Co decyduje o skuteczności coachingu? [5] Nocebo

samospełniająca się wróżba
samospełniająca się wróżba

Nocebo jest opisywane jako efekt odwrotny do placebo. Słowem, siła sugestii, tylko na odwrót. Genialny profesor Richard Wiseman w wielu miejscach pisze o swoich eksperymentach, z których jasno wynika, że ludzie którzy określają siebie mianem pechowców wprowadzają w życie nieświadome strategie, a raczej ukryte wzorce w wyniku, których potwierdzają swój wyjściowy status. Na czym one polegają? Stosują na sobie efekt nocebo.

Po pierwsze jest to zawężania pola działania. Osoby skuteczne działają szeroko, odważnie, szukają rozwiązań wszędzie. Wykorzystują 80 % swoich możliwości w 20 % najważniejszych spraw. Osoby nieskuteczne odwracają tę proporcję. Ich zdaniem nie warto szukać, działać niestandardowo, a tym bardziej podejmować ryzyka, gdyż rzeczywistość jest z góry dana, zdefiniowana. Tego rodzaju osoby określają siebie jako urodzonych pechowców lub co gorsza realistów, którzy poruszają się w zdeterminowanym świecie. Dlaczego co gorsza są realistami? Niestety tak zwany realizm odcina nas od intuicji. Intuicja, kiedyś traktowana jako swoista magiczność, dziś w wyniku najnowszych badań, uznawana jest, między innymi przez prof. Paula Eckmana, czy dr Arnolda Mindella, prof. John Gottmana, jako zbiór mikrosygnałów, niewielkich elementów komunikacyjnych, delikatnych symptomów. Sygnały te, między innymi z powodu mitu racjonalności lansowanego przez XX wieczną naukę, zwykliśmy marginalizować.

Całe pokolenia ludzi, nasze dzieci wychowaliśmy wyposażając je w umiejętności liczenia z użyciem silni i całek, wiedzy na temat złóż gazu i węgla w Mozambiku oraz przygód Izabeli Łęckiej, zaprzepaszczając naukę rozpoznawanie własnych potrzeb i emocji. Eliminując naukę kreatywności i niezależności. Tym samym pokolenia te tracą zdolności empatyczne. Istotą edukacji stało się wytworzenie przewidywalnych postaw, które z dziecka uczynią zsocjalizowanego obywatela i przede wszystkim posłusznego pracownika korporacji a potem konsumenta. Ów klient ma kupować i konsumować, to do czego zostanie skłoniony przez innych pracowników, tym razem korporacji marketingowych. Najlepiej zsocjalizowani obywatele mówią: świat jest jaki jest, nic się nie da zmienić, no chyba, że drogą przyłączania się do jakichś protestów, wpłyniemy na jakichś onych,  którzy w drodze wyjątku zmienią nam świat na lepszy. Posłuszny pracownik i konsument zawsze jest zdany na onych i nie przychodzi mu do głowy, że prąd eklektyczny w jego gniazdku i elektrownia za oknem nie są jedynym możliwym sposobem uzyskiwania energii, tylko jednym z wielu, jaki obrały grupy wpływu w pewnym momencie rozwoju ludzkości, albo w danym etapie rozwoju jego kraju.

Zatem po drugie: ludzie, którzy odnoszą sukcesy kierują się intuicją, czyli szybko i wyraźnie wychwytują mikrosygnały, nie zjedzą grzyba, jeśli nie są pewni jego jadalności, jeśli malutka blaszka wyda im się  dziwna. Nie podpiszą umowy o pracę z człowiekiem podszytym niepewnością lub przeciwnie tłumiącym agresją. W mikroekspresjach zauważą niespójność. Podejmą ryzyko, jeśli dostrzegą we współpracowniku prawdziwą pasję i zaangażowanie. Jak mój wujek, któremu wystarczył rzut oka na warsztat rzemieślnika i wiedział, czy to dobry fachowiec czy partacz. Jak mój znajomy, który wchodzi do sprzątniętej kuchni u obcych ludzi i jest w stanie precyzyjnie powiedzieć: co gotują, co jadają i jakie składniki znajdzie w lodówce?  Jak moja mama, choć bez wykształcenia medycznego, bezbłędnie dostrzegała u przyjaciół, sąsiadów i krewnych objawy chorób i nierzadko zmuszała ich do wizyty u lekarza. Doświadczenia wypisują nam na twarzach biografię, wystarczy uważnie się przyjrzeć. Ja, po latach pracy z ludźmi, rozpoznaję po rysach twarzy na przykład osoby uzależnione od alkoholu, choć one same siebie często tak nie określają, mimo, że są uzależnione. Mikrosygnały, delikatne przykurcze mięśni. Umiem, też jak barometr zareagować na nuty histeryczne w osobowości i tłumienie agresji u ludzi zanim lepiej ich poznam.

Ludzie poddający się efektowi nocebo uwierzyli, że istnieje los, że ich życie jest zdeterminowane i zdefiniowane raz na zawsze. Z tego powodu nie są w stanie wyobrazić sobie, że istnieją inne możliwości. Spora grupa ludzi powtarza na przykład, że coaching i temu podobne techniki to ściema, gdyż pewnych rzeczy nie można zmienić i nie można się nauczyć, oduczyć, odmienić. Na przykład twierdzą, że nie mają zdolności językowych, albo rysunkowych, albo muzycznych itd. Nie i już. Dlaczego tak sądzą? Gdyż ich wcześniejsze doświadczenia, czyli pamięć i utrwalony wzorzec podpowiadają im: to nie dla ciebie Marian; nigdy nie będziesz śpiewał; nie umiesz rysować Mariola; jesteś antytalentem w krawiectwie itd.  itd. Któż nie przyzna takiemu myśleniu racji? Czytając ten tekst możesz z pewnością wymienić kilka spraw, obszarów, umiejętności, które są nie dla ciebie. I myśląc w ten sposób nawet nie próbujesz, bo przecież wiesz doskonale, że nie masz zdolności muzycznych, koniec kropka, więc nawet nie sięgasz po gitarę brata lub nuty ulubionej piosenki. Ale, ale…Jak się nauczyłeś obsługiwać swój smartfon i androida albo IOS? Jak połapałeś się w Windowsach nowszych i starszych? Jak to robisz? Na początku XXI wieku w Polsce Internet raczkował, dopiero pierwsze, nieliczne firmy zakładały swoje strony. Jak teraz z łatwością serfujesz po necie? Jak to robisz? Jak nauczyłeś się księgowości, pracy listonosza, obsługi obrabiarki, programu do obsługi klienta, prowadzenia motocykla, robienie zastrzyków dożylnych, zbierania szparagów, funkcji w Excelu, jazdy konnej, analizy laboratoryjnej, obsługi rzutnika, automatycznej skrzyni biegów, sprzedaży płytek ceramicznych, gry na konsolę? Jak?

W twojej głowie, na całe szczęście, nie pojawił się wcześniejszy wzorzec, że to trudne lub niemożliwe, a jeśli się pojawił to jest jedna z głównych przyczyn z powodu, których: czwarty raz zdajesz egzamin na prawo jazdy, piąty raz zmieniasz prace na kolejną beznadziejną pracę, nie odnosisz satysfakcji w seksie, masz trudności z Excelem, unikasz spotkań towarzyskich, oblewasz trzeci raz prawo administracyjne, masz trzecią stłuczkę w tym miesiącu, przepłacasz za pomidory, kłócisz się z Mariolą, unikasz Mariana itd. itd. itd. Ten mechanizm blokuje także kreatywność. Jeśli z góry wiemy, że niczego nie można znaleźć, to nawet nie zabieramy się do szukania. Jeśli w jakiś sposób definiujemy rzeczywistość, na przykład, że coś jest trudne lub niemożliwe, to naturalną konsekwencją jest zaniechanie działania. To właśnie wydaje nam się racjonale!

Jeśli stwierdzenie: nic się nie da zrobić  dotyczy starej pralki, lub zwolnienia z pracy, można powiedzieć: trudno, pralka się zużyła, praca się skończyła, ale jeśli ktoś powtarza sobie: nic się nie da zrobić – w kontekście własnego życia, przypalając kolejnego papieroska do mocnej kawki i kanapki nafaszerowanej benzoesanem sodu, to uruchamia samospełniającą się wróżbę, czyli efekt nocebo.  

cdn.

ps. efekt nocebo to niestety także chorowanie, lekarz zalecił mi spokój i odpoczynek, pytałem w aptece, nie mieli; pani ze zdziwieniem stwierdziła, że takie rzeczy to mają tylko w Brukseli :)

Co decyduje o skuteczności coachingu? [5] Nocebo
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Dziękuję Panu Panie Macieju za wszystko, za budzenie we mnie stłumionego (ale zawsze przeczuwającego to, o czym Pan mówi, co wyraża Pana osoba) ducha. Mam przed sobą kolejną książkę Pana, „Coaching czyli restauracja osobowości”, marzy mi się coaching prowadzony przez Pana ale póki co spijam każde słowo z Pana ust, z nadzieją, że uda mi się w końcu przezwyciężyć nawyki i efekt nocebo na dłużej. Na razie jestem na początku drogi, zdaję sobie sprawę że teoria to nie wszystko i staram się wychwytywać momenty w których nie praktykuję a jedynie siebie okłamuję, że praktykuję podczas gdy strefa komfortu się nie poszerza, nie przekraczam jej. Dzięki Panu mam jednak nadzieję większą niż zawsze że to się uda. Bardzo dziękuję za wsparcie i serdecznie Pana pozdrawiam

  2. Bo szczęście to wybór. To kwestia podjęcia decyzji o byciu szczęśliwym. :)

  3. Czasami dodajemy jeszcze ze nic nie mozna na to co sie dzieje w nas i z nami poradzic bo takie juz mamy geny wiec coz….
    Gdy tymczasem profesor Bruce Lipton na jednym ze swoich seminariow powiedzial…” po 15 latach badan doszedlem do wniosku ze nie jestesmy ofiarami naszych genow ale…..panami naszego przeznaczenia, zdolnymi tworzyc zycie przepelnione zdrowiem, szczesciem i miloscia.
    Nie musimy czekac juz od dzis mozemy zaczac kwestionowac nasze wymaginowane ograniczenia, po to by stac sie tworca wielkiego dziela jakim jest zycie .”
    Coaching – coach pomaga w koncentracji mysli – ja nazywam to dyscyplina mysli .
    Jasne , zrozumiale cele ( zobowiazania) sprawiaja ze cala uwage ( nasze mysli) skupiamy na swoim zamierzeniu i aktywnosciach ktore pomagaja je realizowac.
    Jezeli niekiedy czasowo wylaczamy pewne zmysly ( jak np wzrok) to pozostale ulegaja wyostrzeniu co pomaga nam wydobyc sie z normalnych ram myslenia.
    , Rozwijanie roznych dotad nieznanych nam talentow sprzyja kreatywnosci w poszukiwaniu nowych rozwiazan i kreowaniu oczekiwanych zdarzen.
    Dla mnie dyscyplina mysli – to miec odwage i wytrwalosc pozostania wiernym swoim pragnieniom, umiejetnosc omijania pulapek myslowych( uogolnioanie, maksymalizacja, myslenie biegunowe) i kontrola negatywnych mysli ktore czasami niewiedziec czemu pojawiaja sie automatycznie.
    I w tym pomaga coaching i coach – moim zdaniem.
    Tym samym tworzymy rzeczywistosc a nie reagujemy na to co nas spotyka.
    Dyscyplina mysli , rozwoj intuicji, koncentracja na zalozonych akytywnosciach z dobrze wybranym coachem, lub przy intensywnej pracy nad wlasnym samorozwojem pozwala na realizacje tego bez czego zyc nie chcemy :-)

  4. Merytoryka 100%. Super !

  5. Panie Macieju, więcej takich wpisów! :)

    Naprawdę dotyka Pan tutaj sedna sprawy. Z chęcią przeczytam więcej Pańskich opinii na temat coachingu i postrzegania coachingu :)

    Pozdrawiam!

  6. A miał Pan receptę na spokój i odpoczynek? Bez recepty to teraz ciężko, NFZ rozlicza z każdej literki :) Moje pozytywne myślenie i chęć działania zostały bardzo dotkliwie pokiereszowane w liceum. Nie wiem czy to przez okres dojrzewania, czy spotkanie pewnych ludzi spowodowało, że się wycofałam i zaczęłam wątpić w siebie. Potem zawaliłam egzaminy na prawo . Poszłam do szkoły hotelarskiej lekko zdruzgotana porażką. Moja wychowawczyni z liceum załamywała ręce, bo mnie widziała w jakiejś grupie naukowo – badawczej a tu jej najlepsza uczennica wylądowała w szkole hotelarskiej. Teraz to już wiem, że któryś palec boży ustrzegł mnie chyba od jednego z większych błędów życiowych:) Dzięki jednej z koleżanek z tej szkoły rozpoczęłam proces otwierania szczelnie opakowanego przez system szkolnictwa umysłu. Potem kolejny dziwny pomysł to pójście na Akademię Ekonomiczną i znowu palec boży w formie już człowieczej pokierował mnie an filozofie, bo jak się okazało najbardziej na akademii podobała mi się filozofia i angielski. :) Teraz po zajęciach z coachingu w końcu zrozumiałam, że jestem liderem, tylko jakimś takim swego czasu wycofanym. Od podstawówki , moje pomysły na teatrzyki, wycieczki itp były akceptowane przez grupę. Koledzy bez protestów przyjmowali moje propozycje swoich ról. Problem się zaczynał gdy jakiś cwaniak ładował się z butami w projekt i głośniej krzyczał chcąc przejąć już zrobione. Nie lubię hałasu. Czasem się wycofywałam z ulgą , bo projekt już mnie nudził ale czasem kosztem zdrowia starałam się go utrzymać. Po takiej walce przychodziło zniechęcenie, brak wiary w ludzi, jeden kretyn burzył całą harmonię fajnego działania. Dzisiaj już na to nie pozwalam, ale to też dzięki coachingowi. Myślę, że nawet moja fizyczna postawa odbiera intruzom pewność. Na mentalnym projekcie składam swój podpis i jeszcze podkreślam „To moje” . Jest dziwnie, pierwszy raz w życiu nie mogę znaleźć pracy, mimo doświadczenia – jestem w procesie . Nie siedzę i nie jęczę, kończę kurs niemieckiego idę na angielski , nawet zostałam zaproszona do koleżanki na szkolenie aby przedstawić swoje obrazy i zrobić mini wykład o Mandalach. Cały czas coś się dzieje, gdzieś jednak ucieka mi materia. Rachunki trzeba płacić. Czasem mam ochotę przejechać walcem i zobaczyć gdzie wyjdzie to co silniejsze :)

Komentarze są wyłączone.