Artysta

Larry Page

Artysta musi znaleźć sens w tworzeniu, nie w opinii krytyka, czy publiczności, nawet jeśli od publiczności zależy – powiedział kiedyś Stanisław Lem. Chodź sam siebie nie miał za artystę, raczej za publicystę, futurologa i obserwatora zjawisk.

Współczesne media uzależniły się od słupków oglądalności, wyników sprzedaży, nakładów, a przede wszystkim od kanałów dystrybucji. Polski monopolista w dziedzinie dystrybucji książek i prasy – empik, podobnie jak wielkie stacje telewizyjne, jak parę lat temu sieci handlowe, dyktują mody, ceny, oraz wszelkie szczegółowe warunki. Producenci oraz wszelkiego rodzaju twórcy, usługodawcy zgrzytają zębami, jęczą z wysiłku i…ulegają.

Pamiętam boksy kupieckie sprzed kilku lat w hipermarketach, stojących po kilka godzin w kolejce dostawców i wszechwładne decyzje kupców wielkich sieci, dumpingowe ceny i wyżyłowane marże. Lęk w oczach, zwłaszcza małych producentów: Czy kupią, jaką partię kupią, na jakich warunkach? I coś się zmieniło. Polacy przestali szturmem zdobywać wielkomiejskie sklepy, gdyż cenią sobie małe sklepiki osiedlowe i bazarki. Oczywiście sprzedaż w megastorach ma się wciąż dobrze, ale nie ma już mowy o dyktacie wielkich sieci. W małych miasteczkach pojawiła się silna konkurencja średnich sklepów, ale bazarki i targowiska wciąż mają się nieźle, bo tam rządzi producent lub bezpośredni hurtownik.

modern art, tworzenie z potrzeby twórczej

Czasem prowadzę szkolenia z myślenia strategicznego. No cóż jak dotąd dyktat monopolistów niemal zawsze kończył się podobnie – klapą lub silnym spadkiem. Microsoft zdominował rynek software, ale wcześniej potęgi elektroniczne od hardware nie chciały słyszeć o powszechności komputerów osobistych, pomysły Billa Gatesa ignorowano. Potem pojawili się Larry Page i Sergey Brin ze swoim googlowskim algorytmem, nie chciał o tym słyszeć monopolista Microsoft. A gdy Mark Zuckerberg wymyślił Facebooka znów wielcy monopoliści byli spóźnieni. I dobrze im tak. Kreatywnego i strategicznego myślenie można się nauczyć w ciągu trzech dni na szkoleniu wartym kilka tysięcy dolarów, ale straty wynikające z monopolistycznego myślenia kończą się na znacznie poważniejszych wydatkach. Jak to się ma do artystów? Artyści zaprzedający dusze sponsorom najczęściej wytracają swój impet, kompromisy hamują ich geniusz, zamiast wsłuchiwać się w proces twórczy zaczynają śledzi słupki oglądalności, a ich kreacje stają się przewidywalne i przeciętne. Dawniej mecenatem sztuki był niemal wyłącznie kościół, a z czasem bogaci kupcy, wzrastające mieszczaństwo. Bardzo silna, trwająca wieki presja. Wielcy muzycy na XVII i XVIII wiecznych dworach niemieckich książąt, gdy skończyli grać, usługiwali do stołów z wraz kelnerami. Tego rodzaju mecenat zniknął. Sztuka stała się towarem szybko rotującym, jak pączki i pomidory.

Współcześnie ani akademie sztuki, ani teatry, lub galerie, ani krytyka nie wykreowują artystów w takim stopniu jak dawniej – robią to monopolistyczne, opiniotwórcze media. Artysta jednego albumu staje się natychmiast celebrytą, czyli celebruje swój sukces w mediach i…przestaje tworzyć. Tymczasem pod bokiem wielkich mecenasów, monopolistów, w cieniu celebrytów urasta po cichu kolejny pomysł, kolejny młodszy brat lub siostra Gatesa, Page`a, Zuckerberga i gdzie trafi…trafi bez łaski monopolisty do…Internetu.  Pytanie, czy po tym przyspieszeniu, rotacji, nieustającej zmianie mód i trendów zostanie jakiś ślad za dekadę, dwie? A może nie potrzebujemy już tej trwałości, celebrowania dzieł Bramantego, Vivaldiego, Moneta, Picassa czy Strawińskiego? Może jesteśmy cywilizacją mody, szybkości, zmiany i efektu?

Artysta
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. choć często ..
    ” Byłem ukrytym Skarbem i pokochałem bycie znanym , więc stworzyłem świat , tak bym mógł być znanym ..”
    Ważne jest pytanie .. co mi to daje i po co to robię ? i do czego to mnie zbliża ?
    bo tak naprawdę ..każdy Jest Artystą ! ..Swojego Życia …mniej czy bardziej sektakularnie …z efektami w formie ,wyrażenia siebie wyswobadzającego i dającego wolność .. „Ja ” i duszy …ułatwiający kontak ze ” żródłem ” czymkolwiek Ono Jest ..czasami siebie samym , czasami czymś więcej …”
    Jestem

  2. W najnowszym filmie Woode’go Allena (O północy w Paryżu), Hemingway mówi do głównego bohatera (występującego w roli pisarza): „Twoim zadaniem jest nadać sens bezsensowi istnienia.”. Tak określa rolę artysty. Woody Allen posłużył się jednak pewną metaforą, ponieważ główny bohater nie jest jedynie pisarzem rozumianym jako pisarzem piszącym książki, jest również pisarzem piszącym opowieść swojego życia. Właściwie ksiażka, którą pisze jest jego własną historią. Innymi słowy, dla mnie Woody Allen w tym filmie mówi: „Każdy jest artystą. Każdy pisze swoją narrację. Nadaj jej sens.” Patrząc w ten sposób, nie dziwi mnie, że sprzedaje się „tandeta”, ponieważ my sami, jako artyści kreujący swoje życie, nie znamy niejednokrotnie własnego „sensu”, stąd kupujemy, to na co jesteśmy gotowi i to co dają nam artyści również nie majacy pomysłu na „sens” swojej twórczości.

  3. „sztuka-towarem” czyli wszystkie prawidła ekonomiczne rządzą sztuką, ale przecież zdarzają się perełki:)

  4. Niestety w muzyce coraz więcej jest „artystów” jednej piosenki. Trzeba nazwać to singlem, bo nikt nie zapłaci kilkudziesięciu złotych za jedną piosenkę. Jakość spada. Kupując nowe urządzenie zastanawiam się czy wytrzyma dwa lata albo jak je zepsuć w ciągu 5 minut. Wystarczy pobawić się jakimś smartfonem i znajdziesz błędy, które powinny być wychwycone na produkcji. Przeglądarki internetowe moją nowe wersje co dwa tygodnie i wiadomo, są błędy a następna wersja poprawi część z nich. brak jakości stał się czymś normalnym i konsumenci to akceptują.

  5. Codzienne jeżdżę dwadzieścia kilomentrów do pracy (a potem z pracy). W czasie jazdy słucham muzyki. Zwykle jest to coś z klasyki rocka (Scorpions, Led Zeppelin, Janis Joplin, U2) albo coś nowszego (Nightwish), czasem goth. Jednak prędzej czy później coś każe mi włożyć do odtwarzacza płytę Chopina, Mozarta lub Czajkowskiego. „Walc kwiatów” będzie zawsze zachwycał, a „Marsz turecki” energetyzował. Nie wiem, czy słuchanie w samochodzie można nazwać celebrowaniem, ale jestem pewna, że ta muzyka zawsze będzie robić wrażenie… to nie przeminie.

  6. Przepiękny ten tęczowy wir na obrazku.
    Może i jesteśmy cywilizacją przesyconą i przez to porządnie nienakarmioną, ale co poniektórzy z nas wciąż słuchają Haydna, a on—jak wiadomo—za zycia grywał w wielkopańskich przedpokojach, nawet na salony jego „kapeli” nie wpuszczono :)

Komentarze są wyłączone.