Cień cieniów [na Halloween]

cień

1. Największym cieniem, cieniem cieniów jest śmierć. Cień w koncepcji jungowskiej  wyraża nieakceptowane społecznie, negatywne uczucia, myśli oraz potrzeby. Jest ciemną, nieznaną stroną osobowości, a jego źródła umiejscowione są w nieświadomości zbiorowej, czyli worku przesądów, wzorów, nawyków, archetypów. Jak mawiał mój przyjaciel Michał, patron tego bloga – rodzice zaraz po urodzeniu dziecka otrzymują potajemnie, od bliżej nieznanych strażników kultury, wielką księgę, w której zapisane są w wszystkie charakterystyczne dla danej zbiorowości wzorce wychowawcze, wraz z konkretnymi wypowiedziami, w rodzaju: Nie pyskuj gówniarzu. Jak dorośniesz to się nauczysz. Dzieci i ryby nie mają głosu. W tej chwili się uspokój. Grzeczne dziewczynki tak się nie zachowują. Nie pozwalaj sobie. No ślicznie. Pokarz babci jak pięknie wszystko zjadasz. Usiądź prosto. Nie dyskutuj. Nie denerwuj mamusi. Nie biegaj, bo się spocisz itp. A potem tata i mama wkuwają je na pamięć, żeby przekazać maleństwu.

2. Cień oparty jest na procesie projekcji. Im jestem starszy, a właśnie mija mi 25 lat pracy z ludźmi i dla ludzi, tym częściej sądzę, że to główny mechanizm psychologiczny. Inni są dla nas przede wszystkim białymi lub czarnymi ekranami, na które rzutujemy swoje własne pragnienia, nadzieje, potrzeby…i lęki, zatem również cienie. Nosiciele projekcji cienia  to przede wszystkim osoby, do których czujemy niechęć, złość, odrazę, które skłonni jesteśmy oceniać lub odrzucać. Tłumaczę to na moich warsztatach  dosadnie. Gdy przy świątecznym stole,  na przykład szwagier Zbyszek siorbie, co prawda zauważasz jego niemiły zwyczaj, ale przechodzisz na tym do porządku dziennego, ale gdy ciocia Grażyna zaczyna dzwonić łyżeczką albo bratanek Marcel puści bąka – wściekasz się, a nawet to komentujesz kategorycznym głosem. Dlaczego jedno niemiłe zachowanie cię nie porusza a inne rozpala? Z powodu cienia. To co ukryte w tobie, porusza ciebie w innych. Czego w sobie nie możesz dostrzec i zaakceptować, w innych widzisz wyraziście. Już słyszę te głosy: To niedorzeczne, co ja mam wspólnego z tą ździrą w mojej pracy? Kompletnie to do mnie nie pasuje, ja przecież nikogo nie oceniam, ja jestem szczery do bólu. Gdzież tam, denerwują mnie osoby drobiazgowe, a ja przecież jestem konkretna. 

3.  Najwyraźniej ów mechanizm zaprzeczenia widać  w przypadku śmierci. A cieniem największym jest śmierć właśnie, ona budzi lęk, ale w cudowny sposób stojąc nad grobami gotowi jesteśmy uwierzyć, że kogo jak kogo, ale nas ona nie dotyczy, jeszcze nie dotyczy, jeszcze długo długo nie, czyli praktycznie nigdy dotyczyć nie będzie.

Wybitny współczesny filozof Zbigniew Mikołejko w wywiadzie udzielonym Aleksandrze Klich Wszyscy jesteśmy skazańcami, w 2010 roku stwierdza: Świadomość, że jesteśmy skazani na śmierć, powinna kazać nam zaprząc wszystkie siły w służbę teraźniejszości, w sadzenie drzew, pisanie książek, picie kawy z kimś miłym, podziwianie krajobrazu Warmii, Umbrii czy Sandomierszczyzny, tak przeze mnie ukochanych.

4. Artur Schopenhauer gdańszczanin, filozof, myśliciel, w istocie dochodzi do  podobnych wniosków co Budda Śakjamuni przed nim, i Maxi C. Maultsby po nim. Jego filozofia metafizyczna zaczyna się od stwierdzenia, że świat powstaje w naszej wyobraźni. Wszystko co go kreuje powstaje  wyłącznie w naszych  głowach – wyobrażenia przyczyny i skutku, następstwa naszych myśli, poczucie przestrzeni i czasu i wreszcie stosunek do własnych potrzeb i podjętych działań. Z powodu potrzeb cierpimy. No cóż, odległa o 150 lat od czasów Schopenhauera neurofizjologia potwierdza jego przypuszczenia. Kreujemy swój świat. Każdy inaczej. Siedem miliardów światów! Platon miał rację! I budda miał rację! Cienie bierzemy za fakty. Jedynie przestrzeń nieświadomości zbiorowej pozwala nam odwracać znaczone karty naszych wzorców, podobnych zachowań i symboli. Dla nas Polaków to jak Wawel, Cud na Wisłą, papieskie kremówki, kapitan Wrona,  Czterej Pancerni i pies, oraz Nie dyskutuj gówniarzu.  Patrząc na świat i starając się go zrozumieć stawiamy swoisty wirtual w przestrzeni naszej wyobraźni. Najpierw intencja, po chwili potrzeba, potem myśl i przekonanie na jakiś temat, ocena  i wtedy pojawia się emocja i wreszcie, na skutek tej emocji, działanie lub jego brak. Schopenhauer napisze:  W la­tach wczes­nej młodości stoimy przed cze­kającym nas życiem ni­by dzieci przed kur­tyną teat­ralną, ra­dośnie i w na­pięciu wyglądając rzeczy, które mają na­dejść. Na szczęście nie wiemy, co rzeczy­wiście na­dej­dzie. Kto by to bo­wiem wie­dział, ten na dzieci mógłby spoglądać jak na niewin­nych wi­nowajców, ska­zanych co praw­da nie na śmierć, lecz na życie, ale nie znających jeszcze brzmienia swe­go wyroku.

Zdaniem Schopenhauera człowiek  może się uwolnić od tego brzemienia, od cienia iluzji tylko poprzez ascezę, bliską tej stoickiej, poprzez zagłębienie we własnych intencjach [Jung nazwie to później indywiduacją]; poprzez przeanalizowanie własnych popędów, zapanowanie nad nimi i w ten sposób przekroczenie siebie [zahipnotyzowanego przez projekcje, śniącego – powie uczeń Junga Arnold Mindell] i w efekcie poprzez pełne przejęcie kontroli nad własną wolą.

5. Ryszard Kapuściński przytacza w podobnym duchu wypowiedziane słowa małego, zgarbionego, szczupłego pastora:

Pochyl­my się przed Bo­giem, który zesłał nam tę śmierć – usłyszałem, jak mówił do kil­ku­nas­tu zeb­ra­nych na cmen­tarzy­ku osób, przy­tulo­nych do siebie, aby zmieścić się w cieniu wątłej akac­ji. –Podziękuj­my mu za to, tak – podziękuj­my. Śmierć bo­wiem uwal­nia nas od naszych szkod­li­wych na­miętności, od naszych śmie­sznych am­bicji i bez­myślnych dążeń. Czy wiecie, czym są wszys­tkie prag­nienia, które tak nas roz­pa­lają? Otóż – niczym, po­wiadam – niczym. Śmierć uderza nie tyl­ko w tych, którzy umar­li. Ona za­razem ob­naża ni­cość żywych, przy­pomi­na im, że są prochem. Śmierć jest czymś wiel­kim, po­nieważ jest wy­rozu­miałością i prze­bacze­niem. Widzi nasze ułom­ności, naszą krótkowzroczność, nasze grzechy, a jed­nak ot­wiera ra­miona i przyj­mu­je wszys­tkich. Jest pobłażli­wa, więc mi­mo nasze prze­winy bie­rze nas do swo­jego króles­twa, które jest wie­czne i chce tyl­ko jed­ne­go – abyśmy w nim byli!

Ro­zej­rzałem się po ludziach. Czy ktoś z nich ro­zumiał słowa pas­to­ra? Sta­li wokół roz­ko­pane­go dołu, mar­kotni i mil­czący, co­raz to ocierając spo­cone, sta­re twarze.

6. Dzwonek do drzwi, już kolejny tego wieczoru. Dzieciaki przebrane za potwory wymachują latarkami. Słyszę wypowiedź jakiejś opiniotwórczej pani w TV: Halloween to kolejna sztuczna tradycja, zupełnie nam obca, adoptowana wyłącznie w celach marketingowych lub nawet politycznych. Te przebieranki, te beznadziejne dynie, wampiry, potwory. Nasza jest zaduma i powaga związana ze śmiercią, a te głupstwa są zupełnie obce, sztucznie wszczepione.  Myślę sobie, tak jak całe chrześcijaństwo, jasełka i święty Mikołaj oraz Internet, Facebook i karma dla kotów. Jakiś Amerykanin na innym kanale mówi: Nie obchodzi mnie, co na temat Halloween mówią europejczycy. U nas wszystkie dzieciaki  marzą o tym dniu. Chodzimy od imprezy do imprezy żeby się dobrze bawić. Oswajamy śmierć. Ważne jest tu i teraz. Nie wiemy co będzie jutro.  Eckhart Tolle ucieszyłby się z jego słów.

Cień cieniów [na Halloween]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

30 komentarzy

  1. Rola opiniotwórców, jak i krytyków filmowych wydaje mi się być podobna. To ich opinia, wizja… PROJEKCJA!
    Jak dorosłem to się nauczyłem… nie dyskutuję. Bo po co?

    I tak ostatnio krążę ostatnio między moimi subosobowściami. I tak za Somersetem Maughamy: Bywa, że z konsternacją spoglądam na poszczególne elementy mojego charakteru. Zauważyłem, że skaładam się z kilku osób, a ta osoba, która w danym momencie ma przewagę, nieuchronnie odda pole innej.

  2. Ale sen dzisiaj miałam:) Śniło mi się, że czekałam na Pana Macieja , bo chciałam uzyskać autograf na książce i go dostałam a potem Pan Maciej wsiadł do Mercedes Knight z 1919, w kolorach jesieni i miał w środku całą masę jesiennych liści :) I pojechał :)

  3. Żłopanie wódki z powodu nieszczęśliwej miłości – nieodwzajemnionego uczucia lub odtrącenia i porzucenia czy rozwodu, przegranych marzeń i zniszczonych planów życiowych, jako zagłuszacza poczucia winy i własnego sumienia z powodu krzywdzenia bliskich, samotności, czy przed wyjazdem samochodem z rodziną („bo to za miedzą, a wrócić z imprezy trzeba”) to wciąż dewastacja kultury bycia, życia niszczenie siebie i życia swoim bliskim i najlbiższym. Tylu ludzi chce żyć, kocha życie, a odchodzi na raka.
    Życie, niezależnie od tego jak czasem ciężkie, brutalne, bezwzględne, bolesne jest cudem. To cud, że oddychamy, że wciąż jesteśmy, że działamy.
    I żeby nie być gołosłowną i śmieszną: nie chcę zniszczyć przemysłu alkoholowego w Polsce czy gdziekolwiek na świecie, ale jestem przeciwnikiem żłopania wódki i sama nie piję.
    Pozdrawiam i wysyłam to energię do wszystkich, którzy dzisiaj „tylko kieliszeczek” a potem ich nie ma w dniu akcji „Znicz”

  4. Dziś Dzień zaduszny. Dzień ważny w kraju katolickim, jakim Polska z racji swoich korzeni, tradycji się mieni (a była przecież kiedyś kiedyś pogańska i pytanie czy pewne genetyczne i biologiczne kwestie nie są, aby przypadkiem nie do ruszenia).
    Wartości jakie dawali i dają wielki Karol Wojtyła, o. Leon Knabit, ks. Boniecki czy Nycz trafiają do świadomości. Ale co z przedświadomością (tu spychane jest naprędce to, co często ważne do uświadomienia) i nieświadomością? Tak, trudne dla „przeciętnego” zjadacza chleba, który chce mieć dużo kasy, seks i powodzenie, jak to nie wychodzi (a któż w tym zyciu obiecywał, że cokolwiek przychodzi łatwo?) to już tylko żłopanie wódki, smutek, bezrobocie albo bezprawie (i to dotyczy zjadacza płci pięknej również tzw. zjadaczki np. morderczyni swoich dzieci).
    Tak mnie razi ksiądz w porshe cayenne czy czymś w tym stylu co widziałam jedynie jeszcze na reklamach w telewizji (piszę bez ogródek), nie ogarniam słuchania o wynaturzeniach ludzi pod wpływem wódki, po wódce, którzy na własne życzenie (by coś w sobie zagłuszyć i nie chcą nawet dotrzeć – to najgorsze – do tego, co to) zmieniają krew, która krąży im w krwioobiegu w wodkę.
    Wybaczcie, że piszę o tak trudnych tematach (z dzisiejszego radia i z tego co mi w duszy gra) zamiast o duchach, duszach zbłąkanych, fascynacji Mickiewicza seansami spirytystycznymi albo nie zachwycam się powagą 2 listopada w literaturze.
    Pozdrawiam wszystkich

  5. Agnieszka Kawula a potem będę coachować sfrustrowanych programistów i uczyć ich filozoficznego podejścia do pracy :)

  6. Zaczynam się dzisiaj uczyć programowania ( komputerowego) jestem ciekawa co z tego wyjdzie;)

  7. Aniula, też myślałam, że nie należę do Polski, do Europy, że za wielką wodą jest mój dom i tam szczęścia zaznam :) No… myliłam się. Bo tam dręczyło mnie to samo co tysiące km od domu, a nawet bardziej… W końcu zakasałam rękawy i zabrałam się do pracy nad umysłem. Dziś to mój codzienny obowiązek, który w chwilach zwątpienia rzuciłabym daleko w zapomnienie… Na szczęście wiem, że kiedy nie przyjmę dziennej dawki takiego „lekarstwa” jutro będę się czuła gorzej.
    Ale każdy ma swoją drogę by dojść do źródła, które daje siłę by być w każdej rzeczywistości :-)
    Aniula, mnie prawie certyfikat dali za mój pesymizm, plus zaświadczenie na depresję i proszę co ze mnie wyrosło :) długo rosło, oj długo, no i jeszcze rośnie, tak mi dopomóż Bóg :))

  8. Ja nadal mam poczucie, że chyba nie urodziłam się gdzie trzeba. Mam „chore” poczucie sprawiedliwości, potrzebę porządku, przestrzegania zasad itp ( bez popadania w pedantyzm) Zmysł obserwacji jakoś za bardzo rozwinięty, empatia też z gratisami i ag się dziwi, że wychodzi mi takie spojrzenie pesymistyczne. Podobno nie błądzi ten co nic nie robi. Zawsze byłam aktywną osobą i jestem nią nadal, ale zderzenia z rzeczywistością zostawiają piętno:) Wychodzę z założenia, że każdy ma swój rozum i nic nie można na nikogo zaprojektować, chyba że a osoba tego chce. ( myślę o osobach dorosłych) Tak mi dzisiaj przyszło do głowy, że może moje miejsce jest gdzie indziej, skoro w tym którym jestem ciągle coś się wywala?

  9. Zadumałam się też nad Waszymi wpisami… I tym razem nie moimi słowami, ale mogłyby być i z ust zostały mi wyjęte przy śniadaniu :)… Na ten słoneczny piątkowy dzień, niech Wam przyniesie to, o co w sercach prosicie. Bo może to już dziś się zmaterializuje? :)

    „Kiedy pewnego dnia trafiłam bardzo daleko poza Europę i spotkałam ludzi spoza naszej cywilizacji, przeżyłam szok. Po pierwsze dlatego, że byli inni. Inaczej myśleli, mieli inny system wartości, inne priorytety. Po drugie dlatego, że ich świat wyglądał kompletnie inaczej. Nie było w nim reklam, pieniędzy, polityki, kościołów ani manipulacji. Był to świat czysty od wirusa uzależnionego od myślenia. Chciałam tam zostać. Niespodziewanie zorientowałam się, że nie muszę z nimi dyskutować na temat tego czy świat jest dobry, czy zły, czy zmierza ku zagładzie, czy nie, bo po prostu nie ma potrzeby, żeby o tym rozmawiać. Ich świat był. Po prostu był. Nieważne jaki, bo stanowił przedłużenie ich świadomości, a oni byli w niego wpisaniu jak cząsteczki powietrza. Nigdy nie rozmawiali o tym JAKI jest ich świat – tak samo jak ludzie spotykający się rano nie rozmawiają o tym jaki jest kształt ich doni. Bo jest to oczywiste i nie trzeba o tym rozmawiać.
    Tymczasem w świecie, w którym się wychowałam, ludzie wiecznie dyskutowali o tym JAKI jest ich świat. Czy jest zły, czy dobry, czy zatruwa ich fabryka, czy jest brudno, czy jest zbyt zimno, kto kłamie i oszukuje, a kto tylko udaje, że chce coś dobrze zrobić. Ci ludzie nie żyli. Oni tylko rozmawiali o tym czy warto żyć.”
    Beata Pawlikowska „Teoria bezwzględności, czyli jak uniknąć końca świata”

  10. I stanęłam dziś przy grobie ludzi mi obcych i choć nie było mnie w tych miejscach, gdzie najbliżsi pochowani, byli także obecni, blisko bliziuteńko, tu na tym nadmorskim cmentarzu. Jedne dusze poznały drugie.
    I stanęłam dziś przy zapomnianym grobie, a może to wcale nie prawda. Może ktoś tak jak ja w innym miejscu, z inną osobą, gdzieś daleko, ale blisko jednocześnie był w tym miejscu i jego dusza na chwilę wpadła by powiedzieć cześć temu, który zmarł 20.03.1982.
    Dziś otaczały mnie groby z datami śmierci 1982, rok mojego urodzenia, dla kogoś pożegnania… Ktoś się urodził, a w tej samej sekundzie ktoś odchodzi. Życie za życie.

    „A ziemia toczy, toczy swój garby uroczy, toczy toczy się los…”

  11. W ciemności się obudziłam, ale w duszy światło.
    Morze dziś wzburzone było, a we mnie spokój.
    Ciało kuliło się z zimna, ale serce gorące.
    Między duchami się przechadzałam, a z żywymi kawę piłam.
    Autobus zatłoczony, ale we mnie pustka.
    Częścią ruchu ulicznego byłam, ale w środku zatrzymanie.
    Stare żegnałam, a nowe już na ganku.
    Zewnętrzny hałas, ale wewnętrzna cisza.
    W ciemności zasnę, a dusza oświeci sny.

  12. „bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem – na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. oto cień mojej szpady. ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. a może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością? jesteś głupi”. Mistrz i Małgorzata

    +

    Film „Synekdocha, New York”. Bardzo na czasie, w temacie itd.

  13. Magdo T.,
    Ja kiedyś miałem okazję przebywać w Dublinie w okresie halloween – w porządku. Raz się tylko zszokowałem, gdy w miejscowym minimarkecie (Spar) znalazłem plastikową ludzką nogę obciętę pod kolanem z wystającą kością, krwią do okoła i zapakowaną w folię. Ot takie gadżet halloweenowy.
    To nie moja poetyka.

  14. Dżo-anno,
    Latynoamerykańskie widzenie śmierci – zgoda, ciekawe i takie inne niż w naszej kulturze (Święta Śmierć – ciekawa sprawa!). Tyle, że to jest zupełnie różne od ganiania w masce wampira.

  15. Ag bo to jest rzeczywistość. Niestety nie mam rodziców, którzy byliby mi w stanie pomóc, żebym sobie mogła powolutku pracy szukać. Muszę dać jeść moim dzieciom, firma w której liczyłam na pracę popadła w kłopoty. W innych patrzą na mnie jak na ufo , bo jak mogłam iść na urlop wychowawczy i w ogóle dzieci rodzić. Nie planowałam być bezrobotna ale na czarno nie mam zamiaru pracować i umowy śmieciowe mi nie pasują. Nie porównuję też, że ci w dużych mają węższe horyzonty czy szersze. Chodzi o to , że wśród moich znajomych jest dużo pozytywnych, pracowitych ludzi, których przytłacza rzeczywistość. Chociażby brak możliwości zapisania dziecka do laryngologa. Koleżanka Irlandii wraz z mężem za ich najniższe krajowe wynajmuje dom i dostaje od państwa wsparcie w postaci karty medycznej , która działa w przeciwieństwie do naszego NFZ. Co do zabawy postrzeganej jako zło odnosiłam się do tekstu. Ja tam zabawę postrzegam pozytywnie. Co do alkoholików, może mam wypaczone spojrzenie, bo mieszkam na osiedlu, na którym mieszkają ludzie z dwóch dużych zakładów pracy i na skwerku koło biedronki oraz w parku urządzają sobie regularne libacje ( ci czynnie pracujący i ci na emeryturach). A i jeszcze mam sąsiada alkoholika po wylewie, który maltretuje psychicznie swoją żonę i czwórkę dzieci. I nic na nikogo nie projektuję, tylko dzielę się swoimi spostrzeżeniami co do tematu. Sorry ale jest tu dużo optymistycznie patrzących na życie ludzi, więc racjonalny pesymista też się przyda.

  16. AG-Dziekuje! Czytajac maila Aniuli o malo sie z nim nie zgodzilem, to dowód jak latwo ulegamy projekcjom, a czasem wystarczylby gleboki oddech czy zmiana perspektywy zeby byc bardziej obiektywnym i dostrzec to co istotne…

  17. Do Aniuli:
    Twój mail, to piękny przykład projekcji własnych poglądów na innych …
    … dużo niesprawiedliwych generalizacji i osądów …
    – są ludzie o niezwykle wąskich horyzontach mieszkający w dużych domach – i odwrotnie
    – nie wszyscy Polacy to alkoholicy
    – w tym kraju można też zarobić niezłe pieniądze
    – odrobina zabawy niekoniecznie jest postrzegana jako zło
    – prawo zwykle jest przestrzegane
    – urzędy działają różnie – można trafić na miłe panie
    – zasiłek dla bezrobotnych??? po co być bezrobotnym???

  18. Ja stale porównuję obie kultury, bo mieszkałam dość długo w kulturze, w której świętowano Halloween a nie Dzień Zmarłych. W ramach pracy nad sobą postanowiłam chwytać to co dobre w każdej tradycji, a nie krytykować po obu stronach. Ja lubię tego ducha zabawy i lekkości TAM. Ale też my jesteśmy bardziej refleksyjni, bardziej depresyjni, a co za tym idzie głębsi TUTAJ. Lubię lekkość i urok Irlandczyków, ale ważniejsze spotkania i rozmowy przeżywam TUTAJ. Może zamiast porównywać i zastanawiać się, który obyczaj lepszy, przyjąć oba. Zachować refleksyjność i zadumę, ale też uczyć się lekkości i zabawy w każdej scenerii?

  19. Aniula, o prawie w Polsce lepiej nie rozmawiajmy, bo go nie ma. Tyle absurdów. Ile województw, tyle oddziałów NFZ, a w nich tyluż samo radców prawnych, każdy inaczej interpretuje ustawę refundacyjną :) :(. Im bardzie zamglimy, tym lepszy wynik kontroli.

    „Memento mori” całym sobą, bardziej umysłem niż ciałem.
    Jakoś nie wydaje mi się, że jakiś przebrany dzieciak czy dorosły w masce Freddy’ego Krugera „oswaja śmierć”. Dobrze się bawi i tyle.
    Teściu ma dziś urodziny, zawsze po cmentarzu idziemy do niego i jest wesoło. I z racji dnia też wspominamy naszych bliskich, których nie ma.

  20. Tradycja polska opiera się na ciągłej martyrologii, cierpieniu, braku możliwości i ogólnym zgnuśnieniu. Ludzie się cieszą jak stać ich na 30 metrów mieszkania i żyją tak na kupie z dwójką dzieci i starą matką , bo ma emeryturę. Jak w takich warunkach myśleć o rozwoju ? Z kim tu rozmawiać o otwartości umysłu, pozytywnym myśleniu, chęci tworzenia? Jakie mieszkania takie myślenie, ciągłe poczucie ograniczenia i braku możliwości. Jakikolwiek koloryt z zewnątrz jest traktowany jak zło, które nas pogrąży. I co z tego, że komercja, kapitalizm rozpasany. W kraju, gdzie nie przestrzega się prawa, gdzie bez względu na to ile pracujesz niczego się nie dorobisz odrobina zabawy nadal jest uznawana za złłlłlło. Umartwiać się , umartwiać i tak w kółko. Dlaczego w Polsce się chleje wódę? Bo to uwarunkowanie genetyczne od pokoleń żeby zapić smutki. Po wódzie jest weselej , obdrapany świat robi się bardziej kolorowy. Właśnie urząd pracy nie chce mi dać zasiłku bo w głowie się urzędnikom nie mieści, że nowy pracodawca z pracownikiem może się dogadać i wysłać go na urlop wychowawczy, cierpliwie czekając aż dziecko dostanie się do przedszkola i mama będzie w pełni aktywna. Dopadła mnie szara rzeczywistość firma wykopyrtnęłą się finansowo ( przez złodzieja na którego prawo polskie nie ma mocy odzyskania długu ( dużego – gościu na wolności) , a kobitę za dwa tysiące zamykają w więzieniu) i nie mogli przedłużyć mi umowy. Urząd zachodzi w głowę jak to możliwe , że mam umowę, były płacone składki, pracodawca świadomie wysłał mnie na ten urlop, żebym nie nawiała do konkurencji i potem wszystko się zawaliło. Dlatego miałam ostatnio doła i cieszę się, że sobie powycinam z dyńki potwory, przynajmniej puszczę z dymem negatywne emocje a dzieciaki będą miały zabawę jak wieczorem dyńka będzie świecić. Dla mnie cień zaległ już dawno na wszystkich urzędach gdzie połowa pracowników to lenie patentowane na państwowej posadce a druga połowa tych odpowiedzialnych boi się wszystkiego, bo przepisy są tak durne ,że nikt nie chce ponosić odpowiedzialności za ich wykonanie. No i tyle idę drążyć dyńkę.

  21. wszystkiego dobrego także dla tych pod ziemią, co w naszej pamięci i sercach

  22. Już stary oświecony biskup Krasicki szydził z pijanych, rozpustnych braci w wierze (lub niewierze?) Wszyscy umrzemy: i ci okropni księża w lexusach, i ci pracowici na niwie ducha w wytartych sandałach. Dla mnie haloween to listopadowy karnawał—śmierć miesza się z życiem, śmiech ze szlochem, białe kruki z czarnymi…Wszystkiego dobrego dla wszystkich na ziemi, niebie i pod niebem.

  23. Kolejny dzień przywitał mnie jeszcze przed wschodem słońca. Taki falstrat. Wstałam i zanurzona w pięknej ciszy przemieszczałam się pomiędzy kolejnymi minutami. Sam oddech był za głośny. Zatrzymałam się. I usłyszałam nowy dzień.
    Duża słońca dla wszystkich, niech ociepli i oświeci cienie. W końcu ciemność to tylko brak światła :-)

  24. Może to ten cień – i ta obsesja grzeszności (ten seks taki owaki, porno, przemoc, piersi i penisy i pytania w konfesjonałach o pozycje, „samogwałty” i „nakręcanie się” zamiast medytacjinad wiarą, miłością i nadzieją i ludzkiego rozgrzeszenia).
    O matko jakie to poplątane. A jeszcze na koniec zostaje cudowne lekarstwo na cienistość dla wszystkich nas: wódka. Zgubna, ale jakaż powszechna w użyciu :(

  25. Podoba mi się to alternatywne widzenie smierci w krajach latynoamerykańskich, ad :) Trumny z fiestą i fetą, tańce i barwne świętowanie. Śmierć i odchodzenie jest ambiwalentne. Po co pozbawiać jej tej ciekawej ambiwalencji?
    Kościół jednak uważam jest potrzebny, ad. Szkoda, że nie pełni swojej roli jaskrawiej i mocniej – że obok dobrego zakonnika żyjącego skromnie i w modlitwie, z zaopuszczoną po pas brodą musimy czytać i słuchać o księdzu „lepkie rączki” z takiej czy innej miejscowości. i znowu nie chodzi o to by kogokolwiek kamienować, nawet jeśli budzi tak ogromną odrazę, oburzenie, żałość… chodzi o to by nie było takich sytuacji, gdy może ich nie być (gdy są terapie, są możliwości zrzucenia sutanny, są szkolenia zawodowe dla każdego, kto chce).
    Pozdrawiam :)

  26. Jeśli chodzi o oswajanie to nie wiem czy plastikowe maski baby jagi wzbudzają jakąś refleksję na temat śmierci, czy czegokolwiek innego. Jak ktoś lubi – proszę bardzo. Dla mnie – plastik.

  27. Nie wiem Dżo-ann, po co się ograniczasz. To przecież jasne, że haloween sprowadzili do europy żyjący w celibacie i molestujący księża w swoich lexusach po to, żeby odwrócić uwagę od swoich haniebnych czynów. Mafia to nic po prostu.

  28. I twierdzenie, że haloween to „przejaw okultyzmu, bo szatan nie zna się na żartach”, Macieju. Jaki to w ogóle kontekst, czemu bije po oczach aż taka hipokryzja – po co mówić w ogóle o złych mocach, to być może jest bardziej niebezpieczne w ustach kleru i hierarchów kościoła niż wydłubywanie dyni czy przebieranie się za kościotrupa z odblaskowymi rogami?
    Walka z haloween to odwracanie uwagi od problemów celibatu i molestowania seksualnego, skali rządów złotego cielca – kasy w postaci leksusów i porsche cayenne, którymi komu jak komu ludziom w sutannach nie przystoi, po prostu nie przystoi jeździć. Od księży wymaga się nieskalanej, czystej, pieknej postawy, wzoru do naśladowania dla mas. Umiejętnosci pokonywania własnych słabości i dawania otuchy. Walka z haloween, uważam to zabieranie tej otuchy.

Komentarze są wyłączone.