienawiścią, całkowicie anonimową, nienawiść per se, filantropijny antagonizm.

– Genialne! Młodzi teraz to mają łeb – zachwycił się Heniek ostrożnie oglądając smartfon.– Ileśmy musieli się nabiegać, nastarać żeby w ludziach wzbudzić choćby krztynę rywalizacji albo wrogości a teraz, patrz pan, coś takiego!

– Bo teraz ludziska są głupie majorze – stwierdził Edek Matuszewski – głupsze niż dawniej. Dawniej musieliśmy się tyle starać żeby ludzi sprowokować, napuścić na siebie albo żeby ich na ten przykład rozpić. Ludzie dawniej byli solidarni, w coś wierzyli a dzisiaj piją na umór bez powodu, gryzą się bez przyczyny, zwalczają dla rozrywki a im bardziej ktoś wierzący, w cokolwiek, tym bardziej nienawistny sobie oraz innym.

– Raj dosłownie – zachwycił się Heniu. – Dzisiaj służyć w resorcie to bajka, praktycznie zero wysiłku. Nie potrzeba ani manipulacji, ani inwigilacji, ani nawet prowokacji, praca operacyjna to teraz bajka. I jeszcze ten sprzęt – westchnął major.

– Dlatego tak nas niepokoi: to – odezwał się pułkownik Śluzak. Na jego znak Karnickel postawił niedużą klatkę z maleńkim, żółtym króliczkiem w środku. –  Maleje dziadostwo, gdyż nie karmimy go ani złością ani lękiem. Jednak nie wiemy czy ta klątwa wyszła spod ręki Samanty? Może tak a może nie? Siedziała w głowie jakiejś doktor. Karnickel ją sprawdził ale po fakcie, gdyż do tej pory nie wiedzieliśmy o jej istnieniu. – Karnickel podał pułkownikowi teczkę. Śluzak przerzucił kilka kartek  i położył teczkę na stole obok innych artefaktów. –  Nic, studiowała, ukończyła, pracuje, lekarz psychiatra. Oczywiście leczyła Łasabiego z obsesji. Jak należy się domyślać obsesje to robota tej samej ręki. Zatem kluczem jest Łasabi a Łasabi jak wiemy to rodzina naszego drogiego Feliksa, wnuk major Nadii.

– Siostrzeniec zaginionego funkcjonariusza resortu, który zbiegł z dokumentami na zachód i ślad po nim zaginął wraz ze środkami na tajnym koncie w Zurichu – Edziu dodał kiwając ze zrozumieniem głową.

– Nie w Zurichu, tylko w Oslo i nie siostrzeniec, tylko córki Nadii syn. Nadia, siostra Feliksa, czyli.. e tam wszystko jedno. Pies trącał,  w każdym razie rodzina – poprawił  Heniek.

– Majorze, a co wy macie, mówicie – pułkownik zwrócił się do Henia.

– Projekt PAPUGA wydaje się niezagrożony. Nikt przy nim nie węszy. Firma plajtuje zgodnie z planem, to kwestia czasu. Za rok zgodnie z umową dzierżawy terenów ośrodka wczasowego nad jeziorem Mokrym w Dolinie Górnej, jeśli nikt nie wypowie umowy, teren przechodzi na własność PAPUGA za jakieś tam grosze, PAPUGA plajtuje. Syndyk masy upadłościowej, którym zostanie Edziu, czyli kapitan Matuszewski panie pułkowniku, sprzeda teren Kryszuli za czapkę drobnych, no ale w tej sytuacji…

– Nie ma żadnej sytuacji – poirytował się dziad proszalny. – Zawsze jest jakaś sytuacja. Jak wiadomo gówno do gówna się przylepia. Dlatego trzeba mieć plan B, pan C i plan D. Dlatego też rządzimy tym krajem, bo zawsze mieliśmy plany awaryjne.

– Zawsze pan pułkownik powtarzał, że najważniejsza jest szambiarka, kto rządzi gówiennym interesem, ten rządzi wszystkim – dodał Matuszewski radośnie.

– A dlaczego? A dlatego – pułkownik sam sobie odpowiedział – że ludzie masowo produkują nieczystości, nieczyste myśli, niemoralne uczynki, wstyd, zazdrość a przede wszystkim poczucie winy. Kto umie tym zarządzać, rządzi psychiką tłumu i każdego z osobna. Jesteśmy mistrzami utylizacji! Nasz sukces polega na tym, że zawsze mamy plan awaryjny ale żeby rządzić naprawdę musisz też być elastyczny. Wykorzystywać okazje! Na tym polega elastyczność. PAPUGA  nie jest zagrożona a jednak był tam Łasabi, nieproszony gość, była jego koleżanka z pracy. Po co tam byli? Niby w miłosnym amoku. Niby. Ktoś nam miesza w interesach? Znakomicie. Trzeba go podpuścić, ustawić kocioł, złapać na gorącym uczynku, ujawnić i oczywiście oskarżyć. Jak zwykle. Jak to zrobić? No jak? – Mężczyźni spojrzeli na małego, puchatego króliczka w klatce. – Oczywiście, że tak! Królik da nam odpowiedź. Panowie rozbierzmy królika na czynniki pierwsze!

33. Radosna szambiarka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Tak czy owak ludzie oddzielani są nieustannie od źródła i oddalają się od człowieczeństwa – co prowadzi do oddzielenia od natury. Agresja, nienawiść, zawiść i wszystko inne, wymieszane w jednym kotle, jak cebula z kapustą pułkownika, każdego dnia dzieli, a nie łączy.

    Chociaż ego to kolejny etap na drodze ewolucji …

  2. To wszystko przez nadmiar wolnego czasu marnowanego na głupoty. Jakby tak w polu robili po 10 godzin dziennie to by mieli czas tylko na proste życie ;).

  3. No to trzeba uważać na tych od ochrony zwierząt :) Nie zrozumieją subtelności rozbierania królika ;) Co do nienawiści to jest tego dużo, ludzie nie mają o co walczyć, nie mają ideałów. Różne sekty finansowe obiecują góry pieniędzy, dobre samochody i cuda na kiju, w zamian zmuszają do sprzedaży tandetnego produktu i ludzie to robią koszmar…..

Komentarze są wyłączone.