Cień atakuje….w sprawie odpowiedzialności

cień
cień

Niestety to prawda, że dziś coachem może zostać każdy po trzydniowym kursie. Dziś każdy może zostać kim chce bez trzydniowego kursu. Czasy takie. Wystarczy wyklikana popularność i oglądalność żeby uchodzić za eksperta w dowolnej dziedzinie. Wiedza dziś jest łatwo dostępna i raczej powierzchowna.

Odpowiedzialność owszem się rozmywa. Czym innym są zasady a czym innym praktyka. Niestety niektóry komentatorom na blogu to się miesza. I po co te wycieczki osobiste do mnie, czyli autora, w dodatku anonimowe, na moim terenie? Sam się dziwię, że nie potrafię nad tym aroganckim obyczajem polskiego netu przejść do porządku dziennego. Czasy takie. Zamiast wymiany poglądów personalne wycieczki. Piszę o zjawiskach, które interpretuję w kontekście zasad, nigdy anonimowo o konkretnych ludziach, jednak uderz w stół i nożyce się odezwą – oczywiście anonimowo.

Z faktu, że nożem kuchennym Marian K. zarżnął kolegę w czasie piwnej libacji nie wynika ani totalna szkodliwość noży, ani konieczność zabronienia picia piwa, ani nawet zakaz nadawania chłopcom imienia Marian.

W swoim artykule piszę o złożeniach, zasadach, kulturowych i formalnych normach, w praktyce bywa różnie. Coache czy też psychoterapeuci, lecz również lekarze, nie są jakimiś szczególnymi grupami pod względem stosowania etyki czy też stosowania zasady odpowiedzialności.

Istnieje zjawisko tak zwanego rozkładu normalnego lub kapeluszowego, który dotyczy również środowiska coachów i terapeutów – najwięcej jest wyników średnich, najmniej poniżej i powyżej normy – także tych etycznych. Zdarza się, że w coachingu zasada odpowiedzialności nie jest stosowana podobnie jak w terapii. Jednak w kulturowej (i formalnej) definicji pacjenta, chorego, cierpiącego – zawarte jest oczekiwanie pomocy i oddanie odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie w ręce wyspecjalizowanych kadr. Ten czynnik wspierany jest w Polsce przez prawo i nie ma co w tym względzie przestrzeni do dyskusji. Lekarz i na jego zlecenie działający personel odpowiada prawnie za stosowanie wiedzy i technologii opisanej procedurami, mającej leczyć, rehabilitować lub powstrzymywać procesy chorobowe lub utrzymywać zdrowie, zgodnie z dopuszczonymi w danym kraju metodami. Nikomu innemu tego robić nie wolno. Koniec kropka. Nie wolno tego robić nikomu kto takich uprawnień nie ma! Lecz mechanizm ten wiąże się z oddaniem odpowiedzialności wyrażonym formalną zgodą pacjenta! Nawet w przypadku leczenia zwierząt taka zgoda wymagana jest na piśmie, w imieniu zwierzęcia składa ją człowiek, formalny właściciel!

W terapii (w każdym przypadku stosowania zasad medycyny) czy też w psychoterapii (w każdym przypadku stosowania zasad medycyny i psychologii) stosowana metoda i jej zadania są domeną terapeuty lub lekarza. Pacjent nie zna się, nie musi znać na medycynie lub/i psychologii dlatego oddaje odpowiedzialność. W zaufaniu godzi się na stosowanie metody, której mechanizmów nie zna, gdyż nie ma wiedzy biologicznej ani psychologicznej. Nie musi jej mieć. Podobnie jak w przypadku naprawy samochodu lecz zważywszy, że chodzi o życie i zdrowie, prawo i państwo są tu wyjątkowo restrykcyjne i dość jednoznaczne.

Owszem czasem wynika z tego kłopot! Kiedy dietetyk zaprasza np. chorego na cukrzycę do wzięcia odpowiedzialności za posiłki – chory często jej wziąć nie chce, gdyż przywykł do oddawania odpowiedzialności, po to przyszedł do lekarza, żeby go uzdrowił – tłumaczy sobie. Identyczny stan rzecz pojawia się w psychoterapii, rehabilitacji kardiologicznej czy coachingu. Dziewięciu na dziesięciu pacjentów i klientów oddaje odpowiedzialność oczekując, że ktoś lub coś ich uzdrowi, wyleczy lub naprawi ich żonę, męża, firmę, złego szefa oraz rządzących polityków.

Ktoś, kto tego zjawiska nie rozumie, chyba nigdy z nikim nie pracował w terapii lub coachingu, lub co gorsza pracuje i nie rozumie ludzi, z którymi pracuje. Czym innym jest myślenie życzeniowe, czym innym praktyka. W praktyce ludzie oddają odpowiedzialność za swoje życie – i w coachingu, i w terapii. Skuteczny model kształcenia tak coachów jak i terapeutów uczy jak pracować z odpowiedzialnością i po stronie coacha i terapeuty, i po stronie klienta i pacjenta. Raz jeszcze powtórzę – kto nie rozumie zjawiska oddawania odpowiedzialności – ten po prostu nie pracuje z ludźmi albo pracuje z zawiązanymi oczami. Moje wyrazy współczucia.

W obszarze coachingu, tak jak go rozumiem, – klient posiada lub może zdobyć wiedzę przydatną w jego projekcie natomiast w przypadku operacji zastawki w sercu nie może, nie ma wiedzy oraz dostępnych metod i dlatego oddaje odpowiedzialność za większą część procesu zdrowienia lekarzom. Dlatego też tak trudno w terapii i psychoterapii pacjenta zachęcić do brania, raz oddanej odpowiedzialności, gdyż przywykł do jej oddawania.

Ps. Trochę szerzej – Bonaparte. Zachęcam do szerszego obejmowania zjawisk i być może użyteczne będzie przyjrzenie się słowu „bzdury”, gdyż jego synonimem są słowa: dyrdymały, brednie, nonsensy, absurdy. Użycie tego rodzaju słów i to wielkimi literami, w dodatku anonimowo, wygląda na projekcję, czyli rzutowanie własnego cienia, czyli deficytów, na tekst i jego autora…ale pewnie się mylę…

Ps.2. Więcej o zjawisku odpowiedzialności piszę w „Zabić coacha” – łącznie z rozbudowanymi definicjami i dyskusją tematu o nieformalnej strukturze symboli, które w Polsce skłaniają do odrzucania odpowiedzialności za własne sprawy.

Ps.3. Od 25 lat pracuję z ludźmi, przez 12 lat aktywnie zajmowałem się terapią indywidulaną i grupową, przez ostatnie 10 lat coachingiem. Już choćby czas był cierpliwym nauczycielem, do tego tysiące spotkań z ludźmi i kilkanaście napisanych książek. Owszem, to inna wiedza, niż licencjat z psychologii i certyfikat trzydniowej szkoły.

Dla porządku – naturalnie jestem, może nie jedynym, ale ważnym wyrazicielem swoich poglądów na coaching jakiego uczę od lat :) Poglądy, o których piszę są moje, od lat podpisane własnym nazwiskiem. Jestem również pierwszym wyrazicielem własnych poglądów :) w tym sensie pierwszym coachem, który o nich pisze. Może nie „ostatnim prawdziwym coachem” lecz jednym z najlepszych wyrazicieli modelu coachingowego, którego uczę.

Cień atakuje….w sprawie odpowiedzialności
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Cieszę się, że podkreśla Pan rolę wiedzy i doświadczenia. Nie czytałem (jeszcze) książki “Zabić coacha”. Zaintrygował mnie temat “oddawania odpowiedzialności” poruszony powyżej.
    Zastanawiam się, jak to wygląda w kulturach, gdzie jest niewielu chrześcijan bądź nie ma ich wcale. Jednym dogmatów religii chrześcijańskich jest oddanie odpowiedzialności (chrześcijanie wierzą, że Chrystus zginął na krzyżu aby przejąć na siebie winy ludzi – to klasyczny przejaw odebrania odpowiedzialności). Ciekawe czy/na ile taka wiara może wpływać na postawę unikania odpowiedzialności np. za swoje decyzje.

    pozdrawiam
    M.

  2. Witaj Maćku, witajcie,
    owszem tożsamość każdego pozostaje jego prywatną sprawą, jednak tożsamość zawodowa oraz zasady etyczne..to już jednak kwesta publiczna.
    Jeżeli coaching dziś uprawiają osoby ze zdiagnozowaną depresją, zaburzeniami osobowości, mające problemy psychiatryczne to zaczynam się niepokoić…ale może niepotrzebnie

    Maciek, może to temat do poruszenia podczas któregoś z warsztatów jakie prowadzisz, artykułów, które piszesz

    Pozdrawiam Cię serdecznie

  3. Czytam notki i dyskusję. Dzięki, że masz Autorze jeszcze serce do tego bloga. Wiele fajnych ciekawiących mnie blogów nie jest aktualizowanych niestety.

    Ogromna szkoda, że nick Bonaparte nie wniósł szerzej o TSR. Jeśli posiada Pan sporą wiedzę i doświadczenie z tego zakresu, byłoby konstruktywnie napisać tu szeroko własne poglądy albo założyć bloga, dzielić się przemyśleniami, tworzyć i uzupełniać go latami. Zerknęłam nie ma w sieci wiele treści z pierwszego źródła o TSR.
    Miałby Pan wtedy rzeszę własnych apologetów, jak również przeciwników, co pozwala poczuć na własnej skórze poziom tego, co kto i jak wnosi w treści.

    Napoleon Bonaparte już przeżył niejedno swoje życie ;-) i zrobił Pan jakby nie patrzeć wejście smoka na forum z taki nickiem?!

  4. TSR nie posługuje sie pojęciem opór – NADINTERPRETUJE Pan…, nie po raz pierwszy…
    Proszę nie próbować mnie łapać na quasipsychologiczne sztuczki z rzutowaniem, Pana dotyczy to samo …
    O klasie Mistrza świadczą Jego uczniowie, Pańscy apologeci z tego bloga wystawiają Panu dość jednoznaczne świadectwo. Proszę wczytać się w głębię przekazu Michała i innych…

    Dziękuję za udział w tym celebryckim forum i sugeruję większą precyzję terminologiczną bo nie jest Pan jedynym terapeutą z 30-letnim stażem w naszej umęczonej ojczyźnie …

    au revior

    votre pour tojours

    N

  5. Poza tym Maciek,

    Udzielasz się w komentarzach wówczas kiedy ktoś Cię zaatakuje. To też element adoracji i przeniesienia ze strony nadawcy komunikatu i może prowokować do takich zachowań. “Zaatakuje i mi odpisze, poczuje się ważny. Bennewicz mi odpisał, mi! “.

    Musi być równowaga. Sympatyzujący również potrzebują włączenia w dyskusję.
    Taka moja myśl ale może się mylę.

  6. Oczywiście każdy ma prawo chronić siebie i swoją tożsamość, szczególnie gdy czuje się zagrożony.

    Tutaj jednak zagrożenia nie widzę. Od lat niezmienne, pozytywne nastawienie do blogowiczów ze strony Autora. Może potrzeba tego tak jak ja to zrobiłem na początku a więc przez kilka miesięcy obserwowałem posty zanim coś napisałem.

    To co zauważam to merytoryczną dyskusję. Maciek – Batman – Bennewicz po pierwsze pisze pod własnym nazwiskiem (czyli jawnie publikuje swoje poglądy i spostrzeżenia, co wskazuje na jego spójność i pewność) a po drugie nie uchyla się od merytorycznej dyskusji co widzimy w komentarzach. Nigdy nie zauważyłem żeby kogoś zaatakował agresywnie i emocjonalnie. Za to widzę dużo emocji u osób, które z doskoku tutaj wpadają. “znalazłem niespójność.Jest! Mogę włożyć szpilkę!” Przypominam, że psychologia, terapia i inne pokrewne dziedziny w dużej mierze oparte są na subiektywnych przybliżeniach a więc z natury są nieprecyzyjne.

    Złośliwości to przejaw nieprzepracowanych emocji związanych ze złością. Wiem co mówię z doświadczenia. Warto to wziąć pod uwagę. Warto również mieć świadomość, że przy emocjonalnej dyskusji większą wagę mają emocje i związane z nimi mechanizmy obronne niż merytoryczna treść.

  7. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o odpowiedzialność w procesie coachingowym, to bardzo przydatna jest ekologia celu, zmiany etc. – ostatecznie to klient decyduje czy owej zmiany dokonać czy nie, czy jest dla niego ekologiczna czy nie, czy zmiana wywoła pożytek czy szkodę. IMHO dobry coach to taki, który podczas rozmowy zadba o to, aby klient przyjrzał się swojej sytuacji z każdej możliwej strony i podjął odpowiedzialną (bo uzyskaną w skutek odpowiedzi na pytania coacha), dorosłą (ponieważ bierze pod uwagę fakty dotyczące swojego życia, oraz prawdopodobne skutki swoich wyborów), oraz świadomą (ponieważ ma przeświadczenie o tym gdzie chce się znaleźć, zdaje sobie sprawę z tego co czeka go po drodze i ma plan jak sobie s tym poradzić) decyzje. Nigdy nie zapomnę pytań mojego Coacha “Jakie czekają Cie po tej decyzji trudności”? i “jak sobie z nimi poradzisz?” – zadaje je sobie, przed każdym trudnym wyborem. Pozdrawiam

  8. Drodzy czytelnicy bloga

    Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach, gdyż ten chyba rodzaj terapii kryje się pod skrótem TSR, w istocie zapoczątkowała a może zainspirowała pierwszych twórców coachingu. Podobnie rzecz się ma z terapia krótkoterminowymi i podejściem behawioralno-poznawczym. Coaching wykorzystuje te same metody, podobną stylistkę pracy i odwołuje się do identycznych założeń. Coaching jednak oddziałuje na osoby z definicji zdrowe. Polecam definicje zdrowia i choroby choćby WHO.

    Nie zmienia to jednak faktu, że pacjent jest definiowany przez kulturę, nieświadomość zbiorową i samo prawo jako osoba, która doświadcza dysfunkcji, braku siły lub zdrowia oraz utraty zasobów. (W Polsce ten mechanizm jest niesłychanie silny). Często również pacjent postrzegany jest jako osoba, która doznaje cierpienia i jednocześnie nie zna (nie rozpoznaje sposobów) radzenia sobie zarówno ze skutkami jak i przyczynami dysfunkcji. Polecam w tym zakresie doświadczenia i refleksje Franka Farellego, który o postawie chorego, który czerpie wtórne korzyści z chorowania, sporo pisał. Milton H. Erickson ( jeden z inspiratorów…i coachingu i TSR) owszem, twierdził, że pacjent ma siłę do zmiany i zasoby do jej dokonania ale ich nie docenia. Jednakże nie komunikował tego wprost pacjentowi, rozumiejąc, jego nawyki dotyczące przerzucania odpowiedzialności. Coaching komunikuje zasadę “odpowiedzialności” wprost, na dzień dobry.

    Tak zwany opór traktowany jest w TSR jako błąd, tymczasem ten „błąd” zaczyna się znaczenie wcześniej, w naszej kulturze i w nieświadomym stosunku do wszelkich terapii i leczenia lecz przede wszystkim do roli chorego.

    Takie tam … kulturowe zaszłości versus pobożne życzenia coachów i terapeutów, którzy jak wiadomo i tak wiedzą lepiej od wszystkich na całym świecie co jest dobre i dla kogo … oraz prawdziwe albo fałszywe, nawet, jeśli technicznie rzecz ujmując, przyznają, że powinno być inaczej (powołując się np. na TSR), czyli że każdy jest ekspertem w najlepszy dla siebie sposób, każdy „ale na pewno nie ty, jeśli się z tobą nie zgadzam”. O tym właśnie piszę – założenia sobie a życie sobie …”przyznaj mi rajcę albo giń”, “co za bzdury wpisujesz”…Ciekawe jakby po czymś takim poczuł się pacjent TSR albo klient coachingu? …

  9. Cha

    Kto się podaje za bonapartego to już tylko zamknięty oddział. Ciężki przypadek.

  10. Dobrze Pan napisał, ludzie oddają swoją odpowiedzialność a potem są zdziwieni…

  11. Nie pojmuję sensu tego wywodu.
    TSR ma jasne zasady i PAN JE ZNA – tam nie ma paradygmatu uprzywilejowanej pozycji terapeuty i Pan to wie, więc nadal nie rozmiem,
    Tożsamośc każdego pozostaje jego prywatną sprawą
    miłego dnai
    N

Komentarze są wyłączone.