64. Piwnica

-Tutaj, w tej piwnicy po raz pierwszy się narodziłeś. Dokładnie rzecz biorąc narodziłeś się w komnacie obok składu wina, piętro wyżej, ale tutaj cię ukrywano przed światem. Córka bogatego kupca, handlarza zbożem i chmielem, a także właściciela całkiem sporego browaru niejakiego Heinricha Steinewalda zakochała się, skonsumowała tenże związek raz i natychmiast zaszła w ciążę. Pech chciał, że ukochanym nie był przeznaczony jej na męża Johannes Karinickel, syn właściciela spichrzy i młynów na Wyspie Młyńskiej. Ciąża z młodym, nieco safandułowatym królikiem z rodziny młynarzy królików jakoś by przeszła, ale ciąża z protestanckim robotnikiem najemnym, biedakiem z Hundefeldu, za nic. Pannę ukryto przed światem, pozorując chorobę prawie śmiertelną, zaś dzieciątko po urodzeniu trzymano tutaj, w najgłębszych piwnicach w mieście, ukrytych pod nurtem rzeki. Stąd żaden głos, zwłaszcza kwilącego dziecka, nie mógł wydostać się na powierzchnię. Heinrich, kazał z resztą tę część oddzielić od reszty piwnic. Szeroki korytarz zamurowano, pozostawiając ów wąski, który zachował się do dziś. Po zamontowaniu podwójnych drzwi powstało tu coś w rodzaju śluzy, która nie przepuszczała żadnych niepożądanych zapachów, dźwięków ani nawet cieni rzucanych przez kaganek. Nie, nie wychowywała cię matka, lecz mamka, niejaka Jadwiga Grałek, Polka, więc na polskim mleku zostałeś wychowany. Nie wolno jej było opuszczać piwnicy ani w dzień ani w nocy. Nigdy. W zamian za wychowywanie bękarta i milczenie obiecano Jadwidze łąkę, dwie krowy i stado owiec – słowem: majątek. Co jeszcze? Nie byłeś tu tylko z mamką, jak wiadomo mamka ma mleko, gdyż karmi własne niemowlę. Urodziła pięknego synka i obaj, pierwsze półtora roku życia, spędziliście tutaj. Dlaczego tak długo, a no dlatego, że  tyle czasu zajęło Heinrichowi doprowadzenie córki do ładu i sfinalizowanie małżeństwa z przedstawicielem rodu Karnickel, młodym Peterem Karnickelem, młodzieńcem zamożnym, aczkolwiek safandułowatym, jak wspomniałam. Dzieciak, jedyny męski potomek rodu młynarzy, urodził się przyduszony pępowiną, w dodatku przedwcześnie, z niedowagą. Ledwie przeżył swe przyjście na świat. Rozwijał się gorzej i wolniej niż większość dzieci i choć w końcu posiadł zdolność wyrażania się w mowie i w piśmie, do końca życia korzystał niemal wyłącznie z pisma, rzadko z mowy. Ówczesne plotki głosiły, że stary Karnickel zaprzysiągł duszę diabłu, gdy przyjście na świat pierworodnego syna się przedłużało i jedynie za sprawą wiedźmy chłopak uszedł z życiem u progu życia. Jednym słowem wszystko, co wydarzyło się potem, było napiętnowane jego szczególnymi narodzinami. Zarówno Helga Steinewald żona Heinricha, jak i jego córka, piękna Elza uważały to małżeństwo za zły pomysł. Elza z wiadomych powodów, zaś Helga z powodu rzekomej klątwy. Jednak majątek, majątek i możliwość kontrolowania sporej części rynku zboża i mąki, to był świetny pomysł zdaniem Steinewalda i nic nie było w stanie go powstrzymać przed realizacją tego ambitnego planu. Córka została panią Karnickel. I dopiero wtedy mamce z dwojgiem już sporych chłopaczków, nocą, podobną do tej, pozwolono wyjść z lochu. Furmanką pojechali w kierunku wioski Schweinewitz, na północ. Następnego dnia proboszcz tamtejszej parafii wpisał do ksiąg akt chrztu dwóch chłopców, Grzegorza i Hieronima, gdyż na dzień 30 września przypadały w kalendarzu gregoriańskim imieniny właśnie tych dwóch świętych. Steinewald dotrzymał słowa: łąka, dwie krowy, stado owiec. Po raz pierwszy zobaczyłeś słońce 1 października.

– A co się stało z moim ojcem? – spytał Gonzo i po chwili dodał – to absurdalne pytanie. Przecież wiem, do licha kim jest mój ojciec. Urodziłem się w 1977 roku w Warszawie.

– Szósty raz – stwierdziła wróżka Aniula – a po raz pierwszy tutaj, to znaczy piętro nad nami, jak już mówiłam, w małym pokoju przy składzie wina, dokąd przeniesiono Elzę już w ósmym miesiącu ciąży, obawiając się by porodowe krzyki nie dotarły przypadkiem do ciekawskich uszu mieszczan, służby lub klientów. Wszak plac katedralny jest trzy kroki stąd, barki przypływały i odpływały jedna za drugą, a furmanka poganiała furmankę. Szły ciężkie czasy, reformacja, kontrreformacja, luterskie i kalwińskie diabelstwo rozlało się  po całej Rzeszy. Katolicki, bogaty kupiec nie mógł sobie pozwolić na najmniejsze podejrzenia. Co ciekawe w dzień po twoich narodzinach, nieopodal, na wrotach śluzy znaleziono ciało starej akuszerki, podejrzewanej też o czarostwo i konszachty z diabłem. Była to ta sama wiedźma, dzięki której odratowano dwadzieścia trzy lata wcześniej Johannesa Karnickela syna młynarza, niejaka Gizela Kätzin. W każdym razie utonęła biedaczka z bukłakiem wina, którego rzemienie w dziwny sposób owinęły się jej wokół ręki. Jednak co innego utopić wiedźmę a co innego bękarta. Ojciec z resztą obiecał córce, że owocowi jej zakazanej miłości nic się nie stanie, ta zaś zgodziła się ojcu podporządkować. Widzisz, każde narodziny są ważne, z wiadomych powodów, ale pierwsze determinują charakter człowieka już na zawsze. A, prawda, twój ojciec, niejaki Wigbert Maschke zaciągnął się do wojska i ślad po nim zaginął. Oficjalnie. Nieoficjalnie wdał się w reformacyjne niepokoje a potem oczywiście wstąpił do gildii miedzianej, do czarowników środka Ziemi i co było do przewidzenia, poprzysiągł zemstę. Dlaczego? Nie dość, że pozbawiono go pięknej Elzy, to jeszcze wcielono go do zaciężnej piechoty saksońskiej siłą, zaś ówczesny elektor Jan Fryderyk, zagorzały katolik surową ręką tępił reformacyjne diabelstwo, zwłaszcza w szeregach wojska. Zanim Wigbert zdezerterował przeszedł wojskowe piekło. O tym, że ma syna dowiedział się wiele lat później, ode mnie. Reasumując, to w zasadzie wszystko co powinieneś wiedzieć. Teraz my z kotem zabieramy się stąd a ty pozostań sam na sam z echem dawnych wspomnień. Czy kamienie i mury są jak taśma, która zapisuje emocje i echa dawnych wspomnień? Współcześni naukowcy twierdzą, że to niemożliwe. Sam musisz sprawdzić, czy miejsce i mury do ciebie przemówią. Jak już będziesz gotów wróć śladami czerwonej rysy na cegłach. Legenda mówi, że powstała w wyniku działania magii. Magii łez. Siostra, owej mamki, zatrudniona w kuchni u Steinewaldów przemierzała tę drogę dwa razy w tygodniu zanosząc posiłki, wyprane ubrania, czasem lekarstwa i oliwę do lampek by chłopców nauczyć blasku światła silniejszego, niż tylko jeden knot. Okrążała ulicę świętego Józefa, mijała mały targ przy placu katedralnym i chyłkiem wracała do domu kupca Steinewalda by przemknąć do piwnic. Po drodze płakała nad losem siostry i dwóch niemowląt i jak głosi legenda, na cegłach pozostał ślad jej łez.

– Kim była?

– No cóż, to byłam ja – uśmiechnęła się matka wróżebna. – A teraz niech ściany przemówią do ciebie lub nie, sam musisz się przekonać, czy ściany potrafią mówić?

64. Piwnica
Oceń artykuł

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Ściany mówią, przedmioty mówią. Niektóre wydzielają ciepło, inne miłe wibracje :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.