A gdyby wojny nie było…

a gdyby...
a gdyby…

Siedemdziesiąt lat temu o 17.00 wybuchło Powstanie Warszawskie. Głośno o tym z powodu okrągłej rocznicy, licznych obchodów, filmu fabularnego i ostatnich żyjących powstańców, którzy stanęli na apelu poległych, swoich towarzyszy broni. Mnie jednak przyszedł do głowy inny film, niedawny, uznawany za nieudane dzieło Juliusza Machulskiego pod tytułem Ambassada. Film kończy się sceną, która wywarła na mnie piorunujące wrażenie, dosłownie wgniotła mnie w fotel, chociaż w zamyśle to była komedia. Otóż w finale rzecz dzieje się w niezrujnowanej Warszawie, stare ulice sprzed 1939 roku połączyły się z nowymi budynkami, Warszawa jak Paryż czy Londyn rozbudowała się i zaadoptowała nowe do starego, nie było II wojny światowej, a społeczność Żydowska w najlepsze handluje na Twardej. Długo nie mogłem przejść nad tą wizją do porządku dziennego. Mogło nie być wojny. Również moje losy potoczyłyby się inaczej, gdyż wojna która psychicznie, fizycznie i materialnie zdewastowała moją rodzinę i rodziców zwłaszcza, którzy w wojnę dorastali, nie wybuchłaby, ten czas byłby życiem. Poznałabym moich dziadków, rodzina przekazywałaby swój dorobek, ludzie żyliby bez uprzedzeń a wielonarodowe familie byłby czymś naturalnym.

W Warszawie, jak w niewielu miejscach na Ziemi, żyjemy na gigantycznym cmentarzu. Najpierw na cmentarzysku getta, które przecież dopalało się tuż obok tętniącej życiem reszty miasta, za murem, za cichym, bezradnym przyzwoleniem Polaków. W trochę ponad rok później ten sam los przypadł całej Warszawie i wszystkim jej mieszkańcom. Paralela jest tu nieprzypadkowa, powstanie w getcie wybuchło w sytuacji zupełnie beznadziejnej, gdy na terenie getta pozostało około 70 tysięcy ludzi. Na równie straceńczą walkę rzucili się Polacy nie mniej osamotnieni od walczących przed nimi Żydów. Warto pamiętać, że armia sowiecka od 14 września stała na praskim brzegu i wkroczyła na zgliszcza stolicy dopiero 17 stycznia roku następnego.

Jak zwykle w kulisach tej okrutnej katastrofy powstańczej była polityka. Premier Polskiego rządu na Uchodźstwie, Stanisław Mikołajczyk latem przebywał w Moskwie i spotkał się ze Stalinem lecz jego rozmowy zakończyły się fiaskiem. Oficjalnie Polski Rząd zerwał stosunki dyplomatyczne z ZSRR po ujawnieniu zbrodni katyńskiej. Z drugiej strony Radio Moskwa nawoływało ludność Warszawy do chwycenia za broń i poparcia Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który powstał z inicjatywy Stalina 21 lipca 1944 w Moskwie. Gdy jednak I front białoruski zatrzymał się na Pradze, wsparcia Rosjan dla powstanie nie było. Latem tego roku odbył się nieudany zamach na Hitlera w wyniku, którego stanowisko tyrana jedynie się zaostrzyło. Było już po konferencji teherańskiej, w której Churchill, Roosevelt i Stalin podzielili świat jak tort. Utrzymanie Stalina w koalicji antyhitlerowskiej i przerzucenie na jego armię dużej części wysiłku bojowego było dla Churchilla i Roosevelta podstawowym priorytetem, tym bardziej, że toczyli w dalszym ciągu wojnę na Pacyfiku z Japonią. Byli gotowi na wszelkie ustępstwa.

Dotarłem do jakiegoś materiału, w którym autorka twierdzi, że wszystko już było między Angelą Merkel i Władimirem Putinem dogadane. W skrócie: Krym dla Rosji, gaz dla Europy, inwestycje dla niemieckich koncernów, Ukraina nie wchodzi do NATO. Wszystko pokrzyżowała rakieta, która zabiła pasażerów malezyjskiego samolotu. Ale czy na pewno? Nikt na Zachodzie nie rozumie Rosji, nie pojmuje jej ducha, natury uległej władzy, nacjonalistycznego narodu, skłonnego bić pokłony bojarom i popom za ich łaskę. Ducha skołowanego propagandą i w genach rodziców noszącego dziedzictwo lęku, lęku straszliwego, przed władzą w każdym jej przejawie. Stalinowskiego okrucieństwa, które nie zawaha się przed niczym w imię propagandowej sprawy. Janusz Onyszkiewicz, dwukrotny minister obrony narodowej, powiedział ostatnio, że dawne Prusy, z których zrodził się przecież hitleryzm i w pewnym sensie dwie wojny światowe, to nie było państwo, które posiada armię ale armia, która posiadała państwo. Podobna sytuacja jest we współczesnej Rosji. Federacja Rosyjska nie posiada tajnych służb, to tajne służby posiadają państwo. W mojej rodzinie przez całe powojenne lata trwał spór w starszym pokoleniu, który z naszych sąsiadów jest gorszy i bardziej niebezpieczny? Polskie fobie i wady wynikają również z pola relacji, z interakcji pomiędzy sąsiadami, z pradawnych archetypów – walki, zemsty, nieufności, krzywdy, winy. Kryzys zaufania, to również kryzys niezdolności do stawiania pytań o własną odpowiedzialność, stawania w prawdzie. Polska martyrologia jakoś dziwnie zmiksowana z obojętnością i małym partykularyzmem oraz ślepota Zachodu, który zawsze stawia interesy i biznesy ponad życie ludzkie, są smutną powtórką z historii.

A gdyby wojny nie było poznałabym moich dziadków i wujków, rodzina przekazywałaby swój dorobek, dziedzictwo duchowe i materialne, tradycję myśli i wspomnień, ludzie żyliby bez uprzedzeń a wielonarodowe familie byłby czymś naturalnym.

A gdyby wojny nie było…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Gdyby nie było wojny prawdopodobnie ideą dominującą w Europie byłby faszyzm i nacjonalizm. Żyli byśmy w rzeczywistości segregacji rasowej, rasach panów i niewolników. Pewnie nie uniknęli byśmy eksterminacji żydów. I pewnie w końcu i tak kraje stanęły by ze sobą do walki o to czyja narodowość lepsza. Patrząc na historię, na to wszystko co było w tamtym czasie wojna była nieunikniona. Zbyt wielu jej chciało. Dobrze, że choć po zakończeniu zostaliśmy po stronie tych, którzy wygrali, bo nie koniecznie tak musiało być. Nie chcę się zagłębiać w rozważania historyczne, ale gdyby żył Marszałek Piłsudski, którego nie posądzam o nacjonalizm, ale o sympatyzowanie z Niemcami, to nie wiadomo czy nie pomaszerowalibyśmy z Hitlerem na Moskwę.

  2. Takie zycie…Historia uczy.Ofiary niepotrzebne.

  3. Ciekawa notka. Dziękuję.
    Też zastanawiałam się kiedyś nad wersją świata bez II wojny światowej. Snułam sama dla siebie jakby to mogło być. Muszę zobaczyć Ambassadę Machulskiego i tę scenę.

    O wielu wpływach i dzieleniu państw jak tortu wiemy. Ale o jak wielu kuluarowych nie wiemy wcale. Np. teraz wiemy, że ludzie czekający na swoich bliskich lecących boeingiem stracili ich w jednym momencie. Ale oprócz tego, że nie żyją, nic nie wiemy na pewno. Dlaczego wersja o globalnej polityce Ameryki i opłaceniu najemników podających się za przyjaciół putinowskiej Rosji nie może być prawdopodobna? Może każda wersja, jaka powstaje zawiera ziarnko prawdy?
    Drażni nas i ośmiesza się według mediów, polityków, ludzi Antoni Macierewicz swoimi teoriami na temat tragedii smoleńskiej. Jakieś znaki zapytania wciąż wiszą nad wypadkiem samolotowym generała Władysława Sikorskiego – Gibraltar 4 lipca 1943 roku. Pewnie te niejasności powodują też że historia jest dla wielu pasjonująca, dla jeszcze innych budzi obawy, przerażenie, albo nawet nudę.
    Ciężko gdybać w obliczu tylu okropieństw i tragedii, których nie umiemy cofnąć, sprawić by się nigdy nie wydarzyły. Najgorsze, że Polska byłaby mocniejsza, byłaby inna.

  4. To wszystko jest w równoległej rzeczywistości….

Komentarze są wyłączone.