A

 

do czego zużywamy najwięcej żyta?

Jesteśmy chyba ludem transowym i jednocześnie nerwowym. Nasze neurotyzmy wynikają pewnie w dużej mierze z zamiatanych pod dywan tabu i traum, poczucia słabości, które za wszelką cenę trzeba ukryć, poczucia winy, które natychmiast trzeba przerobić na własną krzywdą – żeby mniej bolało. Skrzywdzony bowiem, może na cały świat trąbić jak bardzo został skrzywdzony. Można też dokonać samoukarania, a jeszcze lepiej ukrytej autodestrukcji. Alkohol jest znakomitym środkiem do celu, do tego papieros, wybuchy agresji, sen, kac – mała śmierć.   Uciekamy w otchłań, w sen, w nieobecność, w niemyślenie, nieistnienie, niebolenie, nieczucie. A po za tym, a nawet przede wszystkim – picie jest przyjemne! Przynajmniej na samym początku.

 

 

absynt - szybciej trujący niż inne alkohole

Jest picie pijackie, zatraceńcze, wynikające z bylejakości życia, z braku nadziei i umiejętności społecznych, picie wykluczonych,  o dawna opuszczonych. To picie oficjalne, pijackie. Potępiane, widoczne i oczywiście „okropne”. Picie nizinne, wstrętne, takie, od którego odwraca się twarz w drugą stronę. Oczywisty alkoholizm.

Jest jednak także picie ukryte, bardziej jadowite, powolniejsze w skutkach, z pozoru eleganckie i całkowicie, absolutnie, a nawet zupełnie n-a-t-u-r-a-l-n-e. Niby niepicie, ot codzienne sześć piw do grilla, piwo pod serial, meczyk, żużelek, piwko przy namiocie, na łódeczce, na rybkach, na plaży i do deseru, piwko pod parasolem. Picie niby niepicie może być też winem, coraz lepszym w naszej ojczyźnie. Już nie za 8 złotych, za 16, ale nawet za 26 i 36 i za 70 się zdarzy. Wina już nie bułgarskie, lecz argetyńskie i chilijskie modne bardzo, a nawet hiszpańskie i włoskie.  Picie niby niepicie niby klasy średniej.  Jest też niepicie picie niby klasy Q, klasy ą i ę, te wszystkie łiskacze, skocze, drinki i martele. Picie profesorsko-doktorskie, picie artystyczne, picie bogate, które nie jest przecież piciem, pijaństwem, okropieństwem i alkoholizmem, bo przecież jakże to – doktor, magister, starszy specjalista, adiunkt, dyrektor, sędzia, partner, doradca mógłby być pijakiem?  Pewien mój klient w coachingu mówi: Co? Ja mam problem z piciem? To absurd! No dobra – mówię – zrób eksperyment, daj sobie samemu dowód, że nie masz problemu. Nie pij przez tydzień, żadnego alkoholu, ani kropli. Wtedy się dowiesz. On na to – Przez tydzień? Wytrzymał dwa wieczory, ale przecież butelka znakomitego malbec się nie liczy. Takie picie to przecież niepicie, to degustacja jest, z przyjacielem. Znajoma studentka zrobiła pracę badawczą w podstawówkach. 250 losowo wybranych dzieci. Na pracę magisterską wystarczy. Piękne w swej prostocie założenie. Jedno z pytań: Wymieńcie drogie dzieci pierwsze słowo na literkę  “A” jakie przyjdzie wam do głowy. Jak myślicie ile procent wypowiedziało: alkohol?

 

Niby niepicie, ot codzienne sześć piw

.

Jem orientalne jedzenie w niezbyt drogim barze. Pyszne, choć olej, sądząc po zapachu, obchodzi okrąglą rocznicę kontaktu z patelnią. Rodziny z dziećmi biesiadują radośnie.  Spory tłum. Co tu robić przy złej pogodzie? Ruszają gospodarkę te codzienne nasze polskie hektolitry alkoholu. Podatek akcyzowy, dźwignia wzrostu. Dzieciaki biegają między krzesłami, a z boku deszczowego ogródka mały, zadaszony plac zabaw. Cudowny pomysł. Rodziny raczą się piwkiem, winkiem, wódeczką i papierosem, niekiedy tylko matki dmuchają w drugą stronę, gdy dziecko podbiega o coś zapytać. No co – mówi jedna pani do drugiej z uśmiechem na lekko już sparaliżowanej od promili twarzy, gdy zamawia kolejne piwo – alkohol jest dla ludzi.

 

A
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Bo jak napisał prof.Osiatynski problemem alkoholika wcale nie jest alkohol…podpisuję się pod tym, podpisuję jednym, drugim i trzecim piwem, które staje się metodą, nie ucieczką, nie wymówką, tylko metodą..zaskakujące i wytłumaczalne zarazem, wieloma eksperymentami udowodnione, że mechanizm ucieczki od źródła, może doprowadzić do źródła..zrozumienie, uważność, delikatność, jak śpiewał jeden z aktorów na spółkę z pewnym poetą:”…szalenie, delikatny jestem na kacu…szalenie”…i kiedy staję często przed ladą w sklepach spożywczych uderza mnie ogrom tła jaki rysuje się za plecami Pań ekspedientek…ściany alkoholu…litry, kolory, wymiary, etykiety, jarmark istny…szalenie

  2. |Bardzo mnie poruszyl ten tekst poniewaz znam z wlasnego doswiadczenia czym jest alkoholizm a z poczucia winy ,oglabym sie habilitowac.Mimo,ze od 20 lat nie pije to duzo czasu musialo uplynac aby to poczucie winy zmalalo(bo nie zniknelo,o nie).Ono mnie paralizowalo,uniemozliwialo normalne funkcjonowanie no i stanowilo wygodna wymowke do tego zeby np stawiac wlasnym dzieciom zdrowe granice.Bogu i madrej terapeutce zawdzieczam,ze spojrzalam na to w dojrzaly sposob.I jeszcze jedna uwaga:nie jest sprawdzianem na uzaleznienie zdolnosc do powstrzymania sie od picia nawet przez rok.Wielu alkoholikow podejmowalo takie proby kontrolowania picia,niestety nieskuteczne.Bo jak napisal prof.Osiatynski problemem alkoholika wcale nie jest alkohol.Pozdrawiam.

  3. Lidia,
    i ja tak myślę, i ja tak wierzę :)

  4. Nie tylko w Polsce maja ludzie problemy z alkoholem. W innych krajach spiewa sie inne piosenki przy piciu alkoholu, one nie sa zwiazane z wojna czy historia. Mam nadzieje, ze Polacy nie przyjma pozycji “ofiary” tlumaczac polski alkoholism historycznymi uwarunkowaniami polskimi przezyciami. Nie trzeba przezyc druga wojne swiatowa aby miec problemy z alkoholizmem.

    Po wojnie przyszedl polski kapitalizm a on nie rozni sie od kapitalizmu w innych krajach swiata. Mam ponownie nadzieje, ze kazdy czlowiek zauwazy ze decyzja o piciu albo nie piciu zalezy w duzej mierze od Niego samego. Oczywiscie systemy spoleczne sa bardzo wazne, jak spoleczenstwo podchodzi do alkoholu. Jest mi bardzo przykro ze osoby ktore nie pija alkoholu musza byc “wdzieczne” za te “tradycjne” prezenty – butelka z zawartoscia alkoholowa. Czas moze uswiadomic, bardzo czesto, nieswiadomych o Swoich “nieprawidlowych” uczynkach ludzi o tym, ze odbiorcy nie sa wdzieczni za te prezenty? Jak inaczej mozna zmienic spoleczne zasady? Kto odpowiada za to?

    To my wszyscy mamy mozliwosc i nawet obowiazek aby naszym zachowaniem uksztaltowac nasze zycie a tym samym ustanawiac normy dla calego spoleczenstwa. Sa na to dobre przyklady wymienione powyzej. Im wiecej osob bedzie traktowalo alkohol jak mlodzi artysci tym wieksza jest szansa, ze ilosc ludzi z problemami alkoholowymi bedzie malala. Ale musimy niestety liczyc sie z tym, ze ta liczba nigdy nie spadnie do zera – bez wzgledu na co my bedziemy narzekac – na wojne, na kosciol czy “zapieprzanie”. Dobrym rezultatem jest chociazby zmniejszajaca sie liczba akoholikow.

  5. Jest pewne zjawisko, nazwałam go „syndrom pustej lodówki”. Jeżeli w lodówce jest wiele rzeczy by zrobić kanapkę, wędlina, serek itd. to brak chleba, ale jeżeli jest chleb niestety w lodówce nic nie znajdziemy tylko szczypiorek, rzodkiewkę kilka rodzajów win, kilka piw i wódkę w zamrażalniku. Codziennie do kolacji lampka wina, może piwo, a może najpierw jedno, a później drugie, dzieci dostają pizzę lub wszyscy jadą do McDonalda. Tzn. najpierw jadą, a później piwo, wino.

  6. Z drugiej strony– “alkohol jest dla ludzi–” podobnie jak czekolada, ser, czy kapusta. Byle nie przeginać. Czasem miło wypić kieliszek dobrego brandy, a czasem trzeba się nawalić, nie ma rady. “wszystko można, co nie można, tylko z wolna i z ostrożna”–jak mawiał mój zmarły (wcale nie tylko od alkoholu) przyjaciel. Co innego jak państwo stoi na ziemniaku, czy żytniej. Wtedy sprawa jest poważna i żadne zaklinanie i windowanie na sztandary tych, co nie piją (a więc i mnie) nic nie pomoże. To sprawa, że tak się wyrażę—“głębsza”. Zresztą przypominam, że wiele znakomitych dzieł powstało nie bez pomocy alkoholu (ze względu na szacunek dla artystów nie będę tu wymieniać ani tych dzieł, ani nazwisk twórców).

  7. jedną nogą na wakacjach ale zdążyłam jeszcze zapytać moją sześcioletnią córkę o słowo na A. Pierwsza rzecz jaka przyszła jej do głowy to.. anakonda. A więc ok. Co z tego – skoro w moim domu alkoholu nie pije nikt a jednak na szafce stoi już kilkadziesiąt butelek, które notorycznie dostaję a to z okazji a to na urodziny a to na chrzest córki. Nikt nie pytał mnie nawet czy ja piję alkohol jakby oczywistym było że innej opcji nie ma…

  8. Dołączam się :-)

  9. A w czym jesteśmy dobrzy? Jakie pasje w nas drzemią? Jakie szalone i twórcze pomysły? Jakie idee przyświecają? Jakie odkrycia czynimy każdego dnia? Ile pięknych akcji inicjujemy? – składam prośbę na ręce “ojca założyciela” prośbę o takiego posta, optymistycznego, równoważącego, jasnego – tacy też jesteśmy, jako naród, jako jednostka.

    Są kaci zwierząt, ale i ich obrońcy – mówmy o nich
    Są mordercy – ale i ratujący życie- mówmy o nich
    Są źli i smutni- ale są i radośni, siejący dobro-mówmy o nich
    Są pijani, śpiący-są trzeźwi, obudzeni-mówmy o nich
    Są napchani komercją, konsumujący-są pronaturalni i żyjący w zgodzie z naturą-mówmy o nich
    Są czarno-biali-tą tęczowi-mówmy o nich
    Są domatorzy w kapciach i piwem w ręku-są ciekawi świata, podróżnicy, zdobywcy-mówmy o nich

    Proszę ;-)
    Dziękuję ;-)

  10. Nie piję alkoholu i nie palę papierosów, ani też żadnych innych używek nie praktykuję. Kiedyś (dawno temu) piłam na imprezach, szalałam, znam chyba wszystkie rodzaje alkoholu i wszystkie rodzaje picia, dwa razy nawet mi się “film urwał”. Nie wiem jak teraz, bo “teraz” juz nie piję w ogóle, nie mam takiej potrzeby”, ale w PRL-u pijaństwo integrowało ludzi wszelkich środowisk od lumpenproletariatu przez środowiska artystyczne , po “górę”–władzę. Wiem, bo znałam wszystkie te środowiska (łącznie z “władzą” dzisiejszą, a wtedy opozycją). “Kto nie pije, ten donosi”–tak się wtedy mówiło o abstynentach w towarzystwie. Z tego co wiem–bo w tych kręgach się nie obracałam–kościół też dotrzymywał, chwiejnego, kroku narodowi. Dziś środowisko artystyczne (uznani malarze, artysci wizualni) pije niewiele, chyba że jakiś artycha ma nawyki z PRL-u, ale młodzi zaledwie sączą, dyskutują, czasem trawka, alkohol i papierochy ich juz nie kręcą (znam wielu artystów młodego pokolenia z imprez), ich używką jest sztuka, gadanie, pomysły, koncepcje.
    A co ma robić zwykła rodzina na co dzień zapieprzająca na kredyt za mieszkanie, kiedy już wyląduje na wczasach? Karmieni tasiemcowatymi serialami, gdzie pokazuje się trzy emocje na krzyż w szablonowych wersjach na tle takich samych do znudzenia podobnych scenografii zbudowanych z codziennego deptaka i ikeowskich mebelków. Ma szukać nagle, ni stąd, ni z owąd jakiejś odnowy? Chcą sie po prostu wyluzować. Napić, napalić. Bo za chwilę znowu bedzie zapieprz, kredyty, telewizja i ….żadnych cudów, panie Jezu. Polski kapitalizm. Ludziom jest ciężko. Wóda, piwo integruje. “Co uzyjem to dla nas, bo za sto lat nie będzie nas”–to jeszcze pijacka śpiewka z okupacji. Wóda jest wpisana w naszą historię od dawna, nie tak łatwo będzie się wyleczyć. Nawet ci co nie piją (ja) są uzależnieni, jak to w rodzinie.

Komentarze są wyłączone.