Szczęki imadła [2]

puk, puk...to ja czas
puk, puk…to ja czas

Kiedy pisałem o antycypacji i wcześniej w kilku postach jesiennych. Uruchamiałem szczęki imadła po stronie przeszłości. Analizowanie, wnioski, interpretacje, oceny – wszystko to przeszłość, historia, czyli wspomnienia. Iluzje na temat tego co się wydarzyło i z jakiego powodu przebiegło właśnie tak a nie inaczej. To charakterystyczny sposób myślenia, do którego zostaliśmy przyzwyczajeni, w którym nas ukształtowano. Tylko niekiedy z tych prognoz wyciągamy wnioski na przyszłość. Jeden tylko element, mam nadzieję, powstrzymywał choćby na chwilę ruch imadła – pytania. Pytania mocne, pytana graniczne, jak paradoksalne koany buddyjskie, jak moje coachingowe metafory – kołczołany – mają na celu choćby na chwilę zatrzymać ruch imadła są jak stalowy, gruby gwóźdź, który choć na chwilę blokuje ruch szczęk imadła. Wtedy na moment pojawia się tu i teraz. Świadomy oddech. Przestrzeń. Jak sprawić aby imadło przestało zgniatać i rozrywać?

Gdy oglądasz zdjęcie z wakacji, czy wtedy masz do czynienia z przeszłością? Nie, gdyż interpretujesz a co najwyżej przypominasz sobie tamte doświadczenia. Gdy je sobie przypomnisz są pełne usunięć, zniekształceń, generalizacji i właśnie te resztki przeżyć, te okruchy wspomnień – interpretujesz, nadając im znaczenie. Jednak dzieje się to w aktualnej chwili, zawsze tu i teraz. Inaczej zinterpretujesz jakieś zdjęcie, gdy masz dobry nastrój tu i teraz, inne dostrzeż szczegóły, inne przypomnisz sobie okoliczności, gdy masz zły nastrój. Masz tylko tu i teraz.

Gdy planujesz jutro, gdy rozpisujesz projekt na kilka tygodni, kalendarz na kilka miesięcy, czy doświadczasz przyszłości? Nie, gdyż ona zawsze cię zaskoczy w innej niż zakładałeś pogodzie, w innym zachowaniu ludzi, w szczegółach, słowach, przedmiotach i kształtach. Miliardy interakcji stwarzają jakieś jutro. Jednak doświadczasz jutra zawsze tu i teraz, zgar przerzucił wskazówkę, cyk, tyk, tyk, cym, cym: już, już jest jutro, jest właśnie teraz.

Żyjesz złudzeniem kontroli sądząc, że jakąś znaczącą część tych interakcji kontrolujesz lub choćby wpływasz na ich przebieg. Gdy wyruszasz w drogę samochodem, rowerem, albo na piechotę, oczywiście do pewnego stopnia kontrolujesz ruch swego ciała, tempo, szybkość, kierunek, wybór butów, kierownicę ale tylko w niewielkim stopniu. Niemal w ogóle nie kontrolujesz ulicy, innych użytkowników, nie kontrolujesz tła, na którym ty: obiekt, figura na tle poruszasz się ku swoim projekcjom, które nazywasz celem. Ileż rozczarowań a nawet cierpienia doświadczam, gdy życie rzuca nas na jakąś drogę okrężną, gdy meta nas zawodzi, cel znika lub okazuje się zdezaktualizowany. Za późno, za wcześnie, inaczej. Miał być wynik jest zbyt niski albo co dziwniejsze inny niż zakładaliśmy. Jak uporać się z imadłem, które ściska lub rozrywa nasze życie życie pomiędzy iluzją przeszłości o fantazjami przyszłości?

cdn.

Szczęki imadła [2]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. moze trzeba przyjac zasade ze przyszlosc ma niejedna wersje?ze rozbiega sie promieniscie tysiacem mozliwosci-z ktorych tylko jedna zaistnieje w moim swiecie?
    zazwyczaj ani ta najpiekniejsza ,ani ta najstraszniejsza…pomiedzy nimi jest jeszce caly wachlarz wersji posrednich-i ja ,io ile bede przytomna,tu i teraz ,moge w jakims zakresie miec wplyw na to co sie zdarzy….to ,na co nie mam wplywu-spokojnie przyjac….

  2. Ostatnio też odkrywam z podziwem, że tę zasadę, którą ja znalazłam u Tollego, moi przyjaciele, którzy są najszczęśliwsi w życiu stosują od zawsze. Po prostu wyssali ją z mlekiem matki. To jest jakiś ich naturalny talent.

  3. Dla mnie w tej kwestii jedynym prawdziwym odkryciem była Potęga teraźniejszości Tollego.
    Przeżywanie każdego momentu jako najlepszego dostępnego momentu mojego życia. Przywoływanie się zawsze do tu i teraz. Doświadczanie każdej chwili bez porównywania do przeszłości i bez uciekania w przyszłość. Zgoda na to, co jest. Wtedy ‚fajnie’ jest zawsze. Ale takie życie to nadal dla mnie ideał. Uczę się tego codziennie.

  4. oczekiwaniem konkretnych rezultatow w okreslonym czasie stwarzamy sobie sami twarde szczeki…a w razie niepowodzenia-frustracje….i cierpimy na wlasne zyczenie.
    nie o to chodzi ,zeby planow nie robic….nalezy je robic ,tak jak i pozniej realizowac te przemyslane kroki….ale bez takiego napiecia i zadecia….ze cos musi sie zdarzyc.

    nie musi-i to moze tez jest zupelnie ok????

    „bedzie fajnie”moze mogloby obejmowac szerszy zakres zdarzen niz ta jedna wysrubowana opcja- niezalezna li i jedynie ode mnie…jesli sie uda od reki -to duzo w tym szczescia,ktore poza moja praca sprzyjalo….jesli nie-a jest to naprawde wazne dla mnie-to sprobuje jeszce raz…moze nadejda pozniej sprzyjajace okolicznosci???

    rok temu szukalam pracy. optymalna opcja nie maila wowczas szans na realizacje…nie bylo wakatow. ja mialam jedynie zasilek dla bezrobotnych, wiec moje pragnienie bylo silne

    zainwestowalam czas w relacje ,w umiejetnosc potrzebne temu,by ubiegac sie o zatrudnienie w tamtym miejscu…mimo ,ze od reki nie bylo zadnych korzysci…. jedynie czysta inwestycja czasu i srodkow finansowych-na dojazdy na staze,na nauke jezyka…

    nie zdarzylo sie ,wiec zajelam sie czyms innym,co rowniez przydane jest w mojej pracy-a przede wszystkim daje mi utzrymanie i mozliwosc dalszego rozwoju…

    wczoraj -dzieki wlasnie tym relacjom nawiazanym rok temu ,dostalam wiadomosc ,ze bedzie rozpisany konkurs-ze czas odswiezyc cv, przygotowac sie do rozmowy kwalikacyjnej w obcym jezyku i sprobowac.
    ;)))))
    nadal nie mam pewnosci ,ze te prace dostane
    nie czuje naporu szczek
    ale na pewno sprobuje….znow wyjde ze strefy komfortu,zaryzkuje
    i nie przewroce sie,jsli sie nie uda-wymysle inne rozwiazania

    moja sila jest elastycznosc i wytrwalosc
    a takze otwartosc i umiejetnosc widzenia z roznych perspektyw
    i poskromione ego ;)))))))))))
    im jestem starsza ,tym mniej musze miec i znaczyc-tym wiecej chce w tym zyciu zrobic,bez przywiazania

    to jest moj spsob na imadlo:
    gdy naciska-przjmuje inny ksztalt,cale nie pekam-„gniotsa nie lamiotsa”

  5. Zgadzam się, że kontrola czegokolwiek jest tylko złudzeniem, ale możemy spojrzeć na to „imadło” z nieco innej perspektywy. To, że znaleźliśmy się na okrężnej drodze nie musi oznaczać naszej porażki..jeśli potraktujemy ten element zaskoczenia jako niespodziankę, która miała, być może, poprowadzić nas w innym, niż zaplanowaliśmy kierunku, to nieco rozluźnia uścisk szczęk imadła..jeśli zamiast rozczarowania, czy nawet cierpienia pojawi się w nas chęć do zadania sobie pytań o zmianę tego co obraliśmy za cel, być może wtedy dostrzeżemy, że to co nam umknęło jedynie oddaliło się w czasie..cel nadal jest do zdobycia. Możliwe, że kiedy zdobędziemy go w innym czasie lub miejscu okaże się dla nas korzystniejszy..

  6. Właśnie. Jak sobie z tym poradzić gdy cierpienie jest tu i teraz. Gdy fajnie to było kiedyś, a w przyszłości to moooże fajnie będzie, a może już nie…..

  7. Mysle, że jeżeli człowiek jest spójny, jeżeli zna swoją misję, wie czego chce i do czego dąży, to ani przeszłość ani przyszłość nie ciążą mu w żaden sposób. Przeszłość należy do historii i świadomy siebie człowiek, wydaje mi się, że nie spogląda wstecz, nie sięga do starych strachów, które już pokonał. Nie boi się też spojrzeć w przyszłość, bo wie, że zawsze dokona najlepszych z możliwych wyborów, które doprowadzą go do upragnionego celu….
    Myślę, że bardzo bym chciała być właśnie takim spójnym człowiekiem ;)

Komentarze są wyłączone.