Coachem być

szaman, czyli dawny coach

Coachingowo się zrobiło w ostatnich postach a to dlatego, że właśnie skończył się kolejny kurs certyfikacyjny, który prowadzę w Norman Benett Academy w zawodzie coacha. Niebawem egzamin. Egzamin praktyczny budzi wiele emocji. Test wiadomo, od biedy można zakuć, ale egzamin praktyczny, to pierwsza samodzielna próba pracy w tym wymagającym przecież zawodzie.  Czyżby to było przekonanie ograniczające? Oczywiście, że tak! Każde stwierdzanie, zwłaszcza wyposażone w czasownik „być” jest przekonaniem, czyli umownym opisem własnego odbioru rzeczywistości. Nasza genetyka, wady wzroku, budowa siatkówki i rogówki, powonienie, odczuwanie, słuch…wreszcie pamięć, percepcja itd. itd. powodują, że zniekształcamy rzeczywistość, a wydaje się nam, że przecież mówimy prawdę, całą prawdę, najprawdziwszą prawdę, jedyną, świętą, a nawet obiektywną. Tymczasem mówimy zawsze tylko to, co nam się wydaje, co ten cudowny, a jednak wybiórczy i ułomny aparat naszych zmysłów i umysłu wychwycił, dojrzał, zrozumiał, wymielił w neuronalnych rozbłyskach.

genialny klient coachingu :)

Zatem zawód coacha jest wymagający w mojej mapie świata, gdyż wymaga rozlicznych kompetencji od komunikacji i komunikatywności, do zdolności wyłączania własnej mapy, nieoceniania, wyłączania własnych wartości i tendencji do doradzania, wymaga uważności na drugiego człowieka i znajomości rozlicznych technik i nowoczesnych metod edukacji. W dodatku potrzebna jest pokora, bo przecież to klient coachingu się zmienia i podejmuje decyzje samodzielnie, autonomicznie – coach jest tylko trenerem, stoi po za murawą boiska, na którym toczą się życiowe mecze. Potrzebna jest zatem pokora i umiejętność znikania. Tutaj sukces nie ma wielu ojców i matek. Tutaj ojcem i matką sukcesu jest zawsze klient. Nie wszyscy jednak klienci chcą się zmieniać, czasem coaching jest tematem zastępczym, jest zamiast czegoś, a nie po coś. Deklaratywnie owszem, ludzie oczekują sukcesów, szczęścia, udanych projektów, rozwiązania konfliktów małżeńskich, ale pod warunkiem, że niczego nie zmienią. Chcieliby zachować stare życie, ale mieć nowe, lepsze wyniki. Coaching ma służyć za przykrywkę, uzasadnienie, że coś się robi, a niekiedy jest dowodem na to, że nic nie można zrobić. Byłem u znanego coacha i wcale mi nie pomógł.  Przereklamowany ten coaching. Bardzo podobnie jak z ludźmi jest z organizacjami, firmami, korporacjami. Chciałyby wciąż sprzedawać nam swoje stare pomysły i produkty i nie są w stanie uwierzyć, że ludziom już nie są one potrzebne. Wzrosła świadomość i już nie lubimy cukru w żywności, przewidywalne seriale nas znudziły, a od samochodu wymagamy niezawodności i komfortu, od komputera szybkości. Z coachami i coachingiem jest jak z wieloma innymi zawodami. Można być świetnym kucharzem i kiepskim kuchtą, można być lekarzem oddanym pacjentom i obojętnym na ich los cynikiem, można być pełnym pasji ogrodnikiem i sprzedającym zgniłe jabłka oszustem. Mistrzostwo w coachingu wyrasta z wewnętrznej równowagi i spójności. I oczywiście warto lubić ludzi, to wiele ułatwia : )

Na egzaminie praktycznym student naszej akademii spotyka po raz pierwszy nieznaną mu osobę, która najczęściej nic nie wie o coachingu. Ma za zadanie poprowadzić krótką, sprawną sesję coachingową z pożytkiem dla klienta, w związku z tematem, który tenże zgłosił. W czasie tej kilkunastominutowej sesji wykazuje się [lub nie] wszystkim zdolnościami, o których wyżej. Potrzebuje mieć w sobie również niezłomność, a może nawet charyzmę, która pozwoli mu wierzyć w klienta i jego sukces, nawet, gdy on sam nie wierzy, ponadto wierzyć w metodę, nawet, gdy w konkretnym przypadku ona zawodzi, a klient stawia opór. Życzę powodzenia na egzaminie!

Coachem być
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Maćku, twój dawny coach na zdjęciu, szaman, ma w ręku fajkę. Może się przyłącza w ten sposób :-)

  2. Witam. Jestem jedną z tych co będą egzaminowani. Mam teraz kilka dni urlopu i przygotowuję się. Nawet dzieci wzięły męża na wycieczkę (3 i 7 lat) To jak prezent od losu…. Czas tylko dla siebie i coachingu. Czasem wpada ktoś z przyjaciół lub sąsiadów i ćwiczymy. I jest śmiech i łzy i niedowierzanie…. Myslę sobie, że sam fakt przyglądania się sobie, dania sobie czasem chwili na przyjrzenie się, szukanie odpowiedzi w sobie to wielka chwila. Pierwsza dla wielu. Nie wiem jak mi idzie ale uśmiech i blask w oku przy pożegnaniu wart jest „miliona”

  3. i oto mam odpowiedź na nurtujące mnie ostatnio pytanie „Coachem być albo nie być….” Dziękuję :)

  4. Też trzymam kciuki za wszystkich :) Sam bym chciał być już po kursie i egzaminie :)
    Panie Macieju ostatnio w GC wpadliśmy na pomysł by oprócz par treningowych, przeprowadzić też sesje treningowe z osobami, które kompletnie nie są związane z coachingiem (takie prawdziwe próby sesji). Czy ze względu na etykę oraz to, że raczej nie mamy jeszcze wykształconych w pełni umiejętności jest warto to przeprowadzić, w ramach eksperymentu?

  5. Powodzenia wszystkim egzaminowanym! Z praktyki wiem, że nie jest to straszne, choć niektórym się tak wydawało.

  6. Aniulo;
    Kasa owszem bywa ważnym czynnikiem, gdyż jest konkretnym wkładem klienta we własna zmianę, a także poprzez honorarium dla coacha pozycjonuje wagę, znaczenie jakie klient przykłada do zmiany. Jednak największe pieniądze za coaching płacą firmy, a to rzadko wpływa na motywację konkretnego menedżera. Oprócz tego jeśli kogoś stać na zapłacenie za sesję kilkuset euro, to pieniądze nie odgrywają roli motywującej. Zatem i tak i nie…pieniądze czasami mają znaczenia a czasem wprost przeciwnie. To jak z iphonem, który jest kosmicznie drogi a przecież wcale nie lepszy od samsunga czy htc, a jednak iphon ma swych zagorzałych fanów :)
    pozdrawiam

  7. Właśnie klient musi chcieć zmiany. My możemy tylko pomóc znaleźć drogę i tyle. Znam osobę, która wie jaka powinna być droga i na siłę dopasowuje ją do tej co jest. No co zrobić. Słucham podsumowuję, słucham podsumowuję walę po głowie pytaniem granicznym – druga strona wie o co jej chodzi i stoi :) Zobaczymy ile będziemy tak stać :) Pytanko takie psychologiczne: Czy klient, który płaci grubą kasę bardziej się mobilizuje do zmiany?

Komentarze są wyłączone.