Pan z psem cię zabierze

A.A. Milne i Krzyś
A.A. Milne i Krzyś

W telewizji Rzecznik Praw Dziecka powiedział, że według badań przeprowadzanych przez jego instytucję ponad 60% Polaków uważa bicie dzieci za naturalne i potrzebne, a ponad 10% nie zareaguje na odgłosy bicia dziecka i krzyki u sąsiadów, gdyż to sprawa rodziców w jaki sposób dyscyplinują swoje dzieci. 

Mój ojciec mnie bił. Wiele lat temu szczerze napisałem o swoim dzieciństwie, nie było przyjemne, głównie z winy ojca. Nie żyje od kilku miesięcy więc nie sprawi mu to przykrości. Przykrości rodzicom sprawiać nie należy, zwłaszcza, gdy dotyczy to spraw drażliwych. Stara tradycja, a nawet nakaz. Paradoks – nie można mówić przykrych rzeczy o rodzinie, rodzina jest święta, nawet jeśli czasem krnąbrnego gówniarza ktoś tam w tyłek zdzieli. Rodzina – słowo odmieniane przez wszystkie przypadki przez polityków, działaczy, księży, pedagogów, nauczycieli.

Ojciec przez wiele lat twierdził, że zbyt mało mnie bił, gdyż zamiast realizować jego ojcowskiego nakazy – buntowałem się. Zbuntowane dziecko? Skandal. Dziecko powinno być posłuszne, wtedy jest grzecznym dzieckiem, dobrze przystosowanym i lubianym. Dziś, gdy ktoś wspomina swoje dzieciństwo jako krainę szczęśliwości, wzruszam ramionami. Dla mnie szczęśliwość zaczęła się wraz z dorosłością, kiedy wreszcie demony dzieciństwa ucichły, wypaliły się, odeszły. Zacząłem po swojemu siebie budować, raz lepiej mi to szło, raz gorzej, raz demony wracały, raz odchodziły.

Otóż rodzina nie jest święta, rodzina ma całkiem przyziemne kłopoty. Nie wystarczy dać jej nowego patrona w postaci Jana Pawła II. W porównaniu do, mniej więcej, stu kilkunastu tysięcy zawieranych w Polsce małżeństw około siedemdziesiąt tysięcy rozwodzi się, rok w rok. Ilość związku pozamałżeńskich i konkubinatów jest znana tylko w przybliżeniu. Te paczłorkowe, posklejane rodziny, w których nagle są jej i jego dzieci z poprzednich związków i nowe dzieci, dziadkowie eks i dziadkowie nowi, dawni i nowie przyjaciele, nowe szkoły i przedszkola, nowe domy i relacje, te rodziny dźwigają ogromne ciężary psychologiczne. Poprzednie związki nie wyszły ale urodziły się w nich dzieci, nowe związki zgrzytają; dawne rany bolą, psychologiczne deficyty i gordyjskie węzły same się nie rozwiązały; neurotyczne pułapki wciąż zastawione czyhają.  Może nowe, wspólne dzieci coś poprawią? Ciąża to z pozoru niezawodny, w efekcie straszliwy i beznadziejny sposób na odnowę w związku, jakieś rozpaczliwe scalanie, łatanie, gdy zamiast miłości w relacji jest walka, rywalizacja, samotność, absorbująca praca, własne  zagubienie. Podobnie jak seks nie może być sposobem na rozwiązywanie konfliktów, lecz kolejne 60% obywateli przyznaje się, że w ich związkach to jedyna metodą małżeńskiej mediacji. Ponadto rodzina w Polsce, już od dziesięcioleci, to przede wszystkim matka. Sądy, silnie sfeminizowane, podobnie jak środowisko nauczycielskie, pedagogiczne i psychologiczne, dają matkom Polkom fory. Według tych samych danych ponad 80 % dzieci z rozwiedzionych małżeństw zostaje pod formalną i/lub faktyczną opieką matek. Dlaczego? Bo tak. Gdyż matka jest tylko jedna, gdyż powojenne pokolenie wychowywały dzielne kobiety, gdy mężczyźni umarli na wojnie. Synowie tych samotnych, dzielnych, samowystarczalnych kobiet często stawali się sfrustrowanymi, niepewnymi swej męskości mężczyznami. W rodzinach, które zakładali okazywali się zbyt słabi wobec kolejnego pokolenia silnych kobiet, córek silnych matek i, dość często stanowili w rodzinie jedynie źródło dochodów, przy okazji stawali się egzekutorami wymiaru sprawiedliwości, czyli sprawcami lania. Deficyt ojca i ojcostwa to znany temat. Dodajmy do tego powszechny nasz polski alkoholizm, zepchnięty teraz w szarą strefę grillowania i chlania hektolitrów piwa, które jak wiadomo nie jest alkoholem. Tatusiowie muszą się przecież zrelaksować. Zrelaksowanie alkoholowe to również element kompromisu. Pijany oznacza najczęściej upity, czyli spokojny, nieobecny, niesprawiający problemów. Picie to znakomity sposób kontrolowania pijącego i całej relacji  w jakiej uczestniczy. Picie jest tak prostym i nawykowym sposobem jak włączenie telewizora. Dwa łyki…i natychmiastowa reakcja, przyjemność, obojętność, wyłączenie.

***

Jakaś mama właśnie w pobliżu mego tarasu straszy córkę, że zabierze ją pan z psem. Zabierze czyli porwie. Wcześniej inna obiecywała synowi, że mu wleje jak wrócą do domu. Publicznie dziecka lać przecież nie będzie pod balkonami, chyba że wnerwi ją ostatecznie. Pani w szkole skrzyczała małą sąsiadkę za brak notatki o papieżu, mówiąc, że chyba nie jest Polką, jeśli o tym zapomniała. Nawet dzieci dzielą się na  prawdziwych lub fałszywych Polaków,  a sądziłem, że tylko na posiadaczy tabletów i biedaków. Jacek Żakowski napisał ostatnio, że owszem dokonano reformy szkolnictwa ale w efekcie treść tej reformy jest pusta. Dwa etapy nauki podzielono na trzy ale nikt nie zadał sobie pytania czego mamy uczyć dzieci i po co właśnie tego? Owszem dokonano reformy samorządowej ale do władzy poszło wielu ludzi najgorszych, a nie najlepszych, żeby załatwiać swoje małe interesiki, nie po to żeby zarządzać wspólnotą dla dobra wspólnoty. Papież Polak owszem stał się symbolem, dokonał wielkiego dzieła w wielu obszarach, zwłaszcza politycznych, lecz zapomniał obsadzić kościół w Polsce ludźmi wybitnymi, którzy potrafiliby sprostać współczesnej sytuacji, zachęcić ludzi do czynnego prezentowania wartości na rzecz wspólnoty. Owszem mamy coraz lepsze drogi i coraz bardziej bezmyślnych kierowców. Owszem przesiedliśmy się w markowe samochody w markowych ciuchach lecz nie potrafimy jeździć. Oczywiście ponad 70% kierowców w przeprowadzonych badaniach [w okresie zmiany systemu szkolenia kierowców] uważało się siebie za mistrzów kierownicy, lecz dane policyjne temu przeczą. Polska przoduje w Europie w ilości niebezpiecznych zdarzeń na jezdniach, w tym wypadków śmiertelnych, w tym spowodowanych przez młodych kierowców, w tym – pod wpływem alkoholu. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. W obliczu rozlicznych problemów, którymi nikt się nie zajmuje pojawia się myślenie dwutorowe. Jedno jest ukryte, pochodzi z ideologii mego ojca, trzeba bić częściej i mocniej i oczywiście tak żeby nie było widać. Bicie jest niepopularne wśród różnych liberałów ale za to bardzo skuteczne. Słowem – rozwiązania siłowe, więcej kontroli, wyższe kary, kara śmierci oczywiście i najlepiej chłosty. Odwet, presja, represja, dokręcenia śruby, kontrola, wzmożona kontrola, donos, nacisk. Potrzebujemy więcej policji! Drugi typ myślenia to technokracja. Stwórzmy system, powołajmy komisję, poprawmy regulacje, zróbmy reformę. A może by tak szkolnictwo podzielić na cztery etapy a nie na trzy? A może by tak wprowadzić więcej województw? A może by tak coś wymyślić?

Tymczasem jesteśmy teraz w Polsce w dobie prosperity. Czytałem unijny algorytm, który przeliczywszy różne wielkości i rozliczne dane, liczbę ludności i takie tam demograficzne, statystyczne, makroekonomiczne wskaźniki wyliczył, że Polska jest … i  gdy miną te czasy długo już nie będzie, w okresie złotego wieku, super prosperity, hossa jakich nie było, dzieje się nam najlepiej w ostatnich stuleciach. Do tego brak wojen, stabilizacja ekonomiczna, trwałe sojusze. I jak żyć z taką świadomością? Aż chce się komuś przylać z tej frustracji, z tego dysonansu, a komu przylać jak nie dziecku, które pyskuje, albo się mądrzy, albo nie chce ładnie zjeść kolacji? Przy lepszym nastroju można niegrzeczne dziecko łagodniej postraszyć, że pan z psem zabierze.

Pan z psem cię zabierze
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Jezu, panie Maćku, ile narzekania, zaprzeczania, zdań przeciwstawnych i bashowania (0_o) Normalnie jakbym pod rynnę wlazł.
    Dziękuję panu za pana „teorię luster” i twórcze dzielenie się własnym patrzeniem na człowieka i świat.

  2. Jeszcze mam taka refleksję.
    Przyjęło się za „normalną rodzinę” uważać ojca, matkę i najlepiej dwoje dzieci.
    A czemu „normalną rodziną” nie może być matka, babcia i dziadek? Albo ojciec, matka i siostra matki? Albo ojciec, matka i kochanka ojca? Lub matka, ojciec i kochanek matki? Albo właśnie rodzina pachworkowa .. itd?
    Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przykładowe w/w związki funkcjonowały bardzo sprawnie zapewniając zupełnie dobre, godne i szczęśliwe życie dzieciom. Tzn. na przeszkodzie stoją właśnie przekonania, że taka rodzina jest dziwna, niepełna, z jakimś brakiem, poza „normą społeczną”.
    Znam „dziwne rodziny” funkcjonujące zupełnie dobrze. No ale tworzą je dorośli, dojrzali ludzie, którzy mają wspólne dzieci, ale rozstają się uznając, że kiedyś się kochali i pożądali a teraz zmienili się i już do siebie nie pasują, ale nie przekreślają wspólnych lat. Spotykają się razem z nowymi partnerami, wspólnymi dziećmi, także z tymi przyrodnimi dziećmi które pojawiły się w nowych związkach na grillu. Funkcjonują jak dobrzy znajomi. Siedzi czwórka dorosłych (w tym jedno byłe małżeństwo) i dookoła biega pięcioro wesołych, lekko rozpuszczonych dzieci.
    Można? Można.
    Nie ma w tym nic złego.

  3. A jak często bycie nauczycielem oznaczało bicie, chłostanie, poniżanie przy innych? I znowu ciekawa zbieżność myśli. Sporo przemyśliwałam na ten temat od zawsze a teraz znowu. Henry Thoreau nie godząc się na ukaranie chłopców chłostą po miesiącu stracił pracę na bardzo, bardzo długo. Nie potrafił uczyć za taką cenę. Choć inni się godzili. Kiedy słucham opowieści o karaniu i surowej dyscyplinie w szkole najstarszego pokolenia rozumiem jak są zahartowani, naznaczeni. I ta poniżająca wymyślność kar. Bicie, lanie czy pranie uczy małe dziecko zżyć się z lękiem i bezsilnością.

  4. Pamiętam wywiad Panie Macieju, którego udzielił Pan do jednego z internetowy portali odnośnie wychowywania dzieci, a raczej nie-wychowywania, lecz prowadzenia. Jeden z lepszych artykułów odnośnie rodzicielstwa, jakie mogłem czytać. To, co mnie zaniepokoiło, to jeden z komentarzy, który był dla mnie pewnego rodzaju wzorcem, typowo polskim:

    „Nie będzie mi żaden psycholog mówił jak mam dzieci wychowywać! To ja jestem matką i wiem co dla nich dobre”

    Smutne? Przykre? A może potrzebujące współodczuwania?

  5. 1. Mój ojciec również mnie bił. Czasami bił z otwartej dłoni, czasami zaciśniętą ręką. Czasami szarpał za włosy. Innym razem klęczałem na kolanach z rękami uniesionymi w bok aż opadłem z sił. Zazwyczaj robił to z bezsilności. Tak samo karał moich braci. Mama rzadziej, chociaż też pamiętam epizody z biciem po plecach czy wieszakiem po rękach.
    Byłem bity podobnie jak Ty Maćku ponieważ byłem buntownikiem. Zawsze i wszędzie.

    2. Każdy akt przemocy fizycznej dla dziecka jest poniżeniem i upokorzeniem. Wywołuje bardzo negatywne emocje. Tak też było w moim wypadku.

    3. Czego się nauczyłem dzięki tej lekcji życia? Że nigdy nie uderzę swojego dziecka bo wiem jak duży ból psychiczny to sprawia. Pamięta się na całe życie. Tym bardziej jako świadomy psycholog, coach, rodzic.

    4. Czego się nauczyli moi bracia? Nigdy nie uderzyli swoich dzieci, nawet klapsem.

    5. Wybaczyłem ojcu. Wolę myśleć że robił to z niewiedzy.

    Jako przyszłemu psychologowi jeży mi się włos na głowie kiedy słyszę matkę mówiącą do dziecka, że ktoś je zabierze albo porwie. To głupota. Niestety często powtarzana, często zupełnie bezrefleksyjnie.

  6. Jako matce trojga dzieci, z czego dwoje jest akurat nastolatkami, a trzecie już na szczęście jest na studiach i zaczyna zachowaniem przypominać człowieka jako tako wychowanego, bardzo łatwo jest mi sobie wyobrazić, jak można przylać nastolatkowi w fazie buntu, zachowującemu się agresywnie, pyskującemu i kontestującemu podstawowe prawa logiki i wyciągającego najbardziej absurdalne argumenty. Nigdy tego rękoczynu nie popełniłam (w niektórych sytuacjach to był prawdziwy heroizm z mojej strony), no ale w końcu jestem medytującym buddystą :-) W każdym razie „rozmowy” ze zbuntowanymi nastolatkami wymagają anielskiej cierpliwości, wielkiego dystansu, opanowania i taktu.
    Nikt nigdy nie doprowadził mnie do pełnej furii, udało się to tylko mojej najstarszej córce w drugiej klasie gimnazjum kilka lat temu.

    Na szczęście ten trudny okres mija.

  7. „..w domu dziecka jestem z powodu tego bo nas w rodzinie rodzice bardzo bily, i niebylismy tam kochani bywaly takie dni gdy niechcielismy wiecej zycia bo nam takiego zycia byla dosyc.. spalismy u ludzie na sianie balismy wracac do domu bo wiedzielismy co nas tam czeka.. bardzo rodzice pily i wszystko winily nas, puzniej poszlam do pPolicji bo bylam strasznie pobita powiedzialam ze wiecej niemoge i wtedy wszystko sie zaczelo, bo kiedys z siostra nawet modlilismy zebo popasc do domu dziecko.. bo to bylo na tyle strasznie ..”
    Powyzszy fragment pochodzi z listu 15 letniej polskiej dziewczynki z Litwy , napisany tydzien temu . tak sie zlozylo , ze zajmuje sie dzialanoscia charytatywna na rzecz dzieci nie tylko z domow dziecka ale takze z domow biednych rodzin ,.Jeden z moich ostatnich pomyslow to sesje coachingowe z grupa mlodziezy 15-17 lat z domu dziecka , ktore zaczynamy robic wraz z trenerka – coachem litewskim wsrod polskich dzieci z domu dziecka. Ten list jest wlasnie od dziewczynki – uczestniczki tej grupy. Iskra do tejgo dzialania byl jakikolwiek brak odpowiedzi na pytania w czasie naszej wizyty : jakie masz marzenia ? co chcialbys w zyciu robic ? Co dalej jak majac 18 lat wyjdziesz z domu dziecka? Co sprawia Ci radosc?
    Wiem , ze nie zmienie swiata i nie pomoge wszystkim potrzebujacym , ale wierze ze „..kiedy smieje sie dziecko smieje sie caly swiat..”/Janusz Korczak/ a swiata nie wolno zostawic takim jakim jest . Dlatego wraz z pracownikami na Litwie i na Lotwie pomagamy takim wlasnie dzieciom..Oczywiscie to kropla w morzu ale ..kropla do kropli..
    „..Brak ciepla w okresie dziecinstwa jest czesto powodem , ze koloryt swiata staje sie ciemny..”/Antoni Kepinski/ a ja . my staramy sie rozjasnic swiatlo dnia codziennego chociaz niektorym dzieciakom.

  8. Dzisiaj rano sprawdzałam, czy mój syn pierwszoklasista zapakował wszystko do szkoły. Angielski jest, jest, strój na ćwiczenia, jest. Mama, czegoś jeszcze nie wziąłem – krzyczy syn od drzwi – Ojej co zapomniałeś? – pytam. Trochę miłości zabrać – odpowiada i się przytula. Łezka mi się w oku zakręciła. Mały ma mocny charakter , nie raz dał mi popalić. Będąc w drugiej ciąży z ogromnym brzuchem wynosiłam go jak torbę z placu zabaw, ponieważ potrafił wpaść w straszną histerię. Musieliśmy ustalać granice, początek pierwszej klasy był koszmarem, płacze , awantury, że się nie nauczy, że nie będzie czytać. Trafił a super wychowawczynię. Razem ogarnęłyśmy temat. Wychowywanie dziecka to najbardziej ekstremalne zajęcie , skok na bungie, ze spadochronem czy polowanie na krokodyle to pikuś :)

Komentarze są wyłączone.