Bydgoszcz, self-coaching

A teraz Bydgoszcz. Jeżdżę po Polsce. Tym razem zawitałem do mojego rodzinnego miasta. Sto lat tu nie  byłem. Musiałem wesprzeć się nawigacją satelitarną i nawigacją ustną mieszkanki miasta – siostry, która w dodatku potrafi poruszać się tutaj samochodem. Tu zmiana kierunku ruchu, tam nowy wiadukt, tutaj ulica zamknięta, tam boczna uliczka, po której zasuwałem rowerem wzdłuż ściany lasu i płotu ZNTK – stała się arterią. Self coaching. Jestem tu dopiero kilka godzin a już się naprzeżywałem co niemiara. Cmentarz, na którego łąkowej części puszczałem latawce teraz zabudowany pomnikami. Ani jednej wolnej alejki, więc oni wszyscy umarli? Nad grobem matki wyrósł wielki klon, który był niezauważalnym, małym klonikiem, a brzoza zniknęła. Za to wielki kasztan na moim podwórku i grusza wycięte. Mówią, że zasłaniały okna, a teraz odsłoniły odrapany tynk i sczezłe futryny. Za to samochody wypasione i sklepy, zwłaszcza te nocne i alkoholowe – piękne, bogate w asortyment, kolorowe. Mieszkanie, w którym mieszkał kolega, mój imiennik – spalone, ruina.  A płot, który odgradzał dwa światy zmalał. Wyglądam na drugą stronę, ot  tak, a przecież musiałem się wspinać.

Rozbudowa, przebudowa, inwestycja. W tym starym, zróżnicowanym, zaskakującym mieście z tradycjami, w którym przez całe moje dzieciństwo nie zbudowano bodaj jednej, nowej drogi, teraz praca wre. Powstają nowe mosty, dawne fabryki stają się centrami handlu. Farba lśni, urosły drzewa na szarych ulicach. Mijam spokojne wille i nowe zaskakujące, małe osiedla. Na tyłach sklepu dżentelmeni konsumują piwo, jak wszędzie w Polsce, gotowi przypilnować auto za kolejne piwko, a za dwa nawet przez całą noc.

Dzieciaki wybiegają z mojej bramy na Bocianowie. Nie leć w dauna debilu, trzeba łapać schemat na imprę – mówi złotowłosa do pozostałej trójki. Jak on złapie schemat jak ledwo się wykaszlał na trzy prezerwatywy? ­ ­– żartuje ciemnowłosa  i kopie jednego z chłopaków, mocno, czule. W świetnym humorze, gdzieś pędzą, kolejnymi kopniakami podkreślają radość tej chwili. Zapada noc. Jutro zobaczę więcej.

Bydgoszcz, self-coaching
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. No właśnie. Bydgoszcz i brak spotkania, warsztatów, czegokolwiek… Chciałabym się kiedyś zająć coachingiem. Na razie zapisałam się na studia i czekam na rozpoczęcie zajęć. Ale w moim, czy raczej naszym mieście, chyba za wiele się nie dzieje w tej kwestii, prawda? Tutaj coaching jest chyba bardzo uśpiony jeszcze.

  2. Ja z Bydgoszczy mam piekna koszule.Bawelniana, rozpinana w delikatne kwiatki.
    Jest ponadczasowa. Maz mi ja kupil 20 lat temu w firmie ZENIT. Caly czas ja nosze. Teraz
    siedze na tarasie w tej koszuli.Weszlam na pana strony. Bylam ciekawa skad pan pochodzi?Wyjasnilo sie i ja w tej koszulowej bluzce szytej na export. Cos jest na rzeczy.
    Czulam sie samotnie. Bo sobota a ja solo.Ale sa ludzie i ich mysli w necie.I jest fajna
    pogoda. Posiedze jeszcze w ogrodzie i popatrze na moja koszule w kwiatki…nie jestem
    sama…

  3. Ja tak od 10 lat obserwuję Bydgoszcz, odkąd importowałam sobie męża. Dużo dobrego przez ten czas zrobiono. Nie straszą już wszędzie obskurne rudery :)

  4. Ja mam podobnie jak wracam do Słupska- mojego rodzinnego miasta ;D

Komentarze są wyłączone.