45. Minister

– Odwołałam wszystkie spotkanie od teraz panie ministrze, jak pan prosił – powiedziała asystentka stojąc w drzwiach.

– Jak to pani odwołała? – zdziwił się minister.

– Godzinę temu dostałam od pana pilnego maila żeby po szesnastej odwołać wszystkie spotkania – odpowiedziała zdziwiona kobieta.

– Jak to pani odwołała? Przecież z podsekretarzem mam bardzo ważny brif na prośbę wicepremiera a potem z posłem Nalepieniem rozmowę mam. Co mi pani odwołała? Jak to mi pani odwołała? Ja nic nie pisałem – zdenerwował się minister.

 – Panie ministrze, ci panowie. Oni powiedzieli, że to z ich powodu te zmiany, że to pilne specjalnego znaczenia – zdziwiła się asystentka. Zza jej pleców wychynęło dwóch wysokich mężczyzn.

– Specjalnego…powtórzył minister Jemioła.

– znaczenia, panie ministrze – dokończył mężczyzna w czarnym garniturze. Drugi wysunął się zza jego pleców, dotknął płynnym ruchem czoła asystentki i lekko wypchnął ją z gabinetu, po czym zatrzasnął drzwi.

– Specjalnego znaczenia? – powtórzył minister. – Od kogo przychodzicie? Coście za jedni?

– Od przyjaciół przychodzimy Jemioła, od starych przyjaciół. Pilna sprawa bardzo jest.

– Czy wyście na głowy upadli, powaliło was oszołomy, oficjalnie do mnie przyłazicie w biały dzień, do ministerstwa, co wy kurde, pojebało was debile? – zirytował się minister aż podniósł głos biegając wokół biurka: – Nie wiecie durnie jaka jest sytuacja, podsłuchy, notatki służbowe, księga wejść i wyjść. NIK u mnie siedzi drugi miesiąc. Nie wolno mi nawet pisnąć, że znam ludzi z biznesu a wy do mnie, kurde, do ministerstwa, spotkania mi odwołujecie, do gabinetu się ładujecie, co wy debile, rozumu nie macie?

– No cóż, powinniśmy się najpierw przedstawić. Anansi – mężczyzna w czarnym garniturze wyciągnął rękę na powitanie – ale można do mnie mówić również Pan Pająk. – Złote łańcuchy na jego szyi i na przegubach zadźwięczały głośno, gdy wcisnął swoją dłoń w rękę zaskoczonego ministra.

– Moje nazwisko również wszystko panu powie, panie ministrze, a jak nie, to polecam Internet, najlepiej od razu wszystko sprawdzić żeby potem nie było niejasności…

– I niedomówień – dodał Anansi.

– Oraz dwuznaczności. Ach doprawdy, nie przedstawiłem się jeszcze: Eszu zwany Elegbarą. Można do mnie zwracać się tak i tak. Jednak najbardziej lubimy przed imieniem słowo: Ekscelencjo.

– Albo po prostu: Paniedodał Anansi.

– Lub: baronie, mistrzu, może być również zwyczajowe: wielki, po prostu Wielki Anansi lub Wielki Eszu. Koniecznie z akcentem na ostatnia sylabę: ananSI, eSZU. Przede wszystkim jednak jesteśmy posłańcami.

– I pośrednikami – dodał Anansi.

– Oraz negocjatorami – dodał Eszu.

– Oraz doradcami – dodał Anansi.

– Co wy mi tu kurde? W Internecie mam sprawdzać? Co wy mi? Won mi stąd! Zastraszanie?  – oczy ministra biegały od jednego do drugiego osobnika. Śniada cera. Jeden ubrany na czarno, drugi na czerwono. Na głowach meloniki. Złote łańcuchy. Jeden nawet ze staromodną laseczką. Cudaki. – Zaraz Bora wzywam – wykrzyknął –  borowika, znaczy się oficera z ochrony i wam da negocjatorów, doradców. W kajdanach stąd wyjdziecie pajace! Cyrk mi tutaj będzie odprawiali?– minister podszedł do drzwi, chwycił za klamkę ale gdy za nią szarpnął w ręku została maziowata papka. – Co wy? Co wy mi tu sztuczki? Iluzjoniści w mordę kopani? – podbiegł do biurka i chwycił za słuchawkę ale ta również rozpuściła się w ręku i spłynęła na podłogę. Spróbował z komórką. Ta zaś, jak małe zwierzątko wymsknęła się ministrowi z ręki, pobiegła po podłodze, odbiła się i jednym susem znalazła się na szczycie regału. Elegbara podszedł do ministra i końcem swojej laski usadził go na fotelu.

– Nie rozumiesz Jemioła – powiedział. – Potrzebujemy ciebie, bardzo potrzebujemy.

– Chcemy zmieniać ten piękny kraj – dodał Anansi.

– Przybywamy z daleka  – stwierdził Eszu.

– W imieniu bardzo potężnych mocodawców – dodał Anansi.

– Bardzo potężnych – stwierdził Eszu i wyciągnął z kieszeni czarnego konia szachowego. – To prezent od naszego przyjaciela pułkownika Śluzaka. – Postawił figurę na biurku oszołomionego ministra.

– I od nas – dodał Anansi i zarżał jak koń lecz znacznie głośniej. W ślad za nim zarżał również Eszu a ich głosy zestroiły się i przez chwilę przypominały wycie głodnych wilków. Jemioła ucieszył się, że tak wyją, gdyż ten dźwięk na pewno sprowadzi pomoc, a w najgorszym razie zaniepokoi asystentkę, pomyślał. Tymczasem z każdą sekundą rżenia i wycia koń szachowy podskakiwał coraz wyżej, wierzgał kopytami i w końcu, gdy dźwięk się raptownie urwał podbiegł do ministra, otworzył nieprawdopodobnie wielką paszczę i boleśnie ugryzł go w palec. Po chwili zastygł i ponownie przybrał postać figurki szachowej. Minister krzyknął z bólu, obejrzał ugryzienie i owinął sobie zakrwawiony palec chusteczką.

– Mały ale zuch. Będzie zawsze z tobą. Pewniejszy niż twój oficer – stwierdził Eszu. – Ale do rzeczy. Tu są plany terenu, który nas interesuje. W tym miejscu jest Park Krajobrazowy – rozpostarł przed oczami ministra ogromną, trójwymiarową mapę i wskazał palcem na jej fragment.

– A tutaj – wtrącił się Anansi – otulina Parku Narodowego i jeziorko, rzeczka, kolejne jeziorko, rezerwat ptaków czy patyczaków czy pajęczaków, jezioro Mokre w Dolinie Górnej. Niestety w tej części – pokazał palcem – niczego nie można kupić, a co gorsza wiercić czy coś. Nie znam się na tym ale patyczaki chyba nie lubią wierteł czy coś w tym stylu? Ten teren mamy mieć, a ten chcemy mieć.

– W każdym razie masz to zmienić, znaczy się ustawę, czy coś, już ty coś wymyślisz, Pysiaczku? Chcemy to wszystko tu, kupić i bez ograniczeń sobie robić co chcemy z zakupioną, rzecz jasna legalnie, ziemią, czyli w niej ryć, ryć, ryć, ryć głęboko i bez przeszkód –  Eszu poklepał ministra po policzku.

– Chłopaki – zaczął minister – ale to jakieś nieporozumienie jest, chyba na głowę upadliście, tego nie da się zmienić.

– Chłopaki? Przecież uprzedzaliśmy jak należy się do nas zwracać! –  Anansi niemal warknął na ministra a jego oczy zaświeciły na moment czerwonym blaskiem. W tej samej chwili również koń szachowy ocknął się i znowu ugryzł ministra.

– Panowie, mistrzowie, czy jak tam chcecie. Nie da się zmienić z mojego poziomu czegoś takiego! Po za tym wynocha! – krzyknął na całe gardło.  – Won mi stąd szantażyści!

Koń znowu otworzył swoją groźną paszczę ale Eszu go powstrzymał ruchem ręki. Wyjął zza pazuchy szarą teczkę. Usiadł bokiem na biurku i rozłożył jej zwartość w taki sposób żeby minister mógł wszystko widzieć.

– Funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w latach..nie to nudne, Oficer Służby Bezpieczeństwa początkowo zatrudniony w Departamencie Drugim…

– Kontrwywiad, proszę, proszę – uzupełnił Anansi udając zdziwienie.

– A następnie – kontynuował Eszu –  w pionie ochrony funkcjonariuszy w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Gdańsku, następnie awansował i objął kierownicze, bardzo kierownicze stanowisko w urzędzie stołecznym w Zarządzie Ochrony Funkcjonariuszy jako szef zespołu do spraw SB,  a następnie znowu awansował…

– Dosyć tego – minister krzyknął  i starał się wstać z fotela ale laska Eszu przytrzymała go w miejscu.

– To ciekawe jest. Nie przerywaj, co to jest ten: Zarząd Ochrony Funkcjonariuszy? – błaznował Anansi.

– Swoich tropili drogi Anansi i na wszystkich mieli kwity. Na tych, co donosili tamtym i tamtych co współpracowali po cichutku z tymi i tych, którzy się chcieli dogadać z tamtymi. Mieli dostęp do wszystkich archiwów i danych. Królowie życia. No bajka. Wszystkich mieli w garści. A kto papiery pochował ten nadal ma wszystkich w garści.  Ale zaraz facet nam się nie zgadza, to nie ten Anansi, przyjacielu. Pomyłka!

– Przepraszamy panie ministrze – Anansi zrobił minę skruszonego chłopca – to pomyłka. – rozszlochał się teatralnie. – Tu jest nazwisko Janusz Jemielina a pan przecież nazywa się Jan Jemioła. I twarz trochę inna. Przepraszamy!

Obaj mężczyźni zaczęli szybko krzątać się po gabinecie. Naprawili klamkę i słuchawkę. Wytarli biurko, zwrócili ministrowi komórkę i równie nagle parsknęli śmiechem a potem spoważnieli.

– No dobrze, pożartowaliśmy a teraz czas przejść do konkretów – Eszu zamknął teczkę i zmienił ton na zasadniczy, rozkazujący, władczy: –  Masz czas do końca roku. Teren ma być na sprzedaż. Odrolniony z prawem do inwestycji przemysłowych i wydobywczych. Nic więcej nie wiesz i nic więcej cię nie obchodzi. Mamy trzy zabezpieczenia naszej inwestycji. Konik szachowych, którego już poznałeś, teczkę i laleczkę. Jaki piękny rym mi wyszedł. – Anansi zaklaskał w dłonie entuzjastycznie bijąc brawo Elegbarze. Wyciągnął z kieszeni szmacianą lalkę nieco przypominającą ministra. Ścisnął lekko jej głowę i w tej samej chwili Jemioła zawył z bólu chwytając się za skronie.

– Trzy zabezpieczania, to lepsze niż jedno, prawda? Do końca roku – powiedział Anansi i obaj z Elegbarą wyszli z biura.

Minister siedział długą chwilę w bezruchu. Z ukrytej w biurku piersiówki pociągnął spory łyk, wstał i podszedł do drzwi. Z klamką było wszystko w porządku. Bez trudu otworzył drzwi i wychylił się na zewnątrz. Asystentka zerwała się na widok ministra.

– Prosić podsekretarza stanu panie ministrze? Już czeka – spytała.

– Jak to podsekretarza?

– Jest szesnasta pięć. Umówione spotkanie. Potwierdził pan w kalendarzu. Prosić? O szesnastej trzydzieści będzie poseł Nalepień.

– Która jest?

– Szesnasta pięć – odpowiedziała asystentka. – Co się stało panu w rękę, panie ministrze?

Jemioła odwinął chusteczkę. Obejrzał palec ale nie było na nim ani śladu krwi, ani ugryzienia.

45. Minister
Oceń artykuł

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Mam takie wrażenie , że bogowie do naszego Ministerstwa Nauk Wszelakich też zajrzeli eh…. W przedszkolach został wydany zakaz organizowania zajęć dodatkowych dla dzieci. Były to zajęcia opłacane przez rodziców. Sumy miesięcznie niewielkie w porównaniu do podobnych zajęć ” na mieście” . Teraz Pani Minister stwierdziła, że nie wszystkich stać to nikt nie będzie miał. Myślę, że to wielka bzdura, zajęcia odbywały się po godzinach programowych , żadne dziecko nie zostawało bez opieki, na niektóre zajęcia chodziła większość grupy na inne 2 osoby. Do 16 dziecko było wybawione i wyedukowane i miało czas w domu tylko dla siebie. Moja 4 letnia córcia szykowała się na zajęcia taneczne , sukienki przygotowane a tu klops. Podniosłą się wrzawa , rodzice z dyrektorami przedszkoli i rzeszą prawników zaczęli kombinować jak ustawę obejść. I znowu odżył gen konspiracyjno – partyzancki. Każdy głupi wie, że nie zaczepia się dzieci, bo rodzice potrafią ugryźć. Na jakim grobowcu stoi sejm, że takie złe demony tam krążą?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.