39. Władza

– Mam 32 lata. Spłacam kredyt hipoteczny. I tak jestem szczęściarą, bo to malutki kredycik. Wykupione na własność mieszkanie po babci. Klasyka. Po śmierci taty mama zdecydowała się zamieszkać z babcią i w ten sposób wyposażyć córkę w posag, start w samodzielność. Jedyny majątek moich rodziców to spółdzielcze mieszkanie po babci, które i tak muszę spłacać. Kiedy się tu wprowadziłam miałam 28 lat. Już wtedy byłam starą panną. Zbyt nieśmiała na romanse, zbyt samodzielna na poważny związek z jakimś pajacem. W dodatku bez zamiłowania do imprez, klubów i randek. Wessała mnie praca i teraz wypluła.

– Po co mi o tym mówisz? – spytała Gosia.

– Mówię ci o tym, gdyż jesteś częścią mojej porażki. Liczyłam, że mi pomożesz. Teraz już nie mam nawet pracy. Zabiliście moją szefową. W dodatku mnie uwięzliście!

– Bodziu, powtarzam to już piąty albo szósty raz. Nikt nikogo nie uwięził. Nikt nikogo nie zabił. Co najwyżej wiedźmicha jest troszkę podrapana. Panowie widzieli jak odjeżdża swoim samochodem.

– Nikt nie mógł przeżyć upadku z drugiego piętra! – krzyknęła Bodzia. Podany środek uspokajający trochę plątał jej język i wysokie tony zabrzmiały nienaturalnie piskliwie. – Nikt nie mógł…

– Z wyjątkiem wiedźmy i setki innych osób, które by mogły – przerwała jej Gosia – a teraz śpij. Jutro zastanowimy się co z twoją pracą. Nie obawiaj się, nie zostawimy cię w potrzebie. Będę czuwała obok całą noc.

– Ale ja ci nie ufam! Nie rozumiesz? – Bodzia podparła się na łokciach. – Nikomu już nie wierzę! Spiski, czary, pająki. Robicie mi wodę z mózgu!  Wszyscy, bez wyjątku, mną manipulujecie. Prawdziwe życia tak nie wygląda. Ludzie chodzą do pracy, zarabiają, wychowują dzieci, robią zakupy ale nie skaczą przez okno na widok dwóch facetów z kocem! Ale też nikt nikogo na co dzień nie zamierza złapać i zawinąć w koc. Nie ma wiedźm ani pająków, które wychodzą z telefonu!

– Śpij. Sen cię uspokoi – Gosia poprawiła kołdrę.

– Nie chcę spać i nie chcę być spokojna. Może tak łaskawie mi wytłumaczysz kim jesteś, co tutaj robisz, co to za manipulacja, kim są Matuszewski i pan Henryk? O co w tym wszystkim chodzi? Od kiedy podajecie mi narkotyki? Mam po nich halucynacje do cholery! Całe dni chodzę nieprzytomna! Przyznaj się, teraz też coś dosypałaś do herbaty?

– Panie pułkowniku? Panie pułkowniku, bardzo poproszę, ja nie daję sobie z nią rady. Bardzo proszę panie pułkowniku – Gosia zawołała w kierunku drzwi.

Po chwili odezwało się delikatnie pukanie i do sypialni wszedł pułkownik. Przystawił sobie krzesło i usiadł obok łóżka Bodzi. Wyjął papierośnicę i po chwili zaciągnął się niewidocznym dymem. Gosia wymknęła się ukradkiem.

-Witam panią. Jednak się spotykamy. Raz jeszcze przepraszam za najście. Koledzy mnie zawezwali po tym incydencie z oknem. Teraz nie chcemy robić hałasu. Zasłoniliśmy jedynie dziurą folią. Rano wszystko zostanie naprawione.

– Naprawione? – powiedziała Bodzia. – Zginęła kobieta a pan mówi o szybie?

– Otóż nie zginęła. Niestety wolelibyśmy żeby zginęła, powiem szczerze, gdyż teraz będzie się mścić. Nie ma nikogo bardziej rozwścieczonego i jednocześnie zdeterminowanego w mściwości jak, doprowadzona do szału, czarownica. Ojczulkowie dominikanie skrupulatnie zapisywali to w swoich annałach. Wendetta mafii to przy tym małe piwo. Zemsta czarownicy ścigała ojczulków latami, dlatego tak starannie układali stosy i rozrzucali popioły obawiając się, że nadpalona wiedźma zmartwychwstanie i ich dopadnie. Słusznie się obawiali.

– Wyście wszyscy powariowali!

– Chciała pani znać prawdę ale czy jest pani na nią gotowa? Nie sądzę, ludzie wolą kłamstwa, zaraz coś zmyślę a pani w to uwierzy. Rano kiedy szklarz wstawi szybę wszystko wróci do normy. Pani Gosiu może podamy coś na sen naszej drogiej gospodyni albo choćby szklankę gorącego mleka – krzyknął przez drzwi.

– Niech mnie pan przestanie zwodzić! Nie chcę mleka ani niczego na sen, chcę prawdy.

– Prawdy? No dobrze. Prawdy? Ach prawdy? Prawd jest wiele. Mogę pani opowiedzieć wszystko o prawdzie, co tylko pani zechce. Od czego by tu zacząć? Jasne, zacznę od oczywistości. Przejmuje się pani pracą, zatem o pracy. Prezes Kryszula, pani szef, nie jest i nigdy nie był właścicielem ani nawet twórcą firmy, w której pani pracuje ale to już pani wie. Jest typowym figurantem. Moim wychowankiem, sierotą. W tajnych służbach od zawsze wykorzystywano dzieci pozbawione rodzin. Łatwo je było ukształtować, uzależnić  od słodyczy, alkoholu, papierosów a potem od oficera prowadzącego. Firma stawała się rodziną młodego funkcjonariusza. Zdziwi się pani ale na takich powojennych sierotach zbudowaliśmy PRL. Na ich oddaniu, ślepej lojalności i kompletnej niewiedzy co robią i w jakim celu robią właśnie to? Wszystko co wiedzieli o świecie wiedzieli od nas. Przez 44 lata kontrolowaliśmy wszystko i wszystkich. Gospodarkę, wojsko, edukację, literaturę, kościoły, lecznictwo, leśnictwo, wszystko. Wszędzie mieliśmy swoich ludzi, nasze sieroty oddane nam bez reszty. Tysiące. Jednak szybko się okazało, gdzieś około 1947 roku, że w jednym, jedynym miejscu nas nie ma. Nie ma nas w świecie magii i czarów, wróżb i wiedźm, proszalnych dziadów i czarodziejów. Tam panowała całkowita, niebezpieczna wolność. A potem przyszło nowe. Pamiętny rok 1989. Ludzie cieszyli się, że obalili komunę. Tymczasem nowe przyszło oczywiście pod nasze dyktando. Śpi pani?

– Przeciwnie, uważnie pana słucham.

– To dobrze. Nikt nie oddaje władzy dobrowolnie, zwłaszcza gdy jest to władza absolutna. Dlatego planowo, przemyślanie, krok po kroku zeszliśmy do podziemia, prawdziwego podziemia a nie jakichś tam komitetów, które bawiły się w konspirację. Do dziś kierujemy wszystkim, co ma znaczenie. My, lub ludzie przez nas wyznaczeni. Młodzi, młodzi teraz garną się do awansu jak Gosia i jeszcze młodsi. Chętni jak nigdy. Nie potrzeba sierot, teraz sierotami są dzieci z tak zwanych pełnych rodzin. Dla kariery są gotowe zrobić wszystko. Te dzisiejsze samorządy, stowarzyszenia, rządy, partie, korporacje, instytucje to tylko czubeczek góry lodowej. Chociaż to takie oczywiste, tak nachalnie jaskrawe nikt nawet nie podejrzewa, że jeśli jest jakaś dziura w prawie, to nie jest to przypadkowa dziura, jakiś bubel prawny, ale to jest nasza dziura, przez którą przecieka ot, choćby paliwo. Nigdy się pani nie zastanawiała dlaczego tak trudno u nas zbudować drogi, choć Polska jest płaska jak stół? Kiedy samochód spala najmniej paliwa? Oczywiście, gdy jedzie ze stałą, niezbyt wysoką prędkością, gdy jest nowy, gdy ma nowoczesny silnik i gdy ma dobre drogi. A kiedy spala wielokrotnie więcej? Dokładnie tak, gdy stoi w korkach, gdy ciągle przyspiesza i zwalnia i tak dalej.

– I pan to mi tak po prostu mówi?

– Oczywiście, że tak. Nawet jeśli opowie to pani wszystkim znajomym, to niektórzy pokiwają głową ze zrozumieniem, inni panią zlekceważą, jeszcze inni zdziwią się ale wszyscy i tak wsiądą do swoich samochodów i utknął w korkach, kupią niezdrową żywność, którą każemy im kupić, połkną tabletki, które podamy im na tacy i obejrzą telewizję, w której powiemy im co jest dobre, a co złe. Ludzie to tylko ludzie, szanowna pani, chcą w ciszy przytyć i umrzeć. Młodzi mają pretensję do całego świata i słusznie, dlatego tak chętnie ten świat korumpują. O niczym innym nie marzą tylko żeby dostać pracę w jakiejś korporacji, która zrobi im wodę z mózgu. A potem szczęśliwi wezmą kredyt jak pani, który ich zwiąże na całe życie. Dziś już nie potrzeba żadnych orwellowskich wizji, kochana pani Bodziu, dziś ludzie sami zamykają się w klatkach i wyrzucają kluczyki na zewnątrz, że tak powiem. Młodzi są źli tylko z jednego powodu, że chwilowo mniej mogą doić, niż inni. Kiedy jednak posmakują mleczka i śmietanki, rzecz jasna odpowiednio dozowanych, są nasi. Nasi już na zawsze.

– Ponura ta pańska wizja świata. Nie wierzę w ani jedno pana słowo, zgorzkniały manipulancie, zastanawiam się tylko co ja mam z tym wszystkim wspólnego?

– Została pani wplątana. Przepraszam, to może odbić się na pani dumie, ale nie chodziło o panią, tylko o pani kolegę z pracy. Oczywiście delikatnie panią kontrolowaliśmy z powodu Kryszuli i roli jaką pani odgrywała w jego dość bezradnym i źle zorganizowanym życiu ale chodziło o kogoś innego.

– O Łasabiego? – spytała.

– Owszem.

– A te pańskie czary? O co chodzi z tymi czarami? Przecież to wierutne bzdury.

– Sądzi pani, że to moja wizja świata, że to bzdury? – pułkownik zaśmiał się w sposób w jaki starzy ludzie śmieją się usłyszawszy fantazje i bajki opowiadane przez wnuki. – Sądzi pani, że to wizja świata? – powtórzył raz jeszcze szczerze rozbawiony. – No sama pani widzi, wszystko można powiedzieć. Dzisiaj w zasadzie konspiracja nie jest potrzebna. Można umieścić materiały wywiadowcze w Internecie, filmy, nagrania i dokumenty z tajnych archiwów i ludzie wzruszą ramionami. Można powiedzieć wprost i przytoczyć dane, choćby pierwsze z brzegu: koncerny farmaceutyczne robią was w konia, silnik spalinowy nie jest jedynym technicznie znanym napędem, wojna z terroryzmem to ściema i… nikt się nie przejmie. News jest atrakcyjny przez godzinę zanim nie zasypią go kolejne newsy. Dzisiaj ludzi nic nie obchodzi, nawet oni sami siebie nie obchodzą. Nasza praca stała się banalnie prosta, sama przyjemność, no chyba że mamy wyjątkową sytuację jak z tą wiedźmą Samantą. No cóż, w czary pani również nie wierzy. W takim razie proszę spojrzeć – wskazał ręką na przeciwległą ścianę sypialni. Potarł dłonie, potem w nie dmuchnął jakby zdmuchiwał piasek. Ze ściany jak z trójwymiarowego ekranu wyłoniły się…

39. Władza
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Opowieść świetna, jak wszystkie tej serii i nie tylko:), napięcie wzrasta czytając dalsze akapity i tu nagle bęc. Już nie mogę się doczekać kolejnego wątku!

  2. To się nazywa utknięcie w akcji :) Ja myślę ,że wyłoniły się motyle :) Tylko co motyle wniosą do akcji? Efekt Motyla?

  3. No jakże tak przerywać w połowie, no jakże tak ?!

Komentarze są wyłączone.