Gupie żarty

Dirty Harry z Hogvardu :)
Dirty Harry z Hogvardu :) 60 lat później

Więc Drodzy mieszkańcy Krainy Czarów, czasem żartuję. Jak w fizyce kwantowej, czyli wewnątrz świata subatomowego w głębi króliczej nory obowiązują nieco inne prawa, niż po za norą. Od więc zdań się nie zaczyna, chyba, że się zacznie :)  i nie mówi sie gupie tylko gópie. A tam w środku subatomowego świata, czyli w środku ciebie i mnie nie ma już nic. Sorry, ale tak właśnie twierdzą uczeni magowie. Nic, nul, pustka, przestrzeń i to ogromna i w zasadzie sama elektryczność. Gdyby atom wodoru był jak piłeczka tenisowa, to najbliższe mu elektrony krążyłby po orbitach odległych jak konsola stadionu piłkarskiego. Mnóstwo miejsca. Jak naucza jeden z wielkich polskich mistrzów Kuba Sienkiewicz, też elektryczny gitarzysta: Jesteśmy wolni. Możemy iść. To już jest koniec. Możemy iść. Jesteśmy wolni. Bo nie ma już nic.  Czyli pustka, choć tego również nie wiemy, bo przecież o istnieniu tamtego czegoś dowiadujemy się ze śladów pozostawionych po innym czymś.

 

Ale nie o tym chciałem mówić; chciałem o karygodnym, niezrozumiałym, a czasem nawet skandalicznym, obrazoburczym, kontrowersyjnym poczuciu humoru.  Napisałem w jednym z komentarzy: No niestety pełen pokory to dla mnie moment  ( i trochę melancholijny), gdy po napisaniu lub wypowiedzeniu żartu lub ironicznego tekstu na przykład na temat ludzi, ich wiary w paradygmaty naukowe, wyższość itp.; muszę napisać lub powiedzieć “żartowałem”, to było ironiczne, pointa jest w trzecim akapicie itd…

To „niestety” dotyczy też niestety innych moich wypowiedzi. Wiele osób reaguje śmiechem, refleksją, żartem na żart. Również w momentach, w których nie żartuję. Dziękuję wam, drodzy miłośnicy autorefleksji w autoironii. Tak jest (chyba) z każdym doświadczaniem. Mumio jednych bawi i innych nudzi, klasyczny już Monty Python wciąż jest obrazoburczy i szokujący i jak usłyszałem: toż to stek wygłupów.  Niektórzy zaś przy skeczu z hiszpańską inkwizycją pokładają się ze śmiechu za każdym razem, choć do prawdy co w tym śmiesznego :) Poważne tematy, katastrofa smoleńska, zabite dzieci, demiurgi polityki i inne maciarewicze, konie sprzedawane do rzeźni, porzucane króliki, a tu żarty. Religia i żarty, święta i żarty, święta sprawa narodu i żarty. W necie teksty podkładane pod komedię z Hitlerem w roli głównej to już klasyka.

 

i taki żart znalazłem w necie; śmieszny bardzo :)
i taki żart cmentarny znalazłem w necie; śmieszny bardzo :) uwielbiam przedsiębiorczych księży

Kiedy umierał mój przyjaciel Michał w małej izolatce na drugim piętrze szpitala żartowaliśmy do chwili, gdy nie stracił przytomności, a nawet, kiedy ją odzyskiwał na jego twarzy pojawiał się uśmiech i po chwili żart. Żartowaliśmy przez całą jego chorobę. Na kilka godzin przed śmiercią żartowaliśmy z historii Jezusa, o tym jak powstawała opowieść o synu cieśli, jak ją zniekształcano, jak dołączano wydarzenia i fragmenty z innych boskich biografii. Żartowaliśmy ze słowa apokryf, oznaczającego fałszywy, zmyślony, nieautentyczny, gdy tymczasem wszystkie ludzkie opowieści o czymkolwiek i kimkolwiek są zmyślone, gdyż są wynikiem naszej ograniczonej percepcji i neurofizjologii, która daje zawsze wyrywkowe obrazy uzupełnione naszymi interpretacjami. Żartowaliśmy z zapalczywości i zacietrzewienia tych, co bronią jedynie słusznych poglądów. Jest kilka wyjątków, ludzie widzący, odczuwający szerzej: Leonardo da Vinci, Vera F. Birkenbihl, Tony Buzan, Stephen Jobs i oczywiście król Julian, bo Hosni Mubarak już na przykład nie, od kilku dni. Królowie Juliani są tak bardzo śmieszni, gdyż nawet, kiedy bronią jakieś słusznej sprawy są tak serio, oceniający, krytyczni, tak wsłuchani w ulubione dźwięki wypowiedzianych przez siebie słów, tak pewni własnej racji, tak bardzo pryncypialni, że aż się chce pokazać język., albo rozpłakać – ze śmiechu. 

Poniżej żartobliwie genialna przemowa Johna Cleese na pogrzebie przyjaciela.

 

W środku nocy Michał się przecknął, jego uśmiech przebił się przez warstwy cierpienia. Wskazał palcem na jeden ze świętych obrazków, którymi poobklejane są ściany w szpitalnych izolatkach. I uśmiechając się do mnie, z tym swoim błyskiem w oku, powiedział: O Jezus, Jezus patrzy na mnie. Ciekawe czy ma mi coś nowego do powiedzenia?  Była to przekomiczna chwila, parsknęliśmy śmiechem.  Ironia w ironii, gdyż wcześniej wiele razy żartowaliśmy w ten sposób z różnych ludzi powołujących się na specjalne kontakty z Jezusem, do których prorok przemówił. Poczucie humoru w takiej chwili? A pointa? Najlepszy żart wydarzył się na pogrzebie. Mając ogromny zapas czasu omal nie spóźniliśmy się z Małgosią, żoną Michała, na jego pogrzeb.

I na koniec wierszyk taki, albo modlitwa, coś do śmiechu, coś do płaczu:

 

I obroń nas Panie przed napuszeniem naszym;

Albowiem to, co przychodzi nam tak łatwo

Jest jak powietrze w balonie. Szybko daje efekt

I szybko uchodzi

 

I gdy w ręku zostanie tylko gumowy flaczek;

Nie płacz – baloniki są niedrogie, a powietrze bezpłatne;

Znowu możesz sobie coś nadmuchać  

Gupie żarty
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

38 komentarzy

  1. …takie tam …
    czasami za bardzo ” gumka w majtach ciśnie ” zarówno tego co żart mówi , jak i tego co żartu słucha …i już …

  2. „Jeśli jestem uważny na drugą osobę, grupę, to wiem, kiedy żartują, jestem w stanie wychwycić to z kontektsu, konwencji, roli…”

    i mnie sie wówczas zdarza „ugryźć w język” gdy dostrzegam swoją niespójność z otoczeniem i z sobą, czasem moja Lidka kopie mnie w kostkę…i dobrze :)

    raz jeszcze powtórzę (gdyż albowiem w to wierzę oraz ilość powtórzeń też ma swoje znaczenie)

    wówczas uważność na innych będzie uważnością na ich poziomy motywacyjne, gdzie ona, on ów żart usytuwali w sobie, czy to tylko skojarzenie, czy fragmnet osobistej historii?

    wówczas uważność na siebie będzie uważnością na moje poziomy motywacyjne, gdzie ów żart jest we mnie, czy to tylko skojarzenie, czy fragmnet osobistej historii?

    JW kl

    ps. (ktoś mnie spytał o co chodzi z tym skrótem: JW, to chyba Jego Wysokość? ale kl – nie rozumiem? nie chwycił żartu
    więc tłumaczę, że kl to skórt od „król Julian”, a ta osoba: i co w tym śmiesznego, po za tym jest „l” a nie „j” ; a ja na to, że to żart w żarcie bo zamiast „Julian” jest „Lulian”, a ona, ta osoba, że dalej nic nie rozumie …..nie znała bajki Madagaskar, a o pingwinach z Madagaskaru nawet nie słyszała ..filmów „dla dzieci” nie lubi :(

  3. skoro to jedna z perspektyw to nie wydawaj proszę osądu, że nie zrozumienie żartu wynika z braku uważności :P bo to też jednak z perspektyw… nieprawdaż?

  4. Anito,

    to co napisałaś to tylko jedna z perspektyw. :-)

    Z pewnością inni mieszkańcy mają na to inne spojrzenie.

  5. Możesz mi Kocie nie paniować? :P

    w takim razie jeśli ktoś nie rozumie Twojego żartu tzn, że jest nieuważny na Ciebie, a nie że po prostu nie trafiłeś żartem? dobrze rozumiem?

  6. Dla mnie jest to kwestia uważności Pani Anito.

    Jeśli jestem uważny na drugą osobę, grupę, to wiem, kiedy żartują, jestem w stanie wychwycić to z kontektsu, konwencji, roli…

    Być może to innym osobom brakuje uważności… a być może, jak pisał powyżej mistrz Maciej trafiamy w inne poziomy naszych słuchaczy?

    Pani Anito, każdy ma swoją prawdę w swojej mapie.

    I każdy z nas w danej chwili ma rację, jednocześnie jej nie mając.

  7. o tym mówię… że jeśli ktoś odbiera Twoją osobę na 1000% serio, to wtedy żarty nie są żartami…

    zastanawiam się jednak ciągle jak to jest z moimi żartami i trafianiem w publikę… w otoczenie… w osobę współrozmawiającą… i nie wiem przyznam szczerze…

  8. mistrz? może czasem, w czymś pojawia się ta ” prosta, właściwa kreska”, dzięki :)

    sądzę, że grupa, która przychodzi na „poważny temat” szkolenia ustawia sie poważnie, to taki obyczaj i wtedy żart, zwłaszcza abstrakcyjny albo groteskowy budzi zdziwienie…

    kilka razy powiedziałem coś w rodzaju: wybitni amerykańscy profesorowie: „Tal-Ben Sahar, Mihaly Cikszentmihaly, Alfred Korzybski i oczywiście wybitny socjolog Karl Deutsch – jak same nazwiska wskazują rodowici Amerykanie”

    i kilka razy sala wyła ze śmiechu, a kilka razy nie… i kiedyś pewna pani w grupie „bez reakcji” spytała mnie w przerwie, czy ja bardziej nie lubię Żydów, czy Niemców…. i to był dopiero żart sytuacyjny dla mnie, istna bomba !!! (choć pani spytała serio) widać nikt mej intencji nie zrozumiał…że Ameryka to taki wielokulturowy naród, w którym i Adamson, i Adams, i Adamczyk, i Adamowicz oraz Adamow – czują się u siebie :)

  9. chyba tak Lolu, chodzi o stan, rzekłbym spójności, on daje czystą intencję; żart wtedy nie ma zranić lub wyszydzić lecz może dać refleksję, może ironię do sytuacji, może autoironię

    miałem zaszczyt być na audiencji Dalajlamy XIV – on ciągle się śmieje i nieustannie żartuje, ani przez chwilę jednak nie miałem wrażenia, że robi to na siłę, by uzyskać wrażenie, presję….płynie wraz z uśmiechem, żartem, jak rzeka, radośnie

  10. Kocie z – byłam kiedyś na szkoleniu Macieja, na którym to właśnie była podoba sytuacja: Maciej zażartował, ja ryłam już zębami po podłodze ze śmiechu… a reszta sali… cisza…

    Maciej wyjaśnił wtedy, że to był żart, że ja się pewnie śmieję, bo już Macieja poznałam wcześniej i… przy następnym żarcie więcej śmiało się osób… przy następnym jeszcze więcej, aż w końcu cała grupa miała tzw. popularną bekę :)

    Może to nie jest tak, że nas nie rozumieją z żartami… może to jest tak, że czasem ktoś nie wie czy to żart? może czasem nie trafiamy swoją mapą żartów w mapę żartów drugiej strony… Może czasem osoba, która wypowiada żart jest przez audytorium odbierana tak bardzo poważnie, że ten żart jest zaskoczeniem?

    Macieju, może po prostu jesteś takim Mistrzem, że ludzie nie wiedzą, czy można się śmiać z żartów Mistrza :)

    Może…

    i nie zgodzę się, że to jest kwestia uważności grupy… każda grupa może być tak samo uważna (ba! każda osoba może być tak samo uważna- pytanie jak to zbadać? :P) a w każdej żart może zostać odebrany inaczej…

    Miałam przyjemność widzieć Cię Macieju na różnych szkoleniach i wiem, że moje rozumienie Twoich żartów zmienia się wraz z czasem… :) może inni też tak mają?

    a może Kocie, masz po prostu słabe żarty? :P :) (to też był żart, tylko, że prowokacyjny… a może nie?)

  11. a ja cały czas obstaje za świadomością, jeśli towarzyszy nam ten stan, to żart czy jego brak nie ma znaczenia, niezrozumienie staje się zrozumieniem.. :)

  12. Agnieszko, pytanie, które we mnie rezonuje:

    jakie autor miał intencje/ jaki był cel żartu?

    Zasłyszane we środę:

    „przecież nie różnisz się niczym od kamienia”. :-)

  13. Kocie, to tak jak z literaturą: „Co autor miał na myśli” ;-) A autor po prostu się dobrze bawił pisząc. Myślę, że najważniejsze, żeby bawiło autora, nie musi nikogo więcej ;-) bo to potem pod publiczkę. A jak ktoś ma fan z czegoś to i więcej osób owym fanem może się zarazić.

    A tak naprawdę to to i tak nie ma znaczenia ;-)

  14. Może (to tylko hipoteza) poziom moich żartów dotyczy często wyższych (głębszych poziomów) co powoduje niezrozumienie, wywołane rozumieniem go na innych poziomach? :-D
    A może to tylko moja narracja. :-)

    Czy to my mamy dostosowywać żarty do innych i ich poziomów, czy to oni mają rozumieć nasze żarty i poziomy, w które celujemy?

  15. tak, tak, jestem podobnej myśli

    Jeśli odnieść żarty do Góy Lodowej, jednego z ćwiczeń z moich książek, to żartować można z różnych poziomów, różnej głębokości motywacyjnej (podobnie jest z innymi opowieściami o sobie i świecie)

    w ten sposób można wyrażać motywacje oraz intencje

    można opowiedzieć dowcip, ktróy przyszedł do głowy przy porannej kawie i rozbawić koleżeństwo lub nie (poziom środwiska lub zachowania); można ironicznie i zabawnie skomentować chorobę Parkinsona i własne trzęsące się ręce (poziom misji albo nawet duchowści ) jako spośób na zdystnsowanie się albo ucieczkę od rozpaczy

    wówczas uważność na innych będzie uważnością na ich poziomy motywacyjne, gdzie ona, on ów żart usytuwali w sobie, czy to tylko skojarzenie, czy fragmnet osobistej historii?

    wówczas uważność na siebie będzie uważnością na moje poziomy motywacyjne, gdzie ów żart jest we mnie, czy to tylko skojarzenie, czy fragmnet osobistej historii?

    i również pytaniem o intencje….? po co ten żart wtedy, do ciebie, do mnie?

    ściskam :) :)

  16. Smaki mamy różne…

    Maćku, a może to kwestia uważności grupy?
    Jeśli nie uchwycimy kontekstu żart przejdzie obok.

    vayho, myślę, że odpowiedź na Twoje pytanie stawiane w ostatnim akapicie ma wiele różnych odpowiedzi, zależnych od każdego z nas, kontekstu, konwencji.

    Dzisiaj ćwiczę się w uważności! :-)

  17. oj kocie z Cheshire to juz calkiem filozofia hermetyczna i wyglada na to ze calkiem „odwrotnie” jak piszesz – ale to w koncu kraina czarow

  18. na pewno wiecie, że jeden z Pythonów, Graham Chapman, lekarz z zawodu, to na jego pogrzebie przemawia Johna Cleese – Chapman zmarł w 1989 roku na raka krtani (palił dużo papierosów)

    :(

  19. Czy są one wyrazem chorób, które toczą nasze społeczeństwo?. Czy dają upust naszej ciemnej stronie natury? Czy pokazują, że tak naprawdę jesteśmy świadomi wielu głupot otaczającego nas świata, nie umiemy sobie z nimi poradzić więc z nich szydzimy? Upadliśmy tak nisko… czy właśnie się świadomie podnosimy…? A może – nie ma to znaczenia – bo najważniejsze jest tylko to, żeby się śmiać?

    Bardzo podobne pytania stawiam sobie, dzięki….

    śmiech daje kilka rzeczy: dystans, odreagowanie, zmianę kontekstu, czasem zdarza mi się używac żartu żeby kogoś zaprosić ze świata histerii, albo żalu, albo krzywdy, albo złości do dobrej kinestetyki, do rzecywistości, w której trzęsie się brzuch i płyną łzy radości , a czasem żart służy zmianie tematu albo jest wyrazem braku kontaktu….ten moment, kiedy grupa ludzi zaczyna opowiadać dowcipy, bo nie ma sobie nic do powiedzenia….

    Richard Wiseman robił badania i śledził wiele eksperymentów dotyczących poczucia humoru…..niestety najzabawniejsze w licznych kulturach jest wyśmiewanie innych, jakichś Nowofunlandczyków w Kanadzie, mieskanców Wąchocka, Irlandczyków, Polaków – innych, odmiennych od nas, określonych epitetem białas, pastowany, orka itd….

    Poczucie humoru to również kwestia smaku, także i w tym Herbert esteta wpatrujący się w obrazy, wsłuchujący w słowa – miał rację. Z moim przyjacielem Michałem narzekaliśmy czasem, marudziliśmy, interpretowaliśmy, żartowaliśmy z czego się dało ironizując na potęgę – popełniając wszelkie możliwe grzechy nadinterpretacji ale nigdy, ani jednym słowem nie wyśmiewaliśmy się z siebie, wspólnych przyjaciół i wyczuwanych lub znanych wartości, to dotyczyło również obszarów cierpienia ( z wyjątkiem autoironii)

    to mnie nauczyło uważności na wrażliwość drugiego człowieka, na jego system wartości, dlatego czasem mówię, to był żart, wtedy wiem, że nie należy go powtarzac w obec danej osoby lub sytuacji…. :)
    najtrudniejsze to chyba w czasie wykładów…mówię coś przy czym inna grupa spadała z krzeseł, a tu cisza…ocho, myślę sobie, tu jest inaczej i mówię na głos: to był żart i już wiem, że w ten sposób tutaj, teraz nie mogę żartować

  20. Zacząłem się zastanawiać jak sam się czuję kiedy żartuję i też mówię na końcu – żartowałem – jakbym nie chciał kogoś urazić, albo bał się, że odbiorca nie zrozumie ironicznego przekazu… a przecież przepraszanie męczy mnie i zabija żart…. zupełnie jakbym musiał się przed kimś wytłumaczyć…

    Dzięki internetowi i gwarancji anonimowości narodziła się niesamowita subkultura ludzi tworzących i uzależnionych wręcz, od tak zwanych demotywatorów. Sam przez jakiś czas stałem się jej częścią tej społeczności, bo dzięki temu mogłem się śmiać razem z innymi z rzeczy czy też zjawisk, które oficjalnie nie powinny być śmieszne. Naigrawanie się z pewnych „zakazanych” tematów jest wręcz niepoprawne politycznie i moralnie ale dzięki internetowi właśnie– nikt nie musi się z tego tłumaczyć. Czarny humor demotów obejmuje w zasadzie wszystko (czyt. jedna z zasad – nie ma zasad) ale jest kilka tematów, które bardzo często się przewijają. Użytkownicy stron z demotywatorami ironicznymi komentarzami najczęściej obrzucają zdjęcia grubasów, czarnych, te o tematyce religijnej czy zakrawających na pedofilię. Same zdjęcia potrafią być śmieszne ale i wyjątkowo tragiczne, nieprzyjemne czy wulgarne. Opatrzone jednak odpowiednim sarkastycznym komentarzem bawią do łez.

    To niezwykle ciekawe. dlaczego masy ludzi stały się fanami demotów – w szczególności młode pokolenia. Czy są one wyrazem chorób, które toczą nasze społeczeństwo?. Czy dają upust naszej ciemnej stronie natury? Czy pokazują, że tak naprawdę jesteśmy świadomi wielu głupot otaczającego nas świata, nie umiemy sobie z nimi poradzić więc z nich szydzimy? Upadliśmy tak nisko… czy właśnie się świadomie podnosimy…? A może – nie ma to znaczenia – bo najważniejsze jest tylko to, żeby się śmiać?

  21. Nie trzeba się zastanawiać! Super!
    Nikt nie kleci żartów, chyba, że bocian, bo on robi kle, kle…
    A jak śmiejemy się z siebie, to do końca życia będziemy mieć ubaw, że hej!

    Dzięki :)

  22. w krainie nie trzeba się zastanawiać :)

  23. liczę tylko, że nikt w krainie nie zastanawia się nad skleceniem jakiegoś oryginalnego żartu.. ;)

  24. moje koty testują mnie codziennie..
    jak kot się uśmiecha, zademonstrujesz?

  25. Teraz to mnie Pan zaniepokoił Panie Maćku, że Pan moich myśli nie rozumie.

    Po raz kolejny w moim życiu sprawdziły się słowa Giordano Bruno, że sługami słów muszą być gramatycy, filozofowie zaś powinni być panami słów.

    Taki ze mnie gramatyk, jak z Pana filozof. A może odwrotnie?

    Uwaga!

    Uśmiech proszę!

    Test trwa! (:

  26. a bo nie umiem roztłumaczyć tego WUSł i już mnie całkiem niepokój bierze prawie;
    a historia o czym ona była?
    kl

    ps.
    koty, koty z nimi zawsze same kłopoty :)
    [ wierszyk taki oklicznościowy, prawie]

  27. A to czemu? (:

    Może większość blogerów powinna pisać prostym języku Panie Maćku…

    Zapomniałem dodać () przed WUSł kzCH…

    (Co Pan sobie bierze z tej historii?)

  28. z łączeniem pustki z pustką to też żart taki był, bo wiadomosz przecie, że z pustego i Salamadra nie naleje, a dwa puste i tak dadzą puste

    nie wiem co mnie od wczoraj tak nosi, czy coś, może makaron razowy, no w każdzym razie roboty huk więc i zwoje się grzeją i elektrony drażnią

    uściski dla wszystkich :)

  29. WUSł ??? trochę mnie zaniepokoiwa?

  30. nie ma po co łączyć pustki , jest jedna..pusta pustka, przestrzeń, nieograniczona świadomość, jedność.. a my jak elementy (jedne z wielu) układanki stanowimy jej „części”..?

  31. I może Pan powie, Panie Maćku, że powyższa wypowiedź to też był żart… i zdań nie zaczynami od „I”?

    WUSł kzCH

  32. dorgi kochany kocie CH. a ty nie dokazuj; to w końcu bardzoooo poważny blog i tu żartów nie ma; tu na słowo trzeba uważać karzde. karzde jedno rzeby na gupiego nie wyjś

    podobnie jak z mówiącym mężem Hawajko, który przecież jakoś tę pustkę czarnego fortepianu musi zagłuszyć;

    JW kl

  33. mówiiiiiiiiiiiiiiii ;-)
    Ostrzegam, pustka zjada coraz więcej….

  34. PS. rzecz jasna mój mąż mów: ;-) Pustka się wzięła i wcisnęła w miejsce rzeczownika ;-)

  35. Od pewnego czasu kieruję się tzw. „Zasadą numer 6” czyli: „Nie traktuj siebie tak cholernie poważnie”. Działa, najczęściej,kiedy mój balonik ma się już prawie na pęknięcie, mówi: Zasada nr 6 i od razu całe negatywne powietrze uchodzi.

    Im częściej przełączamy się w tryb obserwator, tym więcej luzu, szczęścia. Tak sobie myślę, a w zasadzie nie myślę, tylko czuję to w swoim życiu.

  36. Panie Maćku,

    proszzz bardzo:

    pustkapustka ,

    otttt cała prawda… (:

  37. chyba jesteśmy połączeni :) ale jak tu pustkę połączyć z drugą pustką???

    jak powiedzial genialny fizyk Richard Feynman: „nawet kiedy patrzę na wielki, czarny fortepian w pokoju, to w zasdzie widzę tylko pustą przestrzeń”

    ot bzykające elektrony, matrix :)

  38. Jeśli ktoś potrafi żartować z siebie, ze spraw wydawałoby się smutnych, trudnych w „normalnym życiu” to myślę, że jest to coś bardzo ważnego.. To jest właśnie ten dystans do życia – jako obserwatora siebie i innych..
    Pustka wydaję mi się stanem pełnej świadomości, czyli szczęścia..tak bardzo upragnionego przez wszystkich.. bo przecież jesteśmy połączeni ze sobą.. :)

Komentarze są wyłączone.