41. Wina

– Widziałam coś jeszcze ojcze Przewielebny, na własne oczy widziałam jak gadała z rudym kotem. Gadającego kota widziałam, ojcze Przewielebny… – wtrąciła dziewczyna.

– Co takiego? Mów – zaciekawił się ojciec Melchior.

– Ona ma gadającego kota, sama widziałam – dziewczyna wskazała na kobietę. – Gada do niego a kocisko odpowiada ludzkim głosem.

– Czy to prawda? To poważne oskarżenie naocznego świadka – prokurator zwrócił się do kobiety siedzącej w kajdanach.

 

Obraz ponownie zniknął.

– Co to było? – spytała Bożydara rozglądając się po sypialni. – Znowu coś mi podaliście stąd te wszystkie majaki, tak? Bawi się pan moim kosztem pułkowniku!

– Tym razem droga pani Bożydaro doskonale zdaje sobie pani sprawę, że to nie są wizje, ani halucynacje. Prawda? – Po chwili Bożydara skinęła głową uważnie przyglądając się twarzy pułkownika Śluzaka ukrytej w półmroku. – Spotkałyście się już z Samantą. Od tamtego czasu macie nieuregulowane rachunki – zaśmiał się. – Tak, tak, byliśmy tam wszyscy w krakowskim kapitularzu u ojczulków Dominikanów, ponad czterysta lat temu, i to z powodu twoich zeznań skazano Sabinę Taube, czyli dzisiejszą Samantę Gołąbek, na śmierć. Wiesz o tym dobrze, pamięć przywołuje tamte sceny. No widzisz dziewczyno, jasność umysłu i wspomnienia powoli powracają, wystarczyło je troszeczkę ożywić. Teraz ty mi powiedz co było dalej?

Zapadło długie milczenie. Bożydara wstała z łóżka, zwinęła się w kłębek na fotelu podkurczając nogi i okryła się kocem. Po chwili odezwała się niemal szeptem:

– A ty kim wtedy byłeś?

– Naprawdę nie pamiętasz? Odpowiedz, przecież wiesz – pułkownik znowu zaciągnął się wyimaginowanym dymem z niezapalonego papierosa. Ponowie dmuchnął w dłonie. Przed nimi rozpostarł się, tym razem nieco zamglony i niewyraźny, widok kapitularza, w którym obradował Trybunał.

– Co teraz się stanie? – spytał pułkownik.

– Teraz powiem: Widziałam jak czarny kot z nią obcował cieleśnie, a ty spytasz podniesionym głosem, znów uderzając w stół: Czarny, przecież mówiłaś, że rudy?

Mgła się rozproszyła i ponownie widać było wnętrze i postacie tak blisko i tak dokładnie, jakby scena odbywała się tuż przed nimi, niemal w zasięgu ręki.

– Najwielebniejszy ojcze, bo był i czarny kot – powiedziała dziewczyna – był czarny i ten rudy był. Najpierw widziałam ja rudego a potem czarnego. Czarny był gorszy.

– Dlaczego czarny był gorszy? – zagrzmiał drugi z prokuratorów.

– Gdyż z nią obcował Wasza Przewielebność i herezje mówił.

– Jakie? – spytał ojciec Melchior.

– Okrutnie heretyckie – odpowiedziała Bogumiła, córka woziwody.

– Na przykład jakie? – dopytywał inkwizytor.

– No na przykład, że, że, że…herezje i bezbożności straszne.

– że Jezus Pan nasz i Zbawiciel biedny był i dlatego kościół winien być biedny? – trzeci z prokuratorów poszedł w sukurs dziewczynie.

– A jakże, że biedny był, strasznie biedny – powtórzyła dziewczyna.

– że odpusty fałszywymi są, bo czyśćca nie ma więc i pokut czyśćcowych nie ma? – dopytywał gorliwy prokurator.

– A jakże Wasza łaskawość, że fałszywymi są – powtórzyła.

– Na święty krzyż przysięgasz, na świętego Mederyka, którego dzień dziś obchodzimy! – wykrzyknął zakonnik.

– Przysięgam – pisnęła dziewczyna.

– A może mówił, że nasz Ojciec święty Paweł czwarty…

– A dajże spokój ojcze Remigiuszu – przerwał ojciec Melchior –  dziewczyna wszystko potwierdzi o co tylko spytasz.

– I tym samym prawdę wyjawi i potwierdzi w obliczu Boga Wszechmogącego i naszego świętego Trybunału. Rozum kobiety, jak wiadomo ojcze Melchiorze, ograniczonym jest i ułomnym, do grzechu skłonnym. Bez podpowiedzi i bez naprowadzenia na prawdę, błądzi i nawet nie potrafi kłamstwa od prawdy odróżnić. Dziewczyna musi się dowiedzieć co widziała, żeby wiedzieć co zeznawać. Skądże prosta, pobożna posługacza mogłaby herezję rozpoznać, jeśli sama nie jest heretyczką? Skądże mogłaby o czarostwie wiedzieć, jeśli sama nie jest czarownicą? Wszak tylko kiedy się dowie, może wiedzieć. Wszak tylko wtedy, kiedy Bóg Wszechmogący zechce, grzechy jej odpuści, nawet jeśli dziewczyna grzeszy. Bóg zaś swoich zna. Nie nam jest prawdę oceniać, my możemy błądzić. Prawdę zna tylko sam Bóg. My jedynie bożą prawdę pokazujemy palcem. Czyż nie tego nas uczyłeś czcigodny ojcze Melchiorze? – Ojciec Remigiusz uśmiechnął się, odwrócił w kierunku dziewczyny i zagrzmiał:

– Straszliwą, zaiste straszliwą i okrutną karę Bożą ześlesz na siebie, jeśli prawdy onej nie potwierdzisz grzesznico! Spowiadałaś się?

– Spowiadałam – pisnęła dziewczyna.

– Potwierdzasz? – krzyknął ojciec Remigiusz.

– Potwierdzam.

– Potwierdziła – odezwał się drugi prokurator.

– Czy to prawda cośmy tu usłyszeli, czy potwierdzasz zeznanie Bogumiły Pawlik, córki woziwody, oskarżona Sabino Taube, czy też zaprzeczasz? – spytał ojciec Melchior.

– Prawda? Prawda? Czy to prawda? Dziś są nie tylko imieniny świętego Mederyka, dziś są również moje imieniny. Dlaczego nie wymieniłeś świętej Sabiny, świętej Sabiny, świętej Sabiny mojej patronki. Niech przysięgnie na świętą Sabinę – zachichotała kobieta.

– Dobrze, zatem czy na świętą Sabinę przysięgasz? – zgodził się ojciec Remigiusz.

– Zastanów się głupia dziewczyno, dobrze się zastanów – szepnęła kobieta.

– Nie bój się wiedźmy, Trybunał cię strzeże, Bóg jest z tobą – ojciec Remigiusz odezwał się łagodnym głosem i zbliżył się do Bogumiły z krzyżem w ręku.

– Przysięgam – odpowiedziała przestraszona córka woziwody.

– No i przepadłaś, dziewczyno – ucieszyła się kobieta zakuta w kajdany i z dłoni na posadzkę wypuściła pająka, który błyskawicznie podbiegł do Bogumiły i zniknął w zakamarkach jej spódnicy. – Już po tobie – zachichotała.

– Zapisz bracie Jakubie! – Ojciec Remigiusz uniósł krucyfiks w górę, gdy tymczasem Bogumiła zaczęła gwałtownie szarpać się i kręcić starając się wytrzepać pająka z fałd grubej spódnicy. – Wiedźma Sabina Taube – krzyczał ojciec Remigiusz –  groziła wezwanej na świadka Bogumile Pawlik  i jakowyś czar na nią rzuciła, dając tym samym dowód swego czarostwa na oczach prokuratorów świętego Trybunału, w obecnoci Jego Ekscelencji Przewielebnego inkwizytora generalnego ojca Melchiora z Mościsk!

41. Wina
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. @Aniula z powodu patriarchalnej kultury zachodu i wielowiekowej dominacji mężczyzn [niestety] :)

  2. Dlaczego to niby tylko czarownice karali a czarowników nie?

Komentarze są wyłączone.