Andy

kamień

Podróżuję właściwie z dwóch powodów. Nowi ludzie, nowe miejsca, zjawiska przyrody, architektura, kultura – słowem świat, w którym żyją inni ludzie, ten zastany i ten kreowany przez ich przodków jest dla mnie inspiracją dla odkryć dotyczących osobistego rozwoju. Co to takiego rozwój? Pewnie każdy definiuje to słowo na swój unikalny sposób, jeśli w ogóle używa pojęcia rozwój. Taki jest coaching: to ty się rozwijasz, więc zaczynasz od definiowania – co to jest rozwój, po co się rozwijasz, do czego, od czego i tak dalej. Dla mnie rozwój to uzyskiwanie pełniejszego kontaktu z własnymi potrzebami i emocjami, docieranie do impulsów, które Temple Grandin zapisuje z dużej litery:  SZUKANIE, ZABAWA, LĘK, WŚCIEKŁOŚĆ. To również zadawanie sobie w każdej chwili i w każdym momencie kluczowych pytań: Czy jest we mnie siła i skąd ją czerpię; czy jest we mnie radość dziecka; otwartość na nowe i empatia wobec innych istnień. Czy są w równowadze? Rozwojem jest również sprawdzanie, czy zmierzam w obranym kierunku; czy to, co robię, lub do czego jestem zachęcany, zmuszany, skłaniany – jest w zgodzie z moimi wartościami i życiową misją. Efektem tych inspiracji i  uważności jest wewnętrzny spokój i równowaga oraz jak nauczył mnie pewien mnich-mistrz: ufność równa pewności. Zaufanie do siebie zanurzonego w strumień wydarzeń. Dla osób religijnych to również zaufanie do bóstwa. W podróży jest tak wiele nowych bodźców, że niemal każda chwila inspiruje.

Kiedyś pewien mój student spytał, a raczej stwierdził, że kiedy człowiek cały czas tak myśli i analizuje, wyciąga wnioski i zastanawia się to musi być bardzo zmęczony. Odpowiedziałem mu pytaniem [student był zapalonym kibicem piłkarskim]: Jak wolisz oglądać mecz, na małym, przestarzałym telewizorku z użyciem klasycznej anteny, czy w formacie HD 50 cali w kinie domowy? A on na to, że na żywo, ale z dobrej trybuny. Otóż to!

Drugi powód – to odkrywanie tajemnicy ludzkiej skuteczności, poczucia szczęścia, sukcesu, efektywności. Słowem od lat zastanawiam się czy istnieje jakaś zasada powszechna, jakiś zbiór uniwersaliów, dzięki któremu, jak to w coachingu, można by stworzyć skuteczny, praktyczny model funkcjonowania i co więcej – sposób przekonywania innych do jego podjęcia, jeśli istnieje. W każdym miejscu wyszukuję, odkrywam, zauważam. My, ludzie ewolucyjnie przystosowaliśmy się do życia w dżungli i na pustyni, w górach, na ocenach i wśród wulkanicznych skał. Być może XXI wiek to dobry moment żeby się zastanawiać na czym polega dobre przystosowanie do życia wśród ludzi w innym modelu niż dominacja i uległość, podbój i wyzysk, ofiara i sprawdza, wygrany i przegrany? Ponadto oba powody dają mi ogromnie dużo przyjemności :)

Czego nauczyłem się do tej pory w Andach? Że kamień, którego nie można według współczesnej wiedzy, ani równo przyciąć, ani połączyć, ani wnieść na szczyt bez użycia współczesnej technologii – jest równo przycięty, spasowany i umieszczony na niewyobrażalnej wysokości wraz z milionami innych według precyzyjnego planu. I nigdy się nie dowiemy jak to było możliwe  :)

Andy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Wiem Zosiu. Każdy zmuszony walczy. Tak jak umie. Ja nigdy nie kryłam, że jestem pacyfistką. Dla mnie lepszej czy gorszej śmierci. Jest życie. Tutaj i teraz, które jest świętością Kotek. Nasze wybory naszymi wyborami. Trudności z jakimi się spotykamy. Nie chcę tu wchodzić w osobiste konteksty. jestem w stanie zrozumieć każdą osobę. Życie jest dla mnie największą Świętością. Nie wiem czy to potrzebuje jakichś specjalnych dookreśleń. Tchnienie ludzkie jest Cudem.
    Powtarzam wszystko jestem w stanie zrozumieć, przyjąć jako czyjeś doświadczenie. Rozumiem np. gesty samobójcze w ciężkich depresjach itp. jako wołania o miłość. Rozumiem wiele. Ale życie to cud od małej Drosophila melanogaster po ukoronowanie, mówiąc językiem Biblii stworzeń.

  2. Dżo-ann,
    Tybet nie płonie „niepotrzebnie”.

  3. 12 lutego. Dopiero początek roku i piszą, a ja nie mogę dalej w to uwierzyć. To zbyt bolesne, okrutne, niesprawiedliwe by mogło być prawdą. Wielki Głos. Dopiero co planowała kameralny musical z G.Sparks. Wielki hotel, wielkie osamotnienie, chwileczka okrutna. Jak z Wielką Marylin. Piękna Marylin. Piękna Whitney. Thalita kum. To takie okrutne dla Jej najbliższych. Przytulam. Współczuję. I love You Great Whitney.
    To takie ważne żeby Bobby Christina znalazła choć maleńką wolę by żyć. Żyć dalej to prove alle the people the true love. I cała jej rodzina. By ta Nieskończona tęsknota za własną mamą dała jej spokój, wiarę, siłę. By życie ją przytuliło.
    To cierpienie odbierające nam Siebie samych :( Tyle żyć codziennie Gasnących Płomieni. Tybet płonący niepotrzebnie samospalanymi się ludźmi. Chrońmy tlące się w nas Dusze. Uważajmy na Drogach Życia.

  4. Nie ma rzeczy niemożlwiych. Też wciąż się zastanawiam ,siedzę, analizuję, szukam uniwersaliów by stworzyć swój skuteczny model funkcjonowania. Najlepiej się jednak analizuje gdy rozmawia się z innymi, jak oni widzą ten świat. Wciąż się uczę i uczę.
    Czuję jakby radość dziecka u mnie już jakiś czas temu powróciła, właśnie dzięki coachingowi. Dzięki rozwojowi poznaje siebie… a to takie wspaniałe… :)

  5. Komentarz do artykułu o kiepskim rankingu wrocławskich uczelni na świecie ” Nasze nauczanie już nie jest wyższe ale dłuższe”. Coś w tym jest. Na wszystko musi być papier , a tak naprawdę mało kto weryfikuje wiedzę kandydata do pracy.

  6. Mąż mnie kiedyś strofował: „Ania nie wszyscy chcą się uczyć i rozwijać”. Coś mi się zdaje, że niektórzy dostają dar rozwoju a inni nie. Nie potrzebne są drogie kursy i szkolenia, bo gro ludzi jest samoukami, obładowani książkami, doświadczeniami, obserwowaniem, grzebiący ciągle w internecie. I dla niech nie ma żadnych granic wiekowych, aby poznawać i uczyć się czegoś nowego. Najlepiej widać to po starszych już lekarzach, którzy mimo doświadczenia nadal są na bieżąco z osiągnięciami nauki i korzystają z nowych metod.

  7. Chwała kamieniowi i żółtemu kwiatkowi!

  8. Chyba uzależniłam się od Twojego bloga. Od jakiegoś czasu, gdy tylko mam możliwość, rozpoczynam lub kończę nim dzień :). Chociażby dzisiaj – sobota rano, świat jeszcze trochę śpi, jakby zamarzł, a ja klikam na bloga. I znajduję odpowiedź, rodzącą kolejne pytania… Czym jest rozwój i po co mi on? – pytam siebie od czasu do czasu. Może wygodniej byłoby mniej myśleć, ot żyć bezrefleksyjnie? Jednak zdecydowanie wolę uczestniczyć w życiu, niż oglądać je przed ekranem. Nawet nie z trybuny, tylko być w wirze wydarzeń, odczuć, przebudzeń…

  9. Patrzę na zdjęcia Piety Islamskiej. Wzruszona i rozśmieszona przez Polskie Radio zarazem. Pan zatelefonował z inkubatora świetlnego Lema że wyraża zachwyt nad technologiami sprzed lat i bojkotuje morskie szaleństwo do upadłego. Słuszna prawda. Nie ma co narażać zdrowia. Ja pozostaję dziś w moim statku kosmicznym z B.Bettelheimem i A. Winehouse. Kraków zamglony, zimny, ale londyński. I Marcin Łukawski i kobiety walczące, dymisje, znowu nieszczęsny karambol. Premier buńczucznie walczy o swoje racje. Stawia czoła Wielkim Feminom.
    Detektyw śledzi dalej sprawę i walczy o chleb powszedni.

  10. No, tak, tak. Na Mazurach jak zawsze szaleństwo wodne. Morsy dopiero wskakują do jezior. Zaczarowane dzwonią do radiowej trójki by zachęcić innych do tej zwykłej soboty. Ja nie wiedzieć czemu myślę o Edku Stachurze, choć całe życie powtarzam sobie żeby o nim nie myśleć. Dla coacherów: ustawiam swoje nieświadome NLP by Kukuczka nie był zazdrosny i ja wtedy o Kukuczkę. I Alfreda Szklarskiego. No i co by powiedział wtedy Kapusta Kapuściński. W trójcą nie polecają czekana. Mówią mi tylko raki. Raki. To pewnie ta astrologia seksuologia w ascendencie. Mówią o jakimś socjalistycznym sprzęcie typu plecak i termos. Mamy 2012 rok. Inny Pan w saunie w Elblągu odpoczywa już prawie. Jeszcze mała teleportacja do Elbląga i mamy zupełny Star Trek. Ania Dąbrowska wysyła iskry molekularne do przerębli mazurskiej. Chałupy welcome tu jak śpiewa Klasyk.

  11. W Polsce zimno (choć rajdy na Roztoczu przy temperaturze ok. minus trzydzieści). Koksowniki. Beton przy GK i przykościelny niezaludniony. Większość spracowanych ludzi jeszcze śpią i przygotowują się do nowego dnia. „Chodzi o odporność psychiczną i pokonanie przemarznięcia” – mówi kierowca rajdowy w radiowej trójce.
    Mrozy od Babiej po Szczecin. Jedno się zmieniło – dawne Suwałki rozciągnęły się tu i ówdzie. Napiły się kawy z gorącego kubka wydarzeń. „Przeczekać- mówi kierowca rajdowy i napomyka, że trzeba się ruszać. Trzeba się ruszać mówi Igor Błachut. Artur Andrus chwali się tatuażem. Maria Czubaszek bezpieczna gdzieś w romantycznych objęciach Karolaka. Piotr Baron wpatruje się z przymkniętymi oczyma w Polskiego Oskara Radiowców. Kliki, ciągle kliki. Protekcje, koneksje. Dobrze, że w ślad za tym idzie anielski spokój Ani Dymnej (choć ona się pewnie wypiera, że to spokój Wiesia Dymnego). Wszystko to wina tych Łez w Kielichu Bachusa ;-)

Komentarze są wyłączone.