ćmy

Ćmy – koan

Praca jak praca. Wiadomo. W Sylwestra zarobek jest największy. Czy mam tequilę? Gościu? Mam sześć rodzajów tequili. Wypił. Od razu dwa kieliszki. Polizał cytrynę tylko raz. Odszedł. Osunął się.

Bez limitu. W Sylwestra podaję drinki bez limitu – ścięty, pijany w trupa, nieprzytomny – każdemu nalewam. Wszyscy są nieprzytomni. Każdy jest ścięty. Wszyscy piją. Żeby tylko pili. Mieszanie. Melanżowanie. Co kto chce. Proszek, tabletka, drink, skun, kreska, piwo, spirytus, skocz, dopalczyk. Co kto chce.  I te nazwy: Wściekły pies, Łzy teściowej, Black Russian, Sex on the Beach. Nigdy nie rozumiałem o co chodzi z tymi nazwami, choć robię w tym fachu od pięciu lat. W dodatku nie piję. Głupi barman. Wiem, że jak zacznę pić w pracy to po mnie. A po pracy? Po pracy po co pić? Wolę się czymś zająć.

Wymyślam własne drinki jak rasowy barman. Baletnica na przykład – sporo wódki, czerwony wermut, odrobina soku z limonki i kolorowa kostka lodu z soku grapefruita. Albo mój ulubiony, świetnie schodzi: Dziki diabełek – gęsty sok malinowy zmieszany z tabasco, zmiksowane dwie kostki lodu, odrobina koniaku, na to spirytus, wąski kieliszek. Trach. Jednym haustem. 

Muza wiadomo – techno. Łup, łup. Łup, łup. Łup. Łup, łup. Łup.

Przerwa. Zastąpiła mnie koleżanka kelnerka. Na chwilę muszę wyciągnąć nogi. Druga w nocy. Moment zgonu towarzystwa. Około trzeciej znowu się ożywią. Zrobi się ruch w barze na dwie, trzy godziny. 

Zszedłem na dół. Tylko kilka osób na parkiecie. Zombie. Młode laski. Młode dziewuchy poruszają się jak zombies. Jakiś facet tańczy coś w rodzaju kazaczoka kompletnie nie w rytm muzyki. W końcu przewraca się na plecy i zaczyna fikać nogami. Tamte wykonują bezwiedne ruchy. Naćpane jak osy. Nagle jedna zaczęła wykonywać gwałtowne ruchy, podciągnęła sukienkę i oddała mocz na parkiet. Nikt nie reagował. Wszyscy po kątach. W cieniu. Nawet żadnej kopulacji. Ścinka. Wycinka. Padaka.

Czemu się nie bawię? Czemu nie wypiję drinia? Nie zajaram? Gościu młodszy ode mnie. Kelner. Nieźle już naprany. Sylwester, stary! Mówi do mnie. Zabawa! Mówi. Darmowe chlańsko, stary. O tej porze już nikt cię nie sprawdzi, stary! A dupcie tak nieprzytomne, że każdą możesz mieć, stary! Każdą po trzy razy, stary. Zjarane na beton, stary! Tamta śliczna taka, widzisz, taka blondyneczka, z trzema już. Z trzema tu, przy wszystkich na fotelu. Zagadasz, stary i masz co chcesz.

A gdyby to była twoja dziewczyna, spytałem, ale facet zaciągnął się i na twarzy zostały mu tylko maślane oczy.

Co rok mówię sobie, że to rzucę ale nie rzucam. Dobre zarobki, kredyt. W Sylwestra tylko jakiś głupi barman nie pracuje. Cztery, pięć stawek można zarobić. Proponowali mi w tym roku w Juracie, że lepsze towarzystwo. Nic z tych rzeczy. Nie dałem się nabrać. Wszędzie jest takie samo towarzystwo. Wszyscy chlają na umór. Ćpają do zwałki. Dlaczego? 

Chyba życie im doskwiera. Czasem myślę, że po prostu chcą umrzeć. Na raty ale umrzeć, skończyć, definitywnie odjechać, więc żaden ze mnie barman, raczej grabarz albo jeszcze gorzej – kat. Patrzę jak ludzie siebie krzywdzą i nic z tym nie robię. Znaczy się kat. 

Tę małą, blondyneczkę wziąłem na zaplecze. Wsadziłem w jakiś karton. Przykryłem obrusem. Nieprzytomna. Może się wyśpi a może zginie. Ludzie jak ćmy są. 

_________________________________________________

NOWOŚĆ !!! SZKOLENIE ON LINE

COACHING TAO. JAK ŻYĆ W ZGODZIE ZE SOBĄ?

_________________________________________________
inne koany

starsze koany

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.