42. Jemioła

Było już późne popołudnie. Podkomisarz Jemioła już drugi raz obszedł cały ogród w podwarszawskim Powsinie na ulicy Rosochatej. Poszkodowani: małżeństwo Kryszula. On chory, ona dopiero co przyjechała i wpadła w ręce napastników. Znalazła się na terenie obiektu nieoczekiwanie w czasie dokonywania przestępstwa. Napadnięta i pobita. Dwóch lub nawet trzech sprawców. Spalony pojazd marki bmw koloru białego na podjeździe. Wybite szyby. Ślady włamania tylko na parterze.

– I co sądzicie aspirancie?  – zwrócił się do aspiranta Mariana Płotki, który zaglądał właśnie pod samochód.

– Nie znajdziemy ich panie komisarzu, nie ma siły.

– Podkomisarzu – poprawił Jemioła.

– Tak jest panie podkomisarzu. Miliony śladów a te pacany z patrolu wszystko zadeptały, potem jeszcze pogotowie, lekarz, prawnik, potem przyjechał drugi patrol z prewencji, bo się nudzili, prokurator, wszyscy pchali się do domu, beemę oglądali, że szkoda taką furę zjarać, także raczej dupa. Poszkodowany Kryszula raczej niemowa, kobieta raczej w szoku, w dodatku nieźle oberwała. Możemy się zabierać. Ślady, nawet odciski rozmazane, rozpieprzone, amatorka. Każdy tu łaził jak po własnej oborze, cieniasy panie komisarzu. Nic tu po nas.

– A wnioski aspirancie? – spytał Jemioła.

– No raczej to były wnioski właśnie, panie komi, podkomisarzu – stwierdził Płotka trzymając w rękawiczce kawałek doniczki.

Weszli do domu. Jemioła rozglądał się.

– Widzisz Płotka, a mnie coś tu kurde nie pasuje. Drzwi zaryglowane, a wyjście przez pralnię otwarte. Tutaj wybita szyba w drzwiach na taras ale od środka, nagnojone, naobszukiwane a na górze nic. Pyłku nie ma. Grudki błota nawet. Czyściutko. Rzucane było, z szuflad nawywalane, zbite i stłuczone ale nie wszędzie. Wywalone tylko dwie szafki. Dlaczego nie wszędzie? W kuchni na ten przykład trzy szuflady wywalone a dwie nie. Dlaczego Płotka? Gość niemota a przypalany, ale tylko na jednej rączce. Jak gość nie mówi, to nie mówi. Żelazko mu gęby nie otworzy. Za to kobieta zmaltretowana jakby na ringu walczyła 10 rund. Dlaczego? Jak szukają, to jedno po drugim obszukane jest, a tutaj bez ładu i składu. Dlaczego? Jak na śpiocha ich chcieli zrobić, to za wcześnie, jak na maltretację, to po co aż tak zbili kobietę? Jakby zrzucili ją z dziesiątego piętra. Dlaczego?

– Może raczej nie szukali niczego, panie komisarzu, tylko dla zastraszenie raban robili. Dlatego pieprznęli jedną szufladką a drugą już nie – stwierdził aspirant.

– Ale najbardziej mnie dziwni – kontynuował Jemioła –  ten spalony samochód. Dlaczego podpalili samochód?

– Żeby kobitka nie mogła ich ścigać? – zaproponował Płotka.

– Przecież pani Kryszula ma poważnie uszkodzone kolano i staw skokowy, zerwane ścięgno. Sprali ją niemiłosiernie. Nie dałaby rady jechać, poza tym w garażu stoi druga fura, z kluczykami w stacyjce. Nie ma na niej ani ryski. Dlaczego?

– No to raczej ślady zacierali albo z powodu groźby zjarali tę furę.

– Co powiedziała poszkodowana Kryszula aspirancie? Pierwszy z nią rozmawiałeś.

 – Pierwszy? Może w pierwszej dziesiątce? Wyspowiadała się czterem chłopakom z patrolu, znaczy się z interwencji, a potem tym młotkom z prewencji, prokuratorowi, swojemu papudze mecanasikowi w lakierkach i dopiero mnie, znaczy się mi.

– I co ci powiedziała?

– To samo co panu, panie komi, podkomisarzu kiedy pan był u niej w szpitalu, że dwóch albo trzech, że ją bili i że chcieli jakieś hasło od męża ale on niemota, a ona nie znała. I w końcu dali za wygraną albo coś znaleźli. Nie wie, bo straciła przytomność. Czy coś zginęło: nie wie? Będzie umorzenie śledztwa, panie komisarzu. W życiu się nie połapiemy co i jak.

-Podkomisarzu.

-Podkomisarzu, tak mówię komisarzu, bo krócej a i tak awansik pewny – stwierdził Płotka – Będzie umorzenie, nie ma co, z braku dowodów będzie. Jedzie pan ze mną, czy z chłopakami jak zabezpieczą ślady?

– Swoim tu przyjechałem. Jedziemy do szpitala Płotka. Chcę raz jeszcze przesłuchać panią Kryszulę.

– Jak pan chce.

Tymczasem pod dom podjechała karetka i po chwili dwóch sanitariuszy wystawiło wózek, na którym leżała Samanta Gołąbek-Kryszula. Powieźli ją w kierunku domu.

– Co pani tu robi? – spytał zaskoczony Jemioła.

– Muszę być w domu i wszystkim się zająć a przede wszystkim mężem – odpowiedziała Samanta.

– Nie może pani. Z tymi obrażeniami? – zaprotestował Jemioła. W tej samej chwili pod dom podjechał kolejny samochód, wielki pomarańczowy Hamer i ustawił się w rzędzie za pojazdami policji. Samanta obejrzała się.

– O widzi pan, już przyjechała nasza pani doktor, lekarz zaprzyjaźniony z rodziną, doktor Żuk. Będziemy pod jej opieką, jest też pielęgniarka męża. Wypisałam się na własne żądanie. W domu będę miała znakomitą opiekę.

– Czy możemy zamienić jeszcze kilka słów żeby potem niepotrzebnie pani nie ciągać na komendę? – zaproponował  Jemioła.

– Nie, nie i jeszcze raz nie, bardzo proszę, nie teraz, nie w tej chwili – odezwała się doktor Żuk idąc od furtki. – Moja pacjentka jest ciężko poszkodowana jak panowie widzą, muszę jej zapewnić pełną opiekę a przede wszystkim komfort psychiczny, podobnie jej mężowi, żadnych więcej pytań!. Doktor Żuk jestem – przedstawiła się – wręczając podkomisarzowi wizytówkę. – Proszę zadzwonić za tydzień, dwa jak skutek traumy trochę osłabnie. Przez całą noc przepytywaliście panią Kryszulę, już chyba wystarczy?

– Oczywiście, ma pani rację pani doktor, tylko jedno pytanie – Jemioła uśmiechnął się szarmancko.

– Proszę pozwolić – odezwała się Samanta – na jedno pytanie z chęcią odpowiem.

– Którędy pani weszła do domu?

– Jak zawsze frontowymi drzwiami.

– A dlaczego nie zaparkowała pani w garażu? Padał deszcz.

– Panie detektywie, już dość tego –  sprzeciwiła się doktor Żuk.

– Podkomisarzu – poprawił Jemioła.

– Odpowiem, pani doktor – Samanta dotknęła ręki Jemioły –  Ponieważ zauważyłam panie podkomisarzu, że w domu jest bardzo jasno, pozapalane światła, pomyślałam, że coś się stało z mężem, jest po wylewie. Po za tym garaż jest trochę ciasnawy, nie lubię parkować w nocy.

– Bardzo dziękuję. A i zapomniałbym. Będzie mi potrzebny kontakt do pielęgniarki, która opiekuje się pani mężem.

– Ostatnio było ich kilka i wstyd przyznać niektóre pracowały na czarno. Nie chciałabym im robić kłopotu – stwierdziła Samanta.

– Obiecuję, że przedmiotem naszego dochodzenia nie będzie praca na czarno – Jemioła ponownie szeroko się uśmiechnął i dodał: – Telefony i nazwiska potrzebuję jeszcze dziś a najlepiej zaraz. Aspirant Płotka wejdzie z panią na chwilę do środka i wszystko spisze. Niewielki wysiłek tylko imię, nazwisko i telefon. Acha i jeszcze jedno mnie zastanawia, którędy pani wyszła?

– Jak to wyszła? – zdziwiła się Samanta.

– Wszędzie są ślady pani butów, które zabezpieczyliśmy – Jemioła wykonał ruch długopisem naśladując obcas, który zostawia ślad.

– Szarpali mną, bili, nie pamiętam. Jestem zmęczona – odpowiedziała Samanta opadając na nosze.

– Dobrze, wrócimy do tego następnym razem. Zdrowia życzę, do widzenia.

Pożegnał się, obszedł raz jeszcze ogród, w kilku miejscach zatrzymał się i kucnął, po chwili wsiadł do samochodu i zapuścił silnik. Zadzwonił telefon.

– Sekretariat ministra Jemioły, łączę – usłyszał w głośnikach.

– Halo, synek?

– Tata, czemu tata ze służbowego dzwoni?

– A, bo mi to gówno synek, ta cała komórka padła. Chwilę w to poklikasz i po baterii. Ja tylko z pytaniem półoficjalnie, ale też wystąpimy na drodze służbowej. Słyszałem, że napad był na niejakiego: Kryszula Zygmunt, czy to prawda?

– Przecież tata wie, że nie mogę zdradzać tajemnicy śledztwa po żadnej linii ani służbowej ani kurwa po innej! – Jemioła podniósł głos.

– Ty mi synek kurwami nie rzucaj, tylko mi powiedz, czy jako komenda możecie wydać komunikat albo wydacie komunikat oficjalny do prasy.

– Możemy ale dla dobra śledztwa bez nazwisk.

– No i dobrze synek. To ty mi teraz po linii służbowej powiedz, co będzie w tym komunikacie? I ja ciebie oficjalnie teraz pytam, z resztą ze służbowego dzwonię.

– A papierek tata podeśle?

– Podeślę.

– Ja w takim razie notatkę służbową zrobię i do akt dołączę, tata wie, żeby wszystko było jak się należy.

– No to mów.

– Wczoraj późnym wieczorem doszło do bandyckiego napadu na warszawskim Powsinie, którego ofiarą padł znany biznesman Zygmunt K. i jego małżonka. Poszkodowane małżeństwo K.  jest pod stałą opieką lekarzy i policji. Dochodzenie prowadzi Komenda Stołeczna Policji. Trwa intensywne śledztwo.

– No dobrze, znaczy się niedobrze ale dobrze. Ale czy coś zginęło synek?

– Tatuś, no pierdolnik jest, jak to po napadzie.

– Ale czy coś zginęło, pytam ja?

– Tatuś, no pierdolnik jest straszny i śmierdzący powiem.

– Śmierdzący, mówisz? No dobrze, znaczy się niedobrze, bardzo niedobrze ale dobrze. Na kolację przyjedź. Matka pierożki zrobiła. Przyjedź mówię koniecznie.

W głośnikach odezwał się dźwięk rozłączanego telefonu.

42. Jemioła
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. No ja jestem ciekawa jak zareaguje podkomisarz Jemioła jak zacznie być uświadamiany o co chodzi przez dziada proszalnego :) :)

Komentarze są wyłączone.