Afiliacja

Góra Lodowa

Całe szczęście nic się nie zmieniło? Mawiała ciocia wracając z urlopu w Ciechocinku. Ile zmian, jak ciekawie! – mawiał wujek zauważając nawet taki szczegół, jak dorodne liście kasztana, które przecież były znacznie mniejsze. Zmiana bywa przerażająca, zmiana zachwyca. Kiedy wyjeżdżam wyłączam się z przewidywalnego rytmu dnia. Docierają do mnie zupełnie inne informacje. Smak soku z granatów, zaskakująca cisza, gdy leci się balonem; świt na pustyni; pomidory dojrzałe w słońcu; herbata w kolorze purpury i głębokiego brązu; kamień z małej szlifierni, który ponoć gromadzi moc. Dopiero po powrocie docierają do mnie przeterminowane wiadomości. W Grecji wybory. Nowy rząd nie może powstać. Wyjdą z Unii, czy nie wyjdą? Nowy prezydent Francji. Za chwilę mecze na Euro. Bojkotować, czy nie bojkotować popierając Julię? Katastrofa smoleńska, epizod 243, Telefon prezydenta. Autostrada A2 jednak będzie. Green Peace ujawnia zdjęcia z katastrofy w Zatoce Meksykańskiej, które rząd ukrył. Czytam komentarze na portalach informacyjnych. Dwa, trzy, pierwsze. Jak zawsze agresja. Złość wobec poprzedniego komentarza, komentatora, zapisanych słów?

Odkryliśmy z żoną w czasie podróży, że spora część ludzi realizuje swoją potrzebę afiliacji, czyli aprobaty społecznej i uczestnictwa w zbiorowości na poziomie zachowań i środowiska. Odniesieniem był model Góry Lodowej na podstawie poziomów logicznych Diltsa. Parę razy pisałem o tym w moich książkach. Człowiek przeżywa siebie, swoje motywacje i role społeczne na kilku poziomach jednocześnie. Na powierzchni [poziom, który w górze lodowej wystaje nad powierzchnię wody] jest środowisko, w którym żyje, jego zachowania i umiejętności, czyli to, co potrafi – wypełniając rolę, kontaktując się z ludźmi. Pod powierzchnią wody [czyli samoświadomości] są przekonania, czyli wszystkie osobiste twierdzenia na temat rzeczywistości, a głębiej wartości, tożsamość, [czyli to za kogo siebie mam] oraz misja i wizja własnego życia nadające sens [również tej konkretnej roli]. Realizowanie potrzeby afiliacji, czyli pragnienia bycia z ludźmi i uzyskiwania ich akceptacji na poziomie środowiska i zachowania jest najprostsze i najbardziej efektywne zarazem. Przewidywalnie się zachowywać; robić mniej więcej to, co robią inni; chcieć i oczekiwać podobnego; bawić się wypoczywać podobnym rytmem; jeść ciastka, gdy inni jedzą ciastka; pić, gdy inni piją; tańczyć, gdy wszyscy tańczą; mówić rzeczy błahe i przewidywalne; krytykować, to, co inni krytykują; chwalić, co inni chwalą. Nawet na plaży trzeba rozłożyć się blisko innych, choć osobno. Instynktowe zbijanie się w stadko. Nawet, gdy dwie grupy tej samej narodowości spotykają się gdzieś w Peru, Maroku czy Turcji po chwili rozdzielają się na dwa stadka autokarowe. To nasza pani Małgosia – przewodniczka, a to ich pani Agnieszka. Efektywne i dość skuteczne zachowanie. Ewolucyjny mechanizm.

jagniątko, czy jagnięcina...

Są też ludzie, którzy swoje pragnienie uczestnictwa wyrażają malując obraz, pisząc artykuł, książkę, rozsyłają wstrząsające zdjęcia z katastrofy na prośbę Green Peace; ratują zwierzęta w ramach Vivy – ich potrzeba uczestnictwa wyrażana jest głębiej, na poziomie tożsamości, a nawet życiowej misji. Oni również adresują swoje aktywności do grona podobnych osób, wyznających zbliżone wartości. Niestety bardziej ryzykują. Kiedy ktoś powie: Ale obciachowe spodnie dzisiaj założyłeś [poziom środowiska i zachowania] trafia na obszar, w którym łatwo powiedzieć: założyłem; zdejmę; kupię inne; innych nie miałem; podobają mi się te, które mam; odczep się; twoje też są obciachowe. Jednak, gdy potrzeba afiliacji jest oparta o twoją tożsamość, albo nawet o misję życiową, to jeśli ktoś twoją aktywność skrytykuje, zaatakuje, odrzuci albo zakwestionuje – odrzuca jednocześnie tożsamość, albo nawet misję, czyli poczucie sensu. I to boli znacznie bardziej, niż komentarz dotyczący środowiska lub zachowania, gdyż uderza w same podstawy osobowości, w jej najgłębsze pokłady. Wygodniej zatem budować przynależność grupową w oparciu o proste zachowania i schematy, przewidywalne oczekiwania i stereotypy niż podejmować ryzyko afiszowania się z własną misją i tożsamością – na przykład poety, miłośnika gołębi, wegetarianina, albo pacyfisty.

Obserwowałem 14 -latkę, która nie jadła mięsa, z powodu swego stosunku do zwierząt. Młoda, zaangażowana adeptka Vivy. Jakże cierpiała, słysząc niewybredne komentarza i uwagi dorosłych z jej rodziny i znajomych na temat usmażonej owieczki; pysznego, młodziutkiego jagniątka, które się wyhasało w górach; chrupiącego udka i polskich kabanosów. Niektórzy w ten prowokatywny sposób starali się ośmieszyć i zakwestionować postawę dziewczyny, szczypiąc słowami rodzinnego outsidera, odmieńca. Pewnego wieczoru dziewczyna wybuchła: A gdyby wasze maleństwa, niemowlaczki i dzidziusie ktoś wypatroszył, napchał pietruszką i usmażył na ogniu. Piotruś i Malwinka z rusztu.  Palce lizać! Dostała od matki w twarz. Wybiegła z restauracji. Co za wstyd dla rodziny! Wszystkie nastolatki zachowują się jakoś przewidywalnie, tylko ona musi wszystkim popsuć nastrój. Dzieciak ma skrzywioną psychikę, powiedzieć coś takiego o swoich kuzynach – pomstowali, zgodnie realizując potrzebę afiliacji przy jagnięciu z fasolą, podawanym wyłącznie na specjalne zamówienie.   

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Zadałam to pytanie mojemu Mistrzowi w zawodzie.Lekarzowi ,ktory nie tylko był swietnym specjalistą ,ale rowniez Człowiekiem w stosunku do pacjenta,czlowiekiem oczytanym,inteligentnym,myslacym i nie dbajacym o kariere i tytuly naukowe.Rzadkość.Czarna Perła,ale i…. czarna owca….oczywiście nie pasował do akademickiej śmietanki.Musiał odejść i wielu zacierało ręce,ze nareszcie.
    na to pytanie odpowiedzial mi,ze …w lustrze.
    ze nadal trzeba wszystko robic tak,zeby rano moc spojrzec sobie w twarz,mniej wazne gdzie i z kim.

  2. oj tak,prawda ,ze odrzucanie na poziomie tożsamości,czy misji o wiele bardziej boli,a także o wiele mocniej wrywa z ziemi….
    mowi sie ,ze paliwa i wsparcia w takim kryzysie nalezy szukac zawsze pietro wyzej/,albo glebiej/….a jesli nadkruszaja sie juz tak glebokie poziomy?to gdzie wtedy szukac wsparcia?

  3. Bliskie mi to bardzo. I zachowanie 14 latki. Na szczęście u mnie aż takich reakcji nie było ale to chyba wynika z tego, że od zawsze wyrażałam głośno i jawnie swoje opinie (które zazwyczaj były kontra do większości) więc rodzice byli przyzwyczajeni. Przez lata różnie radziłam sobie z zaczepkami, czasem hardcorowo, czasem ciszą. W pewnym momencie dotarło do mnie że ludzkiego podejścia chociażby do zwierząt nie zmienię (tak, to bolało) a jedyne co mogę zrobić to skupić się na swoich działaniach, robiąc to co czuję, bez patrzenia na innych. I moje doświadczenie mówi mi że to tak naprawdę najskuteczniejsze narzędzie do zmiany dookoła mnie. Ale dzieje się to naturalnie, bez napięcia. Żyję więc po swojemu, robię swoje, coraz mniej spinki a to jak mnie postrzegają inni to już ich „problem”. Tak naprawdę błogosławieństwem moim jest brak potrzeby przynależenia do grupy i pewność co do tego w co „wierzę” i co jest dla mnie ważne.

  4. Mello pisał o tym, że ludzie którzy są przebudzeni, którzy rozumieją świat na innym poziomie, przestają pasować do grupy. Co może zrobić z nimi grupa. Jedyne wyjście to alienować, zniszczyć, próbować przekonać wszystkimi dostępnymi środkami.
    Mnie też atakują znajomi, rodzina, totalnie nie chcąc zrozumieć mojego świata. Często słyszę- „co Ty możesz wiedzieć o życiu, nie masz żadnego doświadczenia. Rób tak jak trzeba.”A jendak mam, swoje własne, niepowtarzalne. Ich uwagi, epitety mnie nie dotyczą. Bo nie mogą.
    Wszystko tutaj sprowadza się do potrzeby aprobaty, spełnienia oczekiwań innych. Olać to.

  5. myśl jaka przyszła do mnie po przeczytaniu powyższego testu:
    Działaj w zgodzie z samym sobą, bez oczekiwań a poczujesz się wolny i swobodny. Twoja Energia przyciągnie do Ciebie tych których potrzebujesz..
    Szkoda czasu na tłumaczenie siebie innym, czyli na tracenie własnej mocy dla Tych którzy i tak wg. siebie wiedzą lepiej.

  6. Potrzeba afiliacji jest bardzo ważna. Wszyscy chcemy być kochani.

    Ta scenka z dziewczynką wegetarianką jest mi bardzo bliska.
    Ja sama nie jem mięsa, sama ciągle spotykam się z podobnymi sytuacjami, kiedy
    moja rodzina/ znajomi nagle zaczynają epatować tym swoim mięsożernym podejściem do życia.
    Ale stawianie sprawy na ostrzu noża, w ogóle, nie tylko w obronie tej sprawy, jest
    często bardzo mało skuteczne. Mam takie poczucia bycia w sytuacji walki, z której nic nie wynika, poza niszczącym konfliktem. Walki, która pożera mnóstwo mojej energii, ale prowadzi donikąd.
    Próbuję sobie wymyślić jakąś inną strategię – robić swoje, ale jednocześnie nie dać się sprowokować.
    Uczę się chyba trochę rozwiązywania konfliktów od Irlandczyków – którzy nigdy nie otwierają ognia.
    Mój ukochany na świecie sklep/ kafejka wegetariańska The Happy Pear w Greystones
    robi to w super sposób. Przez zabawę, współpracę z lokalną społecznością, organizowanie
    festiwali czekolady i święta Walentynkowego, przez edukowanie dzieci z lokalnej szkoły
    o wartości zwykłego zasadzonego w przyszkolnym ogródku kartofla, przez wciąganie ludzi w swoją filozofię raczej niż walkę z tym, co im się nie podoba.
    Ta zabawa oznacza też np częste wizyty w kulinarnych programach telewizyjnych
    i propagowanie potraw wegetariańskich.
    Ale wszędzie w tym jest zabawa, radość, dobra energia, świetna kondycja.
    Jest to chyba najbardziej etyczna firma, jaką znam. A na ścianach kafejki super cytaty typu:
    Be the change you want in this world.

  7. No właśnie, nadal się boję dziecko do szkoły wysłać, ponieważ pedagodzy powinni być otwarci a to czasem takie zakały społeczne , że szacunku za grosz nie można do nich mieć. Jak tu dziecku np wytłumaczyć , że powinien się uczyć polskiego , a nauczycielka nie jest tępą, ograniczoną, złośliwą babą? Z drugiej strony jedna z moich koleżanek boryka się ze swoją rodzinką, która wszystkie brudy zamiata pod dywan i nie ma zamiaru szukać przyczyn problemów, tylko każą się koleżance dopasować. Właśnie czarna owca, nie chce się dopasować. Stałam się dla koleżanki miernikiem normalności. Czasem dzwoni i się pyta czy jej reakcja była właściwa. Zażartowałam kiedyś , że przejmuje moją mapę wartości i usłyszałam odpowiedź, że po raz pierwszy dzięki temu ma poczucie bezpieczeństwa i poukładania. Proste zasady , przemyślane decyzje, wiara we własne siły.

Komentarze są wyłączone.