40. Trybunał

– W takim razie proszę spojrzeć – pułkownik wskazał ręką na przeciwległą ścianę sypialni. Potarł dłonie, potem w nie dmuchnął jakby zdmuchiwał piasek. Ze ściany jak z trójwymiarowego ekranu wyłoniły się postacie. Cegły się rozproszyły pozwalając zajrzeć do innej rzeczywistości, która ożywała tuż za ścianą, jak włączony telewizor w środku nieznanego filmu. Najbardziej niesamowite było jednak to, że z obrazu dochodziły również odgłosy i zapachy. Ostra woń stęchlizny, dymu, świec i drewna. Bożydara uniosła się na łóżku. Dwóch mężczyzn prowadziło krużgankiem kobietę w długiej, poszarpanej sukni, niegdyś kosztownej i zdobnej. Mrużyła oczy przyzwyczajając je do światła. Ich kroki rozchodziły się echem, odbijały od sklepienia i dudniły w długim krużganku. Dźwięczał łańcuch przyczepiony do dłoni i kostek kobiety. Mężczyźni byli ubrani w rodzaj opończy, w hełmach, przepasani, zarośnięci. Jeden z nich niósł halabardę, drugi trzymał łańcuch i lampę. Świtało. Zatrzymali się przy podwójnych drzwiach. Jeden z mężczyzn zastukał. Po chwili pojawił się w nich szczupły, niski zakonnik w białym habicie z narzuconym czarnym szkaplerzem, z wystrzyżoną tonsurą na środku głowy, wygolone jajeczko świeciła w oddali jak księżyc na niebie.

– Oskarżona o czary Sabina Taube – powiedział strażnik – przed oblicze Przewielebnego ojca Melchiora.

– Oskarżona o wiedźmostwo, uprawianie czarnej magii, herezję a także rzucanie czarów Sabina Magdalena Taube przed oblicze Świętego Trybunału – wyrecytował monotonnym głosem zakonnik. – Stawiła się na przesłuchanie w obecności ojców prokuratorów pod przewodnictwem Wielkiego Inkwizytora Ojca Melchiora z Mościsk. Przywieziona z więzienia miejskiego po jurysdykcję kościelną.

Drzwi trzasnęły i Bożydara drgnęła na łóżku. Obraz zniknął.

– Co to było? – spytała.

– My albo jak pani woli czary – odpowiedział pułkownik uśmiechając się zagadkowo.

– To byłam ja?

– Nie. Pani pojawi się dopiero za chwilę – odpowiedział pułkownik i znowu potarł dłonie.

Strażnik otworzył drzwi do wielkiej, chłodnej, kiepsko oświetlonej sali, w której odbywało się przesłuchanie. Tym samym co przed chwilą krużgankiem w ślad za niskim zakonnikiem szła o głowę wyższa od niego, szczupła dziewczyna. Weszli do środka. Z boku, na zydlu siedziała skuta łańcuchami kobieta, na środku zaś trzech zakonników. Ów niski usiadł z boku długiego stołu i przysunął sobie kałamarz i pióra, po czym odezwał się:

– Przed oblicze Świętego Trybunału Inkwizycji świętego kościoła rzymsko-katolickiego, po jurysdykcją i z woli Ojca Świętego Pawła, w obliczu Boga Wszechmogącego, wezwano na świadka, w sprawie o czarostwo przeciwko Sabinie Magdalenie Taube niejaką Bogumiłę Pawlik, posługaczkę.

– Uklęknij dziewczyno – odezwał się zakonnik siedzący po środku. W tej samej chwili siedzący obok niego wstał, chwycił krucyfiks stojący na stole, zbliżył się do dziewczyny i podsunął krzyż do pocałowania. Wówczas ten pierwszy, najważniejszy i najgroźniejszy znowu się odezwał:

– Nazywasz się Bogumiła Pawlik córka Mateusza woziwody? – dziewczyna skinęła głową przestraszona. – Przysięgnij w imieniu Boga Wszechmogącego w Trójcy Jedynego za wspomożeniem Maryi Dziewicy i świętego Mederyka z Autun, którego wspomnienie dzisiaj obchodzimy, że będziesz mówić prawdę o czarach i bezeceństwach tej tutaj kobiety Sabiny Taube!

– Przysięgam, a jakże, na wszystkich świętych przysięgam jakem Bogumiła – dziewczyna przeżegnała się i po trzykroć ucałowała krzyż.

– Piękne ci wybrali imię dziecko, twoi pobożni rodzice – pochwalił zakonnik. – Możesz wstać. Czy poznajesz tę tutaj kobietę Sabinę Taube? – Dziewczyna przytaknęła. – Powiedz nam co wiesz na temat jej czarostwa i mocy nieczystych, z którymi się zadawała.

Bogumiła podrapała się po głowie drugą ręką ściskając rąbek sukni, zrobiła minę osoby, która zastanawia się co powiedzieć albo czy dobrze zrozumiała pytanie.

– Mów do Przewielebnego ojca Melchiora Wielkiego Inkwizytora, co widziałaś? – odezwał się trzeci z prokuratorów

– Czyli co mam mówić Wasza Wielebność?

– Mów jak diabeł z nią tańcował, bluźnierstwa wykrzykiwał oraz jak inne bezeceństwa czynili razem – pouczył prokurator.

– Ach to! Znaczy się jak diabeł od niej wyskoczył przez okno a strasznego huku narobił? Ludziska mówili, że to Czesiek był od młynarza zza rzeczki ale niektóre mówiły, że to sam Lucyper do niej chadza obłapiać się i gzić, stąd zapach siarki i jęczenie okrutne z izby dochodziło, jakby stuk puk i jęk, stuk puk i jęk, stuk puk i jęk. A raz to czarami dzieciaka uzdrowiła, znaczy się Szymka z polepy, z zielonej chałupy i siostrę jego od czerwienicy. Tak mówiła Bernatowa.

– Prawdę mów. Mów, coś sama widziała dziewczyno – upomniał ojciec Melchior osobiście.

– A jakże ojcze najwielebniejszy. Jak Bernatowa mówiła, to samą prawdę mówiła, najprawdziwszą. Ona święta osoba. Na mszy pierwsza, przy ołtarzu klęczy co niedziela, u naszego plebana do spowiedzi z każdym grzechem lata po rozgrzeszenie. Święta kobita.

– Mów coś sama na własne oczy widziała! – zakonnik uderzył ręką w blat z całej siły. – Widziałaś z szatanem obcowanie, widziałaś jak czary rzucała, widziałaś demony? Mów prawdę, bo za kłamstwo razem z nią do lochu trafisz albo i na stos!

– Najjaśniejsza Panienko, ojcze najwielebniejszy widziałam, wszystko widziałam, na własne oczy widziałam jak tańcowała, jak przeklinała, jak demona obłapiała w strasznym tańcu, w okropnym śmiechu.

– A czy przeciwko naszej wierze mówiła, heretyckie praktyki odprawiała? – spytał ten co podawał krzyż do całowania.

– A jakże. Praktyki widziałam ojcze, a jakże. Najgorsze praktyki ja widziała! Najgorsze i heretyckie strasznie.

– Nic nie wie  – ojciec Melchior zwrócił się do swoich braci prokuratorów. – Zmyśla głupia dziewucha, ze strachu, powtarza wioskowe plotki. Bracie Jakubie, zapiszcie. Wezwana na świadka domniemanego czarostwa Sabiny Taube niejaka posługaczka…

– Widziałam coś jeszcze ojcze przewielebny, na własne oczy widziałam jak…

40. Trybunał
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. a tam strzępki gada co każą…..

  2. Bo tam kłamstwo od razu. Mówi co jej się wydaje.
    Miesznina domysłów, przekonań, strzępki wspomnień, miks emocji. Człowiek.

  3. Kłamstwo wpisane w człowieczeństwo,,,,,,

Komentarze są wyłączone.