Bardo

IMG_0006
bodhisattwa

Ciepło, ciepło nadzwyczajnie. Ludzie radośni, ciągną do parku, do lasu, nad wodę. Człowiek leśny jest, przestrzenny, polny, stworzony do szwendania się, szukania, łazikowania, nie do klatki i biurka, kanapy i ekranu. Nie zdaje sobie z tego sprawy człowiek, ale gdy tylko ciepło, gdy słońce, on  natychmiast wyrusza, biegnie, mapy na fejsie przesyła ile przebiegł, jaki jest wytrzymały, jaką to trasę pokonał daleką, dalszą niż dwa dni temu, dalszą niż kuzyn i kolega z pracy. Do parku idzie, w las, choćby do centrum handlowego, choćby przez parking przegalopować, bo tam jego miejsce, pomiędzy ziemią a powietrzem, w ruchu, we włóczędze. Grilla wyciąga, spotyka się, zaprasza, kiełbasy piecze, piwem popija, szczęśliwy, szczęśliwszy z każdym łykiem, z każdym łykiem weselszy i bardziej obojętny, filozoficzny, mądry i przenikliwy, wnikliwy i prostolinijny, nad wyraz asertywny. Wtedy dziwi się dlaczego nie jest taki codziennie, w każdej chwili, taki radosny i otwarty. Dziwi się, dziwi a potem odkrywa, że przecież piwo to nie alkohol, to cudowny gorzkawy soczek o fenomenalnym wpływie na jego osobowość. Weekend to chwile prawdziwego szczęścia. Sztyry halba gorzołki, sześ kista piwa –  jak mawia somsiad, któren tu psibył z odległej krainy. Niestety jutro trza do tyrki.

Za parę dni Polska cała ruszy w pielgrzymkę z kagankami, świeczkami, lampionami, wieńcami, chryzantemą i różą z plastiku leczyć swoją pamięć, wzdychać za zmarłymi, odczyniać uroki swej pamięci-niepamięci, odczarowywać poczucia winy i jeszcze boleśniejsze krzywdy, psychoterapie odczyniać na mogiłach, przeprosiny składać. Sobie. Sobie Polacy, sąsiedzi i krewni przeprosiny i podziękowania składają, poczucia winy zmniejszają świeczką, osamotnienie tłumaczą. Sobie. Wszak umarli głusi. Jedni już dawno, dawno temu zmarli więc z tej samotności cmentarnej, z tej bezczynności zapadali w katatonię. Ten co to zmarł chwilę temu zbłąkany, zagubiony, pomiędzy światami. Buddyści mówią, że to stan bardo, przejście pomiędzy wcielaniami, 49 dni błąkania. Dusza nie wie, że tamto ciało, tamto życie jest już nieaktualne, wraca do starych miejsc, puka w drzwi, stuka w stoły, słucha, za rękę szarpie żywych, wtrąca się, siada do stołu, pomidorówkę chce jeść, serial oglądać ale świat jakiś dziwny, obojętny, nie zauważa zmarłej duszy. Dusza papierosa zapala a tu ani kaszlu ani smrodu. Zagubienie, frustracja.

W czasie bardo, w chwili przejścia trzeba modły odprawiać żeby spokojnie pokierować rozterkami duszy, do przejścia w inny wymiar przysposobić, żeby spokojnie mogła sobie usiąść dusza na murku i podjąć decyzję, w kogo by tu się wcielić: w drugie dziecko rodziny K. [niestety pan K. pije], a może w siódme samotnej matki, której konkubent zmajstrował kolejne maleństwo zanim go wsadzili za rozbój. Dusza ma tylko kilka opcji, dwie trzy, zazwyczaj same kiepskie, i tak ma szczęście, jeśli propozycja dotyczy wcielenia się w człowieka, psem być trudniej, nie mówiąc o prosiaczku w mięsożernym kraju. Niektóre tylko dusze, bodhisattwów są tak świadome, że znają reguły w zaświatach, że ich bardo przypomina wczasy w Juracie a po 49 dniach, mogą podjąć decyzję: powrót albo dalsze wczasy. Elita składa się z dusz spokojnych, oświeconych i niestety nudnych. Wszystko rozumieją, zatem niczemu się nie dziwią. Nie ma z tym nic wspólnego dęta celebryckość ani ta materialna, ani sakralna. Żadnych ołtarzy, hurys, archaniołów, złota, tylko czysty umysł. Inne koleżanki i koledzy z tego klubu to buddowie. Mówią do siebie metaforami, których nikt po za nimi nie rozumie, oczywiście z tego powodu, że przecież zrozumieć nie może. Zaciemniony, lgnący do przyzwyczajeń i pragnień umysł widzi tylko swoje pragnienia. Coraz lepiej opisują to współczesna nauka Zachodu: Maultsby, Wilber, Mindell, Chopra ale to nisza nisz, pokoik ekstremistów.  Niektórzy bodhisattwowie wracają w altruistycznym odruchu by wspierać żywych zanim umrą, by cierpliwie tłumaczyć bliźnim, by odsłaniać reguły życia w przywiązaniu i stwarzać szanse na życie świadome. Ciężka praca. Niewdzięczna.

Gorzej w czasie przejścia, w stanie bardo ma dusza chrześcijańska, monoteistyczna. Bez przygotowania bez wsparcia, bez wiedzy, z poczuciem, że trafi do jakiegoś raju lub czyśćca kontynuuje swoją nieświadomą drogę, po omacku, na ślepo, obija się o ściany, zagubiona, co gorsza przekonana, że to koniec, a tymczasem bęc. Nowe życie, nowe ciało, nowa szansa. Szansa? Nic z tych rzeczy. Miał być raj, archaniołowie i bliżej nieokreślona balanga, mniej lub bardziej naiwne spotkanie z kimś w rodzaju Ojca Ojców. A tu niemiłe rozczarowanie. Całe szczęście pod koniec bardo dla większości dusz rzeczy dzieją się automatycznie i bez świadomości. Przez kolejne stulecia będzie się duszyczka kołatać, szarpać, to w jednym ciele, to w drugim, spierać, rozstawać, kłócić, od niezrozumienia do głupoty, od nieświadomości do osłupienia, od agresji do wybaczenia. W bardo, jak w życiu, monoteista doświadcza zawodu, wkoło mgła, zagubienie, rozczarowanie, żywi ludzie obojętni, zabiegani. Szarpie, puka, zasiada w swoim fotelu a tu nic, brak reakcji a potem jej związki z minionym życiem zatracają się, resztki zaciemnionej świadomości nikną i wreszcie bilans. W zaświatach odpowiedni urzędnik wypełnia Excela, wykonuje ów bilans [dlatego trwa to aż 49 dni] i wszystko jasne. W jednej tabelce są uczynki, myśli, a nawet wypowiedziane słowa, a w drugiej wynik. W zależności od bilansu dusza wcieli się w pobudliwe zwierzę, jeśli swoje ludzkie wcielenie zmarnowała na krzywdzie i winie, albo w człowieka, mieszkańca Sudanu, albo Szwajcarii, członka rodziny K. [ojciec pije].

Bajki, bajki, symbole a jutro trza do tyrki, mówi somsiad. Tylko czy browarki i spać. Ile? No tyko czy. Trzy? No mówię przecież: tyko czy i spać.  Sen, śmierć, pogrzeb, bardo. Mały browarek – mała śmierć.

Bardo
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Bezustanne wedrowanie – sansara :) doswiadczanie, odkrywanie , odczuwanie , smakowanie, fascynacja , ciekawosc – nieskonczonosc w skonczonosci oraz wieczne Teraz – sposob w jaki Dusza Wszechswiata doswiadcza cudu istnienia – jestes innym mna a ja innym toba …globalna ewolucja – wszyscy tanczymy w kregu wielkiej tajemnicy … I jest GIT :)

  2. Życie i śmierć są tylko w umyśle, nigdzie indziej ….
    ” Uświadomiłem sobie, że każdy człowiek przychodzi na ziemię, by zrozumieć i nauczyć się pewnych rzeczy. Na przykład kochać i dawać miłość innym. Odkryć że najważniejsze są związki z innymi, miłość a nie przedmioty. Uprzytomnić sobie, że wszystko co robi, nawet nie poświęcając temu odrobiny uwagi, jest rejestrowane i w końcu do niego wraca.”
    “Przewodnik powiedzał: Musisz wrócić teraz do swego ciała i żyć znów pomiędzy ludźmi. Jeśli wzgląd mieć będziesz większy na słowa i czyny, jeśli drogi twe będą prawe i proste, po śmierci i ty znajdziesz dom pomiędzy tymi szczęśliwymi duchami. Gdym cię bowiem na chwilę opuścił, wejrzałem w twą przyszłość. Kiedym to usłyszał, wracać do ciała tego nie chciałem, tak urzekło mię piękno miejsca tego i wspaniałość kompanii. Nie śmiałem jednak rzec nic przewodnikowi i nagle, nie wiem jak, obudziłem się żywy między ludźmi”

  3. Ostatnio pojawia się na FB dużo obrazków z hasłami ” Jesteś katolikiem powiedz nie Halloween !!! ” Ja tam podchodzę do tematu ekumenicznie, moje dzieciaki cieszą się na wycinanie dyńki i noszenie “strasznych” przebrań. 1 listopada idziemy na cmentarz zapalić znicze. Opowiadam wtedy dzieciom o moich dziadkach i babci, o tym , że po części nosimy naszych przodków w sobie. Zadziałało to ostatnio, jak syn zaczął marudzić , że czegoś nie potrafi zrobić w zadaniu domowym i mu się nie uda i w ogóle… to mu powiedziałam, że jest tak samo mądry jak jego mama i tata, a skoro my dajemy radę to on też. No i zrobił :) Uważam, że lepiej jest doszukiwać się w tych naszych przodkach budujących cech, taki listopadowy coaching. Zastanowić się warto jakie pokłady mocy w nas drzemią, bo one tam są :)

  4. Serio sensownie pochylam głowę pokornie nad moją prawdą dnia codziennego. Chwila zadumy, ciszy, westchnienia….. Głos serca wzywa, gdy rozum odmawia. Alfa i omega.
    brawo, chwila zadumy przy herbatce Lloyd………

  5. trzeci co do wielkosci cmentarz w Europie pozwala pogodzic potrzebe spaceru ,bliskosci przyrody i kontaktu z “pamiecia -niepamiecia,”….bez poczucia winy,krzywdy,odczyniania….za to z poczuciem ciaglosci czasu,wcielen, przemiajnia i wiecznego obrotu swiata….

    niesiemy swiatelko-kojarzy sobie moje dziecko-jak sztafeta olimpijska…cos w tym jest podobnego- dzis my, jutro nam…
    rozprawiamy sobie,gdzie chcialoby sie spoczac…pod drzewem,w smudze swiatla,a moze we wlasnym ogrodzie,a moze prochy na cztery strony swiata rozsypac…..???

    jakie to ma znaczenie,gdy dusza juz w bardo?czy troszczy sie jeszce o porzucone cialo?

    te 49 dni potrzebne jest nie mniej duszy w zaswiatach,co i tym ,ktorzy tu zostaja….kto wie,komu trudniej nowe zycie ulozyc???wszak na nowe wcielenie nie pracuje sie w owe 49 dni,lecz cale poprzednie…a kto wie,moze jeszcze wczesniejsze?

    dziwne rzeczy nie tylko duszom sie zdarzaja ,ale tez ich zywym najblizszym ,snia dziwne sny , psy szczekaja w nocy, koty lasza sie ,choc nie wiadomo do kogo………

    w kazdej tradycji czas po smierci wymaga modlitwy za zmarlego….takze w chrzescijanskiej,w wiejskich kosciolach slychac jeszce intencje “za zmarlego w 30 dzien pogrzebu”…nawet somsiad moze przyjsc sie pomodlic….;))))))))))))))

    kto dzis jednak ma ten komfort,tak spokojnie,bez pospiechu skupic sie chocby te trzydzieci dni na zalobie i modlitwie????

    tyrka wzywa,
    mowia ,ze to lepsze na rozterki niz rozpamietywanie…..
    moze wlasnie dlatego ,ze nie ma czasu na zalobe w swoim najwlasciwszym momencie,wielu z nas co roku rusza w pielgrzymke z chryzantema i zniczem i bagazem tych wszystkich ciezkich uczuc, ktorych nie zdazylo sie wlasciwie przyjac i wypuscic……

    na koniec spaceru spada nam na glowe dziwne jablko. choc rozgladamy sie-nie ma nigdzie jablonki,ani niczego ,co mialoby podobne owoce.to chyba nie zart z zaswiatow, wszak nasz cmentarz jest przepieknym ,ponad stuletnim parkiem dendrologicznym
    szukamy w internecie….wlaczamy w to moj siostre, ktora znajduje-zoltnica pomaranczowa,pochodzaca z teksasu,niejadalna,ale …zawiera naturalne srodki,ktore odstraszaja owady. zanim wynaleziono drut kolczasty-obsadzano nia pastwiska,bo tworzy kolczasty zywoplot.ma twarde drewno,indianie wykonywali z niego luki.
    owoc przepieknie pachnie,a wyglada niecodziennie.znajdujemy informacje,ze rosnie na cmentarzu centralnym.
    1:0
    nam sie chcialo dzis czegos dowiedziec
    ;))))))))))))

Komentarze są wyłączone.