38. Pierścionek ze szmaragdem

– Wynocha! –  krzyknęła do przerażonej na jej widok pielęgniarki. – Masz tu zapłatę i won! – wcisnęła jej plik banknotów.

– Boże, co się pani stało, pani prezesowo? – wykrztusiła z siebie dziewczyna najwyraźniej przebudzona z drzemki. Samanta kuśtykała wspierając się na długiej afrykańskiej rzeźbie, która stała w holu. Oryginalna jorubańska robota, żadna podróbka.

– Nie twoja sprawa. Won i nie pokazuj mi się tu więcej! – Popchnęła dziewczynę w kierunku wyjścia. Pielęgniarka zawróciła po torebkę, narzuciła kurtkę i podbiegła w kierunku drzwi. – Zaczekaj! Przepraszam cię, kochana. Napadli mnie i jak widać nie jestem w formie. Zadzwonię do ciebie.

– Może zostanę? Trzeba wezwać lekarza, pani prezesowo. Zadzwonię po lekarza – zaproponowała przestraszona pielęgniarka. Samanta była umazana w błocie i we krwi. Miała podrapaną twarz, nogi i ręce. Wyglądała jak upiór. Noga, którą powłóczyła nabrzmiała jak balon. Drżała podpierając się resztką siły na głowie afrykańskiej rzeźby.   

– Zaraz tu będzie lekarz, wszystko jest w porządku. Idź, idź do domu. Poczekaj, podejdź tu. Masz – Samanta wyciągnęła palec z pierścionkiem. – Ściągnij z mojego palca. Mocno siedzi. Ściągnij i zabierz. To prezent, premia. Prawdziwy szmaragd indyjski w złocie i platynie. Idź i nikomu nic nie mów. Nikomu ani słowa. Zadzwonię do ciebie – Pielęgniarka w pierwszej chwili wzbraniała się ale ponaglona zdjęła pierścionek z palca Samanty i schowała do kieszeni.

– Ale może jednak zostanę?

– Idź, idź już. Dam sobie radę.

Trzasnęły drzwi. Samanta zaryglowała zamek. W pokoju panował półmrok. Kuśtykając zbliżyła się do wózka, na którym siedział Kryszula okryty pledem. Jak zwykle ustawiony twarzą do tarasu. Odrzuciła rzeźbę, która służyła jej za laskę. Figurka boga Anansi upadła z hukiem tłukąc szklany stolik. Mężczyzna na wózku drgnął. Zdrową ręką z całej siły zdzieliła męża w kark. Oboje upadli na podłogę. Samanta podczołgała się do bezwładnego Kryszuli, których w przestrachu otworzył szeroko oczy i usta i próbował poruszać zwiotczałym nogami. Zbliżyła swoją twarz do jego twarzy.

– Twój pułkownik jest dobry? Zobacz jak mnie urządził twój dobry pułkownik i twoi koledzy. Chcieli mnie jak kota wsadzić do worka. Dobrze, w takim razie zmieniamy reguły gry. Dam ci jeszcze jedną szansę. Ostatnią. Innych nie będzie Kryszula. Uwierz mi. Pomożesz mi się zemścić. Teraz interesuje mnie tylko zemsta. Chciałam delikatnie, subtelnym czarami, perswazją, głupia. Posłuchaj mnie Kryszula! Nie rób min. Chcę żeby twoi kompani zeżarli własne flaki. Będą się przyglądać jak je siekam i przyprawiam a potem je zjedzą. I ty mi w tym pomożesz. Mrugnij powiekami żebym wiedziała, że zrozumiałeś. Mrugnij mówię! Dobrze, a teraz poleż tu sobie, poleż, nic ci nie będzie. W końcu to napad. Musisz leżeć.

Leżała przez chwilę obok męża i uświadomiła sobie, że jeśli natychmiast nie wstanie, za moment nie będzie miała sił żeby w ogóle się ruszyć. Siłą woli podczołgała się do kanapy. Z nadludzkim wysiłkiem wstała, wspierając się na zdrowej nodze. A potem przytrzymując się oparcia mocniejszą ręką rzuciła wazonem w ogromny telewizor. Zdemolowała barek i porozrzucała butelki wokół foteli i kanapy. Pomyślała, że nie da rady wejść na górę po schodach. Podparła się drugą z afrykańskich figurek, boga Eszu, wielkiego Elegbary. Gdzie się podział drugi? Prawda. Leży obok Kryszuli. Przydały się. Dobrze, bardzo dobrze. Kuchnia. Wyrzuciła trochę naczyń na podłogę. Łyknęła garść tabletek przeciwbólowych. Samochód? Samochód na końcu. Używając grubej butelki z koniakiem rozbiła drzwi na taras, a potem roztrzaskała doniczkę z kwiatami i rozmazała ziemię. Wciąż padał deszcz. Wrzuciła kilka doniczek do salonu. Błoto. Ślady błota. Jeszcze tylko biurko i samochód przed domem. Całe szczęście nie wjechała do garażu. W gabinecie wystarczyło wybebeszyć szuflady, przewrócić kilka mebli. Prawda, jeszcze żelazko. Pokuśtykała do pralni. Żelazko, przedłużacz, zapałki, rozpuszczalnik, szmata. Wrzuciła przedmioty do plastikowego kosza. Nie mogła puścić główki boga, tymczasowej laski, ból promieniujący od nogi przeszywał ją aż do miednicy. Pociągnęła koszyk za sobą na zaimprowizowanym sznurku z jakiegoś t-shirta. Miała wszystko. Otworzyła boczne drzwi. Wciąż lało. Zrobiło jej się trochę żal samochodu ale to nic, kupi sobie nowy, jeszcze lepszy. Wsparła się na głowie boga, otworzyła drzwiczki bmw i wrzuciła do środka koktajl Mołotowa, otwarty rozpuszczalnik z płonącą szmatką. Płomienie buchnęły i powoli opanowywały tapicerkę. Plastikowe części zaczynały skwierczeć. Wróciła do domu. Ostatkiem sił włączyła żelazko. Ponownie wymierzyła cios Kryszuli leżącemu na podłodze, tym razem użyła do tego afrykańskiej figury. Mam wszystko, pomyślała. Czy mam wszystko? Czy o wszystkim pomyślałam? Chyba tak?

– Przepraszam cię mój drogi ale ty też musisz mieć obrażenia. Dlatego celowałam w łydki żeby szybko spuchły. I jeszcze tylko to – wskazała na żelazko. – No cóż, jak widać mnie stłukli. Boże tak zmaltretować kobietę? A ciebie przewrócili a potem przypalali żelazkiem. Bestie, bandyci.  – Upadła obok męża. Przytknęła żelazko do ramienia Kryszuli, a potem znowu i  jeszcze raz i kolejny, przypaliła palce a  potem odrzuciła żelazko, które spadło na fotel. W salonie rozszedł się swąd palonej skóry. Wybrała numer alarmowy:

– Halo, halo, pomocy, błagam o pomoc, tu Samanta Gołąbek – Kryszula, zostaliśmy napadnięci, potrzebujemy lekarza, potrzebujemy pomocy, mój mąż, boże chyba zrobili mu coś strasznego…Mieszkamy na ulicy Rosochatej, tak Rosochata zaraz za jeziorem… – przerwała, odłożyła telefon, uśmiechnęła się i straciła przytomność.

38. Pierścionek ze szmaragdem
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. w.aga a tak z butli wdychasz , czy naturalnie? :)

  2. Dotlenilam sie.:) Caluski dla wszystkich wariatow.

  3. Boże, jak energiczna, szybko myśląca i zorganizowana kobieta. Cud, nie baba.
    Mogłaby sporo dobrego zdziałać, gdyby chciała.

  4. W sumie dobry moment na wejście pułkownika z ekipą :)

Komentarze są wyłączone.