52. Prawdopodobieństwo

Kot okrążył podwórko. Przez moment zajął się myszą w drewutni ale szybko porzucił tę rozrywkę. Znowu zbliżył się do samochodu. Ponownie obwąchał koła i podwozie. Przymrużył oczy i w myślach przywołał miejsca, które samochód ostatnio odwiedzał. Obwąchał też bagażnik. Stamtąd dochodził najwyraźniejszy zapach. W bagażniku nic się nie da ukryć. Dawniejsze kufry, to co innego, szczelne jak słoiki, ale tutaj, kiepska uszczelka, dziury jak w ścianie stodoły, poczuł wszystko ze szczegółami. Zapach plastiku z łatwością odfiltrowywał od całej reszty. Cuchnące pleśnią papiery. Zawinięte w rulony tekturowe teczki zabezpieczone ceratą. Ludzie wierzą papierom. Słowo zapisane jest dla nich święte. Jakiś świstek z pieczątką, data, podpis i los człowieka przesądzony. Na przykład wyrok albo uniewinnienie. Donos i przegrane życie, albo skrywana tajemnica i szantaż. Zapach zmienił się  w jego kociej głowie w obraz, a potem obrazy stały się migawkami: kolorowe, wyraziste, zatrzymane w kadrze i na powrót ruchome, jakby pilotem zmieniał kanały w telewizorze. Wyłowił jeden, przyjrzał mu się, zostawił go, potem wyłowił następne. Z kolejnego zapachu odłowił słowa i znów w jednej chwili zapach zmienił się w słowa, słowa zmieniły się w obraz pożółkłej kartki, zaś kartka w dźwięk wypowiadanych słów a potem w film: Obserwowany obiekt, Zenon Kryszula odwiedził w godzinach popołudniowych, około godziny 16:30, po wyjściu z pracy w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych, swoją kochankę Mariolę Sarna. W trakcie pobytu u wyżej wymienionej Marioli S. spożywał alkohol. Około godziny 18 między obserwowanym funkcjonariuszem a jego kochanką wybuchła awantura w czasie, której Zenon K. użył broni służbowej z amunicją ostrą i oddał dwa strzały. Kule trafiły w ścianę nie wyrządzając szkód tak w mieniu trwałym jak i osoboludzkim. Po incydencie Zenon K. opuścił lokal pod wskazanym adresem i udał się do swojego mieszkania na ulicy… Mężczyzna wyszarpuje marynarkę z rąk kobiety, wybiega z mieszkania, jest pijany, wybiega na schody z bronią w ręku. Trzaska drzwiami. Dopiero na ulicy chowa pistolet. Ledwie trzyma się na nogach. Rusza w kierunku zaparkowanego samochodu. Ona, w bieliźnie, pijana, przerażona podbiega do telefonu, szarpie za ebonitową słuchawkę i drżącymi rękami wybiera numer na okrągłej tarczy. Krzyczy do słuchawki:  Pan pułkownik, pułkownik Śluzak! Ratunku! On strzelał do mnie! Nie wytrzymam dłużej! Niech pan coś zrobi!  

Kot przewertował kolejne zapachy, wrócił do poprzedniego, który go zaciekawił. Obserwowany funkcjonariusz Ryszard Śluzak udał się samochodem służbowym marki fiat 125p na spotkanie. Numer pojazdu zapisany w karcie ewidencyjnej oraz formularzu wypożyczeń sprzętu. W opuszczonym obiekcie dawnego poniemieckiego zboru w pobliżu miejscowości Wężymordzie Kość. spotkał się z inwigilowanymi elementami, z tak zwanego półświatka, osobnikami podającymi się za czarodziejów, magów i temu podobnych. Wręczył im korzyści majątkowe w postaci sum pieniędzy. Sumy zostały przyjęte i pokwitowane. Towarzyszył mu kapitan Feliks Pęczak. Noc, ciemny kościół, światła latarek. Fiat 125p parkuje w oddali. W kościele jest skład węgla i materiałów budowlanych. Kilkanaście postaci. Na środku młody, wysoki barczysty mężczyzna w poniemieckim hełmie. Między palcami utrzymuje malutki piorun, elektryczną fugę. Kobiety śmieją się, delikatnym skubnięciami podkradają pojedyncze, niebieskie nitki i podrzucają je do góry, te rozpryskują się w powietrzu albo przyczepiają do metalowych prętów ze składu budowlanego. Gdy wchodzą dwaj przyjezdni, wysoki mężczyzna zwija niebieską wstęgę elektryczności w kulkę i chowa do kieszeni. Wszyscy poważnieją.

Kot przejrzał jeszcze kilka zapachów i w końcu pozostawił bagażnik i ukryte w nim skarby. Wszedł do piwnicy przez uchylone okienko i sporej wielkości szparą w podłodze dostał się do spiżarni. Spenetrował wszystkie zakamarki, podjadł odrobinę pasztetu, w którym zbyt dużo było mdłego drobiu i grzybów i postanowił odpocząć w ciszy na ulubionej, cieplutkiej półce z wzdłuż, której przebiegała rura z gorącą wodą wprost z bojlera. Kiedy miał już smacznie zasnąć po trudach nocy, do jego uszu dotarła rozmowa.

– I co teraz zamierzasz Feliksie? – spytała babcia.

– Wszystko, co zamierzam, jak powiedziałaś, planowałem ze szczegółami przez ostatnie piętnaście lat a może dłużej. Wszystkie moje zamiary już się dzieją siostro. Właściwszy jest czas dokonany – odpowiedział.

– Oj Feliks, Feliks, nic się nie zmieniłeś, zawsze to samo – westchnęła babcia.  – Krnąbrny i uparty.

– Słyszę, że podzielasz opinię twojego drogiego przyjaciel Śluzaka. Rysiek zawsze miał na ciebie zły wpływ.

– Daj spokój, nie możesz się mścić i krzywdzić staruszków z powodu swojej zawiedzionej ambicji Feliks, staruszków i ich, bogu ducha winnych, dzieci i wnuków! – babcia podniosła głos.

– Co nazywasz zawiedzioną ambicją? Może to, jak na podstawie fałszywych dowodów mnie oskarżyli i zmusili do ucieczki?  A może to, jak napuścili na mnie cały aparat ścigania i jak zaszczuty lis musiałem się ukrywać przez całe życie?

– Nikt cię nie zmuszał do ucieczki! – krzyknęła.

– Oczywiście mogłem zostać i w najlepszym wypadku trafić na wiele lat do więzienia. Daj spokój Nadieżda. Całe życie byłaś pod wpływem Śluzaka. W dniu kiedy pojawił się w naszym życiu zaczęły się problemy, które ciągnąc się do dziś. Wybacz mi ale nie zamierzam tego słuchać. Jeśli nie chcesz mi pomóc, nie pomagaj, szczerze mówiąc nie liczyłem na to, jednak zachowaj choć tyle siostrzanej lojalności i przyzwoitości żeby mi nie przeszkadzać i mnie nie umoralniać jak jakiegoś uczniaka.

– Feliks! – krzyknęła babcia ale ten wstał i wyszedł. Po chwili z podwórka doszedł dźwięk odjeżdżającego samochodu.

Kot przeciągnął się, zeskoczył z półki, poskrobał drzwi i wszedł do kuchni. Rozejrzał się obwąchał miski z jedzeniem, wskoczył na stół i otarł się o rękę babci.

– Możesz mi pomóc i powiedzieć co będzie dalej? – spytała babcia głaszcząc kota. – Muszę wiedzieć żeby jakoś temu przeciwdziałać.

– Och Nadia, Nadia, a ty jak zwykle swoje – powiedział kot. – Niczego się nie uczysz dziewczyno, ciągle myślisz, że kolejne odsłony, nowe życia coś zmieniają, a najgorsze, w co wierzysz, że sama możesz zmieniać innych. Tymczasem ludzie uparci są, lgną do władzy, do prestiżu i za miskę kaszy zdradzą, okłamią, sprzeniewierzą się sobie. Warunek kasza musi być ciutkę lepsza od tej, którą dostają inni, albo od tej, którą dostali wczoraj. Przecież wiesz, że to musi potrwać zanim się przebudzą, no przecież wiesz Nadia. W jednym życiu tylko nieliczni to potrafią, inni potrzebują…

– Proszę cię, nie filozofuj, tylko mi pomóż. Odsłoń choć kawałek przyszłości.

– Nadia, przecież wiesz, że jest nieskończona ilość możliwości i tylko prawdopodobieństwa…

– Nie wymiguj się, tylko mi powiedz o największych prawdopodobieństwach Felek. Proszę! – powiedziała stanowczo.

– Nawet jeśli wyjawię ci najbardziej prawdopodobne ścieżki wydarzeń, to przecież w chwili, gdy zaczniesz w tym mieszać i tak zmienisz przyszłość. Oprócz tego o tej zasadzie wiedzą wszyscy i twój brat, i jego córka, i pułkownik. Pewnie oni też zaczną mieszać. Oprócz tego, tylko czasami przyszłość jest jako tako widoczna, oczywista: na przykład, gdy ktoś chla gorzałę jak Mgiełka, albo pali papierosy, ćpa, pożera białko zwierzęce, oczywiście jeśli jest człowiekiem, no to wtedy wyraźnie widać kaplicę i nawet datę na nagrobku, ale w tak złożonej sytuacji…

-Felek, daj spokój i mi wreszcie powiedz, a potem pomóż zadziałać!

– No dobrze, najbardziej prawdopodobne są dwie możliwości…ale, ale najpierw musisz mi obiecać…

52. Prawdopodobieństwo
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Czy to kot tworzy rzeczywistość która jest taką jak kot chciał stworzyć aby była…? Bo rzeczywistość jest ekologicznie pozytywna dla każdego kto jest w świecie kota… nie każdy tam wejdzie ale każdy to widzi że to co się dzieje u kota albo to co kot tworzy po prostu się dzieje… a kształtowanie kota za pomocą ludzi, słów, myśli i snów upewnia go tylko w tym że tworzy rzeczywistość bo mu pomagają w określonych sytuacjach nie wiedząc dlaczego to robią… ograniczenia wpływają nie na każdego, kot sam tworzy i ogranicza swoje ograniczenia które są ograniczone nie przez wiedzę a przez wyobraźnie a jak mówił Einstein wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy bo jest nieograniczona.

  2. Może dobrze, może źle że obiecam nie mieszać się do historii choć można ją stworzyć ale o historii się nie mówi skoro się wie że się nic nie wie…

  3. Się nie da. Patrz – efekt motyla.

  4. Lepiej nie mieszać :)

Komentarze są wyłączone.