Merton

Thomas Merton

Ile osób tyle interpretacji, ile oczu tyle widoków. Przytoczona przeze mnie historia o pobożnym człowieku, który modlił się do Boga o ocalenie z powodzi, może być oczywiście o Bogu, ale cóż nam, zwykłym ludziom, mówić o Bogu. W moim rozumieniu jest to historia o odrzucaniu szans i propozycji jakie przynosi życie, z powodu pychy, myślenia tunelowego i torowania. Torowanie? Zjawisko opisane przez profesora Johna Bartha. Kiedy jesteś indukowany, bombardowany, inspirowany, zarażany pewnym rodzajem słów lub skojarzeń reagujesz na nie podświadomie torując sobie drogę do określonej reakcji. To jeden z powodów zachowań altruistycznych lub agresywnych. Tam gdzie rozprzestrzeniane są agresywne słowa, tam uruchamiają się agresywne reakcje i odwrotnie, altruistyczne zachowanie jednych wzbudza chęć pomocy innych. Wystarczą do tego słowa, a co dopiero gesty, miny, całe złożone działania, zachowania – te dopiero działają, pobudzając nasze neurony lustrzane! Ktoś je? Ja też robię się głodny! Ktoś czyta? Ja też sięgam po lekturę. Ktoś krzyczy? Ja też chcę odpowiedzieć krzykiem.  W moim dzieciństwie tyle było krzyku i agresji, że do dziś, gdy ktoś w moim otoczeniu podnosi głos, natychmiast popadam w zły nastrój. Dlatego też unikam agresywnych  i ekspresyjnych w wyrazie sztuk teatralnych, filmów, powieści. Natychmiast nastrajają mnie tunelowo do smutku, napięcia, rozdrażnienia. Podobnie mam z innymi emocjami, słowami, zachowaniami. Całe szczęście z wiekiem jestem tego coraz bardziej świadomy i o ile potrafię być przytomny, cierpliwy i zdystansowany, za radą mnicha buddyjskiego, jednego z mistrzów – wstaję i wychodzę, jeśli nie mogę zdzierżyć sytuacji.

Zawsze i wciąż na nowo trafiała do mnie z mocą uwaga Thoamas Mertona, zakonnika trapisty, kontemplacyjnego katolika, ekumenisty, znawcy buddyzmu, Indii i Dalekiego Wschodu, że nasze interpretacje Boga są żałosne i nieporadne. Powtarza to również ksiądz Boniecki. Jeśli jest Istota Najwyższa, która kreuje całą rzeczywistość, jest miłosierna oraz wszechwiedząca, z definicji dobra, nie może posiadać cech, które Jej przypisujemy. Nie może być „na obraz i podobieństwo nasze”, jak my: zawistna i posługująca się uproszczonym modelem świata, stosująca naiwne połajanki, groźnie karząca za grzechy – zwłaszcza te wynikające z naszej biologii, popędów, budowy układu nerwowego itd.

Thomas Merton i Dalajlama XIV

Łodzią przepłynęli sąsiedzi, którzy chcieli go zabrać – odmówił, czekał na znak od Boga. Nadpłynęła barka ratunkowa z wojskiem – odmówił, czekał na znak od Boga. Nadpłynęli strażacy na pontonie – odmówił, czekał na znak od Boga. A woda coraz wyżej i wyżej. Przepłynęła kłoda – nie uczepił się jej, czekał na znak od Boga. Przepłynęła beczka – nie wskoczył na nią, czekał na znak od Boga. Wreszcie, gdy już stracił  nadzieję na ratunek uczepiony komina, przeklął Boga. Całe życie był wiernym wyznawcą, a teraz, w godzinie próby – Bóg go opuścił. Wtedy z niebios wychylił się Bóg i rzekł: Czekałeś na znak ode mnie i dostałeś ich wiele – łódź, barka, ponton, a nawet beczka. Niestety nawet teraz jesteś zbyt ślepy, żeby dostrzec możliwości, które ci podsyłam.

Terry Pratchett

Opowieść ta, w mojej interpretacji mówi o naszej ślepocie, o zarozumialstwie wszelkich wyznawców, którym  nie brak zarozumiałości nawet wobec własnej wiary i własnej postawy wierzącego. Mówi o naszej nonszalancji, gdy odrzucamy skinienia losu, dary innych ludzi, okazaną przyjaźń, otwarte drzwi, zaufanie, radę mędrca, choćby to był nasz dziadek, albo kolega z pracy. Historyjka ta mówi, moim zdaniem, również o uczuciu zawodu, gdy brakuje nam cudów jak z Fatimy, a tymczasem cud na naszych oczach dzieje się, ale akurat patrzyliśmy się w telewizor, komputer, wściekłą twarz szefa albo w konfesjonał. Jaki cud? Cudów milion: miłości, wzrastania naszych dzieci, codziennego uzdrawiania, zdrowego ciała i umysłu, bliskich osób, pełnej lodówki, wierszy Szymborskiej, cytatów z Dalajlamy, lasu, wolnej ojczyzny i cudów drobnych: sekund, które odmieniają twoje życie. Gdybym nie spóźniła się na pociąg, gdyby nie ten egzamin, gdybym nie poszła na imieniny do koleżanki, wysłany list, kupiona torebka, spotkanie na szlaku, skręt kierownicą. Życie staje się prawdą o tobie w chwilach :)

Na koniec cytat z Terry`ego Pratchetta, mistrza humoru i refleksji nad ludzką kondycją:

Na świecie istnieją podobno dwa rodzaje ludzi. Jedni, kiedy dostają szklankę dokładnie w połowie napełnioną mówią: „Ta szklanka jest w połowie pełna”. Ci drudzy mówią: „Ta szklanka jest w połowie pusta”. Jednakże świat należy do tych, którzy patrzą na szklankę i mówią: „Co jest z tą szklanką? Przepraszam bardzo… No przepraszam… To ma być moja szklanka? Nie wydaje mi się. Moja szklanka była pełna. I większa od tej!”. A na drugim końcu baru świat pełen jest innego rodzaju osób, które mają szklanki pęknięte albo szklanki przewrócone (zwykle przez kogoś z tych, którzy żądali większych szklanek), albo całkiem nie mają szklanek, bo stały z tyłu i barman ich nie zauważył. [Prawda 2000]

Merton
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. to się nazywa cud, zjawisko, w kolorze;)

  2. oj,takie wylaczanie bezpiecznikow trenowlam wielokrotnie;))))))))w najtrudniejszych moementach ,gdy do napiecia emocjonalnego doalczalo sie rozdraznienie zwiazane ze zmeczeniem-np w srdoku nocy….zawsze myslalam sobie…doba ma tylko 24 godziny…co by sie nie dzialo…jeszce tylko 10,jeszce 8….a teraz zrobmy to ,co najlepsze;))))

    paradoksalnie-czasem jedno mocne slowo przywolywalo wszystkich do porzadku i spokoju;)))))))))))))lepiej niz ciamkanie;)))))i uspokajanie….przez lata nauczylam sie wyczuwac-kiedy usmiech i zart-kiedy mocniejsze srodki….zazwyczaj jedno lub drugie przerywalo skutecznie panike ,lek,zlosc….

    jak sie takie zjawisko nazywa?

  3. Cudów miliony, mnie dziś zauroczyły liście. Szłam akurat na długaśny spacer, jakiś to cud, że mogłam tak w środku dnia spacerować brzegiem morza, z zielonym plecakiem na plecach, smakowitymi zielonymi kanapkami i różowym aparatem fotograficznym ;-). Trenowałam nieskupianie się na bólu nogi, który od tygodnia uniemożliwia mi czasem chodzenie. Gdzieś nie chcę dojść, czegoś się boję, coś starego trzyma, a ja mimo wszystko idę na trzygodzinny spacer. A właśnie, że pójdę i nie będę ofiarą. Ach, tak, te liście… No i nagle się zatrzymałam zauroczona kolorami (ostatnie pół roku widziałam jedynie palmy kokosowe, papaje i zieleń, ewentualnie czerwoną ziemię spaloną słońcem) a tu jesienne liście! Spadające! jakaś to magia! I czem prędzej tę chwilę opisałam przyjaciółce. A liście łagodnie opadają poddając się wiatrowi. Niesie je na niewidzialnej podusi na samą ziemię, gdzie łagodnie i miękko opadają. Bez walki godzą się na przemijanie. Na kolorowo, z gracją umierają. I Bóg był w tych liściach, w tym moim zatrzymaniu, w szumie fal, morskiej kąpieli psów, lepieniu zamków z piasku przez dzieci, sesjach fotograficznych nowożeńców (aż trzy pary spotkałam ;-)).
    I to cud, że mogę teraz siedzieć i to pisać. To cud, że siedzę na krześle, że piszę na stole, że mam komputer, że wypiłam kawę, że oddycham. Dla mnie sprawy oczywiste są od pewnego czasu cudami.
    I Chrystusa dziś widziałam, drewnianego, przydrożnego, tym razem nie ukrzyżowanego, a siedzącego, zamyślonego. I ja przysiadłam, zjadłam kanapkę, zadumałam się na chwilę jako i on. Poszłam.
    Ach, i był jeszcze sok marchewkowy o poranku (z babcinego gródka karotki zerwane) i to też cud.
    I że się wczoraj nie zdenerwowałam i nie rozryczałam to też cud ;-) bo coś przeskoczyłam i wybrałam inny stan emocjonalny. (też odcięłam bezpieczniki ;-))
    I że potrafię czytać to cud ;-)
    I że kończę ten wpis to też cud ;-)

  4. Dziękuję za ten wpis

  5. Torowanie:
    z autopsji, sprzed kilku minut..: rozmawiam z pracownikiem, który próbuje mi coś wytłumaczyć, zadaję pytania i słysząc niepewność w głosie odpowiadającego proszę o doprecyzowanie, co wywołuje napięcie okazywane podnoszącym się tonem głosu i coraz mniej składnie zbudowaną odpowiedzią,na co reaguję napięciem, i pytaniem pogłębiającym by usłyszeć krzyk prawie i skrawki urwanych zdań, co wywołuje we mnie prawie gniew i już, już na końcu języka mam ostrą kontrwypowiedź, pełną oceny i siły..już mi przemknęła przez głowę tyrada którą zaraz wygłoszę i nagle bach..zadziałał „bezpiecznik”, odciął linię złej energii..wbiłem się w fotel jak przygnieciony..znikąd pojawił się spokój..przyzwolenie…szeptem prawie powiedziałem..dobrze, jest dobrze..zrób co uważasz za najlepsze…spróbuj to rozwiązać..dasz radę..
    Torowanie…dzięki

  6. Andrzej S,
    podrzucanie sobie dobrych myśli, uważam, to generalnie dobra taktyka :)

  7. Moja szklanka jest dość pełna zazwyczaj, ale jak czuję, że przydałoby się więcej napoju, włączam ulubiony kawałek z „Czarodziejskiego fletu”, wchodzę za bar i za plecami zagadanego barmana dolewam sobie tego, co mi potrzeba. W świętym mieście Krakowie jest to mozliwe.

  8. No to dobrze , że to nie jakiś hura – optymizm :)

  9. Czuję się świetnie ;) Piszę tak, bo mam bardzo dobry czas i się nim cieszę. To miłe, że interesujesz się moimi myślami i odczuciami Aniula :)

    Jest przecież też tak, że nasz mózg bierze wszystkie myśli za prawdę. Więc podrzucam mu co chwilę dobre myśli. Zwyczajnie też…. lubię siebie :)

    P.S
    Nie zamierzam narzekać np. że nie mam pieniędzy i bez nich nic nie mogę zrobić… bo biorę odpowiedzialność za swoje wybory i to gdzie jestem.

  10. Andrzejku nie obraź się ale odnoszę czasem wrażenie, że starasz się przekonać sam siebie, iż jest super. :) Jak to jest?

  11. Czyli co.. świadomość kluczem do wszystkiego :)

    Działanie poprzez unikanie… usłyszałem to w Pana wywiadzie, w TVP 2 jakiś czas temu. To bardzo dobra technika, choć chcę się o niej dowiedzieć więcej. Zaintrygowało mnie to. Teraz próbuję sobie przypomnieć, bo nie mam pod ręką COACHING TAO- czy akurat tam o tym nie było?

    Moja szklanka jest zajebista. Duża, błyszcząca, trwała, pojemna a co najważniejsze- rośnie. Rośnie razem ze mną :)

  12. Świetnie poprowadzona myśl coachingowa Macieju :) bardzo do mnie trafia. Jesteś metafizykiem, w dużym stopniu tak, zajmujesz się tu tą sferą, której nie widać. Myśli, dociekania, pytania i konkretne odpowiedzi, nowe drogi po zakrętach – czy widział je ktoś jak lampkę nocną, zachód słońca, gwóźdż, misia Sunny’ego zwanego Grzegorzem, dobry mecz czy śmieszny serial? A jakie ciekawe przejście do sfery sacrum!!! I to takiej, której można dotknąć. Jak pokazać namacalność tej sfery, która z natury jest nienamacalna? Głowimy się i pytamy. Lubimy pytać. I głowić się też :)

  13. Panie Łukaszu-tak trzymac., :)
    Ktos wczesniej uzyl slow k…..A mozna: Kur zapiał, Kurczę na grillu,Kurka wodna,kurcze belle, kurcze blade…itp ecjonomy.
    Pu- prostota i easy, this is good, esto es bueno, E buono,charaszo……:)

  14. No nic będę musiała z tym jakoś żyć :))))) a potem się zobaczy;)

  15. Ha ostatnio w programie porannym znów wrócił problem egzorcyzmów i jak na komendę osoby w programie mówią joga i Tarot prowadzą do zła……. Ręce mi opadają. Dzięki jodze działa mi kręgosłup, Tarot fajna przygoda , która pomogła mi pootwierać pewne kanaliki myślowe . Brak w tym wszystkim zdrowego rozsądku. Nie wspomnę o wyznawcach Mahometa mordujących niewinnych ludzi bo ktoś durnawy film wyprodukował. Gdzie w tym wszystkim zwykły ludzki rozsądek, typu : nie robię tego bo mi szkodzi zajmę się czymś innym.

  16. „Wiem ,że nic nie wiem.Droga do cnoty wiedzie przez poznanie”, „Myślę ,więc jestem”.”Gdy
    modlę się- boli mnie głowa”, „Spieszmy się kochac…”

  17. Ksiądz Boniecki, Merton, Tichner, który przed wielu laty na Gołębiej na wykładach dla studentów polonistyki mówił, ze „piekłą nie ma” (na własne uszy słyszałam)–to jest wiara dla elit, wygładzona do połknięcia. Jeszcze trochę zachwytu „Quidam” Norwida i idziemy „w to”. Wiara dla „ludu” już inaczej wygląda, jest cały czas represyjna i między innymi ja dlatego w to „nie wchodzę” . Oczywiście mówimy o Kościele, ale także o interpretowaniu figury Boga z „Księgi”.

Komentarze są wyłączone.