70. Pożar

Pożar, pożar. Ognie sięgały już piętra. Piękny, nowoczesny budynek Kryshomed Institute płonął. Ogień musiał rozprzestrzenić się z parteru, od strony parku skąd wiał silny wiatr. Nie było już czego ratować. Trzy jednostki straży pożarnej starały się jedynie powstrzymać ogień by nie przeniósł się na okoliczne budynki. Najpierw wystrzeliły wielkie tafle okien od stronu holu a potem z hukiem zawalił się dach. Miliony iskier wystrzeliły w niebo. Aspirant Płotka podszedł do strażaków i rzucił niedopałkiem w stronę ognia. Minął grupkę gapiów i zaniepokojonych mieszkańców pobliskich domów, których  prewencyjnie ewakuowano.

– Jakieś hipotezy? – wyciągnął blachę. – Aspirant Płotka, Komenda Rejonowa Policji, Malczewskiego.

– Ogniomistrz Kruszyna – przedstawił się strażak. – Na razie żadnych hipotez. Jara się jak skurczybyk. Ponoć testowali tu jakieś plastiki, opakowania medyczne czy coś. Chemikalia. Jara się tak, że nawet nie próbowaliśmy wchodzić do środka. Tylko działania osłonowe żeby pół okolicy nie poszło z dymem przy okazji. Na razie z firmy przyjechała tylko księgowa i jakiś magazynier, tam stoją – ogniomistrz wskazał głową. – Do właścicieli nie możemy się dodzwonić.

– I nic dziwnego, bo u nich też się jara – Płotka potarł podbródek. – Właśnie wracam z ulicy Rosochatej, gdzie mieszkają i tam też jest ognisko, wcale nie gorsze od tego. Ich willa właśnie dogasa. Taki żar, że nawet cegła się zjarała. Dwa tygodnie temu mieli napad z podpalaniem, a teraz tylko podpalanie, za to w skali raczej totalnej. Chałupa na Rosochatej wygląda jakby bomba w nią pierdolnęła.

– Pewnie gazu nie odcięli na czas. Pech to pech – stwierdził strażak.

– Tak pan myśli? – zaśmiał się Płotka. – Raczej chyba zabawa zapałkami?

– Nie mamy dowodów. Na razie nic nie wiemy. Za dwa dni to wszystko wystygnie i wtedy wejdzie nasza komisja i prokurator. Wtedy coś będziemy wiedzieli – odpowiedział strażak. – Chemikalia, wystarczyła iskra i poszło!

– Pewnie tak, musi być komisja – Płotka okrążył ogniomistrza zasłaniając oczy ręką.

– Będzie też wznowione śledztwo, Płotka, tym razem bez umorzenia – usłyszeli głos za plecami.- Mamy też trzeci pożar w związku z tą sprawą.

-Trzeci pożar? W mieście? Nie słyszałem – zdziwił się ogniomistrz.

Od strony blokady zbliżył się do nich podkomisarz Jemioła.

– Co pan tu robi panie komisarzu? Nie w szpitalu? Słyszałem, że bardzo pana potargało – zdziwił się aspirant Płotka.

– Potargało i puściło – stwierdził Jemioła okazując służbową blachę strażakowi. – Dowiedziałem się, że płonie też ośrodek PAPUGA, kilkaset kilometrów stąd. Nic tam nie ma oprócz domków z dykty ale rada nadzorcza, która jest dzierżawcą terenu i prezes tego tutaj, mają powiązania… Z resztą tajemnica śledztwa. Straty w ludziach? Ofiary?

– Nic nie wiemy, do nikogo nie można się dodzwonić – odpowiedział ogniomistrz.

Z budynku unosiły się kolejne słupy ognia i fontanny iskier. Strażakom udało się wreszcie odblokować hydrant i potężny słup wody wystrzelił w kierunku pożaru. W oddali stało kilka osób, których policjanci zabezpieczający teren nie chcieli przepuścić po za linię wyznaczoną taśmami. Zaczęła się przepychanka, gwałtowne gesty. Ktoś krzyczał. Jemioła zbliżył się do nich.

– Musisz coś zrobić, mój wnuk, mój wnuczek Łasabi najprawdopodobniej jest w środku – babcia Nadia podbiegła do Jemioły a w ślad za nią Bożydara i Gonzo. Jemioła chwycił babcię w ramiona.

– Nic nie możemy zrobić, nawet strażacy tam nie weszli, żar jest zbyt silny.

– Ratuj go! – krzyknęła Bożydara i podbiegła w kierunku płomieni ale powstrzymali ją Płotka z ogniomistrzem.

– Płonie też stary poniemiecki kościół, u nas na wsi pod Wężymordziem, boję się o Mgiełkę – powiedziała babcia przez łzy. – Miał się tam spotkać, wiesz z kim.

– Dlaczego ona to wszystko robi? Dlaczego podpala własny dobytek? – spytał Jemioła.

– Nigdy nie miałeś do czynienia z czarownicą doprowadzoną do szału. Odgryzie własną rękę, udusi swego kochanka, spali własne gniazdo żeby nie mieć drogi odwrotu, żeby pokazać innym swoją determinację. Samanta wypowiedziała nam wojnę i nic już tego nie powstrzyma.

– Stój! Stój pan! Zginiesz durniu! – nagle podniosła się wrzawa. Ogniomistrz i aspirant Płotka biegli w kierunku pożaru w ślad za Gonzem, który bez słowa szedł w kierunku budynku. Minął ogrodzenie zerwane przez strażaków i skierował się w stronę holu, który wyglądał teraz jak ognista kula.

– Co on robi!? Zginie wariat! – krzyknął Jemioła patrząc jak Gozno znika w płomieniach.

– Może nie zginie – powiedziała spokojnie babcia Nadia.

– Jak to nie zginie? Nie widzi pani co się dzieje?! – Jemioła wykrzyknął szarpiąc babcię za rękę.

– Rada oddała mu zeszłej nocy całą swoją moc. Poszedł ratować swego przyjaciela. Może nie zginie – odpowiedziała babcia.

Koniec tomu pierwszego

Cdn.

Ps. Niebawem wyjeżdżam w ramach coachingtravel.pl na Kretę. Będzie intensywny coaching, szkolenie z użyciem kołczoGIER, gier coachingowych, zdobywanie licencji, magiczne miejsca na wyspie, self coaching. Magia przenosi się do życia a my w tej magii zaczynamy Podróż Bohatera, tym razem podróż każdego z uczestników. Powieść toczyć się będzie teraz na Krecie, w realu. A com widział, i com przeżył, tom kolejny wam opowie :)  

70. Pożar
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Połączenie magiczności z logiką cuda czynić będzie.

  2. A i znowu nie zaufałam intuicji. Przeleciał mi przez głowę Gonzo ale postawiłam na Lesława , hmmm muszę nad tym popracować :) Dlatego mam problem z totolotkiem :) Udanej podróży życzę, będę śledzić relację :)

Komentarze są wyłączone.