53. ZOF

– Co mam ci obiecać? – spytała babcia Nadieżda.

– Że nie będziesz się narażać. Wstyd się przyznać, ale cię polubiłem i nasz kontrakt, to dla mnie coś więcej, niż tylko tradycyjna umowa między wiedźmą i kotem.

– Obiecuję – odpowiedziała babcia spuszczając oczy jak nastolatka, jakby składała obietnicę przystojnemu mężczyźnie, a nie gadającemu kotu, w dodatku podrostkowi.

Kot zeskoczył z kuchennego stołu, pobiegł do dużego pokoju, w którym babcia urządziła coś w rodzaju pracowni malarskiej i salonu. Wygodnie ułożył się na starej kanapie, podkurczył łapki a potem je wyciągnął wydłużając całe ciało do nieprawdopodobnych rozmiarów, zwinął się i znów podkulił łapki, po czym odezwał się strosząc wibrysy:

– Dzisiejszy minister Jan Jemioła, czyli  Janusz Jemielina został zwerbowany do służb przez twojego brata Feliksa. Nie wiedziałaś? No proszę. Januszek był kimś w rodzaju wychowanka, podopiecznego. Zażyłość podobna jak pomiędzy pułkownikiem a tobą kochana, Kryszulą i Karnickelem. Jak ojciec i syn. Jak tatuś i córeczka. Tatuś, którego nie mieliście, sierotki. Peerelowskie służby w tamtych latach w taki właśnie sposób budowały lojalność najbardziej zaufanych ludzi i całych, tajnych służb. Werbowały sieroty, najpierw powojenne, a potem kolejne dzieci, które nie miały rodzin. Gdy Feliks uciekł na zachód Jemielina awansował, między innymi dlatego, że to on zadenuncjował swego szefa, a twojego brata, majora Feliksa Pęczaka. Zdradził swego protektora, ba opiekuna, ojca nawet. Ten nowy styl działania tak się spodobał Jemielinie, że przeszedł do nowotworzonego Zarządu Ochrony Funkcjonariuszy. ZOF MSW – potęga! Ciebie już wtedy w służbach nie było, bo poleciałaś ze stołka w ślad za bratem, czystka, to czystka. Nowy zarząd miał za zadanie inwigilować swoich, sprawdzać czy się za bardzo nie kumają z Solidarnością, z opozycją, z obcymi wywiadami i zachodnimi dziennikarzami. Policja w policji, a raczej sorry, milicja w milicji, władza ogromna, przeogromna, najbardziej ulubiona z władz dla wszystkich miłośników władzy. Sześć lat, w czasie których Jemielina awansował i przesiewał swoich. Był w zarządzie od początku jego istnienia, do 1990 roku, do dnia jego likwidacji. Wiedział wszystko o wszystkich, kto z opozycji współpracuje z władzą i kto z władzy, a zwłaszcza ze służb, ma ciągotki do współpracy z opozycją. I wie to do dziś. Ma kwity na każdego, kto w tamtych latach miał nieczyste sumienie, kolaborował albo w jedną, albo w drugą stronę, a takich są tysiące. W dawnym kościele zakopał część archiwów, a Feliks przed chwilą je wywiózł. Dlatego tatuś Jemioła, przysłał tu swego synka Jemiołę, także policjanta. Taka tradycja rodzinna. Dla części ludzi z roczników powojennych to może być mało istotne, osiemdziesięciolatki nie grają już oficjalnie pierwszych skrzypiec, ale dla niektórych jest to wciąż być albo nie być, na przykład dla naszego znajomego pułkownika. Po za tym dzisiejsi dziadkowie znali lub wprowadzali na stanowiska młodszych. W 1990 roku, kiedy zlikwidowano zarząd, w resorcie pracowało tysiące funkcjonariuszy z młodszych roczników, dzisiejsi czterdziesto -, pięćdziesięciolatkowie. Kim są? Jeśli Jemioła ma na nich kwity, są przestraszonymi, uzależnionymi myszkami, które robią to, co Jemioła im każe. I są tam, gdzie każe im być.

– Gdzie?

– Gdzie? Gdzie? Wszędzie – kot zaczął się wiercić. – W biurze, w oborze, w domu i w zagrodzie, w polu i w szkodzie, w instytucji, w korporacji,  przed kolacją i po kolacji, w sejmie, na urzędzie, wszędzie.

– Co się stanie?

-Co się stanie, co się stanie? – kot przetarł łapką pyszczek. – Twój brat z pewnością wie, kto jeszcze jest w układzie z Jemiołą, to znaczy w jego klice. Do tej pory druga banda, pułkownika Śluzaka, współpracowała z Jemiołą ale coś mi się wydaje, że…

– Mów dalej – babcia zachęciła Felka.

– Mów dalej, mów dalej. Ale ja nic nie wiem…

– Proszę cię, nie  zaczynaj kocie.

– Nie zaczynaj. Nie zaczynaj. Sama zaczęłaś Nadia. Dlatego twój brat sprowadził mistrzów rozpierduchy, tricksterów, bożków Candomblè, Eszu i  Anansi, którzy wraz z ujawnionym archiwum Jemieliny – Jemioły zmiotą ten kraj z powierzchni ziemi, matki naszej ukochanej. Nie kupisz już w sklepie saszetek z karmą dla kotów, gdyż nie kupisz już niczego w sklepie, gdyż sklepy zostaną splądrowane. Kiedy ciemny lud, kto to powiedział o ciemnym ludzie? Nie pamiętam, nie ważne, w każdym razie kiedy ciemny lud wyruszy na ulice, nie da się go powstrzymać. Trickster mówi jednocześnie prawdę i kłamie, jest jak polityk, jak policjant zły i dobry w jednym. Słowem to właśnie zamierza twój brat.

– Nie mówisz mi o przyszłości ale przeszłości – stwierdziła babcia. – Powiedz mi co się stanie, co jest prawdopodobne i jak mogę temu przeciwdziałać?

– Uwierz mi Nadia, nic nie możesz. Ludzie sami muszą dojrzewać nawet za cenę strasznych porażek. Ludzie są w przeważającej części głupi, to znaczy ślepi i głusi – westchnął kot. – Mówią: Dajcie nam; Oni nam nie dali; Niech nam dadzą wyższe płace, lepsze drogi, lepszą opieką medyczną;  Niech mi ktoś odda moją żonę; mego męża; moją młodość; moje zdrowie. Ludzie nie chcą twojej pomocy i nie chcą ani znać prawdy, ani nic zmieniać. Chcą jeść, pić i zapominać. Chcą czuć się dobrze, czyli odczuwać rozgrzeszenie z win, a jak mogą to osiągać? Tylko wtedy, kiedy obwiniają innych. Nie znają innego sposobu. I Feliks, twój brat, da im na masową skalę powód do obwiniania innych, usprawiedliwi wszystkich jednym posunięciem, powie: to oni zawinili; a wy jesteście ofiarami. Palcem, po nazwisku wskaże onych, a wtedy domek z kart się rozsypie. Eszu- Elegbara i Anansi to bogowie niewolników, to bóstwa buntu i sprzeciwu, są krawcami, którzy podszewki przenicowują na wierzch. Co się dzieje kiedy ktoś, kto się czuje ofiarą, staje w tłumie innych, którzy czują się tak samo? No co się wtedy dzieje?

53. ZOF
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. ad ja wolę tak w fantazji , w realu to wolę spokój :)

  2. … wtedy się dzieje to, że ofiary stają się katami, co w swojej masie jest łatwiejsze i robią rewolucję. Potem spośród nich wychodzą nowi przywódcy, spychając resztę do roli ofiar. Cykl rozpoczyna się od nowa.
    Przerwać go może gremialne nieposłuszeństwo wzorcowi w stylu Gandhiego, ale do tego potrzebny jest masowy wzrost świadomości. Ludzie, zamiast żądać więcej chleba, albo igrzysk potrzebują żądać większej jakości samego rządzenia. Niestety, proszenie o wędki, a nie ryby wymaga mocnej zmiany mentalności. Czy i jak można to zrobić?

  3. To sobie Aniula zrób ;). Są takie dzielnice, gdzie można to mieć od ręki ;).
    Pozdrówka!

  4. Panie Macieju potrzebuję jakiejś akcji, pościgu, :)

Komentarze są wyłączone.