69. Gizela i Wigbert

– O motywy zemsty, pytacie? W przypadku skazania na stos Sabiny Taube motyw jest oczywisty. Nieco bardziej skomplikowana jest sytuacja, o której opowiem. Ród wrocławskich młynarzy, Królików, ród Karnickeli, tak bardzo przywiązany jest do swoich korzeni, że do dziś nosi nazwisko Karnickel. Większość z nas je zmienia, podobnie jak fizyczne powłoki, gdy się wysłużą, nie oni. Synowie otrzymują imię Johannes a córki Johanna. Stary Johannes Karnickel, młynarz wrocławski, miał syna Johannesa, jedynaka. Jego zagrożone życie w dniu narodzin uratowała Gizela Taube zwana Kätzin, siostra Sabiny Taube skazanej przez Trybunał Inkwizycji w Krakowie. Gizela, siostrzyczka naszej dzisiejszej Samanty. Tak jest, tej samej Samanty, która od pewnego czasu tak wam się naprzykrza i psuje wasze interesy. – Na sali powstało poruszenie. Karnickel chciał wyjść ale pułkownik go usadził. Matuszewski próbował przerwać dalszą część opowieści matki wróżebnej Aniuli ale Wiking, mąż Aniuli, ruchem ręki nakazał mu milczenie. Po chwili wrocławska wróżka kontynuowała: – Kiedy bogaty kupiec Heinrich Steinewald ustalił z młynarzem Johannesem Karnickelem, że ich dzieci połączy małżeństwo, a ich rodziny i firmy opanują rynek handlu zbożem i mąką, zdarzyło się, że młoda Elza Steinewald zakochała się i zaszła w ciążę z innym. Z biednym robotnikiem Wigbertem Maschke. Ojciec ukrył córkę. Poród małego Grzegorza odebrała w piwnicach Steinewalda, głęboko pod brukiem ulicy świętego Józefa, pod nurtem Odry, nie kto inny, tylko Gizela Taube zwana Kocicą. I tej samej nocy zginęła. Jej ciało znaleziono w Odrze. Nie wszczęto śledztwa, gdyż przy Gizeli znaleziono bukłak wina. Orzeczono, że utonęła w wyniku pijaństwa. Jak wiecie, nas, magicznych, nie sposób od tak, utopić. Mógł tego dokonać ktoś równie silny lub silniejszy a trzeba wam wiedzieć, że Gizela była potężną czarownicą. Kto stał za śmiercią Gizeli? Kto miał w tym interes? Przez prawie półtora roku Steinewald ukrywał swego wnuka w piwnicy wraz z mamką. Grzegorz, tak dano potem chłopcu na imię, nieślubny syn Elzy Steinewald i Wigberta Maschke wychowywał się na wsi w rodzinie Grałków, a gdy podrósł, jako nastolatek, został oddany na wychowanie do wrocławskich Dominikanów. Oczywiście także za sprawą starań swego dziadka Heinricha Steinewalda i za jego pieniądze. Szybko też, pod odbyciu nowicjatu, odesłano młodzieńca do klasztoru w Krakowie. Uchodził za Polaka. Matka Grzegorza, Elza Steinewald już wtedy od wielu lat była panią Karnickel wydaną za mąż, za młodego Johannesa Karnickela, lecz jak niosła plotka, dwójka dzieci, które urodziła w tym związku, to było rodzeństwo jej męża, nie zaś potomstwo. Młody Johannes był bowiem niezdatny do spełniania małżeńskich obowiązków, jego ojciec zaś, krzepki pięćdziesięciolatek przeciwnie. Formalny ojciec był bratem swych dzieci, zaś dziadek ojcem, a synowa żoną. – Przez pokój przeszedł kolejny pomruk, kilka osób znów wstało z miejsc lecz porządku pilnował zarówno Lesław Mgiełka jak i Wiking. Babcia Nadia szybko puściła pomiędzy zebranych kosz z jabłkami i drugi z chlebem. Po chwili wrzawa ucichła. Aniula mówiła dalej:

– W Krakowie młody Grzegorz Grałek bardzo szybko został wyświęcony na księdza, czyli został ojczulkiem, przyjął imię Remigiusz i równie szybko awansował w szeregach świętej Inkwizycji. Dwadzieścia siedem lat po swoich narodzinach wydał wyrok w procesie o czarostwo na Sabinę Taube, siostrę Gizeli, dzięki której przyszedł na świat w ciemnej i chłodnej piwnicy jako bękart Steinewaldów. Wyrok podpisał także, jak już wiecie, jako główny prokurator inkwizycji, Melichor z Mościsk, nasz dzisiejszy pułkownik, tak jest, pułkownik Śluzak. Wielu zatem uczestników tych wydarzeń jest teraz z nami w tej sali. Jest Bogumiła Pawlik, dziś pod nazwiskiem Bożydara Gzik, która zeznawała przeciwko Sabinie Taube, jest też Karnickel. Nie wiemy tylko, syn czy ojciec?

– Cisza, cisza! Nikt nie wyjdzie. Nie mowy – odezwał się Wiking o posturze Wikinga rudobrody siłacz wielkości pieca kaflowego. Obok niego stanął Mgiełka, podobnej postawy, z tymże wyposażony w swój nieodłączny atrybut: kosę. Tym razem powstałe zamieszanie nieco trudniej było uciszyć, wreszcie przerwał je mocny, wyrazisty głos. Wrzawa, tak nagle jak wybuchła, tak ucichła.

– Syn! Joahannes Karnickel syn! O mnie mowa, ja tu jestem! – odezwała się Karnickel, który uchodził za niemowę, dziwaka i sługusa pułkownika.

– Samanta mści się. Nie ma wątpliwości – stwierdził biskup zupełnie bez sensu, gdyż motywy Samanty od dawna były wszystkim znane.

– Nie wszystko jednak wiemy – powiedziała wróżka Aniula.

– Nie wszystko wiemy, lecz całość jest przerażająco logiczna. Od tamtych odległych, nawet jak dla nas, czasów – odezwała się babcia Nadia – pierwszy raz zdarza się tak, że wszyscy, których losy zbiegły się wtedy, ponad czterysta lat temu, znowu spletli swe linie życia tu i teraz. Ta niesamowita koincydencja, ten zbieg wypadków zdarza się raz na całe nasze istnienie. Nie spotkamy się więcej wszyscy razem. Sabina może się zemścić, gdyż wszystkie nitki losu splatają się po raz kolejny na naszych oczach. Wszystkie. To warunek absolutnie niezbędny. I jeśli wszystkie te nitki poskręca, pozaplata na nowo lub zerwie, wówczas…

– Wówczas uzyska potężną moc, niemal nieograniczoną władzę nad swoim losem, odmieni wszystkie ścieżki – dodał kot Felek.

– To chyba słuszne zadośćuczynienie za krzywdy, których doznała – Gonzo odezwał się pierwszy raz tego wieczoru.

– Niestety wciąż myślisz, drogi przyjacielu, jak człowiek – odpowiedział mu kot Burmistrz. – Sabina Taube uzyska kontrolę również nad twoim losem, a także nad przyszłością wszystkich, z którymi ścieżki jej życia kiedykolwiek się przecięły. Do tego zmierza.

– Jeśli nie wiesz jaką złość czuje zdradzona czarownica – dodała kocica Cecylia z Przasnysza – nie wiesz również do czego jest zdolna, jak bardzo jest cierpliwa, jaka siła drzemie w jej zranionej dumie. Samanta Sabina czekała na tę chwilę cztery długie stulecia. Obliczyła sobie każdy tydzień i miesiąc. Szukała sposobu na połączenie waszych ścieżek i znalazła go.

– Jeśli sądzicie, że można ją przechytrzyć, to jesteście w błędzie – westchnął Burmistrz, długowłosy Main Coon. – Kiedy wy robicie ruch, ona jak my, koty, spokojnie czeka przy wyjściu z norki. Wyciągnięcie pazurka to sekunda, odruch. Ona nie popełnia błędów. Błędy to tylko pozory chaosu. Przede wszystkim jednak nie działa sama.

– Czego nie wiemy? – spytał kruk.

– Nie wiemy kim są pozostałe postaci dramatu? – stwierdziła wróżka Aniula. – Ukryły się pośród nas.

– Z naszych obliczeń, z samej zasady koincydencji  wynika – odezwała się babcia Nadia – że blisko siebie muszą być wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń. Na tym polega istota splotu dziejów. Nie wiemy kim w naszym świecie jest Gizela Kätzin siostra Sabiny. Z pewnością wydarzenia ostatnich tygodni, to jest robota obu sióstr. Nie wiemy kim jest ojciec Gonza, czyli braciszka Remigiusza, Wigbert Maschke kochanek Elzy Steinewald. Wszyscy oni muszą odgrywać ważne role.

– Role najważniejsze,  – dodał Kot Felek – gdyż Gizela i Wigbert to istoty magiczne, jak my, o potężnej mocy, choć Wigbert początkowo nie zdawał sobie z tego sprawy, podobnie jak jego syn, Gonzo, czyli brat Remigiusz z przeszłości. Jest jednak osoba jeszcze ważniejsza, o której do tej pory nie mówiliśmy. Ojciec Sabiny i Gizeli, potężny, tysiącletni mag. Dobrych trzydzieści lat temu współpracownik pułkownika Śluzaka, wygnany przez niego i okryty niesławą. Zniknął a teraz powrócił.

– Jego sprawą jest obecność na naszej ziemi bóstw voodoo, potężnych demonów Eszu i Anansiego – powiedziała babcia.

– To tricksterzy! – krzyknął ktoś z sali.

– Zgadza się, to prześmiewcy i błaźni, kłamcy i sędziowie. A ich przewodnikiem jest Feliks Pęczak. Niestety Feliks to mój brat, jestem z nim spokrewniona najmocniejszymi więzami krwi, a jednak jestem tutaj, z wami. Jak widzicie na tym również polega nasz rodzinny dramat – westchnęła babcia.

Kilka głosów domagało się dalszych wyjaśnień. Inne protestowały nie wiedzieć z jakiego powodu. Kogoś zawracał Wiking a inną osobę usadzał Mgiełka. Wreszcie uciszył ich biskup:

– Jak wiemy, Feliks nawet nie ukrywa się pod inną postacią. Działa jednak z zaskoczenia i nie wiemy co zamierza. Wiemy co planuje globalnie wraz z córkami, ale nie znamy jednak szczegółów, moi drodzy.

– Globalnie? –  spytał kruk.

– Globalnie planuje totalną rozpierduchę – wtrącił Lesław Mgiełka.

– Musimy koniecznie ustalić kim są w naszym świecie Gizela Taube i Wigbert Maschke, tym bardziej, że jeszcze się nie ujawnili, tym są groźniejsi. Musimy się im przeciwstawić, gdyż w innym razie ład budowany przez wieki runie w gruzach a pełnia władzy przejdzie w ich ręce – podsumował biskup.

– W tym celu, każdy z nas musi część swej mocy oddać jednej osobie, na którą zgodzimy się wszyscy. Każdy z nas osłabi się, by wzmocnić jedną postać – powiedziała babcia. – Mała rada początkowo odrzuciła ten pomysł ale dziś wiemy, że nie ma innego wyjścia. To ryzykowne posunięcie, tylko dwa razy w historii do niego doszło. Raz skończyło się dominacją czarownika, który jak pamiętamy naruszył nasze zaufanie. Od tego czasu wzbraniamy się przed tak radykalnym posunięciem. Jak pewnie pamiętacie trwały potem dwie kolejne wojny, do których wciągnięci zostali ludzie na masową skalę, a gdy do naszych spraw mieszają się ludzie, to wówczas…

– Psy dupami szczekają – wtrącił kot Felek.

– Zgłaszam kandydaturę pułkownika – Matuszewski podniósł wysoko rękę – tylko on jest w stanie poradzić sobie z tą hołotą.

– Chyba na głowę upadłeś Matuszewski. Wszyscy, tylko nie pułkownik – powiedział biskup.

69. Gizela i Wigbert
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. No i się zacznie przemawianie :) Nawet magiczne istoty nie są od tego wolne :) Ja tobym wybrała Lesława, ma facet fantazję :)

Komentarze są wyłączone.