47. Gdzie jest Feliks?

– No i jaki to plan sierściuchu? – burknął pułkownik.

– No proszsz i to jest właśnie socjalistyczny, oldskulowy gentelman – prychnął kot Felek. – Sam narzeka na brak szacunku ale wobec partnera biznesowego szacunku brak. Dlaczego? Bo partner ma sierść. Jest pan pułkowniku zwyczajnym rasistą i dodam faszystą, choć to drugie może pan odebrać jako komplement.

– Rządzisz tu Mgiełka – warknął pułkownik. – Szanuję to, ale powstrzymaj jęzory swoich gości, bo jeszcze chwila a nie zdzierżę.

– Jak nie zdzierżysz Rysiu, to wyjedziesz stąd z niczym i będziesz się z tym pasztetem bujał sam – stwierdził Mgiełka drapiąc się po głowie pod hełmem. –  A kot, kot u mnie może wszystko, bo kot jest święty i ma moc, a ty masz tylko gadane. Kot może wszystko i kot mówi. Koniec kropka!

– Rysiu? – zdziwił się młody Jemioła.

– A Rysiu, Rysiu tak ma na imię pułkownik Śluzak, przynajmniej w tej wersji osoboludzkiej – Mgiełka zaśmiał się i z radości stuknął kosą o podłogę aż z sufitu znowu poszły iskry.

– Bardzzz dziękujjj, doprawdy szacunek, szacunek i raz jeszcze szacunek drogi gospodarzu. Koty są pamiętliwe w obie strony, w tę do, i w tę od, i w obie strony są bardzo pamiętliwe. Co gorsza mamy dobrą pamięć. Wielosetletnią – spojrzał się wymownie na pułkownika.- Ale do rzeczy. Plan jest taki, choć jak wiadomo plany biorą w łeb, lecz jak wiadomo koty przewidują przyszłość, dlatego dobrze mieć kota po swojej stronie…

– No mówże kocie! – Gonzo nie wytrzymał. Spojrzał na Mgiełkę, który przełożył trzonek kosy do drugiej ręki, Gonzo zmitygował się i dodał: – Święty, mądry kocie, uosobienie przenikliwości i symbolu wiedzy tajemnej, nie mogą wytrzymać z ciekawości, cóż chcesz nam wyjawić, ty który podróżujesz pomiędzy światami? – Gonzo spojrzał wyzywająco na kota,  potem na Mgiełkę, potem znów na kota i spytał: – teraz dobrze?

Zarówno kot jak i Mgiełka zignorowali Gonza. Gospodarz korzystając z przerwy uzupełnił herbatę w szklankach, podał kotu odrobinę koziego mleka i po chwili Feluś oblizując wąsy kontynuował:

– Pyszne mleko. Mało kto wie, że mleko krowie nam szkodzi. Gospodarzu raz jeszcze szacunek, szacunek, szacunek. Zrobimy tak. Jakie cele mają dwa demony demonicznej religii Candomblé nie wiemy? Jako trickstery mają swój niezależny cel. Nie ma inaczej. Zechcą przenicować świat na drugą stronę, czyli na tę przeciwną. Ten piękny kraj jest zagrożony…Nie mogę, uczucia patriotyczne są ponad moje siły – kot schował głowę pod łapką udając wzruszenie. Po chwili uniósł łebek i jakby nigdy nic kontynuował: –  Jednak demony zawsze wracają do źródła. Sądzimy, że Samanta jest źródłem, to znaczy ona je przywołała lecz nie sama. Sama byłaby zbyt cienka w uszach. Jest ktoś jeszcze i dopóki nie dowiemy się kto i gdzie…

– Sądzę, że stoi za tym mój brat Feliks – powiedziała babcia biorąc głęboki oddech. – Przez lata się ukrywał ale teraz powrócił i zamierza się zemścić. Wiem też, do czego się nie przyznawałam, że podróżował po Brazylii, Boliwii i pewnie był też na Karaibach. Tam mógł poznać Candomblé i voodoo. Chroniłam go.

– Ja też się tego obawiam. Czai się gdzieś w cieniu i bawi się z nami. To w jego stylu – potwierdził pułkownik.

– Jak to ukrywał się i powrócił? Feliks? Przecież jest tutaj, widziałem go chyba wczoraj? – zdziwił się Mgiełka.

– Mój brat Feliks?

– Jasne, że on. Nawet się specjalnie nie zestarzał. Łaził po mieście. Fotki pstrykał. Podjechałem na rowerze, zeszłem z rowera i mówiem: Feliks?  A on na to, że przejazdem, że rodzinne strony odwiedza, że na stałe w Reichu mieszka i że dawno nie był, że Wężymordzie wyładniało. Po piwku my wypili pod sklepem i pojechał na wieś a ja do domu, znaczy się na mojom pocztem.

– I niczego się nie domyśliłeś Mgiełka? – spytał pułkownik.

– Nie przyszło ci do głowy Lesiu, że stary duch ot tak sobie nie wraca, nie chodzi po miasteczku jak jakiś turysta – westchnęła babcia. – Całkiem cię te pioruny otumaniły.

– Mówił, że u ciebie się zatrzymał Nadia, więc co miałem niby sprawdzać? Jak u ciebie, znaczy się dobrze, że u ciebie. Skąd mogłem wiedzieć, że ciebie nie ma u ciebie i że się u ciebie nie mógł zatrzymać, bo ciebie nie ma?

– Wiem gdzie jest i po co przyjechał – powiedział kot.

– No gdzie? – spytał pułkownik.

– No jak to gdzie? – odpowiedział kot.

47. Gdzie jest Feliks?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Ania mnie też, teraz jeszcze kombinuję sobie angielski i do przodu :)

  2. he he he ,to jak u mnie;))))bezrobotna jestem tylko ja, najslabsze ogniwo ,ale za -intensywny kurs jezykowy urzad parcy nie chce zaplacic…czasu na nauke mam mniej,bo o paradoksie…pracuje,choc nazywa sie to wolontariatem….albo ladniej -szkoleniem…w swietle prawa jednak nie powinnam nawet sie szkolic bez zgody urzedu pracy ,poniewaz mam byc dyspozycyjna ,choc wiadomo ,ze w swoim zawodzie pracy urzad mi nie zaproponuje,a nie bardzo maja pomysl ,zeby mnie na cos przekwalifikowac…..najgorsze jednak ,ze nie mam czasu stac w tych kolejkach do okienka,od ktorego czasem odsylaja mnie z braku jakiegos ,wydawac by sie moglo ,malo istotnego papierka…
    ale najistotniejsze doswiadczenie z tym zwiazane,to takie ,ze na poczatku barzdo dotkliwie odczuwalam stan ow ,w zwiazku ze zwykla …duma.wystarczylo jednak pokonac dume i zniknelo -jak druga strona medalu-poczucie upokorzenia….teraz wydaje mi sie to jedynie…smieszne.
    martwilam sie rowniez o pieniadze…ale gdy wniknelam glebiej w liczby na koncie …zobaczylam tam tylko warstwe tlusczyku-swoja wlasna zmagazynowana energie na chude lata….w trudnych sytuacjach zrowotnych chudlam po kilka kilogramow,po czym znow je odzyskiwalam…..w zwiazku z powyzszym bez zalu i wstydu dzis korzystam z zapasow i wsparcia,wiedzac ,ze przyjda lepsze czasy ,faza kataboliczna sie znow odwroci,a dzis nalezy spalac-byle madrze i w konkretnym celu….kurs jezykowy i certyfikat jpotraktowalam ako etap do celu.;))))))bezrobocie w tym momencie tylko mnie mobilizuje;)

  3. ania dla dorosłych :) :) :) :) a jazdy jak w przedszkolu. Myślę, że kurs jest bardzo intensywny mamy 4 godziny lekcyjne 2 razy w tygodniu a był miesiąc, że i trzy razy, dużo materiału. Uważam, że nastąpiło przepracowanie grupy, do tego różne problemy finansowe ( bezrobotni) , emocjonalne i katastrofa. Moja grupa ciągnie tak już od maja bez przerwy :)

  4. Aniula,a to kurs dla doroslych jest???

    sama ostatnio chodze na kurs jezykowy,i jestem w swojej grupie najslabsza…..z wlasnymi demonami jednak walcze sama,a czy podejde do certyfikatu ,czy nie-to juz przeciez moja sprawa…organizatorzy kursu nie moga zapewnic ze dadza rade mnie przygotowac,wiele tez zalezy ode mnie….
    nasza nauczycielka ,gdy zaczynamy jak uczniowe jeczec i opuszczac zajecia z testami i sprawdzianami,wzrusza tylko ramionami ,mowiac-jestescie dorosli.przymusu egzaminu nie ma;)))))ale daje z siebie duzo-i rzetelnie-z tego mozemy sobie wziac tyle, ile chcemy;)))))
    moze rzecz w tym ,ze tu wszyscy placa za siebie,w sumie niemale pieniadze…wiec to tez motywuje. i z tego co slysze…kazdy ma jakis cel.mimo ,ze grupa jest liczna-a kurs wakacyjny-ludzie naprawde cos robia;))))))))))

  5. Szacunek, no właśnie , wyobrażacie sobie , że jedna osoba potrafi rozwalić atmosferę na fajnym kursie językowym? Uczestniczę teraz w takiej dziwnej sytuacji , unia dała kasę na szkolenie językowe, firma tą kasę wzięła i zrobiła kurs, zebrała ludzi i wszystko ruszyło. Kurs dla bezrobotnych. Grupa jak dla mnie ambitna ludzie obowiązkowi, na zajęcia chodzą. W listopadzie egzamin. Jesienna aura zadziałała jak piorun, z ludzi zaczęły wyłazić problemy. Na ostatnich zajęciach rozładowałam atmosferę, tłumacząc ludziom , że trzeba wyluzować, widzieć swój cel . Nie popisał się też wykładowca, nie wiem co chciał osiągnąć ale pozakładał ludziom blokady i włączył przekonanie ” nie dam rady” z certyfikatem . Problem tak naprawdę tkwi w tym, że między uczestnikami grupy są zbyt duże różnice w zakresie wiedzy. Nikogo to nie obchodziło , liczyła się sztuka. W końcu wylazł strach jednej osoby, która nie nadąża i stara się na grupę przerzucić winę za swoje potencjalne niepowodzenie. Mam wrażenie, że siedzę na brzegu piaskownicy , 4 osoby siedzą ze mną i obserwujemy jak reszta wali się łopatkami po głowie. Jestem ciekawa czy kot by tu coś zdziałał.

  6. Te koty to się coraz bardziej bezczelne robią, sierściuchy jedne!

Komentarze są wyłączone.