Ból głowy

Głowa zawsze boli by uleczyć
Głowa zawsze boli by uleczyć

Głowa zawsze boli o coś

O co cię boli głowa? Mój boże chłopcze ona mnie boli zawsze o ciebie

Matko niech cię nie boli głowa, już dorosłem

Głowa zawsze boli nadaremno

O co cię boli głowa? Och synu ona mnie boli o moją męskość zranioną

Ojcze niech cię nie boli głowa, jestem mężczyzną

Głowa zawsze boli nie w porę

O co cię boli głowa? Dzisiaj jestem pełna rozdarcia między tym i tamtym mężu

Kochana niech cię nie boli głowa, zszyłem rozdarcie

Głowa zawsze boli zbyt mocno

O co cię boli głowa? Jestem samotny ojcze i nie wiem dokąd prowadzi droga

Synu niech cię nie boli głowa, jesteś na drodze

Głowa zawsze boli zbyt często

O co cię boli głowa? Nie wiem ojcze jak struny uderzać by czysto drżały

Córko niech cię nie boli głowa, akord już wybrzmiał

Głowa zawsze boli by pocieszyć

O co cię boli głowa? Smutek mnie obezwładnia przyjacielu umarłem zbyt młodo

Bracie niech cię nie boli głowa, wciąż żyjesz we mnie

Głowa zawsze boli wyraźnie

O co cię boli głowa? Krzyczę na ciebie beznadziejny idioto

Wrogu mój niech cię nie boli głowa, nie słyszę zmądrzałem

Głowa zawsze boli by uleczyć

O co cię boli głowa? Zapadają się moje nogi omdlewają ręce

Cieniu mój niech cię nie boli głowa, jesteś jedynie brakiem światła

Głowa zawsze boli nadaremno
Głowa zawsze boli nadaremno
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. I już wiem ;-) I faktycznie nadaremno!
    Kocham Mindella ;-)
    I kocham siebie, jak ja mogę sobie tak życie utrudniać!

    Dziś rozmawiałam z przyjaciółką, która mówi: wiesz, zaczynam lubić niektóre części swojego ciała, to fajne, tamto fajne, ale to jeszcze nie do przeskoczenia. I tak poczułam ogromny smutek. Co my SOBIE robimy! Odrzucamy SIEBIE! Przecież to BOLI! Naprawdę! Odrzucenie najmniejszego palca może boleć ciało i duszę! Z bólu duszy, odtrącamy i innych i siebie. A to w nas sprzymierzeniec przecież siedzi największy…
    Od dziś kieruję swój wzrok nie tylko na innych, ale przede wszystkim na siebie. To ciekawe, bo pojawił mi się dosłownie taki obraz: oczy skierowane do środka oczodołów, mogłam oglądać świat ciała od wewnątrz. Mocne i uwalniające.
    I tak sobie jeszcze myślę, że wybaczam sobie, że tego wszystkiego wcześniej nie dostrzegałam. Nie potrafiłam inaczej. (I tak do kolejnego odkrycia ;))

  2. Ciekawe co uleczy mój trwający już od paru dni ból głowy…
    Usiłowałam go rozgryźć różnymi metodami, ale on po prostu jest. Wiec pozwalam mu być, głaszczę głowę, masuję i pozwalam sobie być w tym stanie.
    Szkoda, że boli nadaremno…
    Ale i tak nadal w środku mi różowo i optymistycznie. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni ;-)

  3. „Czasem nosisz błękitny kostium z czerwoną literą , a czasem białe skrzydła” – ale PIĘKNE! ;-)

  4. Babciu Kasiu, Ciebie tez chyba znam z realu. Czasem nosisz błękitny kostium z czerwoną literą , a czasem białe skrzydła

  5. Jaki dobry dzień ;-) Twórczy był, kobiecy, taoistyczny, biznesowy, pełen przepływu, poddania się i niespodzianek ;)
    Okazało się, że moje filmy są tylko moimi filmami, że zakłócają odbiór rzeczywistości, że jaśniej mi kiedy ekran nie wyświetla nic, a raczej wyświetla pustkę. I dziś wręcz leciałam, unosiłam się nad ziemią po tym pięknym dniu, a w drodze do domu znalazłam pieniądze ;-) I tak teraz nadal unosząc się nad ziemią gotuję zupę miks a’la ja i myślę o tym drugim ciastku, które mam w lodówce, a którego nie zjadłam rano, więc ono będzie pierwsze, ale kawa druga. I myślę o rozmowie z mężem jak wróci do domu, i o książce, którą skończę, i o tej, którą zacznę, i o nowym wpisie na tym blogu, którego jeszcze nie przeczytałam, ale zdjęcie ze mną zaflirtowało, i o tym, że jestem taka różowa dziś i nie tylko dlatego, że mam bluzę mocno pink ;-)
    I dobrze mi tak, o!

  6. jak nie bede mial pytan, refleksji, checi przeczytania kliku inspirujacych slow to znaczy ze umarlem, to tak jakby powiedziec nie bede juz czytal Rozewicza, albo Kawafisa bo juz przeczytalem i jestem madrzejszy od nich, mnie nie o to chodzi by porzucic mistrza bo ju z sam jestem madry i wspanialy tylko by moc do niego, do jego slow wracac kiedy zechce

  7. I we mnie ciągle vayho rezonują Twoje słowa:)) Czy przestanę kiedyś pisac listy sama do siebie? Kartki z podróży? Czy uznam, że to już jej koniec? Czy osiągnięcie doskonałości jest końcem podróży czy początkiem kolejnej? Koło się obraca…
    Wczoraj mojemu klientowi coachingowemu pojawił się obraz tarotowego Głupca jako Przewodnika. Początek podróży…

  8. „Może więc kiedyś przyjdzie dzień, w którym na blogu nie będzie ani jednego komentarza…? :)”- vayha… wierzysz w to? :) bo powiem Ci, że mnie dałeś z tym do myślenia :)

  9. potrzebuje mistrzow wtedy sam sie czuje mistrzem

  10. Na myśl o kawie i ciachach z głębi mojego fotela wydobywam głębokie, zmysłowe mruknięcie, prężąc ( dla zabawy) równo przypiłowane , lakierowane pazurki.
    Moje ego poszło się wyleżeć i wygrzać w słońcu. Pozdrawiam.
    A kuku! Gdy czujesz to lekkie muśnięcie, czy wierzysz, że to ciągle ja?

  11. Dziewczyny, zainspirowałyscie mnie kawą i ciachami. Wyruszam na poszukiwanie rurek z bitą śmietaną:))

  12. Hmmm….Ilu ludzi tyle map rzeczywistości i interpretacji:)) W mojej mapie moje wypowiedzi na blogu są elementem procesów uruchomianych na grupie dla superwizorów prowadzonej przez Maćka. Czytam/słucham opowieści Maćka i innych osób, dokładam swoją. Bo człowiek to faktycznie zwierzę narracyjne:) A ja mam poczucie, ze pogaduję ze znajomymi, chociaż „w realu” poznałam tylko Maćka i Monikę B /chyba tylko Was/. Część pojawiających się tutaj tematów spostrzegam jako bezpośrednio zainspirowane przez spotkania superwizyjne/chociażby dwa ostatnie/
    Tkajmy dalej swoje opowieści, słuchajmy innych, dzielmy się swoimi światami.
    Maciej jako mój mistrz? Nie:))Towarzysz podróży w odkrywaniu nowych lądów.

  13. O tak, Ewelino, z kawką świeżo zmieloną u mnie, mój ekspres Jan podaje ;) i właśnie napadłam cukiernię Sowa i zjem napoleonkę i rurkę z kremem… Moje ulubione, dwa dni ich nie było, skandal ;-)
    O tak! ;-)

  14. aż się uśmiechnęłam czytając Twój vpis vayha :))

    choć przyznam, że ja tu sobie przychodzę, siadam z z kawą by pobyć chwilę w atmosferze relaksu i zebrać trochę dobrej energii, dobrych myśli i słów na dalszą część dnia.. jeśli coś piszę to raczej z potrzeby podzielenia się ze światem tym co mi w duszy gra.. częściej gdy wpis na blogu uruchomi we mnie coś mojego..czasem niby zaczynam pisać na temat a potem sama widzę że piszę … o sobie. ale mam na to w sobie zgodę.

    kiedyś „brylowałam” na blogach o zarządzaniu i organizacji. Byłam jak pływak wyczynowy. Wszystkie style i dystanse pokonywałam. Tam byłam najlepsza :) A tu mam miejsce na taki free diving gdzie mogę a nie muszę.. albo coś chlapnę bo chcę się podzielić albo sobie leżę niczym na materacu i tylko czytam Wasze wpisy i delektuję się tym co piszecie. To relaksująco budujące doświadczenie :)

    (poza tym to miłe, że mogę sobie pisać na blogu Maćka, gdzie jest mnóstwo empatii i otwartości, spotykam fajnych ludzi a przy okazji nie muszę zarządzać forum, pilnować, porządku, dbać o rozwój strony, itd:)

    pzdr :)

  15. Podoba mi się Twój wpis vayha ;) I podobnie jak Ty lubię tę część bloga „duchowo-taoistyczno-refleksyjną” i bynajmniej nie po to by wielbić i modły składać, ale by pogadać z sobą, tak na głos, a nie tylko w okrągłości mózgu. Inspirują mnie, wzbogacają, czasem zaszczypią,czasem ugłaszczą, a czasem zaćmią, a czasem rozjaśnią różne wypowiedzi blogowiczów ;) Lubię te chwile zadumań w ciągu dnia.
    Więc dla mnie to miejsce przede wszystkim rozmowy wewnętrzno-zewnętrzne.

    PS „coś” w tym wpisie jednak jest… coś, czemu jestem skłonna przyznać rację, bo gdzieś czai się ego żądne zauważenia, nie zaś siedzenia cicho w kącie i obserwowania dialogu ;-) Dzięki zatem za przypomnienie i ustawienie mego ego do pionu ;) Wlazło w dziuplę grzecznie.

  16. Zastanawiałem się nad różnymi wątkami przewijającymi się na tym blogu. Jego unikalną wartość w dużej mierze stanowi jednak nie sama jego treść ale reakcja odwiedzających go gości. W pewien sposób bowiem, blog ten potrafi wpływać na emocje i przeżycia odwiedzających, skłaniać ich czasem do refleksji, ale przede wszystkim opowiada o nich samych…

    Ja osobiście lubię te teksty, w których mówisz Maćku o religii, polityce, socjologii czy mechanizmach zachodzących w naszych ciałach i umysłach. Zauważyłem też, że przy tych wypowiedziach zaczynają odzywać się częściej głosy męskie, które zdradzają analityczne podejście i idą w kierunku polemiki czy dyskusji.

    Tematy z gatunku zwierząt domowych – wiadomo- nagle każdy dzieli się doświadczeniami obcowania z kundlem burym i kocurym przyjmując rolę większego lub mniejszego miłośnika futerkowych czworonogów. Kiedy znowu blog staje się pełen cierpienia albo żalu wywołuje to stany bliżej nieokreślonej asocjacji bólowej jego czytelników lub współczucia i stawania się ekspertem w dziedzinie dawania sobie z tym rady.

    Najbardziej jednak uwielbiam te części bloga, które odwołują się do duchowości lub pełnią funkcję inspiracji wywoływanej w rożny sposób – za pomocą poezji, ciekawych fotografii, filmów czy głębokich przemyśleń. Wtedy to bowiem odzywa się zadomowione tutaj na stałe, kobiece „kółko różańcowe”, które wśród wypowiadanych Ochów i Achów składa finezyjne modlitwy dziękczynne :)

    Ciekawe jak ty sam czujesz się w nadanej ci roli bóstwa czy też mistrza. Gdy czytam bowiem te serdeczne komentarze, przypomina mi się pewna historia, w której to młody adept rozwoju duchowego wyruszył w góry aby osiągnąć poziom oświecenia jak jego mistrz. Pisał więc listy do swojego mistrza – co odkrył i na jakim etapie postępów aktualnie się znajduje. Po wielu wielu dniach nie napisał już nic… i mistrz wiedział, że uczeń osiągnął doskonałość. Może więc kiedyś przyjdzie dzień, w którym na blogu nie będzie ani jednego komentarza…? :)

  17. mnie czesto boli glowa, zauwazylem (od pewnego czasu takie rzeczy zauwazam) ze najczesciej boli mnie w pracy

  18. Bardzo lubię taki opis martwienia się: człowiek myśli o czymś, co się jeszcze nie wydarzyło /i moze wogóle się nie wydarzy/ i już źle się czuje . No bo po co czekać jak już teraz można poczuć się fatalnie:)))
    Zamiast martwienia się wolę poszukiwanie rozwiązań:)
    Od jakiegoś czasu mój napadowy „ciśnieniowy” ból głowy jest sygnałem, że komuś obok coś się dzieje-bardzo żle czuje się fizycznie, coś mocno przeżywa. Przyjmuję ten sygnał, aczkolwiek zapraszam mój organizm do jego zmiany. Może na zapach fiołków?:))

  19. Ewelino, postać się nie chowa, wręcz przeciwnie nie ma potrzeby się pokazywać, bo zna swój środek i kto chce będzie mógł zajrzeć i ona się wtedy z radością podzieli ;-)
    To taki trochę mędrzec tao, nie musi być widoczny a jednak jest widoczny ;-)
    Trudno mi to opisać, bardziej to czuję ;)

    I dziś doświadczyłam (chyba pierwszy raz w pełni) odpuszczenia kontroli. Jej, ale przepływ! Jechałam na spotkanie „biznesowe” do Gdańska na osiedle, którego nie znam. Wymagałoby to normalnie jazdy pociągiem, potem autobusem i małej wędrówki. Tymczasem rano mąż mnie zawiózł, nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie jadę, bo dałam mu adres, potem zbytnio się nie martwiłam gdzie jest przystanek autobusu, żeby wrócić i… Po spotkaniu mąż jednej z pań akurat jechał do centrum Gdańska i mógł mnie podrzucić blisko dworca, jak się okazało, podrzucił mnie na sam dworzec i tak, spokojnie pociągiem wróciłam do domu. Po drodze oddychałam wolnością i cieszyłam się przepływem. Bo to wydarzyło się całkowicie poza mną, a jednocześnie we mnie. I nagle wszystko się poukładało także zawodowo, jakby jakaś siła sama przyciągała rozrzucone fragmenty w jedną całość.
    Synchroniczność…
    Kiedyś musiałabym rozrysować sobie wszystko wcześniej opisać i przygotować drogę ;-)
    I jeszcze bilety wcześniej kupić ;-)

    PS i tak sobie jeszcze myślę Moniko o tym „cieniu, który nie chce odejść”… Chyba nawet nie chcę żeby odchodził. Bo on też ma swoje zadanie i to nie lada. Równoważy… Dopóki jest cieniem w cieniu, a nie cieniem przysłaniającym jasność, jest dobrze ;-). Coraz bliżej mi do pokochania także cienia w sobie.

    W Gdyni piękne słońce, oddech wiosny na twarzy, pączki na drzewach nieśmiało pokazują się światu, ptaki na całe gardła śpiewają i trwa rośnie… Pięknie!

  20. a dzisiaj pada deszcz ..jakby wiedział ..że trzeba oczyszcić ..zmyć cień , czy ból głowy …
    za chwilę wyjdzie piękne słońce …jakby jakaś myśl , intencja miała się zaraz ujawnić …
    a ból głowy tylko pozwala sie jej przecisnąć …poprzez blokady… Naszego umysłu …cienia ..który nie chce odejść ..
    piękny deszcze ..piękne słońce …

  21. Ta synchroniczność jest jak powietrze. wszędzie wokół. Wczoraj mi głowa mi odpadała całe popołudnie a ja siedziałam wpatrując się w paracetamol czy wziąć czy nie bo jeśli głowa mnie boli któryś raz w tym miesiącu to czy to głowa mnie boli czy głowa mi krzyczy o czymś czego nie widzę ?
    Nie wzięłam tabletki. Głowa nie boli. A tutaj…ten wpis.

    Lubię tracić głowę w tańcu…lubię chodzić z głową w chmurach gdy wokół ludzie patrzą spod łba tylko na stopy…nie lubię główkować bo to nadaremne.. kiedy głowa śpi pogrążona w snach to odpowiedzi same się rodzą. W ciele. Nie w głowie przecież.

    Pozdrawiam

    PS. Dziękuję Ci Agnieszko za podzielenie się Twoim snem.. tak sobie go wyobraziłam i… ciekawe przed czym ta postać chowa głowę pod kapturem..? Ale nie będę nad tym główkować. Puszczam to pytanie w świat. Odpowiedź wróci jak się znajdzie)

  22. Och! Bardzo się wzruszyłam czytając, coś we mnie drgnęło mocno, mocno. Dziękuję.
    Wczoraj cierpiałam na mocny ból głowy, odezwał się po długim czasie i tak trwał i trwał. Nadaremno właśnie. Podczas jednych wewnętrznych rozmów doszłam do wniosku, że boję się bólu, którego nie ma… Boję się bólu, który jeszcze nie nadszedł… I ten wpis… Dziękuję, biorę sobie do serca.
    Wczoraj przytuliłam ból i powiedziałam mu, że może spokojnie odejść. Po raz pierwszy nie odtrącałam, słuchałam co ma mi do powiedzenia.

    I dziwne wyciszenie się pojawia, i dziwne to wszystko i w tej dziwności cudnie jest być. Ech, jak dziwnie, ech jak cudnie, ech jak lekko i cicho. Czuję, że idę, że zmierzam, że jestem w, nad, pod i pomiędzy, a nawet obok i wszędzie ;)
    Ech…

    Wczoraj miałam taki sen magicznie dziwny ;-) śniła mi się zakapturzona postać, jakiś obrzęd czy cuś się działo, pamiętam jednak tę postać, że się jej bałam. Weszłam w nią więc POPowo i ona jest cudowna! Poczułam jak to jest być taką zakapturzoną postacią, co ona czuje, myśli, jaki jest jej świat, jakie relacje itp.

    Ona jest cicha, mądra, potężna, tajemnicza, silna, budząca ogromny szacunek, bo WIE i WIDZI. Fajnie być taką postacią. Czuję, że jest blisko mnie. Przyglądamy się sobie bez lęku. To nowe.

    Zanurzam się w sobie. Dziwny czas, dobry czas.

    Jak mawia Mindell w symptomie jest lekarstwo. Ból jest jak czuła matka, która mówi: kochanie odpocznij, nie martw się tyle, wszystko będzie dobrze, kocham Cię. I jeszcze wiele razy Kocham Cię…

    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję po raz kolejny za synchroniczność ;-)

Komentarze są wyłączone.