Borges i bogactwo

Nie ma nic bardziej niematerialnego niż pieniądz, skoro każda moneta (na przykład dwudziestocentowa) jest w założeniu skorowidzem przyszłych możliwości. Pieniądz jest abstrakcyjny (…) pieniądz jest czasem przyszłym. Może być popołudniem pod miastem, może być muzyką Brahmsa, może być mapą, może być szachami, może być kawą, może być słowami Epikteta, które uczą pogardy dla złota; pieniądz jest Proteuszem bardziej zmiennym, niż ów z wyspy Faros. Napisał Jorge Luis Borges w opowiadania Zahir.

Proteusz? Jeden ze Starców Morskich w mitologii greckiej, czyli mędrców. Na co dzień był pasterzem fok i innych morskich istot posiadanych przez boga Posejdona – władcy mórz i oceanów, ot zwyczajna nisko płatna fucha. Jednak była to w pewnym sensie przykrywka. Proteusz miał bowiem cechę szczególnie cenną – potrafił wieszczyć, czyli przepowiadać przyszłość. Kłopot w tym, że posiadał również zdolność zmiany postaci, był jak kameleon w trójnasób. Co gorsza nawet, gdy udało się Proteusza zdemaskować należało czekać, aż wrócić do swojej pierwotnej postaci, gdyż przemieniony nie wróżył.

Epiktet? Rzymianin i były niewolnik. Twierdził, że dla człowieka istotne są wyłącznie dwie kategorie: rzeczy, które są w naszej wyłącznej mocy i rzeczy, na które mamy ograniczony wpływ lub nie mamy wpływu wcale. Dosłownie jakby był współczesnym coachem albo taoistą z południowych Chin. Do spraw, które mamy w naszym władaniu zaliczają się nasze osądy, impulsy, pragnienia, niechęć, oceny itp. Są to kwestie, do których drugiego człowieka można przekonać i przekonanie jest warunkiem zmiany postawy. Powiedzielibyśmy po coachingowemu, że chodzi właśnie o…przekonania. Na przykład ktoś nie lubi szpinaku ale pod wpływem argumentów może się do niego przekonać, lub choćby go zjeść. Co ciekawe do drugiej kategorii, którą nazywał niezależną, zaliczał zdrowie, przejęte bogactwo, a także sławę jako wynik podziwu innych ludzi. Rozumiał te czynniki jako elementy zakłócające wewnętrzną równowagę! Są zdaniem Epikteta darami losu. Żadna w tym zasługa pięknej kobiety, że jest piękna. Żadna w tym zasługa młodego bogacza, że miał bogatego ojca. Zatem rozróżniał software od hardware. Wierzył on, że człowiek mądry, wnikliwy i uważny może osiągnąć stan eudajmonii – rodzaj oświecenia. Oświecenie tego rodzaju to spokojna akceptacja zewnętrznych zdarzeń, niezależnie od tego czy są pozytywne czy nie z punktu widzenia innych osób. Rezygnacja z dążenia do przyjemności za wszelką cenę, oraz uczciwe i rzetelne spełnianie swoich obowiązków. W efekcie uwolnienie się od presji zewnętrznej. Bycie tu i teraz zawsze w zgodzie ze sobą.

Hardware jest nieuniknione, natomiast software można zmieniać, re-konfigurować, przyjmować i odrzucać – wyłącznie dzięki własnej woli. Człowiek prawdziwie oświecony potrafi być w tym stanie cały czas, niezależnie od czynników zewnętrznych. Epiktet był w gruncie rzeczy także buddystą, chociaż działał na terenie Grecji. Budda zmarł w roku 483 p.n.e., Epiktet zaś w 130 n.e., więc teoretycznie o buddyzmie mógł słyszeć.

Epiktet i Proteusz. Jeden bardzo racjonalny a jednocześnie pragmatyczny. Sugeruje, jak coaching: zajmij się tym na co masz wpływ. Twój sposób myślenia determinuje twoje poczucie zadowolenia, szczęścia, bogactwa. Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie na lepsze. Drugi mityczny – bóg , który może odsłaniać przyszłość. Wróżyć i spełniać ludzkie marzenia i obsesje – żeby kontrolować to, co dopiero ma się wydarzyć, nieustannie upewniać się co do słuszności podjętych kroków. Co więcej Proteusz musi się ukrywać w przebraniach. Tymczasem osobnik oświecony, w eudajmonii niczego nie udaje jest całkowicie wprost, w pewien sposób odsłonięty, nagi i bezbronny, ale ta bezbronność jest jego siłą. Jego software nie przyjmuje żadnych wirusów, gdyż nie można go zniszczyć. Jest odporny na infekcje mody, popularności, pochlebstw, celebry itd. Człowiek pomiędzy lękiem o przyszłość, a równowagą tu i teraz.

To tak jakby Borges pytał – co wolisz: upewniać się jak będzie jutro, w lęku czy zachowasz swoje bezpieczeństwo, popularność, akceptację u innych ludzi, oraz bogactwo; czy żyć pełnią życia tu i teraz ale nagi, bez masek i kostiumów; niezależny od czynników zewnętrznych, ale zawsze w pewien sposób samotny. Co za wyzwanie!

Borges i bogactwo
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

38 komentarzy

  1. I z moją operacją było tak samo. Bałam się, ale poddałam. Zamknęłam oczy i jak do snu. Każdego dnia umieramy, takie małe śmierci. I nie ma znaczenia czy się obudzę i nad czym tak główkowałam za dnia i o co się martwiłam.

  2. No właśnie:)

  3. aniula ,ale z tym zyciem jest tak samo jak z pieniadzem…he he he..

    o paradoksie,to czy przezyje…. nagle…. wcale nie wydawalo mi sie najwazniejsze…pomyslam ,gdy czekalam na swoja operacje.

    co moze byc wazniejsze od przezycia???????

  4. Moja karmiczna przyjaciółka leży w szpitalu i czeka na operację serca. Jest na krawędzi, wyjdzie nie wyjdzie. Największe znaczenie teraz ma dla niej to że wspierają ją jej przyjaciele i znajomi. Pieniądze nagle nie mają znaczenia. Liczy się tylko czas do operacji. Co potem zobaczymy….

  5. Łzy leja się. Lzej na duszy.
    Adam zwatpił nawet przekl.
    Mozg mi wyprali
    Plama została
    Pupa wyszła
    Nie ma ucieczki przed forma
    Ale jakis kominek tu rozpalili i mi cepło.
    Lubie cieplo i kominek i słoneczko.

  6. PS i jeszcze się “pochwalę” jak pięknie dziś wyszło gdzie siedzę w sprawie pieniędzy…
    przeczytałam w pierwszym zdaniu ani: “wracjac do tematu pieniadza” wracając do TUNELU pieniądza. Zdziwiłam się, co ma tunel do pieniądza, przeliterowałam i TEMAT wyskoczył nie zaś tunel ;-)
    Pięknie, pięknie Agnieszko, ciemność, widzę ciemność ;-)

  7. To się dziadkowie Stasiowie cieszą i anielskie piórka z niebios nam zsyłają ;-)
    Cieszę się, że ich tak dużo!
    Tak w wątku pieniądza… Mój dziadziuś opanował do perfekcji przemycanie pieniądza i wciskanie mi do ręki na pożegnanie :-) metody miał cudne, coby nikt nie widział.
    I zawsze na zakupy zabierał na zakończenie roku szkolnego. Brał mnie do miasta i mówił, że mogę wybrać co chcę ;-) i do dziś mam śpiwór, który kupiliśmy tyyyyle lat temu i śpię na nim (bo śpię na podłodze) i sny mam piękniejsze dzięki niemu :-)
    To dziadek nauczył mnie, żeby się nagradzać za dobrą pracę. Gdzieś po drodze o tym zapomniałam i jak pracowałam dobrze to się cisnęłam, żeby jeszcze lepiej aż trup prawie byłam. Aż do dnia kiedy babcia znalazła staruteńki portfel dziadziusia. I mi go dała. A on w nim te swoje zaskórniaki dla mnie… I od razu mi się przypomniało jak on mnie nagradzał i że ja siebie też powinnam, nawet jak czasem pieniędzy mniej.

  8. wracjac do tematu pieniadza…dla mnie mial zawsze wartosc czasu ,czasu wolnego zwlaszcza..bo to bylo w moim zyciu towarem deficytowym.pieniadze przeliczalam na ilosc wolnych dni do przezycia.gdy mialam na koncie 1500 zl oszczednosci, wiedzialam ,ze za to w razie W…przezyje miesiac…..a dzis o paradoksie!!!! moj wolny niewykorzystany czas zamieniono na pieniadz o nazwie ekwiwalent urlopowy….moze dlatego ,ze teraz tenze stal sie deficytowy…..zmiennosc te uznaje za oczywista…

  9. ja sie tez do klubu z dziadkami stasiami zapisuje…moj rowniez nazywal sie Stanislaw.
    pamietam jak babcia mowila,spiewnym kresowym akcentem jego imie…jak na starych przedwojennych filmach…dzis juz nawet wymowa tego imienia brzmi inaczej……..

  10. samotnosc jest potrzebna,nie da sie caly czas zyc na zewnatrz,dla innych…musi byc czas na wglad wewnatrz,na sluchanie siebie…na to trzeba pobyc sam na sam ze soba,bez zagluszania radiem ,telewizja,paplaniem,czytaniem….
    osamotnienie bywa trudniejsze i wiem ,bo kilka razy zdarzylo mi sie przezyc izolacje…w roznych wariantach….dobrze w takich momentach za najlepszego przyjaciela miec samego siebie…..
    dzis wiem ,ze dla siebie potrzebuje bycia na zewnatrz i bycia wewnatrz,w rownowadze….

  11. W.aga na Brackiej pada jak zawsze i tu dobrze chodzi się tym, z którymi współgra młodopolski spleen :) Tą samą spadzistością bruku chodzi tu ramię w ramię żak, profesor, człowiek z życiem załadowanym na wózek i radyjkiem z głośno puszczonym “Gotye” (kto wie, może też profesor?) i gołąb, któremu przemokły skrzydła.
    Gdzieś w każdą przestrzeń, w koci łeb i w wyobraźnię, wciśnie się samotność. Rozpanoszy. Jako narzędzie pracy w pracowni malarskiej i jako łzy kogoś, komu zmarł ktoś bardzo bliski. Ktoś gdzieś hen, z nią za pan brat, na oceanie zbliży się o jeden dzień do celu.

  12. Dziadkowie Stasiowe to potęga. Moi obaj dziadkowie byli Stasiowie, a ja sam… z resztą mniejsza z tym.

  13. Dziadkowie Stasiowie są super:) Też takiego miałam :)

  14. I jeszcze taką historię na szybko zreferuję:
    Parking w centrum miasta: bohaterzy: wiele samochodów, Agnieszka, ktoś kto kiedyś był jej bliski przez 14 lat, jej były samochód z tym bliskim w środku, jej były rower, który właśnie odzyskała.
    Akcja: on otwiera bagażnik, wyjmuje rower, ona załamana.
    Kondycja bohaterów: samochody lśniące, Agnieszka już mniej na widok stanu roweru, który bez powietrza zakurzony, no trup niemalże, on – ten były bliski, odrestaurowany, nowy, inny jakoś obcy bardziej, pospiesznie roweru się pozbywa i odjeżdża.

    Akcja kiedy kurz opada: nagle widzimy Agnieszkę z pompką rowerową, jakby z bronią… wartko zabiera się do pracy, choć wie, że to praca syzyfowa, roweru napompować się nie da, ale ona próbuje jakby ratowała życie żywej istocie.
    Sceneria się zmienia: deszcz pada na rzeczoną Agnieszkę i rower.
    Reakcja bohaterów: Ona się poddaje i płacze, rowerowi to bez znaczenia. Jak się już wypłakała to zaczęła myśleć. I znalazła w pamięci adres punktu naprawczego. Pochlipując jeszcze z lekka, kula się ona i koło za kołem, wolniutko, i coś odpadło od kółka…podniosła z troską. I dotarła do warsztatu.
    Dialogi: – Ona – czy panowie mnie z tym trupem przyjmą.
    -jasne, prosimy, tu za te drzwi – mężczyzna wskazuje białe drzwi za którymi uwija się wartko starszy pan
    -dzień dobry, ja z takim trupem do Pana, czy Pan coś poradzi? – nieśmiało pyta bo jeszcze gardło pościskane
    -Pani kochana! gdybym ja miał taki rower jak Pani to bym tu nie pracował, tylko cały dzień po mieście jeździł! to niezwykły rower!
    -naprawdę? – dziwi się, bo przecie trupa widzi – i takie coś mi od kółka odpadło – pokazuje małą czarną nakrętkę.
    -Kochanieńka, to dobrze, niech odpada! im więcej odpadnie tym lepiej! Pani się nic nie martwi, wszystko będzie dobrze!

    cd akcji: i zabrał się starszy pogodny pan do naprawiania roweru, ale on zdaje się jakby coś więcej naprawiał, ją samą. czyścił, pompował, nakładał, wymieniał.
    – kochana pani, pani zamknie oczy i nie patrzy, ja go muszę wyczyścić! taki zakurzony! pani nim dziś pojedzie i będzie się błyszczał!
    Ona uśmiecha się już serdecznie i serce jej rośnie jako te napompowane oponki. Płaci za renowację TYLKO 15zł i starszy pan się filuternie uśmiecha i dobrego dnia życzy.
    Ona wychodzi zapłacić do kasy, kupuje zapięcie do roweru i pyta ile razem. Sprzedawca woła: Panie Stasiu ile ta pani płaci?

    PANIE STASIU???!!! – głos wewnętrzny powtarza drukowanymi literami. – Uśmiecha się a oczy ma pełne wzruszenia. Wiedziała, że właśnie miała spotkanie ze swoim dziadkiem Stasiem, który odszedł 17lat temu, a który ją wychowywał i był zawsze jej aniołem. I tym razem jej nie opuścił.
    I wsiadła na rower i samotnie odjechała, dziękując za doświadczenie.

    KONIEC kurtyna nie opada, sztuka trwa nadal.

  15. Andrzeju… Jak powiedział mój hinduski nauczyciel: “w duchowości zawsze jesteś sama”. Buntowałam się, że nie chce ze mną medytować itp :-) a on, ale kto Ci broni? ;-) dałem narzędzia teraz sprawdź jak tobie się sprawdzają. Ja wiem jak u mnie działają, ale u Ciebie może być inaczej. Byłam tam 5 miesięcy. 3/4 czasu spędzałam sama… 1/4 z nauczycielem… wpadłam w pułapkę uzależnienia od niego, że to ON mi COŚ może zrobić, no za rękę i do zbawienia… a tu nie, to samotna wędrówka…
    W tej podróży jesteśmy sami. I poznajemy ludzi, którzy podadzą szklankę wody z odżywczym napojem, ale potem pójdą dalej. I tego się uczę, ale trudno mi, bo jako, że do rzeczy się nie przyzwyczajam to do ludzi już tak ;-)
    Takie to są “niecne” duchowe bogactwa ;-)

  16. Warto pamiętać o rozróżnieniu: być samemu a być samotnym. Bycie samemu to wybór bycie samotnym to skazywanie samego siebie. Jak ktoś jest samotny to niech przejdzie się do pierwszego lepszego szpitala dziecięcego albo hospicjum. Niech usiądzie i poczyta komuś książkę, porozmawia. Przydatność likwiduje samotność, ale trzeba ruszyć d…….:)

  17. Czy w Krakowie na Brackiej pada deszcz?Gdzie mój pojedzie bagaż i co się jeszczcee zdarzy?Nie zrobię więcej zdjęc – tak wiem.
    Ale ciacho schrupię, ukrywając się przed smokiem wawelskim i smogiem miejskim.

  18. ja bym spytała Andrzeju gdzie w niej widać brak sensu? No i jeszcze odwieczne pytanie co jest jeszcze zdrową samotnością a co przykrym osamotnieniem. Każdy przeżywa siebie inaczej. Ale nawet by przeczytać jakąkolwiek książkę potrzebuje się samotnego skupienia…

  19. Jaki sens ma samotność ?

  20. “Czas postawić kropkę nad ypsilonem” ;) a ja dziś stanę na barykadzie z Markiem Hłasko, Agnieszką Osiecką, Wiesiem Dymnym, Edkiem Stachurą i zapodam lokalnie Piwnicą pod Baranami. Królowie życia, nie ujmując nic Witkacemu i cudem uratowanemu przed piorunem Julkowi. No, ale przyznacie sami, że być humanistą w t a m t y c h czasach i przekonać pracodawcę, że się umie wyczyścić staw w parku??? Niby grosz do grosza a będzie kokosha (nel) czy jakoś tak ;) ale jak termostat podkręcony mieć trzeba na właściwego neurona to jeden… raczy wiedzieć.
    Dzięki Aniula, ja Tobie też dzięki (ha ha hi hi) za hmm generalnie (?) po prostu życzliwość.
    Borges, Epiktet, Proteusz (więc to jednak da się ze sobą “pożenić”?)- mocarny wpis Macieju :> Wybieram, z ciężkim, wylewnym ;) sercem środkowego jako złoty środek – goldpoint(ę) dzisiejszego coachingu.
    Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga, zwłaszcza tych, którzy lubią innych autorów i mają odmienne zdanie do mojego :)

  21. …ale na nasze mało indywidualistyczne czasy to chyba najlepszy Witkacy :)

  22. Agnieszka, ciastko czeka, kiedy tylko będziesz w Krakowie. Juliusz S. grał na giełdzie, Adam biedował, Juliusz Tuwim zarabiał kabaretowymi tekstami na futra dla swojej ukochanej pieknej zony i ubolewał, że musi tak chałturzyć w kabarecie. A dziś cieszymy się, że mamy Tuwima kabaretowego, a nie tylko lirycznego (choć jeden i drugi to poetycka bomba, uwielbiam, tuwimissimo). Słowacki wyrafinowany, no po prostu hafciarka romantyczna, a wielki Adam? Kiedy czytam liryki lozańskie, jak to się mówi–nie mam pytań” A i “Pan Tadeusz” i “Dziady”, i bajki, i ten język prosty, a trafny. Każdy poeta w swojej” walucie”–znakomity.

  23. Patrzę na to boisko i poznaję,że to pobojowisko.
    Na stadionie kibice pływają i humory swietne maja.
    Przeciez dach się nie otwiera i nie zamyka ,
    Bo wyprodukowała go zła fabryka,
    Przecież to była atrapa- na pokaz dla reszty świata.
    Kibicom się za to dostało a winnym – pospływało.
    Dobrze ,ze chłopaki zremisowały i plamy nie dały.
    Ja się piłką interesuję?No trudno- tak mnie naszło:)

  24. … najlepiej było zacząć już wczoraj ;). Ale jeśli się nie zaczęło to pręciutko, pręciutko!!

  25. Na twórczość nigdy nie jest za późno :-) na tańce i na przebierańce również. I na miłość i na wolność. Wszytko to można zacząć od TERAZ ;)

  26. a to wszystko kojarzy mi się z jednym ważnym dla mnie słowem : wolność.

  27. Bardzo do mnie to trafia, B a r d z o. I w tym co przeczytałam jest “mój” sposób na życie.
    stosowany z różnym powodzeniem, ale w niektórych aspektach na 100%. tymczasem się dokształcam w tej “materii”, na zajęciach praktycznych z życia.

  28. Patrzę na to trzęsawisko i poznaję , że to disco.
    Na parkiecie skoczne tańce wywijają przebierańce.
    To mój trzynastozgłoskowiec , który popełniłam w podstawówce.Był trochę dłuższy ale zapomniałam. Ciągle myślę o zeszycie . Może teraz jest czas? na lirykę?Teraz…. Now.:)

  29. Czy Julek czy Adam – tak czy inaczej to ludzie z Duchem. Wielka improwizacja – mniam!
    A Jojne Tuwim napisał sporo takich rzeczy, o dużej drapieżności. Też ładne. Ja jakoś lubię emocjonalne teksty.

  30. Czyli poezja bogactwem jest:)

  31. Naprawdę przedziwna sprawa z tym Julkiem… Zrzucę na wielką miłość do niego. Na studiach do egzaminu z romantyzmu tylko Słowackiego dzieła czytałam. To był mój bunt i akcja powstańcza przeciwko “kultowi Adama M.” Dziwowali się oj dziwowali, kręcili głowami z politowaniem, bo było jasne, że pytań o Adasia będzie ogrom. I faktycznie, trafiłam na nie. Rozpoczęłam przemowę i perorowałam nad wyższością Julka nad Adasiem. Egzaminatorowi policzki płonęły od wartkiej dyskusji. Zdałam i w niebiosach Julek się radował ;-)

    PS I Aniula też widzę, podobne zamiłowania. Najmocniej przepraszam, że ma miłość prawdę przysłoniła ;-) Całe szczęście, że zośka czuwa, bo by mnie Tuwim zza grobu nękał! Uff…

  32. Ja mniej oblatana Słowackim ale mi pasowało:) Tuwim albo się w grobie przekręcił albo dumny , że tak zakpił:)

  33. CHRYSTE mój!!!!!!! TUWIM!!!!! Julian TUWIM, ja tak Słowackiego widzisz mam w głowie i uwielbiam wielce, że Tuwima zrobiłam na Słowackiego :) A to ciekawe…hmmm…
    Dziękuję zośka (to już po ciastku? :))

  34. Agnieszka Kawula, proszę Cię bardzo powiedz mi z jakiego tekstu Słowackiego wytrzasnęłaś ten cytat ? Pytam z zawodowej ciekawości, bo na moje ucho, jak mi bóg miły i niemiły, nie jest to Słowacki…Ale jeśli jest, to stawiam Ci najlepsze ciastko na Kazimierzu krakowskim kiedy tylko zechcesz :)

  35. Słuchałem
    ja to moja jaźń i..przedmioty które mnie otaczają
    i te materialne i te konstrukcje myślowe
    pragnienia, potrzeby, oceny, myśli, emocje, wzorce wrażliwości i złości
    wszystko to przedmioty, które przemijają
    niezmienna pozostaje jaźń
    i to co czyni jej granice
    świadomość, która umiera razem z ciałem
    w rozumieniu ludzkim

  36. Ja jakoś zawsze większy sentyment miałam do Julka niż do Adasia:)

  37. Zdecydowanie opcja numer dwa ustami Julka naszego Słowackiego ;-)

    “Do krwi rozdrapię życie,
    Do szczętu je wyżyję,
    Zębami w dni się wpiję,
    Wychłeptam je żarłocznie
    I zacznę święte wycie,
    Rozbyczę się, rozjuszę,
    Wycharknę z siebie duszę,
    Ten pęcherz pełen strachu,
    I będę ryczał wolny,
    Tarzając się w piachu”.

    Piękne to rozdrapywanie życia do krwi, chłeptanie i święte wycie…

Komentarze są wyłączone.