56. Słuchaweczka

W biurze zrobiło się ciemno. Za oknem spadł deszcz. Nie zapalili światła i w czwórkę siedzieli w półmroku. Asystentka wsadziła głowę w drzwi z zapytaniem, czy może skończyć pracę i pójść do domu. Bożydara skinęła głową. Biuro Kryshomed Institute opustoszało. Popijali jakiś alkohol z zapasów prezesa Kryszuli. Wszystkim łącznie z Samantą to się wydawało pewniejsze i bezpieczniejsze, niż trunki przygotowywane przez gospodynie, które już nie raz ich zwiodły.

– Dzieci drogie, proponuję wam układ, swoisty pakt o zawieszeniu broni – odezwała się Samanta. – Przez całe wieki byliśmy zantagonizowani. Los sprawił, że spotykamy się ponownie w nieco innych okolicznościach, choć w pewnym sensie bardzo podobnych. Tego rodzaju spotkanie nie jest dziełem przypadku, to szansa. Kiedy istoty, które już raz się ze sobą zetknęły, których drogi i losy wcześniej się skrzyżowały a może splotły, spotykają się ponownie, jest w tym znak i zaproszenie całkowicie unikalne. Możemy z tego zaproszenia skorzystać, a możemy wszyscy, bez wyjątku, odnieść większe szkody. Nasze spotkanie to szczególny dar.

– Chcesz powiedzieć, że jest jakiś zdeterminowany los, jak z góry napisany scenariusz? – zdziwił się Łasabi odważnie zmieniając formę zwracania się do pani prezes Gołąbek- Kryszuli.

Samanta skinęła głową.

– Owszem, uczestniczymy w czymś dziwnym – odezwał się Gonzo. – Może chodzi o podsłuchy, profesjonalną inwigilację, śledzenie ludzi przez satelity a może to tylko zły sen, z którego zaraz się obudzimy, a może coś jeszcze innego, jakieś reality show albo kiepski żart. Wszystko mi jedno. Jednak my w trójkę jesteśmy cały czas marionetkami w cudzej grze. Nie możesz apelować do naszego zaufania, ogłaszać paktu o nieagresji, gdyż to my jesteśmy ofiarami. Z całym szacunkiem, nikt z nas nie planował udziału w tym całym wariactwie, spotkań z gadającymi kotami, demonów, wiedźm i zabawy z piorunami.

– A jednak to cię pociąga – stwierdziła Samanta. – W środku czujesz, że to jest atrakcyjniejsze i prawdziwsze niż tak zwane racjonalne życie. Czujesz, że to ci sprawia przyjemność i że jest coś jeszcze, coś więcej niż praca, depresja, cynizm i samotność. Odkąd uczestniczysz w tym całym wariactwie czujesz, że żyjesz. Prawda Gonzo?

– W takim razie wyjaw nam prawdę –   powiedziała Bożydara.

– Prawdę o czym?  – Samanta odwróciła głowę przyglądając się uważnie swojej dyrektorce.

– Prawdę o nas – dopowiedział Łasabi. – Kim twoim zdaniem jesteśmy? Jaką rolę odgrywamy w twoim życiu, a ty w naszym? Oprócz oczywiście tego – Łasabi powtórzył gest Samanty wskazując na ściany, budynek i biuro, w którym siedzieli.

– I co to za szczególna historia nas połączyła? – dodał Gonzo. – Nie chodzi mi jakieś urywki, jakieś sprytnie zmontowane filmiki, które nam puszczasz na telewizorze ale o dowód.

– Dowód? – zdziwiła się Samanta.

– Dowód – powtórzył Gonzo. – Dowód, że mówisz prawdę. Kiedy wyje wilk, ktoś może powiedzieć, że wilk zobaczył ducha, a ktoś inny, że to przemieniony wilkołak rusza na łowy. Każdemu można uwierzyć na słowo. Jednak naukowiec umieści na wilkach nadajniki, zainstaluje kamery i noktowizory, nagra wycie, przeanalizuje, porówna dane i stwierdzi, że wilk niekiedy nawołuje inne osobniki z własnej watahy, a niekiedy oznajmia gdzie jest, a innym razem woła samca lub samicę na gody. Stwierdzi też, że nie ma mowy o zwoływaniu przez wilki sabatu czarownic za pomocą wycia.

– A co dla ciebie, drogi Gonzo, byłoby takim dowodem? – odpowiedziała Samanta.

– Nauka opracowała jakiś czas temu odpowiednią metodologię, dzięki której potrafi stwierdzić, że telepatia to tylko zgadywanie, a bezkrwawe operacje i znikające autobusy to tricki z użyciem luster – odpowiedział Gonzo, który znalazł się w swoim żywiole i z nagłą werwą zaczął argumentować w swoim stylu. –  Iluzjoniści nie przeżynają piłą prawdziwych kobiet w prawdziwych skrzyniach, a mentaliści nie odgadują imion dziadków i chorób z dzieciństwa. Słyszą podpowiedzi do małych słuchaweczek od swoich asystentów, którzy wcześniej podstępem wyciągają informacje od naiwnych ofiar. Można namierzyć częstotliwość na jakiej nadają.

– Czego zatem potrzebujesz? – uśmiechnęła się Samanta.

– Słuchaweczki z twojego ucha.

56. Słuchaweczka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Gonzo czepia się ostatniej deski ratunku. To moim zdaniem ostatnie próby już ;). Felek w nim namieszał nie do odkręcenia…

  2. Samanta i zawieszenie broni :) Dooobre :)

Komentarze są wyłączone.