Bodhisattwa, oraz ksiądz po kolędzie

budda wielkiego współczucia. jpg

Nie mam z kim pogadać, o wielu sprawach, także o buddyzmie. Znam wielu wyznawców różnych religii w tym oczywiście najwięcej katolików, ale także buddystów różnych odłamów, osoby prawosławne i protestantów, a nawet znajdzie się kilu szamanów. Do tego, że dla katolika przemoc jest w zasadzie czymś naturalnym przyzwyczaiłem się. Cała nowożytna kultura europejska zbudowana jest na przemocy. Krucjaty, pogromy, wojny bratobójcze, religijne, tępienie herezji, zniewolenie ludów obu Ameryk, a potem niemal całej reszty świata, i tysiące innych aktów przemocy najczęściej miało charakter religijny.  Pewnie dlatego współcześnie nikogo nie dziwi obecność kapelanów w szeregach wojska. A przecież fundamentem chrześcijaństwa jest przykazanie: nie zabijaj. Wypowiedziane przez Boga tonem dość bezdyskusyjnym. Tymczasem dorobiono do niego setki możliwych „tak ale”. 

Oczywiście łatwo usłyszeć, że ten kto ma wątpliwości co do wartości religijnych, które głoszą pokój i dopuszczają przemoc wierzy w naiwny pacyfizm. Po za tym jest przeciwnikiem kościoła, zwalcza jego dobre imię, którz bowiem  jak nie zagorzały przeciwnik pyta na przykład o afery seksualne. Nie mam z kim o tym pogadać. Dziś mija miesiąc od rozstania z Michałem.  Czuję, że to było chwilę temu (jeszcze słyszę jego głos w słuchawce) i jednocześnie mam wrażenie, że to było wieki temu i jednocześnie, że to niemożliwe, niedorzeczne. Ludzie tak po prostu nie znikają.

bodhisattwa
spokojnie, spójnie, w drodze, wolny od myśli, uważny, obecny - bodhisattwa i mały budda

Michał umierał w moim przekonaniu jako buddysta, choć pogrzeb miał chrześcijański. To także bardzo symboliczne. Buddyzm był ważny dla niego nie tylko dlatego, że był najbliższy jego filozofii życiowej, lecz przede wszystkim reprezentował wartości związane z samodoskonaleniem. Michaś psychicznie i fizycznie uwalniał się z mai. Maja to nasze zaciemnienia, nawyki, świat złudzeń. Umierał jak ascetyczny bodhisattwa, bohater coraz bardziej oświeconego umysłu, osoba dążąca do oświecenia, zrozumienia i w efekcie altruizmu. Na kilka dni przed śmiercią wyjaśniał współchorym na sali jak mogą skorzystać z odkryć Carla Simontona, Mariusza Wirgi. Podawał telefony do wybitnej psychoonkolożki – Aurelii Dembińskiej. W tym oddziale, w innych szpitalach zdarzają się również podobni bodhisattwowie: chorzy, czasem krewni, pielęgniarki, pielęgniarze, salowi, czasem lekarze. Niekiedy ci mędrcy odchodzą bez złudzeń, blichtru, udawania, nadzy, słabi fizycznie, prawdziwi, cierpiący, oświeceni. Pamiętam jak o Michała i osoby czuwające przy nim troszczył się pewien salowy, zawsze pomocny, zawsze gotowy coś „załatwić” dowiedzieć się, przytargać na noc fotel. Z punktu widzenia buddysty to czysty altruizm, to droga arcyludzka, żadnej z tych rzeczy nie musiał robić, a robił, bo tak czuł.

nie jest Bogiem, ani nawet prorokiem, jest człowiekiem, tylko człowiekiem, tylko oświeconym człowiekiem
nie jest Bogiem, ani nawet prorokiem, jest człowiekiem, tylko człowiekiem, tylko oświeconym człowiekiem

Przypatruję się niekiedy świadomym buddystom, którzy wybrali tę dziwną drogę w zimnej ojczyźnie katolików.  Niektórzy palą papierosy, a nawet oszukują w tym względzie swoje rodziny, ukrywając nałóg.  Znam też i takich, którzy piją alkohol i to sporo, nawet na umór, znam niestroniących od zioła, i takich, którzy występują w reklamach dla pieniędzy. O jedzeniu mięsa nie mówię, to przecież w Polsce naturalny zwyczaj, znacznie mniej naturalny niż wiara w reinkarnację, czyli w to, że zjadając plasterki kiełbasy wyznawca ów może zjadać własną matkę. Poznałem muzułmanów, którzy piją i palą, choć niektórzy robią to po ciemku, bo wtedy Bóg tego nie widzi, więc się nie zezłości. To pouczające, gdy słyszę od różnych wyznawców, że przecież jesteśmy ludźmi, ułomnymi ludźmi i na tym polega nasza droga, grzeszymy i poprawiamy się.

Co takiego? Buddysta oraz inny heretyk tym się różni od prawowitego wyznawcy, że nie wierzy w to, co my prawowici uznaliśmy za prawdziwe, i jedynie słuszne, dlatego z powodu swych odmiennych poglądow jest właśnie heretykiem i zasługuje na marny los. Jeśli w XXI wieku stopniowo uczymy się tolerancji i refleksji nad naszymi skłonnościami, niekiedy nawet wyciągamy wnioski, to religijność wciąż opiera się na bezdyskusyjnej, jedynej słuszności, (zwłaszcza nasza polska religijność). Wielu wspomnianych znajomych fenomenalnie łączy w swojej postawie tę polską dwoistość. Co innego niezaprzeczalne i bezdyskusyjna wiara, a co innego własne nawyki, a nawet nałogi. Co innego wyznanie wiary, a co innego kłamstwo w sprawach na prawdę ważnych jak biznes, drobna kradzież albo zdrada w małżeństwie. Co innego picie i jedzenie, a co innego „jakieś tam” przykazania. Czy buddysta, czy katolik, czy też prawosławny – w tej szerokości geograficznej i tak wypije, zapali, zeklnie bliźniego i fakturę zachachmęci. Przesadzam?  Dla poprawności zatem dodaję słowa: niektórzy, niekiedy, czasami. Na zdrowie i do dna!

Ksiądz chodzi po kolędzie. Zapraszam go z ciekawości. W końcu chcę z kimś pogadać.

najbardziej zdenerwowało go stwierdzenie,że Jezus był ortodoksyjnym Żydem
najbardziej zdenerwowało go stwierdzenie, że Jezus był ortodoksyjnym Żydem

Młody chłopak. Schodzi na temat świąt, że szał zakupów i konsumpcja rozpasana, a tu modlić się trzeba w Adwent.  Od niechcenia mówię, że to stara tradycja ludzkości. Przesilenie zimowe od tysiącleci czczone w tych okolicach Europy i dalej.  Stąd świąteczna choinka, uginające się stoły, Boże Narodzenia w mitologii chrześcijańskiej przypisane narodzeniu Mesjasza i legendzie o ubogiej stajence, ale i radość, obfitość, odnowa, nadzieja. Ludzie się cieszą, gromadzą zapasy. Chcą jakoś przetrwać ciężką zimę do wiosny. Podobnie oddziałuje na nas tradycja żydowskiego święta Chanuka, które w tym roku co prawda przypadło na 02  grudnia, ale w przyszłym przypada na 22, więc niemal w tym samym czasie. Tam też chodzi o tryumf, a jego symbolicznym elementem jest „święto świateł” zapożyczone przez chrześcijan. To z reszta charakterystyczny rys wielu religii. W końcu chrześcijaństwo i islam wywodzą się wprost z judaizmu. Jezus był pobożnym Żydem. Dla muzułmanów jest ważnym prorokiem. Tego księdzu było za wiele, nie miał tego na lekcjach.  Od razu od progu, jeszcze dobrze się rozsiadł, w moim domu, gość przecież, zaczyna mnie pouczać, a nawet strofować, że jak to możliwe Polak, a takie herezje wygłasza i o mitologii chrześcijańskiej mówi i w pastuszków w stajence nie wierzy.  Co to w zasadzie znaczy „chodzi po kolędzie”? Zbiera kasę, przelicza szeregi wiernych?  No i puściła mi autocenzura, a przecież tylko chciałem pogadać. Czy to moja wina, że z księdzem czytaliśmy inne książki? Czy to moja wina, że wiem więcej na temat religii katolickiej niż przeciętny katolik, nawet w sutannie?

ps. buddyzm jeśli sie czymś zasadniczo różni od niebuddyzmu, to przede wszystkim swoim stosunkiem do agresji i przemocy, uważa je za trucizny, ot naiwność w walce o  miejsce parkingowe przed hipermarketem. Trzeba przecież zaparkować żeby jakoś uczcić te święta.

Bodhisattwa, oraz ksiądz po kolędzie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. z góry to takich detali nie widać

  2. Maćku, dałeś niesamowite zdjęcie Michała… zatkało mnie :) świetny wybór i komentarz! :)

    Wczoraj wieczorem pojechałam na drugi koniec Krakowa do mojego Klienta. Droga była wąska, spadzista, śliska… dla młodego kierowcy, takiego jak ja, to wyprawa iście adrenalinkowa;)
    Podczas spotkania coś mój klient wtrącił, że trzeba uważać na drodze, bo jak się człowiek zakopie (droga dwukierunkowa tak zasypana była, że stała się jednokierunkową) to można i do wiosny tak przesiedzieć w zaspie… Tak, przyjęłam to do wiadomości.

    Kiedy spotkanie się skończyło, wyjeżdżałam z bramy (jechałam jakieś 5 km na godzinę), wpadłam w poślizg i… wpadłam w zaspę… :) no to co? no to dzwonię do klienta i mówię, panie drogi, dopiero co o tym rozmawialiśmy, a ja się właśnie zakopałam…

    Z tyłu nadjechał jakiś samochód. Zatrzymał się. Nikt nie wysiadł. Pan Klient przybiegł z łopatą i próbował coś ruszyć samochód… ale nic nie drgnęło… wsteczny, jedynka, nic nie działa…
    Z przodu nadjechał drugi samochód… z tego jednak samochodu wysiadł kierowca i zaczął pomagać. Przyczepiliśmy linkę i ciągnie… ciągnie… i nic…

    Z przodu nadjeżdża następny samochód… Panowie tutaj radzą, myślą… fordzik ani drgnie…

    Minęło kolejnych kilka minut przyjechał Pan busem… no i dalej pomaga tym innym panom… ale nic się nie dzieje…

    I nagle… przyjechał traktor- odśnieżarka :) przejechał z tyłu samochodu, pociągnął za linkę i pyk… samochodzik śmiga jak nowy ;)

    Zeszło z tym wszystkim jakieś 60 minut. Przy drodze tej stało dosłownie kilka domów i normalnie tyle samochodów to jeździ ponoć w ciągu całego dnia, a nie godziny… Przypadek? :)

    Ponoć pan traktorzysta- odśnieżacz przyjechał w to miejsce bo źle skręcił :) przypadek? :)

    Przemarzłam okropnie. Nie poszłam na imprezę, na którą byłam umówiona wczoraj, bo opadłam z sił… a i tak jestem w szoku… takim pozytywnym :) przypadek? :)

    klient powiedział mi, że miałam niesamowite szczęście… jakoś nie nazwałabym tego szczęściem… to się chyba jakoś inaczej nazywa… ;)

    Tak, jak ten pan salowy, ci panowie pomagali. Tak jak ci co nie pomagają, stali swoim samochodem z tyłu, albo zawracali… tylko, że ja nie pamiętam o tych co stali, albo zawracali. Pamiętam tych to pomagali, pchali, ciągnęli i jeszcze sobie do tego żartowali :)

  3. „Może źródłem przemocy jest lęk, strach i niepewność..Nie wiem, ale szukam” – Niedawno w pewnej stacji informacyjnej leciał dokument o gangach z brazylijskich fawel. Był w nim wywiad z szefem jednego z gangów. Mówił on w nim o tym jak wygląda jego powszedni dzień, o handlu narkotykami, o tym, że musiał zabijać swoich przyjaciół by przeżyć. Było widać że jest zmęczony życiem, ale to co uderzyło mnie najbardziej to jego bezradność. Może to zaleci tanią poezją, ale w oczach tego człowieka było widać małego chłopca który desperacko postanowił walczyć o swoje życie, nic więcej. Tam siedział przestraszony chłopiec w ciele mężczyzny, który w sposób radykalny stłumił swój strach. Nie twierdzę że za aktem przemocy zawsze czai się lęk, ale jestem pewien że w wielu przypadkach tak właśnie jest.

  4. wpatruję się w rytm życia za oknem, poranną krzątaninę zmarzniętych ludzi przy zamarzniętych szybach swoich samochodów, pustoszejący parking przed domem,spacerujące kobiety z małymi dziećmi, listonosza, robotników budujących dom,zapada zmierzch, parking systematycznie się zapełnia, światła samochodów co rusz odbijają się w oknach..rytm życia,jak w magicznym, zaklętym kręgu, dziwny taniec.
    można próbować płynąc pod prąd, można oddać się nurtowi rzeki, można też rzekę przepłynąć wpław, dobrze jest dołączyć, dobrze jest przysiąść do stołu, do drugiego człowieka,by rozmawiać, by współuczestniczyć,współodczuwać i być po prostu.Może warto poszukać stołów w naszym życiu, w naszej codzienności, w naszych domach i sercach:)

  5. de Mello to wielki bothisattwa, a w każdym razie nauczyciel, no cóż zakazany przez dwóch kolejnych papieży jako szkodliwy animista, który raczej przyrodzie i naturze oddaje hołd…od czasu do czasu trzeba czegoś zakazać jak się ma władzę na głowie :) swoją drogą ciekawa metafora mi wyszła: „władza na głowie”
    Za oknami pola i dachy przykryte śniegiem, mróz, cicho, spokojnie, przychodzi zimowa noc… i okazuje się, że mam z kim pogadać, to świąteczny cud :)

  6. Po co zadawać pytania kiedy na wyciągnięcie ręki mamy repertuar gotowych odpowiedzi, propozycji jak żyć, w co wierzyć, komu ufać a komu nie.
    Po co zdobywać się na wysiłek myślenia, dociekania, podważania.Kiedy zadajemy trzecie lub trzydzieste pytanie dotyczące nurtującego nas zagadnienia, a dotychczasowe odpowiedzi różnią się formą, ale zawierają tą samą treść stajemy się niewygodni, meczący, irytujący i może nawet niebezpieczni.Zmuszamy swoją determinacją do wysiłku,który nie jest pożądanym stanem.
    Być może próba rozmowy z młodym adeptem sztuki kapłaństwa dotknęła obszarów, które nigdy przez rozmówcę nie zostały poznane i zrozumiane.
    Hierarchiczne struktury współzależności kapłanów nie pozostawiają zbyt wiele miejsca do manifestowania niezależnego sposobu myślenia.Choć,jak wszędzie znalazły się wyjątki, jak np.Anthony de Mello.Może młody adept sztuki po prostu się przestraszył.
    Kształtujemy i kształcimy się w systemie opartym na udzielaniu odpowiedzi a nie zadawaniu pytań. Aby zostać dobrze ocenionym wystarczy nauczyć się na pamięć i wyrecytować.Co zrobić by kapłan, którego misją jest być Naszym przewodnikiem duchowym był dla Nas partnerem, z którym można rozmawiać o wszystkim.Bez lęku.
    Może, hermetyczność „katolicyzmu”jest wyrazem bezradności.Za murem tradycji, konserwatyzmu, obrządków, struktur i jedynie słusznej koncepcji stoi bezradny, zlękniony człowiek,zarówno kapłan jak i wyznawca.Może źródłem przemocy jest lęk, strach i niepewność..Nie wiem, ale szukam.

  7. ja wierzę, że każdy człowieka ją ma, tę tajemniczą duchowość, ale nie każdy jej używa :) z duchowością jest chyba też i tak, że jej rozwojowi sprzyja rozwój umysłu, ćwiczenie umysłu, to tak jak z manualną skrzynią biegów, doceniamy jej znaczenie, kiedy juz nieźle umiemy prowadzić samochód :)

  8. A może z ludzką duchowiścią jest podobnie jak z zawodami; w każdym zawodzie są partacze, średniacy, solidni rzemieślnicy oraz artyści:). Serdecznie pozdrawiam

Komentarze są wyłączone.