578

 

cud druku

Myślę o książkach. Cudowny wynalazek: słowo pisane. Czy ten cudowny wynalazek: druk, który przez setki lat pozwalał tworzyć i zapisywać opowieści, legendy, historię, porządkować wiedzę, kreować nowe pomysły, umieszczony w książce, woluminie, tomie, księdze będzie jeszcze istniał za dekadę lub dwie? Wynalazek druku, a kilkaset lat potem cud zapisu elektronicznego, geniusz zawarty w komputerach, Internecie sprawił, że słowo przelane na papier mogło stać się artykułem, tygodnikiem, książką tak szybko i tanio jak nigdy dotąd.

 

 

Harry P. przez dwie dekady zawładnął naszą wyobraźnią

Polska na mapie Europy jest wciąż dość biednym krajem. Jako populacja mamy rolnicze korzenie. Nasi dziadkowie i pradziadkowie, statystycznie rzecz biorąc, byli analfabetami lub półanalfabetami. Obecnie populacja osób, dla których przeczytanie około 3000 znaków ze zrozumieniem stanowi trudność sięga, według niektórych danych szacunkowych, nawet 65% dorosłej populacji. Wskaźniki czytelnictwa są zastraszająco niskie. Lektury obowiązkowe albo są zbyt mało atrakcyjne by je czytać, albo już dawno zekranizowane, lub wydane w postaci audiobooków, ściąg, skrótów, więc nie trzeba ich czytać. Czytanie to żmudny proces. Trzeba poskładać te wszystkie literki do kupy, a potem po cichu wypowiedzieć w myślach, wreszcie co nieco zrozumieć, raz jeszcze powtórzyć w myślach i przejść do następnego zdania. To nie żart, nawet wprawieni w czytaniu studenci osiągają szybkość około 160/250 wyrazów na minutę, najlepsi przed sesją  do 400. Właśnie napisałem 208 słowo.

 

 

jedna z cyklu, hit wydawniczy Małgorzaty Kalicińskiej
jedna z cyklu, hit wydawniczy Małgorzaty Kalicińskiej

Fonetyzajcja, czyli powtarzanie po cichu i artykulacja, czyli mamrotanie ustami w czasie czytania tak jakby mówiło się na głos, uznawane są powszechnie za największe opóźniacze czytania wynikające z błędów edukacyjnych. Mózg zmuszony do skandowania po cichu męczy się szybciej. Mistrzowie w szybkim czytaniu potrafią osiągać nawet 2000 słów na minutę i więcej, wiele więcej. Amerykański sawant Kim Peek znał na pamięć ponad 12 tysięcy książek. [Sawanci to osoby uznawane przez medycynę za upośledzone umysłowo, nierzadko dotknięte autyzmem, a jednocześnie wykazujące genialne zdolności w wybranych dziedzinach jak muzyka, matematyka, wybitna pamięć.] Peek potrafił zapamiętywać stronę tekstu po jednokrotnym przeczytaniu.

 

Z moim nieżyjącym przyjacielem Michałem wielokrotnie rozmawialiśmy o ludziach nierzadko świetnie wykształconych, na eksponowanych pozycjach społecznych, zaszczytnych posadach, kończących trzeci fakultet studiów, zajmujących się kulturą, piarem, propagowaniem wiedzy, którzy nie czytają książek. Jak to możliwe? Skąd czerpią wiedzę o swojej branży, otoczeniu, popkulturze, biznesie? Gdzie uzupełniają wiedzę? Czym zastępują radość czytania? Skąd czerpią inspiracje? Na Onecie? W tvn24? W Super Expresie? Michał żartował, że ja szybciej piszę niż znajomi czytają. To prawda, wielu spośród nich życzliwie do mnie nastawionych, sympatycznych, wykształconych ludzi, kibicujących moim kolejnym książkom, artykułom, wpisom na blogu nie przeczytało żadnego mojego tekstu do końca. Obojętnie czy był długi, czy krótki. Wciąż czytają dalej. Nie zdążyli. Jak to nie zdążyli? Zaraz, zaraz, przecież jest wydrukowany, zapisany elektronicznie, nie zniknął. Ciekawy tekst, naprawdę inspirujący. Niedługo skończę – mówią i wciąż nie kończą. Odwiedzam znajomych. A gdzie wasze książki? – pytam. Tutaj – pani domu pokazuje dumnie książkę kucharską. Napisałem 457 słowo.

 

 

w katolickim kraju!

.

A jednak pojawiają się zaskakujące pozycje wydawane w setkach tysięcy nakładu w kraju, w którym czyta wąska grupa. Należą do nich przed wszystkim książki kucharskie, chociaż w 90 % gospodarstw domowych codziennie przyrządza się posiłki i niemal każdy umie gotować! Polska to nie Hiszpania albo Grecja. Tutaj jada się w domu i po mamie dziedziczy przepisy.  Wielkie nakłady to również Harry Potter Joanne K. Rowling, setki tysięcy – każdy tom, super hit. Zmierzch [cykl] Stepheni Meyer, setki tysięcy, absolutny rekord. Trylogia Czarnego Maga [cykl] Trudi Canavan, setki tysięcy, hit sprzedażowy. Dom nad rozlewiskiem [cykl] Małgorzaty Kalicińskiej podobnie. Nawet Bóg urojony Richarda Dowkinsa, wydany został w ponad stu tysiącach pierwszego nakładu, twarda oprawa, książka za 49 złotych, w katolickim kraju! Czary? Czary. 578 słowo. 3620 znaków.

578
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. temat książek to niekończąca się opowieść. Bo już samo ocenianie człowieka po tym czy czyta czy nie czyta jest tylko przekonaniem któremu nadajemy moc “ocenną”. Często słyszę: “nie wiem jak można nie czytać książek”. Ano można. Są ludy na świecie które książek nie czytają za wiele i czy są mniej szczęśliwi ? No nie koniecznie. Ale też pamiętam moje zaskoczenie gdy odkryłam jak mało książek czytali moi nauczyciele. To się kłóciło z moim wyobrażeniem nauczyciela – przewodnika w rozwoju młodzieży. Czasem wchodząc do domu kogoś kogo jeszcze nie znam – patrzę na półki. Szukam po tytułach informacji o ich właścicielu. Kiedy książki są nowe, pięknie poukładane w rządku to najczęściej dowiaduję się z tych tytułów – jakim człowiekiem ów właściciel chciałby być. Kiedy są używane, z zagiętymi rogami, brudnymi okładkami to już jestem bliżej prawdy o samym człowieku. (to nie reguła oczywiście).

    Ale jest też inna strona czytelników. Tych, którzy szukają w książkach odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania. Niby dobrze ale czytanie książek wymaga ich asymilacji z życiem. Czy pochłaniając 5 książek tygodniowo jesteśmy w stanie je zintegrować ze sobą ? Czy przeczytanie 40 książek z rozwoju osobistego sprawi, że rozwiniemy się naprawdę ? Czy olbrzymia wiedza o emocjach = przeżywaniu emocji w życiu ?
    Wiedza to nie mądrość. Tak jak książka to nie życie.
    Przypomniało mi się teraz jak babcia mi mówiła, że wiedzę o świecie zdobywa się w świecie.

    pozdrawiam i …wracam do lektury, która mnie wciągnęła totalnie :)

  2. Aniu,
    powodzenia!

  3. Miało być, że jestem peocesorem, z on dyskiem twardym…profesorem, procesorem, … :-)

  4. Kocham czytać i często znajomi sie dziwią, kiedy mam na to czas. Może wtedy, kiedy oni włączają tv :-) a mój mąż, bardzo inteligentny człowiek w moim mniemaniu, czyta bardzo mało książek, rownież w moim mniemaniu i tak jest dobrze… Wciąż sie dziwię ile zna faktów i znajomi się śmieją, że ja jestem profesorem, a on dyskiem twardym i tak jest dobrze… I nawet powiem, ze dzięki temu powstaje coś co nazwalabym 1+1=3, bo siedząc sobie tak jak teraz w ciszy i spokoju na pomoscie w pięknych okolicznościach przyrody, ja mówię o postrzeganiu tunelowym, a on mi tłumaczy, czym sie różni fundusz inwestycyjny od private equity :-) i to było jedno z moich najsilniejszych przekonań, że “nieczytanie” ogranicza, a okazuje sie, ze może dawać szerszą/inną perspektywę.
    A moja ukochana książka to “sto lat samotności” marqueza :-)

  5. ps. Fragmenty “Oniegina”do dzis znam na pamiec………………………………….;)))))))))))

  6. naleze do pokolenia,ktore mialo rosyjski obowiazkowy.
    w liceum mialam mloda,madra rusycystke,ktora wbrew wszelkim stereotypom,potrafila w nas zainteresowanie jezykiem znienawidzonego wroga zaszczepic;))))czytalismy,tlumaczylismy zamiast zmudnych,politycznych kawalkow,wspolczesnych poetow /Okudzawe,Wysockiego…./ fragmenty wspolczesnej prozy…i sie chcialo,bo to jezyk piekny,spiewny,porywajacy
    od tamtej jednak pory nie mialam z nim kontaktu…znalazlam ostatnio podrecznik do piatej klasy i sama dziwilam sie swoim notatkom na marginesie…
    ale kto wie……moze ktoregos dnia i ta umiejetnosc sie przyda.
    zoska ,ja tez jestem zdania ,ze za duzo ksiazek sie drukuje…kazdy ma prawo powiedziec dzis co mysli ,wydac ksiazke,wypuscic w swiat wlasne historie,bajki,informacje….czasem gina w tym morzu perelki,ktore naprawde warto przeczytac
    ale w koncu do nas nalezy wybor-ile,co i gdzie czytamy;))))))))))do czytania nikt juz dzis nie zmusza.ja tez z braku czasu selekcjonuje to,co chce przeczytac.;)))))
    a teraz mnie cieszy ,ze po operacji mam chwile na rekonwalescencje i ksiazkowe zaleglosci;))))))))))))))))za duzo w ostatnich dniach bylo myslenia……….moze rzeczywiscie zdrowiej byloby pomedytowac????jesli starczy mi sil,wsiadam w pociag i jade w Gorce,to dobre miejsce,zeby puscic umysl na zielona trawke……………………………..
    ;))))))))))))))))))))))))))))))))))))

  7. Ze ludzie zajmujący się kulturą i robiący trzeci fakultet nie czytają książek, to mnie tak bardzo nie dziwi. Łapią powierzchnie, co na topie, o czym się gada i nadrabiają elokwencją i miną. Na egzaminy na trzecim fakultecie kują, bo to o prestiż chodzi,o kasę, a nie o wiedzę. Kują odtąd–dotąd. Reszta jest –haniebnym—milczeniem.Poza tym jest trochę ghost writerów (sama byłam), oni potrzebują zarobić i nie zależy im, ze ktoś inny się podpisze na opusie :)
    Mamy tak wiele książek, czasem myslę, ze za wiele. Co za dużo, to też niezdrowo. Może jak ludzie przestaną tyle czytać i pisać, zaczną więcej medytować . Mam wrazenie, ze to by (o medytacji myślę) zmieniło świat na lepszy realnie. Ludzie by się wyciszyli, zdystansowali do siebie (do tego “ja”, w które wszyscy wierzą i mole książkowe i analfabeci) , a co za tym idzie zrobiłoby się serdeczniej na planecie Ziemia. Byłoby tak, jak tego chce Agnieszka Hawajka :) , a człowiek stałby się wreszcie na miarę marzeń Nietzschego. No, widzę, ze mnie ponosi. Ze 100 słow już machnęłam, nie ?

  8. Też pamiętam ten “czarny parasol”, bardzo mi się podobał, choć dziś już nie pamietam treści.
    Rosyjski very sophisticated jazyk. Podziwiam Ireno, ze czytasz w tym języku. Uczyłam się go nawet nie tak mało, bo w liceum chodziłam do klasy z poszerzonym ruskim, ale przy “Onieginie” Puszkina wymiękam i sięgam po przekłady, a “Oniegin” to moja ulubiona rosyjska książka.

  9. też zabieram książkę do pracy, na urlop i czytam w autobusie, w metrze, na przystanku, w każdej wolnej chwili, zabieram na wszelki wypadek bo wiem, że będę żałować jeżeli nie wezmę
    Pozdrawiam aniu :)

  10. Pierwszą książką, która sprawiła, że zaczęłam dużo czytać była “Uwaga! czarny parasol!”. Uwielbiam czytać książki w języku rosyjskim. Kiedyś, wiele lat temu, tłumaczyłam książkę na język rosyjski i z racji tego przeczytałam jeszcze kilka książek tego autora, które zmieniły moje podejście do pewnych spraw, sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się “po co?”.

  11. Gdyby nie książki, pracowałabym dziś na poczcie w jakimś okienku (bo tak mi radził Tata, którego interesowały tylko nuty), chodziłabym przykładnie co tydzień do kościoła, bo w mojej wsi nie sposób nie chodzić do kościoła i pewno jeszcze miałabym jakiegoś przyzwoitego męża, tego samego od iks lat, z którym bym się w pokornym milczeniu męczyła. A tak, to robię, co chcę :)
    Wszystkiemu winien Andersen. Kiedy przeczytałam baśnie, wpadłam w ten świat literatury z kretesem. Pamiętam, jak byłam szczęśliwa, że istnieje taka zona! Andersen rozbudził moją ciekawość do ksiązek.
    No, może marudzę, ale Harry Potter mi się nie podoba. Nuży mnie i nie dobrnęłam do końca tej historii.

  12. tak ,zgodze sie,ksiazka to czar,cud.
    cichy przyjaciel,nauczyciel ,pobudzacz wyobrzani,bilet do innego swiata.zawsze pod reka ,przy lozku-zawsze cierpliwy,czekajacy tam ,gdzie ostatnio zamknely ci sie powieki ze zmeczenia………
    dla mnie ksiazki sa wazne,cenne.wciaz je kupuje,czytam ,pozyczam,darowuje ,z nadzieja ,ze ktos znajzie w nich cos dla siebie.
    na szcescie moi przyjeciele tez czytaja,czyta moje dziecko,czyta moj mama,choc choroba siatkowki coraz bardziej jej to utrudnia…………….ksiazke zabieram na urlop,do szpitala,a nawet do pracy ,choc w wiekszosci-nie mam tam czasu na czytanie /ale na wszelki wypadek! bo jakbym jednak miala chwile,to bede zalowac,ze jej nie wzielam…………………/

Komentarze są wyłączone.